Skip to main content

Full text of "Kazania przygodne. T. 3"

See other formats


41 s 


KAZANIA 


przez Ks. Jana Kurczewskiego 


7 A 


Kas . ŻYrFY * Z w 
ś ” 4 1 J 1 p g [ę, 
ky (>: Tom III. -- 
| [3 = ; , a Ą 

; 


KADZCZYZE WILNO. ŻE. 
(00 Nakład i druk ks. A. Rutkowskiego. 


z E: 4 


KAZANIA 


miane 


przez Ks. Jana Kurczewskiego. 
4 


Tom III. 


WILNO. 
Nakład i druk ks. A. Rutkowskiego. 
1914. 


ajj), „UA i i ' 
. RT łe „TRAT A 
5 w ar 
v „s kd a 
AP , 
| 4 LĄ -_ Nil obstat. — : 
+ 48 Praelatus Joannes Hanusowicz. 
) ą 
j „ > 


ia p ” 
» i E 
+ i j j rę: " ;£ 
4 b , ś a w ja. ie U > 
4 dja z — s" v. 
* 74 p " r 4: 
| . ' 


PŁOT 


IMPRIMATUR. 

 Vilnae. Die 16 m. Septembris. 1913 an%0. | t 
A Pro Administratore Dioecesis e, wf, a 

Praelatus Bajko. | f 


Pro Cancellarius Ś. F. Drozdowski. 


KE; 


tom. PPT dw_6 


Kazanie I. 


O drodze Chrystusowej. 
„Jam jest droga, prawda i żywot*. Jcan 14,6. 


Dziwnie wobec tych słów Chrystusa brzmią w uszach 
naszych słowa męża Chrześcijańskiego, wytykającego chrze- 
ścijanom zapoznanie dróg Bożych: «Swiat nasz bogaty w ko- 
rzyści, powiada, jakiekolwiek przyniosły mu nowe wynala- 
zki, dla ulepszenia jego bytu materjalnego, biedny jest w do- 
brach prawdziwych — w dobrach duszy. Wynalazłszy środki 
do skrócenia dróg ziemskich, zapomniał o drodze nie- 
bieskiej; stając się bardzo rozumnym, przestał wierzyć; 
mianując się filozofem, nie jest chrześcijaninem; a mi- 
łując i ubóstwiając naukę, wyzuł się z wiary». ') 

Słowa te, wyrzeczone przez filozofa chrześcijańskiego 
w połowie XIX stulecia, są jawnym dowodem, jak ludzie 
pomimo światła Chrystusowego, idą na oślep po błędnych 
manowcach życia, jak zapoznawszy drogę Chrystusową, 
gonią po bezdrożach niewiary w nieustannym pościgu za 
prawdą, szczęściem i dobrobytem. 

Tak było w ciągu wieków, tak się dzieje i dziś, sy- 
nowie ciemności nie chodzą w światłości, aby nie były 
naganione uczynki ich; drudzy umiłowali ciemności ra- 
czej, niż światło Chrystusowe, opuścili drogi Chrystusowe, 
by się stać przewodnikami na drodze postępu i oświaty 


1) Ventura. La raison philos. II, 1. 


bez Boga, bez wiary i bez nadziei życia pozagrobowego. 
Chwycili się tych dróg z całym zapałem umysłu i serca 
młodzieńczego przewodnicy po nowych drogach, z odwagą 
i werwą szli na czele swych zwolenników, z góry sobie 
zapowiadając zwycięstwo. Ale cóż? w pół drogi już po- 
czuli że błądzą; jedni, roztropniejsi powrócili na drogę: 
Chrystusową, drudzy kierując się dumą i próżnością wię- 
cej, niż roztropnością, znaleźli się w końcu nad brzegiem 
czarnej otchłani — spójrzeli w jej przepaściste czeluście: 
a tam przerażająca ciemność: tam panuje straszna, wstrzą- 
sająca istotą, noszącą w sobie poczucie nieśmiertelności, 
przerażająca nicość! Cofnąć się, już uważali dla siebie 
za późno, rzucić się w objęcia nicości za straszno: skoń- 
czyli w zwątpieniu i rozpaczy. 

Swiadkowie tych dróg i kresów, dbając o własny ko- 
niec, zwracają z tych dróg, Świat dzisiejszy zaczyna po- 
niewolnie zwracać się na drogę Chrystusową — garnie 
się do religji. Ci, co lekceważyli Sakramentami świę- 
temi zbliżyli się do konfesjonałów i do stołu Pańskiego: 
ci, co dniami i nocami wczytywali się w utwory bezwy- 
znaniowe, zaczęli się przysłuchiwać i interesować się na- 
ukami religijnemi. W życiu towarzyskiem daje się wi- 
dzieć pewien nastrój chrześcijański i chęć poznania pra- 
wdy Chrystusowej. Spiesząc z pomocą ludziom dobrej. 
woli zamierzamy wyłożyć w tych naukach słowa Chry- 
stusa: «Jam jest droga, prawda i żywot», byście mogli 
jaśniej i bliżej przyjrzeć się drodze, prawdzie i życiu, 
które są w Chrystusie. 


I: 


Wnikając w tajniki pragnień i dążności ducha lu- 
dzkiego spotykamy w nim trojakie pożądanie: żyć wie- 
cznie, być wolnym od wyrzutów sumienia i cieszyć się 
nieprzerwanem szczęściem. To są pragnienia i pożąda- 
nia ducha ludzkiego — powszechne i niezaprzeczone. 
Każdy bowiem człowiek żyjący na tym świecie, pomimo- 
ustawicznej zmienności i niestałości tego Świata, pomimo. 


| - 


a — 


własnej ułomności i walki ze skażoną wolą, chciał by 
żyć — i żyć jak najdłużej — wieki całe, nieskończone; 
mieć duszę wolną od moralnego ciężaru gniotącego su- 
mienie i zakłócającego spokój serca; być wolnym od 
wszelkich przeciwnowści, klęsk i nieszczęść — posiąść 
najwyższe szczęście. Pragnienia te ducha ludzkiego nosi 
w sobie każdy człowiek, o ile nie wyzuł się z godności 
i praw człowieka przez życie niemoralne i nie stłumił 
w sobie tych przyrodzonych  iskierek jasności Bożej, 
przez hołdowanie mamiętnościom i upodobaniom tego 
Świata. Posiadali je mędrcy pogańscy, gdy idąc za świa- 
tłem umysłu przyrodzonego szukali dróg do cnoty i naj- 
wyższego szczęścia i starali się przeniknąć zasłonę cie- 
lesną, zbadać i rozwiązać tajemnicę życia pozagro- 
bowego, życia wiekuistego. A chociaż zmienność tej 
ziemi mówiła im o panującej Śmierci; chociaż niestałość 
losów wykazywała ciągłe zawody i rozczarowania; chociaż 
wreszcie obłęd i występki ludzkie jaskrawo rzucały się 
w oczy i zakłócały upragnione szczęście; tem nie mniej 
mędrcy narodów, wnioskując z pojęć o przymiotach duszy 
ludzkiej i mądrości Bożej i wysoko wznosili sztandar na- 
dziei w najwyższe dobro ludzkości, cieszyli się nadzieją 
Życia nieśmiertelnego, nadzieją nieposzlakowanej cnoty 
i niezachwianego szczęścia. 

Wobec jednak nieubłaganej rzeczywistości gniewu 
Bożego, wiszącego nad grzesznem plemieniem, wobec 
przyćmienia umysłu i skażenia woli; nawet najwznioślej- 
sze poglądy i nadzieje myślicieli starożytnych kończyły 
się, albo ostateczną porażką, albo dały się sprowadzić do 
chwilowych porywów, do przelotnych wierzeń, które na- 
wet swych mistrzów nie przeżyły, Uczniowie mędrców 
greckich i rzymskich, na innych drogach szukali najwyż- 
szego dobra, niż ich nauczyciele i zaprzeczali tym ideałom, 
w które wierzyli ich mistrzowie.  Wzniosły i gienjalny 
Platon, jak zauważył ktoś z filozofów chrześcijańskich, 
nawet sąsiada swego nie zdołał przekonać i pozyskać 
swoim ideałom. I tak w ciągu wieków, aż po dziś dzień, 
skoro ludzie zaufają swym siłom wyłącznym i oprą się na 


TBR=. 


chwiejnych światełkach swych zdolności, błądzą po manow- 
cach nie znajdując prawdziwej drogi do upragnionych celów. 

Błąkanie się to po manowcach w poszukiwaniu naj- 
wyższego szczęścia, w czasach dzisiejszych, dochodzi pra- 
wie do granic i na wszystkich drogach ducha i serca 
ludzkiego spostrzedz się daje. Wobec celów odwiecznych 
błądzi filozofija tego Świata, stając się nieraz manjact- 
wem, każdemu człowiekowi o zdrowych zmysłach rzuca- 
jącem się w oczy; historja przekręcaniem i naciąganiem 
faktów, by zaprzeczyć prawdzie Bożej, nauka i wiedza 
przyrodnicza po za swojemi doczesnemi zdobyczami, do: 
których właściwie się odnosi, hardo się nadyma i zaprze- 
cza celom ostatecznym, których ująć nie jest wstanie. 
Piękno i artyzm, straciwszy swe formy i kolory ozdobne 
— zjawia się dziś wobec nowomodnych artystów, jako 
widmo chorobłiwej fantazji, przygnębiając ducha ludz- 
kiego brakiem twórczości, myśli i poczucia kardynalnych 
zasad piękna. Z zatraceniem dróg Bożych do prawdy 
i enoty, Świat niewierzący stracił drogę prowadzącą do 
krainy sztuki i królestwa piękna, w ciągu wieków opro- 
mieniającego umysły i serca gienjuszów i mistrzów ludz- 
kości. Nastrój dzisiejszych, «artystów» koszławiąc kształty 
piękna i wrodzonego smaku w malarstwie, parodjujący 
utwory wyobraźni i wdzięk słowa, rytmu i śpiewów w po- 
ezji i muzyce, jest jaskrawem świadectwem nietylko za- 
 tracenia dróg wiodących do prawdziwego natchnienia, ale 
zdziczeniem gustu i wyobraźni. Patrząc na to wszystko: 
przychodzą na pamięć słowa myśliciela, że: «jak duch 
ludzki badawczy zerwawszy z Bogiem błąka się po bez- 
płodnych pustkowiach, tak podobnież błąka się i talent 
artystyczny, któremu obce są tajniki nadziemskiej pięk- 
ności, gdyż albo się oddaje złudnej zmysłowości, aibo 
też ubóstwia zimne i suche formy, których nie umie wypeł- 
nić ożywczem tchniem wyższej treści; a w obu razach dale- 
kie pozostaje od pojęcia prawdziwej sztuki i piękna». 

Nie ma przeto prawdy jako pokarmu, nie ma pięk- 
na, jako rozkoszy ducha ludzkiego, na drogach bezboż- 


') Werner. 


A EE. 


ności. Pustkowie i ciągłe zawody na drodze ludzi szu- 
kających najwyższego szczęścia po za drogami Bożemi, 
po za Chrystusem.  Choćbyż się to na tem skończyło, 
można byłoby z pewnym myślicielem bezwyznaniowym 
powiedzieć, iż życie ludzkie nie wąrte jest kosztów, które 
na nie łożymy.') Ale co gorsza opuszczenie drogi Chrystu- 
sowej, odprowadzając od prawdy i piękna, od nadziei 
pozagrobowych i najwyższego szczęścia, popycha ludz- 
kość na zgubne drogi, fałsze, zamieszania, niewiary i roz- 
pusty. Zboczywszy z dróg karności i piękna, duch ludzki 
otwiera na rozcież drogi rozbujałym namiętnościom; obłęd 
umysłu w zasadach kończy się gprzewrótnością serca 
w obyczajach i zanikiem głosu przygnębionego swawolą 
sumienia. 

Na tych drogach odstępstwa od dróg Chrystusowych 
nawet w narodach chrześcijańskich spostrzega się wyz- 
bycie się poczucia ludzkości. Krętactwo i oszustwo, obłuda 
i podejście, gniewy i pomsty, a w końcu i walki brato- 
bójcze, znęcanie się długoletnie nad słabszym, oto dziś 
zwykłe objawy między chrześcjanami, których bezbożność 
uwiodła na manowce błędu. Jęki i skargi, krew i łzy, 
rozlegające się w krajach i w rodzinach chrześcijańskich; 
jawnym są dowodem, że można się zwać chrześcijaninem, 
a nie chodzić drogami Chrystusowemi, tylko drogami Ka- 
ina bratobójcy. — Przyjrzyjcie się życiu nałogowych pi- 
jaków i rozpustników — reszty wam domówi doświadczenie. 
I cóż zyskali na tych drogach odstępcy od drogi 
Chrystusowej? Oto, gdy za grzeszną swawolę spadnie na 
nich gniew Boży, z bezbożnymi, o których wspomina 
mędrzec Pański, wołają: «Zbłądziliśmy z drogi prawdzi- 
wej i nie świeciła nam jasność sprawiedliwości i słońce 
rozumienia nie weszło nam. Napracowaliśmy się na dro- 
dze nieprawości i zatracenia i chodziliśmy drogami trud- 
nemi; a drogi Pańskiej nie znaliśmy; narodziwszy się 
wneteśmy być przestali, a cnoty żadnego znaku nie mo- 
„gliśmy po sobie pokazać». *) 


1) Szopenhauer. 
2) Sap. 5, 6. 


II. 


Porzućmy, bracia mili, smutne i zgubne drogi bez- 
bożności; przyjrzyjmy się drodze Jezusowej: bo, oto woła 
do świata zbłąkanego: «Jam jest droga»! Wązka to co praw- 
da i ciernista droga, ale droga prawdy i cnoty, droga 
prowadząca do najwyższego szczęścia, do Królestwa nie- 
bieskiego. W objawieniu proroczem przyjrzawszy się tej 
drodze, woła prorok Izraelski: «Rozraduje się pusta 
i bezdrożna i rozweseli sie pustynia i zakwitnie, jako 
bilja. Rodząc rodzić będzie i rozraduje się weseląc i chwa- 
ląc. Chwała Libanu dana jest jej, ozdoba Karmelu i Sa- 
ron; oni ujrzą chwałą Pańską i ozdobę Boga naszego. 
Zmocnijcie rece opadłe, a kolana zemdlałe posilcie. Rze- 
cze bojaźliwym: zmocnijcie się, a nie bójcie się: oto Bóg 
wasz sam przyjdzie i zbawi was. Tedy się otworzą oczy 
ślepych i uszy głuchych będa otworzone. Tedy wyskoczy 
chromy, jako jeleń it otworzony będzie język niemych, 
bo wynikły wody na puszczy i potoki w pustyni. A któ- 
ra była sucha, będzie jeziorem i pragnąca źródłami wód. 
W legowiskach w których pierwiej smokowie przebywali 
wznidzie zieloność. 1 będzie tam ścieżka i droga: i na- 
zowią ja droga świętą; nie pójdzie po niej nieczysty: 
a ta wam będzie prosta droga, tak iżby głupi nie błą- 
dzili i pójdą, którzy będą wybawieni»'). 

Cóż za rzewny i wzniosły głos prorocki, cóż za wy- 
razistość widzenia! Na kilkaset lat przejrzał prorok drogę 
Chrystusową, której nie chcą widzieć wyrodni chrześci- 
janie; przed wieki przejrzał obfitość łask i błogosła- 
wieństw na tej drodze natchniony z nieba wieszcz na- 
rodu wybranego, czego nie widzą wieszcze i mistrze, hoł- 
dujący bezbożności wpośród narodów Chrystusowych. 
W oczach proroka ożywia się i rozkwita ten świat obu- 
marły ze zstąpieniem na ten Świat Messyasza, jakby ro- 
są niebieską i ze Światłem słońca, ożywiającego pustynię. 
Na drogach jego widzi odrodzenie narodów; jak szczyty 
gór Karmelu i Libanu spostrzega zdala bohaterstwo 


t) łsaj, 35, 2: 


=> QL 


i zasługi wyznawców Chrystusowych wznoszące się po 
nad poziomy tego Świata, znane niebu i ziemi, aż pod 
obłoki sięgające niespożytą wielkością wiedzy, natchnie- 
nia i prac apostolskich. 

_ Jako kwiecista dolina Saron, tak przedstawia się 
prorokowi niwa Chrystusowa obfitująca cnotami i czynami, 
łaską Jego uświęconymi, pociągająca urokiem miłości 
Chrystusowej. Wobec tej obfitości łask boskich, wznio- 
słości i uroku cnót chrześcijańskich, ożywiają się miejsca 
bezludne, pustynie zostają zamieszkałe. Apostołowie Chrys- 
tusowi, wyrzuceni od narodu swego, idą po całym Świe- 
cie, niosąc światło i życie i wskazując drogi Boże. Gdzie- 
kolwiek spocznie ich stopa, tam wytryska życie nowe, 
światu nie znane, objawiające się z początku nieznacznie 
ale w krótkim czasie wzrastające do potęgi, która trwo- 
"ży Cezarów i bitne legjony, i wywraca odwieczny kult 
bałwochwałczy. Życie to obfite rozchodzi się we wszyst- 
kich członkach ludzkości, pobudzając ją do wiedzy i do 
cnót chrześcijańskich. 

Apostołowie z krzyżem w ręku przebiegają pustynie 
bezludne, wpośród dziewiczych lasów przeprowadzają dro- 
gi, straszą i zabijają smoków ohydnych wysysających 
krew i życie u pogańskich ludów. Na miejscu jaskiń 
zbójeckich budują klasztory, pustelnie i świątynie, w któ- 
rych odtąd rozbrzmiewać będzie chwała Boska i miłość 
bliźniego, i zakwitnąć mają cnoty umartwienia i poświę- 
cenia się, dla dobra ludzi, sług Chrystusowych. W lego- 
wiskach pogańskich tyranów urządzają się trony i try- 
bunały królów i prawodawców chrześcijańskich, stanowią 
się prawa ludzkości, by mógł mieszkać razem lew z jag- 
nięciem i baranek z tygrysem, Rzymianin z dzikim Gier- 
manem, Greczyn z żydem i wszystkie narody w pokoju 
Chrystusowym i w bratniej miłości. 

Jako jeleń wyskakuje umysł ludzki nauką Chrystu- 
sową z więzów bałwochwalstwa i starych błędów wyzwo- 
lony, a starąwszy na drodze Chrystusowej przebiega 
przestrzenie i obszary nieogarnione, wznosi do tronu 
Najwyższego, do przybytków Boga Jedynego, Istoty 


Najświętszej, Ducha najczystszego. Wzniósłszy się po 
nad stworzenia widzialne na skrzydłach łaski szczególniej- 
szej, z Janem Apostołem rozpatruje odwieczne rodzaje 
Boże, bada ostateczne rzeczy rodzaju ludzkiego. Że 
świętym Pawłem zgłębia ocean i przepaść nieogarnionych 
bogactw mądrości i znajomości Bożej i podziwia niedo- 
ścignione drogi Boże. Z niebios poczerpnąwszy promień 
światła, umysł chrześcijański oświeca niemi doczesne swe 
tułactwo i postępuje po drodze Chrystusowej, wytwarza- 
jąc niezwruszone zasady i pojęcia, wyświetlając niedocie- 
czone tajemnice, pobudzając ludzkość do wiedzy i do po- 
szukiwania prawdy Bożej. 

Jako jeleń, wyskoczyło serce ludzkie, zwolnione od 
klątwy grzechu, opromienione miłością Chrystusową; wy- 
skoczyło z bagna namiętności, ujrzało piękno niewysło- 
wione w Bogu Stwórcy, ujrzało miłość swcją: a wołając: 
«Bóg jest miłością!» idzie drogą Chrystusową, szukając 
oblubieńca swego. Jako jeleń, wyskoczyła cała rzesza 
nędzarzy i niewolników, schorzałych i kalek, którzy 
w nauce i łaskach Chrystusa znaleźli dla siebie bogactwa 
niewyczerpane, swobodę i pokój, pocieszenie i lekarstwo 
dla dusz swoich. Spadły okowy z więźniów, a jarzmo 
z niewolników, a oto ludzkość swobodniej odetchnęła; z ra- 
dością i weselem poczuli w pokucie swej jawnogrzesznicy 
spadający kamień z sumienia swego; a oto wyskakując, 
dążą po drodze Chrystusowej, po drodze, prowadzącej do 
najwyższego szczęścia, do prawdy, do Boga. W tym po- 
chodzie z Psalmistą śpiewa ludzkość wdzięczna: «Jako je- 
leń, pragnie źródła wody, tak pragnie dusza moja Cie- 
bie, Boga!» 

Droga Chrystusowa, to droga cudów nieustannych. 
Otwierają się oczy zaślepionych, usta niemych i uszy 
głuchych, kalecy na ciele odzyskują zdrowie z rąk Je- 
zusowych i Jego uczni, a niezliczone zastępy uzdrowio- 
nych na duszy, oświeconych i wyzwolonych w myśli i ser- 
cu, poczuwszy w sobie życie nowe i zdrowie stanęły na 
drodze Chrystusowej i idą za Nim, wielbiąc Boga z rze- 
szami, iż dał moc takową ludziom. Przy Świetle łaski 


SZ 1.9 


Bożej idą po tej drodze maluczcy i prostaczkowie, których 
świat uważał za nic. Ale nie mogą tą drogą postępować 
nieczyści, ludzie bez wiary i cnoty, chociażby byli naj- 
uczeńsi i najmożniejsi na tym Świecie, nie mogą iść tą 
drogą, ani nałogowi, ani wyzuci z obyczajów, bo to jest 
droga świętych, i nie pójdzie po niej nieczysty, jak za- 
powiada prorok, nie pójdzie po niej człowiek wyzuty 
z wiary w posłannictwo Jezusa Chrystusa, jak to zapo- 
wiada sam Chrystus Pan, mówiąc: «Jam jest drzwiami; 
przez mię jeśli kto wnidzie, zbawion będzie: Jam jest dro- 
ga, prawda i życie. Jam jest początek i koniec» wszyst-. 
kich żyjących: początek i koniec dróg ludzkich *). 


III. 


Chrystus tedy jest drogą do prawdy, do enoty i do. 
szczęścia najwyższego; jest drogą odwieczną i najpewniej- 
szą, jest drogą nieomylną i zbawienną. Jako «pierwo- 
rodny stworzenia», Chrystus postawiony jest na początku 
dróg człowieka, by wzorem był aniołów i ludzi; «jako. 
Odkupiciel» jest drogą do zbawienia rodzajowi ludzkie- 
mu; «jako mąż boleści», jest wodzem tułaczego plemie- 
nia po ciernistych i krwawych drogach tego padołu wy- 
gnania. Jako droga, prowadząca do utraconego szczęścia,. 
ukazał się Chrystus w obietnicy Bożej praojcu Adamowi, 
na progu wygnania uczynionej; jako droga i «nasienie 
święte», prostujące drogi ludzkie, pocieszał w ciągu wie-. 
ków synów Adamowych. patryarchów rodzaju wybranego; 
jako droga prowadzi do spełnienia Świętych nadziei i po- 
żądań narodów ziemskich. 

Chrystus jest drogą Abrahama z domu i rodziny 
ojca swego do ziemi obcej, drogą do góry Moria i zło- 
żenia tam ofiary, drogą do otrzymania błogosławieństw 
i obietnic, iż w nasieniu jego błogosławione będą wszyst- 
kie narody ziemi. Jest dregą Jakóbowi, uciekającemu od 
gniewu pomstującego brata, drabiną do nieba, po której, 


1) Joan 10. 


na 124. 


zstępują i wstępują Aniołowie, pocieszający go w podró- 
ży; drogą do Labana i do powrotu z domu teścia swego, 
do zwycięztwa w całonocnej walce z Bogiem, za które 
otrzymał imię Izraela, drogą do pokonania słowy pokoju 
uzbrojonego Fzawa; drogą do odzyskania ojcowizny i pier- 
worodztwa otrzymanego z rąk ojcowskich. Chrystus jest 
drogą dzieciom Jakóbowym, do podróży do Egiptu dla 
uniknienia Śmierci głodowej i do pozyskania łask w obli- 
czu Faraona. 

Chrystus jest drogą Mojżeszowi do wyzwolenia sy- 
nów Jakóbowych z niewoli Egipskiej; drogą pełną cudów, 
potęgi i miłosierdzia Bożego, pełną zwycięstw i tryum- 
fów, ale i pełną grozy Bożej i litości dla czterdziestolet- 
nich tułaczy na puszczy. Chrystus jest drogą ucieczki 
ściganemu Izraelowi przez csuszone dno morza Czerwo- 
nego i drogą na górę Synai Mojżeszowi, do wzięcia przy- 
kazań Bożych, a Aronowi do Arki przymierza i urzędu 
kapłańskiego; a całemu ludowi Izraelskiemu do ziemi 
obiecanej i do zawładania tą ziemią na pokolenia i po- 
kolenia. Był drogą, kiedy «szedł przed narodem Izrael- 
skim na okazanie drogi we dnie w słupie obłoku, 
a w nocy w słupie ognistym»: był drogą suchą do przej- 
Ścia Jordaru, do zdobycia ]Jerycha, i do zwycięstw nad 
narodami bałwochwalczymi.') 

Chrystus był drogą do pokoju i pomyślności naro- 
du, kapłanom do ofiar, prorokom do widzeń i całemu na- 
rodowi Izraelskiemu do nadziei w Bogu; Chrystus był 
gwiazdą przewodnią wszystkim narodom ziemskim, mędr- 
com i wieszczom narodów, w ciągu wieków wyczekujących 
przebłagania Bóstwa przez męża świętego, odrodzenia 
narodów przez sprawiedliwego Twórcy i dawcy złotego 
wieku na ziemi. Chrystus był drogą mędrcom Grecji, 
wzywającym Go, jako mądrość i Słowo Boże ku oświe- 
ceniu ludzkości, był drogą i wieszczom Rzymskim, wy- 
ciągającym doń ręce, jako do cudownego dziecięcia, ro- 
dzącego się z czystej Dziewicy. 


2 Ex IG: 21. 


"="N2L_ 


Droga i kierownik powszechny ludzkości przez pożą- 
dania w starym zakonie Chrystus staje się drogą, jasną 
i widzialną w spełnieniu obietnic Bożych w zakonie no- 
wym. Jest przeto drogą jasną a pełną rozkoszy dla nie- 
bian i zbawiennych nadziei dla ludzi, drogą Archaniołowi 
do Nazaretu, zwiastującemu Maryi Dziewicy Jej Boskie 
macierzyństwo; drogą Matce swej i opiekunowi do Betle- 
jem, do stajenki i do świątyni, aby się spełniło to wszyst- 
ko, co przepowiedzieli o Nim prorocy. Jest drogą do 
jasełek królom narodów, by wszystkie pokolenia ziemskie 
poznali dzień Jego przyjścia. 

W Nazarecie, jako domniemany syn cieśli, pracując 
ze swym opiekunem, jest drogą rzemieślników i pracują- 
cych do przenoszenia ciężarów tego życia w Imię Boże; 
w synagodze nauczając o dniu wyzwolenia uwięzionych, 
jest drogą wskazującą przyszłe wyzwolenie w Imię Jego 
narodów, ujarzmionych grzechem i przemocą ludzką. W cią- 
gu nauczania jest drogą rzeszom do poznania Ojca Nie- 
bieskiego, schorzałym do wyzdrowienia, umarłym do ży- 
cia, cierpiącym i stroskanym do pocieszenia; mędrcom 
i nauczycielom do poznania prawdy i mądrości Bożej, do 
rozwiązania wielu tajemnic i zagadnień wszechświata. 
Na to wskazując, na czyny swe powołując się, woła 
Chrystus: «Jam jest droga, prawda i życie». 

Nie tu koniec drogi Jezusowej; bo chociaż to droga 
wiecznych zwycięztw i tryumfów nad bezbożnością i obłę- 
dem ludzkim, jest jednak drogą wązką i ciasną, jak sam 
Chrystus o tem mówi. Wiele przeciwności muszą prze- 
nieść pielgrzymi na tej drodze od swej własnej złej woli 
i od nieprzyjaciół Bożych: i oto, przed nami ukazuje się 
„nowa droga, droga cierpień i łez, droga niepowodzeń 
i klęsk doczesnych, droga sieroctwa i prób Bożych. Na 
tej drodze stoi Chrystus zbity, zraniony cierniową koro- 
ną, jako Król cierpiących, ukoronowany, z Krzyżem na 
barkach i wołający: «O. wy wszyscy, którzy przechodzi- 
cie drogą, przyjdźcie, a obaczcie, czy jest boleść, jak bo- 
leść moja!» i nawołujący: «Kto chce za mną iść, niech 
weźmie krzyż swój i naśladuje mię». 


osz" 


To Chrystus — droga na Golgotę cierpień i ofiary: 
'Chrystus droga i ofiara uświęcająca cierniste drogi i krwa- 
we ofiary wiernych swych wyznawców. Na tę drogę nie 
wstąpi żaden nieczysty, ani wejdzie na nią bezbożny; 
wyrodny chrześcijanin uciecze od niej, albo pchnięty na 
nią losami bluźnić będzie Wszechmocnemu. Chrystus 
jest drogą do poddania się woli Bożej w cierpieniach, 
krwawemi stopami wskazuje drogę swym wyznawcom, 
wołając do Boga: «Niech się stanie wola Twoja»! Prowa- 
dzi tą drogą na Golgotę: bo tam kres już wszelkim cier- 
pieniom, tam w Śmierci ustaje wszystko, co ziemskie: 
a w grobie zaczyna się objawiać, co przyszłe, wieczne 
i niezmienne. 

Na Golgocie kres drogi doczesnego tułactwa, a za- 
czyna się droga chwalebna, droga zwycięztw i tryumtów 
nad doczesnością. Na początku tej drogi stoi Chrystus 
zmartwychwstały i wskazujący ludzkości drogę do nieba, 
woła: «Jam zwyciężył Świat»! Tam nastają widzenia 
dziwne, tam się obudza wiara i nadzieja. Tam się za- 
czyna droga Chrystusa, zwycięzcy świata i wlewająca 
otuchę w serca zbołałe, iż my wespół zmartwychwstanie- 
my w Bogu Zbawicielu naszym: obudzimy się na nowo 
do życia na tej drodze, którą jest Chrystus nawołujący: 
«Jam jest droga, prawda i życie». Tam na tej drodze 
zwycięztw i tryumfów stoi Chrystus, posyłający Aposto- 
łów swoich, by drogowskazami byli dla rodzaju ludzkiego 
do zbawienia, dający Piotrowi moc nad duszami ludzkie- 
mi: «Paś owce moje, paś baranki moje; tobie daję klucze 
Królestwa Niebieskiego». 

Na początku tej drogi Chrystus przemawia do swych 
uczni: «Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie. W domu 
Ojca mego mieszkań wiele. Jeśliby inaczej było, powie- 
działbym wam był: albowiem idę gotować wam miejsce. 
A jeśli odejdę i zgotuję wam miejsce, przyjdę za się 
i wezmę was do mnie samego, iżbyście gdziem ja jest 
i wy byli. A dokąć ja idę wiecie i drogę wiecie... 
Jam jest droga, prawda i żywot. Żaden nie przychodzi 
do Ojca jedno przez mię». 


J-45 2. 


Kazanie II. 


O prawdzie Chrystusowej. 


„Poznacie prawdę, a prawda wy- 
swobodzi was*. Joan 8, 31. 


Trojakiej niewoli podlegali żydzi w czasie przyjścia 
Chrystusa Pana, niewoli zakonu Mojżeszowego, niewoli 
grzechu i przeciwności i niewoli jarzma pogańskiego. Ta 
niewola ustawała z objawieniem się w Chrystusie zakonu 
miłości i łaski, ale tylko dla tych, którzy uwierzyli 
w imię Jego. Tymczasem żydzi, stosując się niewolni- 
czo do litery zakonu starego, pozostawali nadal w nie- 
woli grzechu i zaślepienia, jęczeli pod jarzmem pogań- 
skiem, odrzucali z zaciętością światło Chrystusowe. Miłość 
Chrystusowa litowała się nad tym zaślepionym narodem: 
już przypowieściami, już cudami, już wreszcze dowodami, 
chciał Chrystus Pan oświecić ten naród i wyrwać go 
z więzów niewoli. 


I oto pewnego dnia, wszedłszy do świątyni, począł 
ich nauczać o swem posłannictwie, o swych czynach 
i o Świadectwie Ojca Niebieskiego, które potwierdzają 
Jego poselstwo.  Zaciętość żydów była nieprzeparta, 
kiedy się Chrystus powołał na Świadectwo Ojca Niebie- 
skiego, wręcz Mu cdpowiedzieli, iż tego Ojca nie znają. 
Widząc ich upór i zaślepienie, zapowiedział im Jezus 
nieuniknioną zgubę i śmierć w grzechach, iż tak jawnych 
świadectw nie chcą uznać, ani przyjąć światłości, którą 
przyniósł na ten Świat. Wyraźnie im wskazał, iż jeśli 
teraz nie chcą Go poznać drogą łaski, poznają Go drogą 
pomsty Bożej, kiedy po ukrzyżowaniu Go, wołać będą 
w przerażeniu: prawdziwie ten był sprawiedliwym! — ten 
był Synem Bożym! poznają Go w karach, które ich wcią- 
gu wieków ścigać będą: «gdy podniesiecie Syna człowie- 
czego, poznacie, żem ja jest». 


zSĄ6-—- 


Niektórzy przekonani jasnością słów Chrystusowych 
za pobudką łaski, uwierzyli Mu; do nich tedy mówił: 
«Jeżeli wy trwać będziecie przy mowie mojej, praw- 
dziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, 
a prawda wyswobodzi was». Ale się temu oparli ży- 
dzi zaślepieni: «Jesteśmy nasienie Abrahamowe, zawo- 
łali zgorszeni, a nigdyśmy nikomu nie służyli: jakoż ty 
mówisz: wolnymi będziecie?» Na to dał im Chrystus 
pouczającą dla nich i dla wszystkich swych przeciwników 
odpowiedź: «Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam, iż wszelki, 
który czyni grzech, jest sługą grzechu. Wiem, żeście 
synowie Abrahamowi; jeżeliście synowie Abrahamowi, 
czyńcież uczynki Abrahamowe. Lecz teraz szukacie mię 
zabić, człowieka który wam mówi prawdę, którą słysza 
od Boga. Tegoć nie uczynił Abraham. Jam z Boga 
wyszedł i przyszedł; wy z ojca djabła jesteście, który był 
mężobójcą od początku. Ja powiadam, com widział u Ojca, 
a wy czynicie, coście widzieli u ojca waszego. Jeśli was 
Syn (Boży) wyswobodzi, prawdziwie wolni będziecie». 
W ten sposób przemawiał Chrystus do żydów, po- 
wołując ich do uznania prawdy. Skutek był dwojaki: je- 
dni uwierzyli, drudzy zaś nie tylko, iż pozostali w za- 
ciętości, ale się nawet porwali do kamieni i chcieli uka- 
mienować Jezusa, mówiącego im słowa prawdy, jasno 
i otwarcie. |I tak się dzieje w ciągu wieków: słowa pra- 
wdy Chrystusowej pociągają i oświecają jednych, a dru- 
gich odpychają i zaślepiają, iż nie radzi je słyszą, a nie 
mogąc zwyciężyć słowami swemi, uciekają się do prze- 
mocy, lub co najmniej z zaciętością odwracają się od niej: 
wykazując tem lekceważenie swe i pogardę. 


I. 


Postawa i zachowanie się synów tego Świata, wobec 
prawdy Bożej, rozstrzygnęła się w chwili uroczystej, kie- 
dy tenże świat uosobiony w zaślepionych żydach i w du- 
mnym wielkorządcy rzymskim, Piłacie, skazał na śmierć 
źródło i świadka prawdy — Syna Bożego. Gdy bowiem 


RE 


Piłat wahający się w wydaniu dekretu, chciał z ust Je- 
zusowych dowiedzieć się o przyczynie złości żydowskiej 
ku Niemu, jako też i o stanowisku Jego wpośród żydów 
i pytał Go: «Toś Ty jest król?» Chrystus odpowiedział 
mu: «Jam się na to narodził i na tom przyszedł na ten 
świat, abym dał świadectwo o prawdzie. Wszelki, który 
jest z prawdy, głosu mego słucha». Na to zapytał Piłat 
Chrystusa: sĆo to jest prawda? a to rzekłszy wyszedł 
zasię do żydów»'), powiada święty Jan Ewangielista. 
'To pytanie i zachowanie się Piłata wobec Chrystusa, przy- 
chodzącego dać Świadectwo o prawdzie, było prorocze; 
wyrazem było myśli i dążności synów tego świata, któ- 
rego przedstawicielem był Piłat. 

Nie był to przedstawiciel przypadkowy, ale z urzędu 
postawiony, od narodu słynącego nietylko ze swego męz- 
twa i waleczności, ale i ze swych mędrców i wieszczów; 
był to przyjaciel cezarów, posłuszny na ich skinienie, 
zawsze gotowy spełnić ich wolę, wydawać dekrety naj- 
ohydniejsze, wbrew swemu sumieniu i przekonaniu, byle 
nie stracić tej przyjaźni; był zresztą wielkorządcą nad 
narodem, którym rządzili i kierowali niegdyś z ramienia 
Bożego Święci mężowie i sławni królowie; był spadko- 
biercą berła Judy, z dopuszczenia Bożego wytrąconego 
z rąk narodu wiarołomnego. Piłat prorokuje, jak słowy, 
tak też i całem swem zachowaniem się, jak dekretem, tak 
i późniejszą karą, która nań spadła, a prorokuje w imie- 
niu synów tego Świata i przepowiada ich losy. 

Pyta tedy Chrystusa: «Co to jest prawda?» A któż 
z ludzi nie pyta o tem najwyższem zagadnieniu dla umysłu 
ludzkiego? Pyta myśliciel, badający tajniki świata i du- 
cha ludzkiego, pyta i prostaczek, wpatrzony w dal bez- 
brzeżną: pyta i starzec, nad grobem stojący, i dziecię, 
z uśmiechem do życia ręce wyciągające, pyta i człowiek, 
prawdy Bożej szukający, pyta i syn tego Świata, po ma- 
nowcach błądzący: wszyscy pytają; co to jest prawda? 
Piłat, zapytawszy Chrystusa o prawdzie, opuszcza Go, nie 


1) 18, 37. 


Egg =: 


słucha odpowiedzi z ust Jego, idzie do żydów, załatwiać 
swoje interesa, umówić się z nimi, chcąc od nich wytar- 
gować ustępstwo, aby go uwolnili od przykrej sprawy, 
do której by się nie chciało ręki przyłożyć, dla której 
znowuż nie chciałoby się narazić, ani cezarowi, ani ży- 
dom: «wyszedł zasię do żydów». 

Ani osoba Chrystusa, ani prawda, nie interesowała 
go tak wielce, jak własny, osobisty interes, interes ka- 
rjery i życia wygodnego, interes dumy i żądzy wynie- 
sienia się, popychającego go, nawet z narażeniem sumie- 
nia i przekonania, do utrzymania się przy władzy. Pyta 
jednak Chrystusa: «Co to jest prawda?» pyta nie jako 
uczeń, chcący wysłuchać mistrza, ale pyta jako dumny 
syn Rzymu, oczytany w swoich i obcych filozofach, mów- 
cach i poetach, pyta Jezusa na poły ze zdumieniem 
i szyderstwem, jako przedstawiciela, ubogiego prcroka, 
narodu upośledzonego. Pyta Chrystusa i nie słucha, 
bo cóż mu może, w jego przekonaniu, powiedzieć Ten 
skrępowany powrozami, nauczyciel z Galilei, kiedy na to 
pytanie zgodzić się nie mogli najzawołańsi mistrze — 0j- 
cowie filozofji i gienjusze narodów: cóż mu może wyjaś- 
nić Ten Syn cieśli z Nazaretu, pogardzony i i w ręce jego 
wydany przez własnych doktorów i biegłych w zakonie? 
Cóż to jest prawda? A to rzekłszy, wyszedł do żydów. 

Jak Piłat próżny i nadęty swą wielkością. a drżący 
o własną opinję i względy ludzkie, świat, spotkawszy się 
nieraz z prawdą Bożą z objawieniem Bożem, zapytuje 
Chrystusa, czyli sług jego kapłanów i mężów chrześci- 
jańskich: Co to jest prawda? Ale z góry przekonany 
o swej urojonej wielkości, lub zrażony skromnością pra- 
wdy Chrystusowej, nie słucha odpowiedzi, albo chociaż 
i słucha, to z uprzedzeniem i nie przywiązując do tego 
wagi. Zapytawszy, idzie do żydów — do synów tego 
świata zaślepionych na umyśle i sercu, by tam załatwić 
interesa, albo swej dumy i wyniosłości, albo wygód ży- 
cia i widoków ziemskich. Co to jest prawda? pyta nie 
jeden myśliciel tego świata, a nawet chrześcijanin z imie- 
nia, co to jest prawda chrześcijańska? ale odpowiedzi nie 


z 


we 


== $Qc= 


czeka z ust Chrystusowych, z nauki Kościoła: idzie do 
żydów—do myślicieli bezbożnych, do ludzi, którzy z do- 
ktorami zakonnymi wydali Chrystusa skrępowanego i zbi- 
tego na Śmierć. Pytają dziś modni uczeni kapłanów: 
Co to jest prawda? ale słuchają po swojemu, z uprzedze- 
niem i lekceważeniem, bo cóż w oczach ich znaczy ten 
kapłan: chyba nie więcej, ile Chrystus w oczach dumnego 
Piłata; a przeto nie słucha go, idzie do żydów — pisarzy 
i nauczycieli książkowych i od nich się dowiaduje o Chry- 
stusie i o Jego posłannictwie i czynach. 

Co to jest prawda? Zapyta nieraz nadęty świato- 
wiec, albo człowiek skrępowany słabostkami tego świata. 
Ale odpowiedzi Chrystusowej nie słucha. Bo co mu 
zresztą po prawdzie, po co mu ona; on tak ma dosyć 
kłopotów i zajęć, balów i hulatyk i różnorodnych zajęć 
ziemskich, że o prawdzie i myśleć trudno. Idzie tedy 
do żydów, a właściwiej do żyda, by załatwić interes 
sprzedaży i kupna, choćby i w dzień święty; idzie do 
żyda pożyczyć na weksel, by wyjechać za granicę, albo 
wyprawić bankiet w domu, lub pospłacać długi honorowe, 
przy arcy niehonorowej sprawie, bo przy szulerce zacią- 
gnięte. Co to jest prawda? pyta i oświecający się nasz 
rzemieślnik i czasami zachodzi do kościoła, by posłuchać 
tej prawdy — ale i on nie przywiązuje znaczenia do 
odpowiedzi Chrystusowej, idzie do żyda by załatwić 
rachunki, idzie do żyda przepić swój zarobek ty- 
godniowy, idzie do żyda, by zalawszy głowę bluźnić imię 
Chrystusowe. (Co to jest prawda? pyta modna i świato- 
wa dama i nieraz ciekawością wiedziona nadstawia zdaje 
się ucha do słuchania odpowiedzi. Ale nie na długo, 
umysł jej zajmuje co innego: więcej u niej znaczy zgra- 
bne zapięcie rękawiczki, i ułożenie fioków na głowie, 
aniżeli księgi o prawdzie traktujące, aniżeli wszystkie lo- 
giczne wywody myślicieli i mędrców. Przekonać się 


'0 tem można ze stosów powieści i modnych żurnalów 


nad którymi dnie i noce spędza. Trudno zresztą od 

istoty tak niestałejj w wierze nie ugruntowanej, modą 

rozkapryszonej, wymagać dłuższej uwagi i głębszego za- 
2* 


2-55— 


stanowienia. Zapyta: Co to jest prawda? i wnet zwróci 
się do żydów po rozmaite sprawunki dla dogodzenia wro- 
dzonej próżności i modzie, jeśli nie do czego gorszego. 
Taka bowiem, jeśli się zwróci do Chrystusa, to z daleka, 
jeśli się dotknie religijnych obowiązków: to po pańsku 
przez rękawiczkę, żeby rąk sobie nie powalać, gdzież tam 
jej słuchać Chrystusa o prawdzie mówiącego. 

Wszyscy przeto ci, mówiąc słowy Apostoła, hardzi 
są i pyszni, sami siebie miłujący i nadęci, rozkosze wię- 
cej miłujący, niźli Boga, mają wprawdzie wzór pobożno- 
Ści, lecz się mocy jej zapierają, zdrowej nauki nie cier- 
pią, ale według swej pożądliwości nagromadzają sobie 
nauczycieli mając świerzbiące uszy; od prawdy się odwra- 
cają, a ku baśniom się obracają, a żyjąc w kłamstwie 
i nie powściągliwości, uznając tylko to, czego zmysłami 
dotykają prawdę Bożą w niesprawiedliwości trzymają! ). 
Jeśli tedy i zapytają co to jest prawda, wnet zwracają 
się do żydów —namiętności i upodobań swoich i z żyda= 
mi razem gotowi dźwigać jarzmo niewoli zakonu docze- 
snego, namiętności, zaślepienia i grzechu, aniżeli szukać 
wyzwolenia w prawdzie Chrystusowej. 


IE * 


To jest cecha znamienna prawdy Bożej, iż wkłada- 
jąc na człowieka prawa i przepisy życia chrześcijańskiego, 
wyzwala go z wielu błędów, wad i wyrzutów sumienia 
1 czyni to życie daleko swobodniejszem pod względem 
dążności ducha i serca, aniżeli to sobie wyobrażają świa- 
towcy, hołdujący zwyczajom Świata i hasłom swobody su- 
mienia. Światowcy bowiem dzisiejsi, zarzuciwszy praw- 
dy Boże i jej drogi, a udawszy się za swemi upodo- 
baniami, uwikłali się w niezliczone błędy i grze- 
szne nawyknienia; a- ztąd pomimo używania praw 
swobody. sumienia, przesyceni zmysłowemi  rozkosza- ' 
mi, uważają to życie za ciężar, za walkę bezcelową. 


1) II Tim. 3 i 4. 


af 


aż 


— 21 


Jedno jest u nich prawdą, co chwilowo łechce zmysły, co 
namiętność nasyca: przejdzie chwiła szału i znowu to ży- 
cie przedstawia się szarem, bezbarwnem, odpychającem 
i wstrętnem. 

Czem się to dzieje? Czego właściwie brak tym lu- 
dziom powszechnie na ciężar i nudy życia wyrzekającym. 
Najczęściej nie brak im nauki światowej i stosunków. nie 
brak im dostatków, zdrowia i wziętości; a jednakże, po- 
mimo to wszystko czują, jeśli nie zawsze, to od czasu do 
czasu, jakąś czczość i próżnię w sercu, brak myśli prze- 
wodniej w życiu. Tłumaczy się to wszystko brakiem 
prawdy Bożej, brakiem prawdy Chrystusowej. Jak bez 
światła ponuro jest i ciemno na tym Świecie, tak bez 
prawdy Chrystusowej tęsknota i ciemności zalegają duszę 
człowieka. Powiedział ktoś z Ojców Kościoła, iż dusza 
ludzka z przyrodzenia swego jest chrześcijańską; czyli że 
z natury swej usposobiona jest i przystosowana do przy- 
jęcia prawdy Chrystusowej. To się widocznem wydaje 
w barbarzyństwie i dzikości narodów pogańskich, którzy 
tej prawdy nie poznali, w nikczemności żydów, którzy tę 
prawdę odrzucili i w niechęceniu i rozgoryczeniu moral- 
nem tych z imienia chrześcijan, którzy się tej prawdy 
wyparli. Oprócz Chrystusa, nikt do raju rozkosznego, 
do królestwa prawdy nie wprowadzi: nikt dążności przy- 
rodzonych ducha nie zadowolni, nikt próżni nie wypełni. 
Tu się spełniają słowa Chrystusa, wyrzeczone do żydów: 
«Jam jest początkiem, który mówię» i do uczni: « Jam jest 
droga, prawda i żywot, beze mnie nic uczynić nie możecie». 

Ale cóż to jest prawda? spytamy teraz, przystępując 
do bliższego wyjaśnienia stosunku Chrystusa, jako Praw- 
dy, do rodzaju ludzkiego. Co nam zdrowa nauka mędr- 
ców tego Świata mówi o prawdzie? Prawda jest to zgod- 
ność pojęcia umysłu do przedmiotu rzeczywistego, według 
którego, jak powiada św. Tomasz, rozum ludzki orzeka 
o istnieniu tych rzeczy, które w rzeczywistości są, i za- 
przecza istnieniu tych, które rzeczywiście nie istnieją. 
Tak mówi filozofja, przez usta mędrca chrześcijańskiego. 
Cóż nam mówią o prawdzie i stanowisku jej wobec Boga 


"o zk 


i ludzi mędrcy pogańscy? Jest mieszkanką niebios, współ- 
obywatelką bogów i przewodniczką bogów i ludzi do naj- 
wyższego dobra, a każdy kto chce być szczęśliwym, musi 
ją posiadać. Jest cnotą najwznioślejszą, dobrem najwyż- 
szem, i żadne potęgi nie są wstanie jej zwalczyć, gdyż 
żadnym zmianom nie podlega. Kto ją posiada, ten jest 
podobnym bogom, ten posiada zadatek nieśmiertelności. 
To mówi rozum ludzki. A cóż mówi Chrystus? «]am 
jest droga, prawda i życie. Jam przyszedł dać świadec- 
two o prawdzie». Zważmy to według rozumienia i wy- 
jaśnienia Katolickiego. Chrystus jest prawdą, jako Syn 
Boży, równy swemu Ojcu, a więc jest źródłem wszelkiej 
prawdy od Boga pochodzącej. A więc mędrcy pogańscy 
jakby przeczuciem wiedzeni, nie omylili się, nazywając 
prawdę mieszkanką niebios i rozkoszą Bogów —bo wszak- 
żeż Bóg Ojciec mówi do Syna swego: «Ty jesteś Syn 
mój najmilszy, w którymem sobie dobrze upodobał», jest 
rozkoszą i ludzi, bo wszakże, «Bóg tak umiłował świat, 
iż Syna swego dał». Kto posiada tę prawdę, jest podo- 
bnym bogom, bo wszakże Bóg wszechmocny wyrzekł do 
wyznawców swej prawdy: «Jam rzekł bogowie jesteście 
wy», kto posiada prawdę, ten ma zadatek nieśmiertelno- 
ści, bo wszakże Chrystus, Prawda Boża, powiedział do 
swych uczni: «Kto wierzy w mię, ten ma żywot wieczny, 
a ja go wskrzeszę w dzień ostatni». 

Chrystus jest prawdą, nietylko na łonie Ojca spo- 
czywającą, ale jest i prawdą Świata objawioną. Chrystusa, 
jako człowieka sądząc, uznali za męża prawdy i sprawie- 
dliwości nietylko ludzie mu obcy, ale i wrogowie jego. 
Józef żydowin, współczesny Chrystusowi Panu historyk, 
pisze o Nim w ten sposób: «W tym czasie był Jezus, 
mąż wielkiej mądrości (jeśli Go mężem nazwać się go- 
dzi), był to wielki cudotwórca i nauczyciel dla tych, co 
chętnie o prawdzie słuchają». Nie potrzeba widać było 
być Ewangielistą, by widzieć prawdę, bijącą w oczy z po- 
staci Jezusowej, wypływającą z ust Jego, rozbrzmiewającą 
w naukach i przypowieściach, jaśniejącą w uczynkach 
miłosierdzia i w cudach. Nie była to prawda dla ludzi 


-JG3E 


nieprzystępna i małoznacząca dla krytyków wytrawnych, 
kiedy historyk obcy duchem i wyznaniem, nawskroś prze- 
jęty miłością. ale i ślepotą swego narodu, tak doniosłe 
daje Świadectwo o Chrystusie, jako rzeczniku prawdy. 

«Jam jest droga i prawda», wołał Chrystus, a sło- 
wom Jego nie mogli zaprzeczyć nawet otwarci wrogowie, 
jak faryzeusze i doktorowie zakonni, nie mogli zaprze- 
czyć wobec tłumów, choć w duszy swej przewrotnej i za- 
ślepionej potępiali Chrystusa; jednakże publicznie przy- 
znawali Mu godność rzecznika i nauczyciela prawdy. 
Mówili bowiem jawnie i otwarcie: «Nauczycielu, wiemy 
iżeś jest prawdziwy i drogi Bożej w prawdzie nauczasz»”'); 
«więc choć poniewolnie i zdradliwie, ale tem nie mniej ule- 
gając powszechnemu mniemaniu ogółu, wyznającego Chry- 
stusa, wrogowie Jego uznali, iż On jest drogą i prawdą, 
gdy mówili: «drogi Bożej wprawdzie nauczasz». Tym 
słowom Chrystusa, jako prawdy, zaprzeczyć nie mógł, 
ani Go osądzić za to arcykapłan Annasz. Kiedy bowiem 
na sądzie zarzucono Chrystusowi podburzania ludu i py- 
tano Go o naukę: Chrystus odpowiedział: «Jam jawnie 
mówił światu, jam zawsze uczył w bożnicy i w kościele, 
gdzie się wszyscy zbierają, w skrytości nicem nie mówił. 
Ćo mię pytasz? Pytaj tych, którzy słuchali» *). Otrzy- 
mawszy za to policzek od służalca, powiedział mu Jezus: 
«Jeślim źle rzekł, daj świadectwo o złem; a jeśli dobrze, 
czemu mię bijesz?» Nie zaprzeczyli tym słowom sędzio- 
wie, a tylko związanego odsyłają do Kaifasza. I tak 
w ciągu wieków najskrajniejsza bezbożność, sądząc i bluź- 
niąc Chrystusa, nie śmiała Mu zarzucić fałszu. Niedo- 
wiarek i odstępca, i wróg zaciekły z przeszłego stule- 
cia (Rousseau), pomimo bluźnierstw swoich, nie może za- 
przeczyć prawdzie Chrystusowej, ale owszem, podnosi 
ja i uwielbia, wołając: «Jak głęboka prawda kryje się 
w rozmowach Chrystusa. Cecha prawdy Jego jest wielką, 
i niedościgłą dla śmiertelników» *). 


1) Mat, 22, 16. 
9 Kuc. 8 
3) Emit. 4. 


alslog 


| BIE 


Chrystus jest więc prawdą Bożą. światu objawioną, 
a objawioną w ludzkiem ciele, przeczuwaną przez mędr- 
ców pogańskich, niezaprzeczoną, ale uznaną przez wro- 
gów. O jakże wznioślej, o jak więcej pociągająco ta 
prawda objawia się uczniom Jego i wyznawcom wszyst- 
kich czasów. Objawienie się tej wcielonej prawdy Bożej 
zapowiedział prorok: «Ten ci jest Bóg nasz i nie będzie 
poczytan inny przeciw niemu. Ten wynalazł wszystką 
drogę umiejętności i podał ją Jakóbowi, słudze swemu, 
Izraelowi miłemu swemu. Po tym na ziemi był widzian 
z ludźmi obcował»'). Jako fakt spełniony w czasie, zapi- 
sał świadek Ewangielista, święty Jan: «A słowo stało się 
ciałem i mieszkało między nami; i widzieliśmy chwałę 
Jego, chwałę, jako jednorodzonego od Ojca, pełne łaski 
i prawdy. A z pełności Jego myśmy wszyscy wzięli... 
łaska i prawda przez Jezusa Chrystusa się stała. Albo- 
wiem Duch (święty) świadczy, iż Chrystus jest prawdą»*). 
Przez tę prawdę, przez Chrystusa wyjawione zostały ta- 
jemnice o Bogu w Trójcy jedynym i odkupienie, które 
zakryte były w zakonie starym; przez tę prawdę został 
uzupełniony zakon stary; a po zniesieniu zakonu klątwy 
i grozy, objawione zostało prawo nowe, prawo miłości Bo- 
ga i bliźniego. Kto wczyta się uważnie w nauki Chry- 
stusa i Jego przykazania, ten z Apostołem zezna, iż 
Chrystus jest prawdą. 

Chrystus jest prawdą nauczającą i pocieszającą ro- 
dzaj ludzki: bo przyjściem swem stwierdza obietnice Ojca 
swego, przed wieki uczynione rodzajowi lndzkiemu, «że 
w nim zbawione będą wszystkie narody», objawieniem się 
swojem utwierdza przekonanie w sercach ludzkich o speł- 
nieniu się proroctwa psalmisty, wychwalającego Pana: 
«Sprawiedliwyś jest Panie, i sąd Twój prawy, a wszystkie 
przykazania Twoje prawda*); przysiągł Pan Dawidowi 

1) Bar. 3, 36. 


J 14 — 17 Lut 1, 5, 6. 
3) 113. 


ZFISĘ Z 


prawdę i nie odmieni jej: z owocu żywota twego posa- 
dzę na stolicy twojej»'). Chrystus jest prawdą w osobie swej 
wykazujący Boga Ojca swego, «który stworzył niebo i zie- 
młę, morze i wszystko, co w nich jest: który strzeże prawdy 
na wieki, czyni sprawiedliwość ukrzywdzonym, daje po- 
karm łaknącym, rozwiązuje spętane, oświeca ślepe, sie- 
rotę i wdowę wspomoże» *), jak prorokował tenże psalmi- 
sta Pański. 

Chrystus jest prawdą. Wsłuchajmy się tylko w Jego 
nauki o Ojcu swym niebieskim i Ojcu wszystkich ludzi. 
Wspomnijmy tylko na przypowieści Chrystusowe. Wszędzie 
ujrzymy spełnienie się tych proroctw, poznamy prawdę 
Bożą niezawodną a pocieszającą, iż Bóg jest Ojcem mi- 
łościwym, troskliwym o los najlichszej istoty, żywiącym 
ptactwo niebieskie i przyodziewających lilijki polne, ja- 
koż daleko więcej opiekującym się losem człowieka. 
Przyjrzyjmy się czynom i cudom Chrystusa, jak uzdra- 
wia niemocnych, wskrzesza umarłych, pociesza strapionych 
i karmi zgłodniałych; jak pociąga grzeszników, jak obcuje 
z celnikami, w celu nawrócenia ich do prawdy Bożej, jak 
przebacza pokutującym i odpuszcza grzechy, szukającym 
u Niego ratunku; wszędzie ujrzymy iż «Chrystus jest 
prawdą», słowem i czynem objawiającą Boga, «który strze- 
że prawdy na wieki, czyni sprawiedliwość pokrzywdzone- 
mu, sierotę i wdowę wspomoże». 

Chrystus jest prawdą: prawdą nietylko stwierdzającą 
obietnice Boże, pouczającą i pocieszającą ludzi naukami 
i mocą swoją: ale też jest i prawdą współcierpiącą ze 
wszystkiemi swymi współwyznawcami. Apostoł mówi, iż 
«Jezus Chrystus był sługą obrzezania dla prawdy Bożej; 
aby utwierdził obietnice ojców» *). W obrzezaniu swem 
przyjmując na wszystkie następstwa zakonu, w życiu swem 
przyjął wszystkie następstwa grzechu, a przeto cierpienia, 
prześladowania i wszystkie przeciwności tego Świata, 
a w końcu i śmierć samą, aby w Nim naprawionem było, 


1 Ps. ŁGI. 
2) Ps. 145. 
3) Rom. 15, 8. 


s£486-2. 


co na niebie jest i co na ziemi zepsowane przez grzech 
zostało i wyjawiona zcstała prawda i sprawiedliwość Boża 
poszukująca zadosyć uczynieniu za grzechy odstępstwa 
synów ludzkich”). 

Chrystus jest prawdą objawioną światu w ubóstwie, 
w przeciwnościach, cierpieniach i Śmierci haniebnej. Nie 
w cierpienizch wymarzonych i urojonych w wyobraźni 
starożytnych wieszczów pogańskich, ale w cierpieniach 
jawnie przepowiadających przez proroków starego zakonu, 
i w przepowiedni Symeona; w cierpieniach dotykalnie 
przyczynionych i stwierdzonych przez wrogów. Jeżeli 
odkryjemy księgi prorocze, tam wyraźną spotkamy wska- 
zówkę o Mesyaszu, jako o Mężu boleści, z wyliczeniem 
wszystkich cierpień jego; jeśli się wczytamy w księgi 
mądrości, tam słyszymy jawne pogróżki bezbożnych prze- 
ciwko Sprawiedliwemu, iż «odmienne są drogi Jego 
i przekłada skończenie (śmierć) sprawiedliwych: potwarzą 
i mękami wybadajmy go, wołają z zaciętością, skażmy 
go na Śmierć, co najsromotniejszą» *). 

Chrystus jest prawdą cierpiącą. Symeon powiedział, 
witając Go, jako czterdziestodniowego mieszkańca ziemi, 
iż «ten jest położon na znak, któremu sprzeciwiać się 
będą»: i to się spełniło co do słowa. Sprzeciwianie się 
odwieczne synów złośliwych przeciwko prawdzie Bożej 
wywarło całą złość swoją na osobie Chrystusa. To sprze- 
ciwianie się coraz więcej daje się widzieć, im więcej 
Chrystus objawia się światu. Sprzeciwiają Mu się w Sy- 
nagodze nazarejskiej miejscowi biegli i tłumacze zakonu; 
sprzeciwiają Mu się w Świątyni doktorowie, sprzeciwiają 
Mu się na każdem miejscu faryzeusze i starsi ludu ży- 
dowskiego. A ponieważ nie mogą zwyciężyć Go słowem 
i zaprzeczyć Jego cudom, czynią zasadzki, knują zdrady 
i w końcu wydają Go poganom na śmierć haniebną. 

I staje się Chrystus — prawda Boża, jakby tułaczem 
na tym Świecie ubogim, nie mającym gdzie głowy skło- 
nić, staje się, jakby zbrodniarzem przy Śmierci: bo mię- 


1) Efez. 1, 10. 
*) Sap. 2. 16, 20. 


<-+B7 


dzy łotry policzony, w koronie cierniowej, zbity, zraniony, 
postępując pod krzyżem Śmierci swojej; woła do przechod- 
niów: «Obaczcie, czy jest boleść, jak boleść moja!» a ko- 
nając na krzyżu, przez uczni opuszczony, przez garstkę- 
serc kochających otoczony, a przez tłumy szydzony: wo- 
ła i uskarża się: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuś- 
cił»! Na ten jęk Chrystusa, milczą nieba, nie spieszą 
ku pomocy przyjaciele; a tylko tłumy, bluźniące nowem 
szyderstwem, wybuchają, nowe miotają obelgi. — I tak 
w  Opuszczeniu od Boga i od ludzi, kona Chrystus, 
Prawda Boża! żółcią jeszcze i octem przed skonem na-. 
pojona... 

Ach, jeślibyśmy nie poznali jasno Chrystusa, jako. 
prawdy w mocy Jego i nauce: poznamy Go w cierpie-. 
niach i śmierci, w opuszczeniu i szyderstwie. Świat bez- 
bożny, wrogowie Chrystusa i prawdy, wszystkiemu prze- 
baczą, wszystko Ścierpią, nad wszystkiem się ulitują; ale 
nie przebaczą Chrystusowi, nie ścierpią prawdy, nie uża- 
lą się nad wyznawcą prawdy. Chrystus konający, pra- 
wda Boża, od Ojca prawdy opuszczona: to prawda cier- 
piąca w wierze męczenników, w przeciwnościach wyznaw-. 
ców prawdy Bożej; cierpiąca w pośród szyderstw i Śmie- 
chów, cierpiąca w pośród tortur i męczarni, cierpiąca po 
lochach i więzieniach i na krzyżu różnorodnych katuszy, 
cierpiąca i jak Chrystus opuszczona częstokroć od Boga 
i od ludzi. Chrystus kona i skarży się na opuszczenie 
Ojca i przez to staje się widocznym i zrozumiałym, jako. 
prawda Boża, znak i wyraz prawdy, nie tylko bohaterom 
i mędrcom chrześcijańskim, ale i temu prostaczkowi, ale 
i wszełkiemu upośledzonemu na tym Świecie i uciśnione- 
mu, który nie wie za co cierpi i dziwi się, że cierpie- 
niom jego nie ma końca i dziwi się, że jest Bóg na 
niebie i użala się, że nie zlituje się nad nim; woła tedy 
z Jezusem wyznawca prawdy, z prawdą Bożą, konającą 
w opuszczeniu: «Boże mój, Boże mój czemuś mię: 
opuścił?» 


158, 


IV. 


Wołając i skarżąc się, na krzyżu skonała prawda 
Boża; a nieraz z tą prawdą, wołając i wzywając ratunku 
'w ucisku i cierpieniach, w więzieniach i katuszach, ko- 
nają wyznawcy prawdy Chrystusowej. Patrząc na Chry- 
stusa na krzyżu zmarłego, zdawałoby się skonała pra- 
wda Boża na ziemi: patrząc na cierpienia przeciągłe, bez 
pociechy i ukojenia, które ponoszą sprawiedliwi, zdawa- 
gjłoby się nie masz ani śladu prawdy Bożej na ziemi, ani 
Boga prawdy w niebie. Skonała prawda Boża na krzyżu. 
Oto, ziemia zadrżała, świątynia rozdarła swą zasłonę, nie- 
biosa kirem żałoby się pokryły. I ciemno, i straszno na 
Golgocie. Bluźniercy zamilkli uciekają przed trwogą — 
oprawcy biją się w piersi! Ze Śmiercią prawdy, zgasły 
światła niebieskie, a tylko widma cieniów z grobów wy- 
«chodzących ukazują się na ulicach Jerozolimy. Ciemno 
i straszno w duszy człowieka i na Świecie, kiedy zostanie 
zabita prawda Boża, kiedy w duszy człowieka zgaśnie 
światło Chrystusowe. 

Długo nieraz i dotkliwie doświadcza Bóg prawdę 
swoją światu cbjawioną, jak złoto przez ogień prowadzi 
ją przez cały szereg tortur i katuszy; ale nie opuści 
jej na wieki, ale nie dopuści, by prawda Jego była po- 
deptaną, by nie zatryumfowała nad wrogami swymi. 
Chrystus zmartwychwstaje, zmartwychwstaniem swojem 
tryumtuje nad wrogami i bierze panowanie na niebie 
i na ziemi. Szatan, odwieczny ojciec kłamstwa, zo- 
staje skrępowany, wrogowie zawstydzeni; Aniołowie 
z nieba i Apostołowie opowiadają zwycięztwo prawdy 
Bożej: «Zmartwychwstał Pan prawdziwie». 

Chrystus zmartwychwstały jest prawdą Bożą, tryum- 
fującą na tym Świecie nad błędem i niesprawiedliwością, 
jest tryumfem wyznawców tej prawdy, którzy po długich 
uciskach, cierpieniach i prześladowaniach zwyciężyli świat 
pogański krwią i Śmiercią swoją, zwyciężają aż po dziś 
dzień ofiarami swemi, łzami swemi, krwią i życiem swo- 
jem. Sam na sobie doświadczywszy srogości losów, prze- 


i 


ZmDG_3 


ciwko prawdzie zwróconych, Boski Zbawiciel po Zmar- 
twychwstaniu swem pozdrawia uczni, uspokaja ich trwogę, 
pociesza nadzieją: «Pokój wam, mówi, jam jest nie 
bójcie się». Jam zwyciężył i wy zwyciężycie. Jeżeli 
uczniami moimi prawdziwie będziecie, poznacie prawdę, 
a prawda wyswobodzi was. 

Chrystus jest prawdą tryumfującą nad  przeciwni- 
kami swoimi, ale nie narzucającą się gwałtem do uzna- 
nia: jest prawdą zwycięzką, ale nie uciekającą się do 
przemocy, prześladowań i ucisku, by Go przyjęto; tylko 
objawiającą się ludziom dobrej woli. Posyłając bowiem 
Apostołów na cały Świat zastrzega wyraźnie, aby naśla- 
dowali łagodność Jego pod tym względem. Mówi bo- 
wiem: «Jako mię posłał Ojciec i ja was posyłam: idźcie 
nauczajcie: kto uwierzy zbawion będzie, kto nie uwierzy 
będzie potępion. Do któregokolwiek domu  wnijdziecie 
naprzód mówcie: Pokój temu domowi, a jeśliby tam 
był syn pokoju, odpocznie na nim pokój wasz».') 

Chrystus jest prawdą niezwyciężoną, cierpiącą i za- 
bitą chwilewo, ale tryumfującą i zwyciężająca wiecznie, 
a zwycięztwo tej prawdy nie w mocy i mądrości ludzkiej, 
nie w nadętości mędrców, ani w talentach gienjalnych 
synów ludzkich, ale, jak powiada Apostoł, «w prostocie 
krzyża, w skromności i łagodności w Duchu świętym 
i w mowie prawdy».*) Chrystus jest prawdą żyjącą 
zwyciężającą w sercach swych wyznawców, ale nie w dy- 
sputach, które zwykle do niczego nie prowadzą, ani w po- 
wierzchownej znajomości i pobożności, ale w wierze ży- 
wej, w wierze ugruntowanej na fundamencie łaski Bożej, 
utrwalonej na filarach cnót chrześcijańskich: «Bo któż 
zwycięża Świat? jedno który wierzy, iż Jezus jest Synem 
Bożym», mówi św. Jan Apostoł. *) 

Nie w mocy przeto wielkiej, ale w postaci słabej 
dzieciny, nie zbrojnie i w bogactwach, ale w stajence 
Betlejemskiej ukazała się prawda Boża na ziemi; a ucz- 


1) Luc. 10, 5. 
2) II Cor. 6, 7. 
3) List. I, 5, 5. 


El 89 — 


miom swoim i Apostołom nie rozdała oręża na podbicie 
świata, tylko w wieczerniku poklęknąwszy zaniosła mo- 
dlitwę: «Ojcze święty, mowa Twoja jest prawda. Jakoś 
Ty mię posłał na Świat i jam je posłał. A za nie po- 
Święcam samegc siebie, aby i oni byli poświęceni w pra- 
wdzie. A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, któ- 
rzy przez słowo ich uwierzą w mię, aby wszyscy byli 
w jedno, a iżby Świat poznał, żeś Ty mnie posłał i umi- 
łowałeś je, jakoś i mnie umiłował». ') 


Kazanie III. 


O życiu w Chrystusie. 


W Nim był żywot, a żywot był 
światłością ludzi, a światłość w cie- 
mnościach Świeci, a ciemności jej nie 
ogarnęły. joan. 1, 4. 

Bóg jest życiem, a świat nicością, z mocy Bożej 
istniejącą. Bóg jest źródłem życia, a człowiek, na tym 
świecie istniejący, stał się przyczyną Śmierci własnej. 
Dla tego Ewangielista, duchem wieszczym, z niebios na- 
tchnionym, wzniósł się ponad świat, wyrwał się z po- 
środka ludzi, u tronu Bożego rozważa ognisko niewy- 
czerpane, z którego tryskają promienie życia, rozchodzą 
się po całym wszechświecie, Słowem Bożem, mocą 
Bożą napełniają i ożywiają Świat cały i wszystko c» na 
nim jest. «Słowem Bożem, powiada Psalmista, umocnic- 
ne są niebiosa, a Duchem ust jego wszystka moc ich». 
Słowo Boże, Syn Boży jest pierwowzorem stworzenia; 
w naturze swej Boskiej rówity Ojcu, w naturze zaś lu- 
dzkiej, od wieków przewidzianej, jest pierworodnym stwo- 
rzenia; a przeto i źródłem życia wszechistot żyjących, 
ruszających się i obdarzonych rozumem. 

Na to źródło życia wskazując woła Ewangielista: 
«Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga. a. Bo- 

1) Joan. 17—17. | 


sTZY 


giem było Słowo. Wszystko się przez Nie stało, a bez 
Niego nic się nie stało, co się stało». Z tego źródła nie- 
ogarnionej potęgi i płodności mamy wszelkie życie na 
tym Świecie: «On rzekł i zostały uczynione» wszystkie 
stworzenia. A więc istoty bez czucia i ruchu, olbrzymie 
machiny wszechświata, rządzone i kierowane siłą zewnę- 
trzną, jak ziemia, planety i gwiazdy; więc istoty posia- 
dające w sobie siłę rozwoju i wzrostu, jak rośliny i drze- 
wa, więc stworzenia, oprócz powyższych, mające zdolność 
ruchu i czucia, jak zwierzęta, płazy i ptactwo; więc na 
koniec istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolą, jak 
Aniołowie i korona stworzenia — istota duchowo-cielesna- 
człowiek, który w sobie streszcza życie istot ziemskich 
i niebieskich: «Wszystko się przez Nie stało, co się stało». 

Ale jest jeszcze inne życie, nie wypływające z przy- 
rodzenia, ale ze szczególniejszej łaski i miłości Bożej 
ku swym istotom rozumnym i wolnym — Aniołom i lu- 
dziom: to życie duchowe, życie nadprzyrodzone, życie 
łaski. To życie nie da się zmysłami pochwycić, ani we- 
dług praw natury widzialnej określić, ani do niej przy- 
stosować. OOdmienne to życie w początku swoim, w spo- 
sobie istnienia i w celu swym ostatecznym. O) początku 
tego życia w człowieku mówią Księgi święte, jako otchnieniu 
Bożem i uświęceniu człowieka. Cechą istotną tego życia jest 
obraz Boży, a przymiotem zbliżającym je do swego pierwo- 
wzoru: podobieństwo Boże, celem w końcu ostatecznym — 
nieśmiertelność, nie na tym Świecie zmiennym, ale tam, 
w przybytkach Bożych. O tem życiu powiadają Księgi 
święte: «Tchnął Bóg w oblicze jego (człowieka) tchnienie 
żywota; na obraz i podobieństwo swe uczynił go, stwo- 
rzył Bóg człowieka nieskazitelnego: i stał się człowiek w 
duszę żywiącą». *) 

I. 

Rozważając tedy stosunek Chrystusa Pana jako źró- 
dło żywota względem człowieka odkupionego, widzimy, 
że Chrystus nie tylko jest dawcą życia cielesnego czło- 


1) Gen. 2, 7. Sap. 2, 23. Eccli 17, 6. 


RZ2Z-—_ 


wiekowi, jak i wszemu stworzeniu, ale i dawcą życia du- 
chowego przez odrodzenie w duszy człowieka łaski bło- 
gosławieństw i świętości — podobieństwa Bożego — przez 
grzech utraconego; jest przeto dawcą życia, jako Stwórca 
i jako Odkupiciel. Jako Stwórca powołuje człowieka do 
życia z nicości dając mu ciało z ziemi, a duszę, istotę 
duchową nieśmiertelną, obdarzoną rozumem i wolną wolą; 
obdarza go szczególniejszymi przywilejami świętości i spra- 
wiedliwości, uposaża go nieśmiertelnością i ciałem, umie- 
szcza go w raju rozkoszy. Jako Odkupiciel zstępuje 
z nieba szukając wygnańca z raju wypędzonego za grzech 
pierworodny, spłaca męką i śmiercią swoją dług, przez 
grzech zaciągnięty wobec sprawiedliwości Bożej, powraca 
mu łaski i przywileje na żywot wieczny; otwiera przed 
nim podwoje raju utraconego. 

Mając to na względzie, pytamy teraz o jakiemże to 
życiu mówi KEwangielista słowy: w Nim był żywot, a 
żywot był światłością Świata?  Jestże to życie doczesne 
świecące Światłem przyrodzonego umysłu, Światłem gie- 
njuszów i talentów? Nie. Jestże to życie jaśniejące 
urokiem pomyślności i szczęścia doczesnego? Nie. Jestże 
to życie olśniewające blaskiem bogactw, wdzięków, go- 
dności i tytułów? bynajmiej. Jakież więc jest to życie, 
które nazywa Fwangielista światłością świata? Jest to 
życie umysłu i serca, łaską oświeconego i uświęconego, 
jest to życie duszy okupionej i uposażonej błogosławień- 
stwy i darami Bożymi, jest to życie wiary, nadziei i mi- 
łości Bożej. Jest tożycie, o którem mówi tenże Ewan- 
gielista w swym liście: «Zywot oznajmiony jest nam, ży- 
wot wieczny, który był u Ojca i zjawił się nam». Jest 
to życie, o którem mówi sam Chrystus: «Kto wierzy w mię 
ma żywot wieczny i Ja go wskrzeszę w dzień ostatni. 
Jam jest zmartwychwstanie i życie, kto wierzy w mię, 
chociażby umarł żyć będzie; a wszelki który żyje i wie- 
rzy w mię nie umrze na wieki». ) 

Jest to życie, znane duszom powołanym do wiary 
Chrystusowej, a zakryte przed synami tego Świata. Za- 


1) List I, 1, 2. Ewang. 6, 40; 11, 25. 


1-444 "AH 


"ga 


: Ad 

kryte przed synami tego świat, bo jak drogi ich są dro- 
gami zatracenia, jak przekonania są błędne i beznadziejne; 
tak też i życie ich, od Chrystusa oderwane, nie jest ży- 
ciem, ale ustawicznem — beznadziejnem — konaniem. Na- 
rody niechrześcijańskie ratują się od tej martwoty wiarą 
przyrodzoną w Bóstwo, z czasem jednak, popadając na 
błędne drogi bałwochwalstwa, dochodzą do zupełnego 
zdziczenia, jak murzyni; albo ostateczny cel bytu swego 
widzą w nicości, w nirwanie, jak Indjanie i Chińczycy, 
o których cywylizacji i kulcie religijnym rozprawiają bar- 
dzo pochlebnie wrogowie Chrystusa. Narody zaś chrześ- 
cijańskie, wyzbywając się tego życia przez lekceważenie 
praw i przepisów Chrystusowych, na oczach nikną i tra- 
cą nie tylko charakter ludzi ucywilizowanych, w barba- 
rzyńskiem znęcaniu się nad upokorzonymi łudami, ale 
i tracą energję żywotną; jak to można sądzić z sekt pro- 
testanckich i narodów, nazywających się  katolickiemi, 
a przejętych zasadami bezbożności. Okrucieństwo w wal- 
ce, znęcanie się nad zwyciężonymi, krwawemi zgłoskami 
zapisujące się w Niemczech i Anglji, zmniejszanie się 
ludności Gallów są oczywistymi dowodami. 

Zyją tedy życiem Chrystusa, tylko wierni wyznawcy 
Jego Kościoła; żyją pełnością życia, nie tylko w warun- 
kach dla siebie przyjaznych, ale najczęściej niepomyślnych 
i ciężkich; żyją całą pełnią życia, chociaż wpośród cier- 
pień i ucisków; żyją w Bogu i dla Boga; żyją wpośród 
tego Świata zmiennego dla zbawienia siebie i braci. 
Usuńcie Kościół katolicki z widowni tego Świata, a zoba- 
czycie pustkowie, jakie dziś widzieć się daje po tych 
krajach, gdzie zamarła wiara Chrystusowa, jak w Afryce 
iw Azji mniejszej; wyniszczcie prawdziwych wyznawców 
Chrystusa, a stanie się to samo, co się stało z Sodomą, 
po wyjściu Lota sprawiedliwego. Tylko prawdziwi wyz- 
nawcy Chrystusa mają życie w sobie i tem życiem nietyl- 
ko podtrzymują siebie, ale i osłaniają inne narody i udzie- 
lają im iskierki swej żywotności. . 

To życie Chrystusowe w prawdziwych wyznawcach 
dwojako się objawia: drogą łaski na ziemi i drogą chwa- 

3 


= <<. EEE 


ły w niebie. Drogą łaski objawia się to życie przez wy- 
żej już wspomniane cnoty, wiarę, nadzieję i miłość; przez 
nie bowiem łączy się człowiek Śmiertelny z Bogiem nie- 
śmiertelnym: wierząc weń, mając w Nim nadzieję, miłu- 
jąc Go nadewszystko. To życie duchowe zaszczepia 
Chrystus w duszy człowieka przez Chrzest święty; roz- 
wija nauką, podtrzymuje przykładem, umacnia Sakra- 
mentami. Pokarmem dla podtrzymania tego życia jest 
słowo Boże, jak to sam Chrystus mówi: «nie samym 
chlebem żyje człowiek, ale i wszelkiem słowem Bożem»”'), 
pokarmem zasilającym jest Przenajświętszy Sakrament 
ołtarza: Ciało i Krew Przenajświętsza: jak Go zaleca ten- 
że Chrystus mówiąc: «Tenci jest chleb żywota, który 
z nieba zstąpił; kto pożywa tego chleba, żyć będzie na 
wieki; kto pożywa ciało moje i pije krew moją, ma żywot 
wieczny; a ja go wskrzeszę w on dzień ostatni»*). 

Ztąd wypływa, że człowiek zjednoczony z Chrystu- 
sem nie myślą tylko i uznaniem niektórych jego zasad, 
ale duszą i sercem, i krwią, ale wyznaniem i wypełnie- 
niem Jego zakonu, według nauki Kościoła, otrzymuje 
życie nadziemskie, życie łaski wiary, nadziei i miłości. 
Jeśli posiada to życie, z punktu religijnego człowiek ten 
jest żyjącym, sprawiedliwym; jeśli go nie posiada, jest 
umarłym. trupem, nie przystępnym na przyjęcie łaski 
Bożej, nie zdolnym odczuć w sobie objawów życia nad- 
ziemskiego. Jeśli kto posiada to życie, oświecony jest 
promieniami światła, znajomości i miłości Boga, a żadna 
przeciwność tego Światła nie zgasi, oprócz grzechu; jeśli 
zaś go nie posiada, jest synem ciemności, bez Boga, bez 
nadziei, siedzący w cieniach nicości, w cieniach Śmierci. 
Wierny wyznawca Chrystusa, żyjący na tym świecie wpo- 
śród bezbożnych i niedowiarków, jest otoczonym zewsząd 
ciemnością: ale światło jego ma tę moc szczególniejszą, 
iż mie daje się zwyciężyć ciemnością, lecz rozprasza je 
1 rózpędza. W tem widzieć się daje spełnienie słów 
Kwangielisty: «a żywot był światłością. a światłość 


1) Mat. 4. 
2) Joan 6. 


2 


z DÓ 2 


w ciemnościach Świeci, a ciemności jej nie ogarnęły. 
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego czło- 
wieka na ten Świat przychodzącego». 


II. 


Poznawszy to życie dusz wybranych w zasadzie, 
przyjrzyjmy się jego objawom i skutkom, cnotom i czy- 
nom bohaterskim, które z siebie wydaje. Życie łaski 
objawia się naprzód w wierze, w uznaniu wewnętrznem 
i zewnętrznem świadectwie o prawdzie Bożej, o tem 
wszystkiem, o czem poucza nas Kościół święty. Życie 
to nadziemskie, dziwne w początkach swoich, bo zrodziło 
się w Śmierci Chrystusowej, cudowne, bo zajaśniało ma- 
jestatem i mocą w zmartwychwstaniu Boga Zbawiciela; 
a owoc swój wydało nie z bujnych łanów wielkości i po- 
tęgi tego Świata, tylko z ubożuchnej i upośledzonej ni- 
wy Bożej, z pośród prostaczków i maluczkich. Owoc 
ten nietylko znany jest niebu, jako zasługa na żywot 
wieczny; ale wiadomy i ziemi, jako zarodek i nasienie za- 
sad i cnót, nauk i przykładów zbawiennych dla ludzkości. 

Zycie bowiem Chrystusowe, życie wiary nie jest ja- 
kiemś usposobieniem i stanem natchnionym, wpatrzonym 
tylko w niebo, oderwanym od świata, niknącym w obło- 
kach zachwytów. Nie, jest to życie znane i dotykalnie 
objawione temu Światu. Wiarą oświeceni Apostołowie, 
przebiegają całe kraje; słowem swojem zaszczepiają w umy- 
słach i sercach ludzkich nietylko miłość Boga, ale i mi- 
łość bliźniego: nietylko powiększają zastępy niebieskie, 
ale dają obywateli pożytecznych i ziemi, nie tylko ter- 
gają pęta grzechu, ale zdejmują okowy z ofiar przemocy 
możnych, pogan i cezarów pogańskich; nie tylko składają 
ofiary Bogu, ale zbierają otiary dla wdów i sierot i dla 
biednych braci. Obudzili z ospałości Areopag Ateński, 
wleli nowe życie w gasnące już społeczeństwo Rzymu; 
i ujarzmionym narodom Gallów i Giermanów i wszem 
pokoleniom uważanym za barbarzyńskie, wskazali w niebie 
Ojca wspólnego, a na ziemi równość praw i przywilejów. 

3* 


dg. 


Mocą wiary i Światłem FKwangielji zburzyli przybytki 
ciemności, świątynie pogańskie, a wznieśli świątynie 
Chrystusowe, zbudowali z umysłów i serce wierzących, no- 
we Jeruzalem Kościół Chrystusowy, na podwojach któ- 
tego zapisane są słowa Chrystusowe: «Bramy piekielne 
nie zwyciężą go». ! 
Im dalsze kręgi zatacza apostolstwo Chrystusowe, 
tem szerzej rozbiegają się promienie życia Chrystusowe- 
go. Poczuwszy jego tętno w duszy swej, oto powstają 
całe zastępy Świadków potęgi i działalności tego życia; 
męczennicy i wyznawcy chrześcijańscy dają zań życie 
doczesne, wyzbywają się starych błędów i grzechów; świa- 
tło wiary nowej i cnót nie znanych światu otacza głowy 
bohaterów wiary. Jak płomień wybuchający, życie Chry- 
stusowe niedługo tłumione bywa kajdanami i torturami 
poganizmu, zrywa ono wszelkie tamy, napełnia lochy 
podziemne chwalcami Boga, ożywia pustynie pokutnika- 
mi, zaludnia stepy i kraje dzikie wyznawcami Chrystusa. 
Płomień życia Chrystusowego coraz dalej i dalej się 
rozpościera, nie niszczy narodów, ale błędy i występki, 
nie obala w gruzy gmachów wiedzy i cnoty, gdzie je 
zbudowały szlachetne umysły i serca, ale utrwala je, na- 
dając im siły niespożyte, nie tłumi iskierek, ręką Stwór- 
cy z przyrodzenia w sercach ludzkich zasianych i w sta- 
rożytnych wierzeniach i podaniach narodów pielęgnowa- 
nych; ale je wyświetla i dodając swego blasku, czyni 
z nich ognisko oświaty i postępku ludzkości. Oto jest 
płomień życia Chrystusowego. oto ten ogień, o którym 
mówił Chrystus do swych uczni: «Przyszedłem ogień 
puścić na ziemię; a czegóż chcę, jedno, aby był zapalon?»”') 
Oświecona tym płomieniem ludzkość w duszy swej 
poczuła nowe życie, nowe siły i popęd do czynu; ujrzała 
nowe drogi, nowe ideały, nowy cel życia doczesnego. 
Na miejsce baśni pogańskich o cnotach i sprosności bo- 
gów, ma miejsce dziwacznych a potwornych tajemnic po- 
gańskich, tchnących wyuzdaną zmysłowością, lub martwo- 


1) Luc. 12, 49. 


a BĘ = 


tą form zewnętrznej powagi, ukrywającej próżnię ducha 
i czczość myśli, ukazują się, porywające swą prostotą, 
zasady Chrystusowe. olśniewające urokiem czystości, zdu- 
miewające ogromem wiedzy i mądrości i znajomości Bo- 
żej tajemnice wiary Chrystusowej. Na miejsce bałwo- 
chwalczych wyroczni i kłamliwych wieszczów pogańskich, 
na miejsce przykrytych zasłoną czasową przepowiedni 
proroków starego zakonu; rozlega się głos Chrystusa 
i Jego Apostołów, i mówców chrześcijańskich, otwarcie 
i jawnie nauczających o Królestwie Bożem, i zakonie mi- 
łości Boga i bliźniego. Na miejsce sprośnych ołtarzy 
pogańskich, na miejsce figurycznych ofiar ze zwierząt 
i darów ziemi Starego Zakonu, wznoszą się ołtarze no- 
we. a na nich zanosi się ofiara czysta i niepokalana, nie- 
krwawa— Baranka Niewirnego—Syna Bożego, jako hołd 
i danina ludzkości odkupionej, jako ubłaganie za grze- 
chy; a wznosi się nie na jednem miejscu, nie w jednym 
narodzie, ale jedna i ta sama po całej kuli ziemskiej we 
wszech narodach. 

Z wiarą zaszczepiającą życie Chrystusowe w sercach 
ludzkich obudza się i nadzieja chrześcijańska. Nad świa- 
tem pogańskim, panowało ślepe przeznaczenie «fatum», 
ciążące na umysłach i sercach ludzkich, krępowało polot 
ducha i szlachetne porywy Serca, trzymało całe tłumy 
w odrętwiałości myśli i wyobraźni, a rzadko komu z po- 
gan udało się zluzować powijaki urojonego przeznacze- 
nia i wznieść się na wyżyny pojęć o wolności ducha 
ludzkiego, o wolnej woli człowieka; bo jeżeli się i wzniósł 
ktokolwiek, nie długo mógł się ostać na wyżynach i spa- 
dał na poziom bałwochwalstwa, rozpusty i wszelkich in- 
nych nawyknień pogańskich. Nie z poczuciem nadziei 
Apostoła w zwycięzstwo wiary i łaski Chrystusowej, ale 
ze znakiem rozpaczliwej nieudolności przyrodzonej wołał 
wieszcz pogański: Widzę dobro i pochwalam, a czynię złe; 
ojcowie nie cnotliwi wydają gorsze od siebie potomstwo. 

Były znane sztuka i poezja. i krasomóstwo poganom; 
ale to wszystko ograniczało się naśladownictwem form 
Świata zmysłowego, stosowało się do wdzięków i celów 


U BE 2 


doczesnych; brakło w nich idei wyższej, nadziemskiej, 
brakło w nich życia duchowego. Mogły ptaki łudzić się 
misternie namalowanemi winogronami, mcgli i współcześ- 
ni i późniejsi znawcy zachwycać się pomysłem i mister- 
nem wykończeniem form i kolorytu; ale duch ludzki na- 
próżnoby tam szukał życia nadziemskiego chociażby, pro- 
myków zżycia, zaczerpniętego ze sfer po nad ziemskich. 
Wszystko tu tchnęło życiem ziemskiem, cdzwierciadlało 
zmysłowe formy tego świata z okrasą przebłysku przyro-. 
dzonych uczuć ducha ludzkiego, nie było tu życia Chry- 
stusowego, nie było tu nadziei. 

Dopiero gienjusz chrześcijański, poczawszy w swem. 
sercu ciepło życia po nad ziemskiego, ujrzawszy Światło 
nadziei; pchnął wiedzę ludzką i sztukę na tory postępu, 
postępu ku krainie nadziemskiej — tam gdzie jest świa- 
tłość oświecająca każdego człowieka. Gienjusz chrześci- 
jański nie tak śledzi za formą doczesną, za prawidłowoś- 
cią naślądowania natury ijej wdzięku, jak raczej, w nie- 
udolnych nawet z początku postaciach symbolicznych; uo- 
sabia Świat wyższy nad ziemski i swe nadzieje po za 
grobowe. Nieliczne i bardzo nawet nieudatne szkice 
symboliczne z katakumb, przedstawiające dobrego Paste- 
rza z barankiem, Chrystusa na krzyżu, lub męczennika 
z palmą, albo i prosty krzyżyk, więcej podniosły ducha 
po nad sfery zmysłowe i porywały serca do nadziei 
wytrwałości, aniżeli najcelniejsze utwory przeszłych i póź- 
niejszych gienjuszów pozbawione życia i ducha religijnego. 

Podnosząc ducha, kształcąc uczucia gienjusz chrześ- 
cijański powoli rozwija i formy i doprowadza je pod rę- 
ką, kierowaną natchnieniem chrześcijańskiem, do arcydzieł 
sztuki, do wzorów poezji i krasomówstwa. Imiona mistrzów 
chrześcijańskich za bardzo są znane, żebym miał je tu 
wyliczać. W utworach ich pod względem tormy zew- 
nętrznej, w niczem nieustępujących arcydziełom sztuki, 
a częstokroć i przewyższających widzieć się daje to, cze- 
go się nie spostrzeże u mistrzów, nie mających ducha 
chrześcijańskiego— nadzieja w życie nadziemskie, Króle- 
stwo Boże. Postacie Chrystusa ukrzyżowanego i Boga- 


rodzicy, królującej w niebie, otoczonej rojami aniołów 
i świętych, każą nam zapóminać o talencie mistrzowskim 
twórców, a iść i wznosić się drogą ich natchnienia do 
tronu Bożego, gdzie wszystko zmysłowe ustaje, gdzie 
życie bez skazy, gdzie szczęście bez końca — nieśmier- 

telne, wiekuiste. 

Nadzieja, jako tętno życia Gkowitnewóge, wstąpiła 
i do serc pogardzonych i upośledzonych na tym świecie, 
do serc prostaczków, ł,azarzy, niewolników i nędzarzy 
tego Świata. Pogardzeni i upośledzeni w ciągu wieków, 
obciążeni jarzmem niewolnictwa i konający po ulicach 
i opłotkach nędzarze ginęli beznadziejnie, ulegając nie- 
ubłaganej woli ślepego losu: a żaden wieszcz, żaden gie- 
njusz pogański nie mógł wlać iskierki nadziei w to ser- 
ce konające. Jeżeli jeszcze z okruszyn dawnych podań 
i tliła jakaś iskierka życia pozagrobowego, za bajecznym 
Styxem — to życie tamto tak się przedstawiało bezmyśl- 
nem, tak chłodnem a odrażającem, że w sercu rwącem 
się do szczęścia, do życia wiekuistego zamierała wszelka 
nadzieja. Tu gnębił los i tam to samo; tu się tułało po 
dolinie łez, a i tam błąkały się cienie po polach Elizej- 
skich — wszędzie bezmyślne, bezduszne, bezbarwne pa- 
nowało przeznaczenie. 

Inaczej to życie przestawia nadzieja Chrystusowa. 
Tam w niebie czeka Ojciec na swe dzieci z nagrodą za 
wszystkie trudy, poniesione na ziemi. „anim ta nagroda 
przejdzie, okiem swem troskliwem obejmuje potrzeby wzy- 
wających Jego pomocy dzieci. Dla podniesienia nędzarza 
z barłogu, dla wyzwolenia człowieka grzesznego z wię- 
zów błędu i grzechu, zesłał Syna Swego Jednorodzone- 
go, aby nauką i mocą swoją, męką i śmiercią okupił 
Świat, nędzę i grzechy synów ludzkich, by wyzwolił 
więźniów, zdjął okowy ujarzmionym, pocieszył serca 
stroskane i ogłosił dzień przebaczenia i dzień odpuszcze- 
nia, i wolności. Ujrzał tułacz ziemi nowe światło, przed- 
stawiające mu nowe życie w niebie. wpośród chórów aniel- 
skich, życie pełne zachwytów i rozkoszy, których ani oko 
nie widziało, ani ucho nie słyszało; ujrzał i tę ziemię, 


—- 46 


jako miwę Bożą, jako pole zasług do nagrody wieku- 
istejj a w sercu jego obudziło się nowe życie, życie na- 
dziei, życie Chrystusowe. 


III. 


Koroną wreszcie cnót i życia Chrystusowego na tej 
ziemi przez łaskę objawionego jest miłość. Czego wiara 
naucza, co nadzieja wskazuje; to opromienia światło mi- 
łości, to ogrzewa i rozwija siłę żywotną w duszy wierzą- - 
cego, utrwala i uzupełnia życie duchowe chrześcijanina. 
Miłość porywa serca ku Bogu i ku braci; miłość wzoru- 
je życie wierzącego na życiu niebian, odrywając je od 
ziemi i zmysłowości. Tą miłością ożywieni pustelnicy 
i kapłani, poświęcają się na służbę Bożą; tworzą się za- 
kony i zgromadzenia religijne, wyrzekające się przywi- 
lejów osobistych dla miłości Boga i bliźniego. « Na ołta- 
rzach otiary sług Bożych składają się nie tylko hołdy 
Bogn, ale i poświęcenie siebie aż do Śmierci potrzebom 
bliźnich. Miłość Boża tchnęła życie nowe w serca od- 
kupione, i stał się powtórnie człowiek w duszy żywiącej; 
żywiącej ku życiu wiekuistemu. 

Tą miłością ożywieni Apostołowie narodów wynaj- 
dują nowe drogi przez góry niedostępne, przez lody i ska- 
ły, przez oceany i lasy dziewicze do narodów nieznanych, 
do plemion dzikich, do ludów siedzących w cieniach 
śmierci. (Gdzie się oni zjawią, tam się zjawia nowe ży- 
cie, upadają posągi pogańskie, nikną przesądy bałwo- 
chwalcze; wzrasta cześć Boga prawego. zaszczepiają się 
i kiełkują podstawowe zasady, nietylko wiary praw- 
dziwej, ale i wykształcenia i prawdziwego postępu przy- 
szłych pokoleń. I stała się miłość Chrystusowa rozlaną 
w sercach wierzących i zrodziła nietylko bohaterów 
1 mędrców wiary, ale wydała i ojców cywilizacji ludzkości. 
To życie objawiające się wprzódy w nabożeństwie, nau- 
kach i dobroczynności w Wieczerniku Apostolskim i w świą- 
tyniach pierwszych chrześcijan, zajaśniało potem w kła- 
sztorach, w szkołach i we wszechnicach chrześcijańskich. 


x A — 


Kapłani i biskupi stają się wyrocznią nauki Chry- 
stusowej, ale zarazem i ogniskiem oświaty; sobory ojców 
Kościoła rozstrzygają kwestje żywotne, nietylko odnośne 
do rzeczy wiary, ale i do stosunków społecznych; prawa 
soborów nawiązują ogniwo łączące podstawowe zasady 
praw Rzymu, z prawami narodów chrześcijańskich. Na 
widowni dziejowej społeczeństw chrześcijańskich stają nie 
tylko obrońcy wiary, ale i narodu swego, i jego cnót, 
i obyczajów, i w razie potrzeby życia jego. Nawet w na- 
szym zakątku, z ukazaniem się wiary Chrystusowej, sławę 
nieśmiertelną zyskali nie tylko tacy święci, jak Wojciech, 
Stanisław i Wincenty, ale i Długosz, Hozjusz, Koper- 
nik iinni słynni ze swych cnót i nauki mężowie, którzy 
po wsze wieki stanowić będą chlubę narodu swego i świa- 
dectwem będą wymownem dla potomności o wielkiej po- 
tędze i plenności życia Chrystusowego, objawiającego się 
w miłości Boga i bliźniego, wydającego owoce oświaty 
i postępu chrześcijańskich narodów. 

Wszakże i dzisiaj, kiedy już społeczeństwa chrześci- 
jańskie wzrosły i uczyniły ogromne postępy, na drodze 
wiedzy i wynalazków doczesnych, jeśli bliżej i bezstron- 
nie się przyjrzymy, obaczymy, że źródłem postępu chrześ- 
cijańskiego i nauk ścisłych jest tchnienie Chrystusowe. 
Prawda, że na tem drzewie życia wiele wyrasta pasoży- 
tów, wyciągających z niego soki, prawda, że w nauce 
świata dzisiejszego, spostrzegamy jawne prądy i dążności 
do zerwania z Chrystusem, ale niechby to życie Chrystu- 
sowe przestało choć na krótki czas działać w sercach 
ludzkich, ten Świat bezwarunkowo ujrzałby się na nowo 
zdziczałym, ujrzałby spustoszenie i zniszczenie na miej- 
scu oświaty, ujrzałby dzikie hordy depczące prawa naro- 
dów; na miejscu ofiary Niekrwawej Baranka niewinnego 
zjawiłyby się dawne pogańskie ofiary przesądu, pomsty, 
ofiary przemocy i krwawego odwetu. 

Wszakże i dzisiaj, kiedy społeczeństwa chrześcijań- 
skie mają, niezależnie od wpływu duchowieństwa, swe pro- 
gramy i szkoły dla wybrańców losu, którym przez lat 
kilka wskazują drogi do znajomości tego Świata i praw 


LBA 


przyrody; któż więcej pracuje i dłużej nad wszystkimi, 
bo od dziecka do grobu, kształci ludzkość, któż pytam 
więcej pracuje nad kapłanów? którzy przejęci duchem 
Chrystusowym, sieją święte nasiona prawdy i enót chrześ- 
cijańskich w sercach jak maluczkich, tak i dorosłych 
i starców; tak prostaczków, jak i wykształconych i prze- 
łożonych w społeczeństwie chrześcijańskim. Któż więcej 
na świecie kształci narody, rozwijając w nich życie du- 
chowe ku zbawieniu wiekuistemu i zarazem dając popęd 
i zachętę do nauki, jeśli nie słudzy Chrystusa i Ołtarza? 
Przyjrzyjcie się tej mrówczej, nigdy się nie kończącej 
pracy kapłańskiej, w której jeden staje na tysiące, słowem 
i zachętą oświeca umysły, powstrzymuje od nałogów, na- 
wiąznje zgodę i jedność w narodach i rodzinach, pod- 
trzymuje powagę ołtarzy i tronów; a oczyszczając powagą 
swą sumienia ludzkie i zbliżając ludzi do Boga, do źró- 
dła światłości, kształci całe masy w znajomości zasad re- 
ligji, dodaje bodźca prostaczkom do nauczania swych dzia- 
tek czytania i nauk elementarnych, znajomości ludzkiej, 
jako też i podstawowych zasad miłości Boga i bliźniego. 
Swiat kształci wybrańców losu i fortuny, a wykształcenie 
swe nie zawsze do pożądanych celów doprowadza; kapłan 
Chrystusowy kształci masy i dosięga celów zbawiennych: 
czemu przyświadczyć może lud ubogi katolicki, umiejący 
zasady wiary i obyczajów, i przeważnie posiadający umie- 
jętność czytania. Kościół, w którym kapłan naucza, jest 
szkołą podstawowej oświaty ludzkości. . 

Kapłan Chrystusowy jest nauczycielem ludu. Nie 
ogranicza się jego nauczycielstwo na zachęcaniu do nauk 
czysto światowych, jakby tego chcieli ludzie widzący 
wszystko w tych naukach; ale sięga ono głębiej i wy- 
żej, bo do dna ducha ludzkiego i do wysokości tronu 
Bożego, zakreśla ono większe koła, bo obejmuje cnoty 
i grzechy, dolę i niedolę ludzką, życie i śmierć człowie- 
ka. Kapłan zasłania swą piersią, zdrowiem i życiem 
uczni swoich, a zasłania je od pocisków gniewu Bożego, 
zarówno jak od bezbożności przewrotnego Świata, tak 


i od wszelkiej przemocy i znęcenia się nad słabym 
. 


a JaC 


i ujarzmionym. Kapłan Chrystusowy idzie, jako nauczy- 
ciel, na przodzie swych uczni, pierwszy spotykając się po. 
drodze, zarówno jak z błogosławieństwy Bożemi, tak też. 
i z dopuszczeniem Bożem; on pierwszy otrzymuje łaski 
Boże. światło i błogosławieństwo od Boga, ale i pierwszy 
stawi czoło przeciwko chorobom i zarazom, on znosi 
uciski i prześladowania pysznych i hardych, on tuli do 
siebie upokorzonych i nędzarzy, on jedna z Bogiem po- 
kutujących i opłakujących swe grzechy. 

Przyjrzyjcie się życiu społeczeństw katolickich po 
całym świecie znajdziecie to życie kwitnące i rozwijające 
się wpośród najnieprzyjaźniejszych warunków doczesnych, 
wpośród wręcz wrogiego usposobienia ustaw i stowarzy- 
szeń bezbożności. Przyjrzyjcie się temu życiu ludu ka- 
tolickiego, szczególniej miljonów prostaczków. Nie znacz- 
ne to życie na pozór i jakby niczem się nie odznacza- 
jące od życia innych ludów; ale wniknijcie w ducha, 
wsłuchajcie się w tętna tego życia, przyjrzyjcie się mo- 
cy i męztwu wpośród ucisków, wsłuchajcie się w modły 
i śpiewy, któremi od wieków wstrząsa sklepienia świątyń 
i jawne daje świadectwo prawdzie Chrystusowej; a wten- 
czas poznacie, czem jest życie Chrystusowe, a wtenczas. 
i zrozumiecie słowa Chrystusa: «Jam jest droga, prawda 
i życie; jam jest zmartwychwstanie i żywot: kto wierzy 
w mię, nie umrze na wieki»; i słowa Apostoła: «W Nim. 
był żywot, a żywot był światłością świata, a światłość: 
w ciemnościach Świeci, a ciemności jej nie ogarnęły». 


ADRE —. 


Kazanie IV. 


'O pytaniach faryzeuszowskich i odpowiedziach 
Chrystusowych. 


„Jeden z faryzeuszów pytał go, 
kusząc: które jest pierwsze przykazanie 
w zakonie*. Mat. 22. 


Kto pyta, ten nie błądzi, mówią ludzie i rzadko się 
pod tym względem mylą. Zewsząd jesteśmy otoczeni ta- 
jemnicami i niezliczonemi zagadnieniami, od kolebki aż do 
grobu postępujemy drogą dla siebie nieznaną; bo nie 
tylko nie możemy zmierzyć Światów leżących po za kre- 
sami wzroku naszego, ale nawet i najbliższych rzeczy 
znaczenie jest przed nami zakryte. Znamy to nasze ży- 
cie, nasze myśli i pragnienia, przysłuchujemy się uderze- 
niom własnego serca: wszystko to dokoła nasi w nas żyje 
i działa, a jednak, czyż ci towarzysze życia naszego nie 
są dla nas częstokroć zagadką nierozwiązalną? 

Przychodząc przeto na świat, przynosimy z sobą za- 
kon pytania i wywiadywania się pilnego o wszystkiem, 
'co się dokoła nas i w nas samych dzieje. Mędrcy pyta- 
ja, badają niemych świadków natury, zagłębiają się w pra- 
starą księgę przyrody; uczniowie pytają swych nauczycieli, 
dzieci rodziców, wszystkie pokolenia ziemskie naczelników 
swych i kapłanów. Ztąd nie dziw, że i taryzeusz pyta 
wielkiego Proroka z Nazaretu, który w przypowieściach 
swych wykładał rzeczy tajemne i ukryte od założenia 
Świata, a pytał Go o rzecz najważniejszą, bo o największe 
prawo w zakonie. 

Ale nie każde pytanie pochodzi ze szczerego i do- 
wiadującego się rzetelnie umysłu i zmierza do szlachet- 
nego celu; nie każde przeto jest godne pochwały, nie 
każde zasługuje na odpowiedź. Przykład mamy w prze- 
'czytanej dziś Fwangielji świętej. Faryzeusz pyta nie 


z WO 


w celu dowiedzenia się o prawdzie, ale w celu pochwy-. 
cenia Chrystusa na słowie: bo pytał Go, kusząc. Za tym 
faryzeuszem postępuje bardzo wielu obłudników i ludzi 
przewrotnych, pytając zdradliwie w celu zaszkodzenia 
bliźniemu swemu. ŻZtąd wypada, że nie każdemu należy 
odpowiadać wprost i otwarcie, ale trzeba czasem i zamil- 
czeć, albo też niemądrze, lub zdradliwie, pytającemu dać 
odpowiedź według rady Mędrca Pańskiego, to jest odpo- 
powiedzieć głupcowi według głupstwa jego, aby się snać 
nie uważał za mądrego”) i naśladować odpowiedzi Chrystu- 
sa, które On dawał zdradliwie Go pytającym. W yjaśnie- 
nie tych pytań i odpowiedzi Chrystusowych będzie przed- 
miotem tej nauki. 

O, Miłości, nauczająca nas w duchu i prawdzie, 
oświeć nas za wstawieniem się Twej Matki! Zdrowaś 
Marya! 


j (t 


W wielką i pamiętną chwiię zaszła ta rozmowa Chry- 
stusa Pana z doktorem zakonnym, bo na parę dni przed 
śmiercią Chrystusową. Wszystko, już co było zapowie- 
dzianem przez proroków, miało się wkrótce spełnić, a więc 
i złość żydowska posuwała się wględem Chrystusa do gra- 
nic ostatecznych. Obok uwielbiania ludu, wzrastała nie- 
nawiść jego przewodników, kapłanów i doktorów zakon- 
nych. Ostatnie wypadki poświadczające o Bóstwie Jezusa 
z Nazaretu, jak wskrzeszenie Łazarza, wjazd uroczysty 
do Jeruzalem, wypadki roznoszące sławę o Nim po całej 
ziemi, wstrząsnęły całe Jeruzalem wrogie Chrystusowi. 
Potęgowały ten niepokój tłumy zbierające się na święta, 
a chciwie wypytujące o wielkim Proroku, wskrzeszającym 
umarłych. Kaifasz arcykapłan nie posiadał się ze złości: 
wrzeszczał na cały głos przed zgromadzeniem przedniej-. 
szych żydowskich, aby zgładzono tego Proroka z Galilei 
dla uratowania narodu, państwa i świątyni: «pożyłeczno jest,. 
aby jeden umarł za lud, a nie wszystek naród zginąt»*). 


1) Proverb. 26, 5. 
2) Joan 11, 50. 


Mg". 


Wołał, po części wynurzając krwiożercze swe usposobie- 
nie, a poczęści prorokując. 

Wobec tej jawnej złości, odgrażającej się Śmiercią, 
przyjaciele i uczniowie Chrystusowi przestrzegali Go, aby 
nie szedł na święto Paschy do Jeruzalem, ale iżby ze- 
szedł z oczu wrogom swym, jak to uczynił nieraz pier- 
wiej. To dyktowało serce i zdanie ludzkie, inaczej osą- 
dziła mądrość Boża, Chrystus Pan, który Boskiem swym 
umysłem przejrzał, iż przyszła godzina położyć duszę 
swą za owce—krwią i śmiercią swoją okupić złość i grze- 
«chy ludzkie — idzie do Jeruzalem, wstępuje uroczyście, 
ukazuje się w świątyni jawnie, nauczając i porywając 
tłumy, a gromiąc przeciwników. W przeddzień Śmierci 
chciał wskazać wrogom swym, że prawda Boża niczego 
się nie lęka, bo nawet zabita, zmartwychwstaje. 

Zdumieni tą odwagą bohaterską Chrystusa, żydzi nie 
wiedzieli z początku, co mają począć? Porwać go do są- 
du? nie było powodu; napaść publicznie, było straszno 
wobec tłummów, które kochały Jezusa i stanęłyby w Jego 
obronie. Cóż mają czynić? dopuścićże dalsze przepo- 
wiadania? Wszyscy za Nim pójdą; a oni zostaną; tymcza- 
sem, myślili sobie, rzymianie zabiorą państwo i naród. 
Nie, «pożyteczno, żeby jeden za wszystkich umarł». Za- 
kłopotani narazie, ochłonąwszy nieco, przypomnieli sobie 
stare odwieczne, przez ojców swych praktykowane na pro- 
rokach, podejścia i zdrady. Do nich więc, jak do przy- 
rodzonego swego narzędzia się uciekli: posyłają tedy do 
Chrystusa posły swoje z zapytaniami, by Go podchwycić 
na słowie, a potem stosownie ukarać. 

Naprzód więc posyłają kapłanów, by ci z urzędu 
swego zapytali Chrystusa, jakie prawo ma do nauczania? 
Przystępują tedy kapłani i starszyzna żydowska i pytają 
Jezusa: Którą mocą to czynisz, a ktoć dał tę władzę». 
Widział Chrystus, iż Go zdradliwie pytają, bo przecież 
nikomu nie tajne były Jego nauki, iż wyszedł od Ojca 
swego, by spełnić Jego wolę i wszystko to czyni, co Mu 
QOjciec niebieski rozkazał, a więc tembardziej wiedzieli 
© tem przedniejsi w Izraelu. Dlatego nie odpowiada im 


= l FAZ 


wprost, ale stawi im pytanie w ten sposób: «Spyłam ja 
też was o jedną mowę: którą jeśli mi powiecie, ja też 
wam pewiem, którą mocą to czynię. Chrzest Janów 
zkąd byłć z nieba, czyli z ludzi?» Pytanie to było 
draźliwe, jak sami zeznali, dla kapłanów. Bo jeśliby rze- 
kli, iż z nieba. wtedy zarzut, dlaczegoście nie przyjęli; 
a jeżeliby z ludzi, wtedy oburzyliby na siebie cały lud, 
który uważał św. Jana za proroka. Odpowiedzieli przeto 
wymijająco: « Nie wiemy». Na to im odrzekł Chrystus 
Pan: «Ani ja wam powiem, którą moca to czynię» i za- 
czął mówić w przypowieściach do nich i do ludu o po- 
wołaniu i odrzuceniu od służby Bożej i królestwa nie- 
bieskiego; wytykając kapłanom, iż oni nie poszli za gło- 
sem Bożym i nie usłuchali proroków. 

Wtedy faryzeuszowie, poznawszy siebie w przypo- 
wieściach, tembardziej rozgniewani, tem więcej na życie 
Chrystusowe godzący, posłali Herodjanów. Byli to słu- 
żalcy Heroda z żydów, właściwie szpiegi Herodowe, sprzy- 
jający panowaniu Rzymian i podsłuchujący, czy się nie 
knuje jaki zamach na to panowanie i bodaj, w dodatku, 
zbieracze podatków. Myśl podsyłających była nadzwyczaj 
podstępną i zgubną dla Chrystusa, bo jeśliby wprost od- 
powiedział, że trzeba płacić podatek, oburzyłby na siebie 
lud, który nie znosił Rzymian, a tembardziej podatku; 
a jeśliby zaś odrzucił podatek, zarazby Go, jako buntow- 
nika oskarżyli przed Rzymianami Herodjanie; Tedy z urzę- 
du swego przystępując do Chrystusa, pytają w słowach 
pochlebnych: «Nauczycielu, wiemy. iżeś jest prawdziwy 
i drogi Bożej w prawdzie nauczasz, a niedbasz ni na 
kogo: albowiem nic oglądasz się na osobe ludzką; powiedz 
że nam tedy, coć się zda, godzili się dać czynsz cesarzo- 
wi, czyli nież» Jezus poznawszy i skarciwszy złość tych 
obłudników, powiada do nich: « Pokażcie mi monetę czyn- 
szową. A oni przynieśli grosz. Wtedy rzekł do nich: 
Czyj jest ten obraz i napisz Oni Mu odpowiedzieli: «Ce- 
sarski». «Oddajcież tedy, co jest cesarskiego cesarzowi, 
odpowiedział Jezus, a co jest Boskiego Bogu». Po tej 
odpowiedzi odeszli zawstydzeni. 


= 48 — 


Gdy tak jedni po drugich odchodzili wrogowie Chry- 
stusowi, przystąpili saduceusze. Byli to znowu inni lu- 
dzie. Kasta żydowska, zwyrodniała w obżarstwie i opil- 
stwie; nie wierzyli w zmartwychwstanie, nie oglądali się 
na życie przyszłe, ani na jego nagrody i kary, cieszyli się 
życiem i użyciem; kpili, jak nasi «postępowcy», z nauk 
i przestróg prorockich. Bronią ich były nie nauka i ro- 
zum, ale rozpasany bezwstyd i brutalne szyderstwo. To 
też zapytując Chrystusa, zaczynają od powieści, jak sie- 
dmiu braci biorąc jeden po Śmierci drugiego za żonę, 
pozostałą wdowę — wszyscy pomarli, a po nich i żona. 
«W zmartwychwstaniu tedy, któregoż z siedmiu będzie 
żona?»-— pytają z szyderstwem i pewni zwycięztwa prze- 
ciwnicy zmartwychwstania. Ale nie spodziewali się tak 
stanowczej. jasnej, a pod każdym względem zawstydzają- 
cej ich bezczelność odpowiedzi. «Bładzicić, nie rozumie- 
jąc pism, ani mocy Bożej», odpowiada im Chrystus: «al- 
bowiem w zmartwychwstaniu, ani się żenią, ani idą za- 
mąż; ale będą, jak Aniołowie Boży w niebie». I następnie, 
strofując ich niedowiarstwo, zbija je ichże własnemi za- 
sadami. Saduceusze bowiem nie byli skrajnymi bez- 
wyznaniowcami, ale uznawali nad sobą Boga Abrahama, 
Izaaka i Jakóba i szczycili się tem, że są izraelitami. 
Powołując się na to mówi Chrystus: « W powstaniu umar- 
łych nie czytaliście, co powiedziano jest, od Boga mó- 
wiącego wam. Jam jest bóg Abrahamów i Bóg Izaaków, 
i Bóg Jakóbów. Nie jest ci bóg umarłych, ale żywych». 
Odeszli przeto i ci zawstydzeni i upokorzeni; a rzesze 
tymczasem zachwycone, dziwowały się nauce Chrystuso- 
wej. Nie poprzestając jednak na tem, jeszcze raz fary- 
zeusze probują pochwycić na słowie. Widząc zawstydzo- 
nych saduceuszów, wybrali z pośród siebie doktora biegłego 
w zakonie, by zapytać Chrystusa o największe prawo 
w zakonie. To pytanie dzięki rozmaitym tłumaczeniom 
było u żydów spornem; jedni bowiem według Mojżesza 
(Deut. 6, 5) uważali za pierwsze przykanie miłość Boga, 
a drudzy, według tłumaczów—cześć Bogu oddawaną przez. 
ofiary i całopalenia.  Sądzili przeto, iż potwierdzając 


aoc fix woń" l saa A. ÓGGEGGGŃJGA| alina. Ef "5 GREŃGM( 


mę 2 


jedno, lub drugie, Chrystus oburzy na siebie przeciwni- 
ków; nadto wiedzieli, że Chrystus wypełniając zakon 
Mojżeszowy, wiele rzeczy wyjaśniał dodając zbawienne 
nauki; a więc przypuszczali. że coś nowego doda do tego 
przykazania, przez to oburzy na siebie wszystkich, któ- 
rzy jakkolwiek bądź strzegli, jeśli nie ducha, to litery 
Zakonu. 


Przystępuje tedy doktór zakonny do Chrystusa i pyta 
Go zdradliwie: «Nauczycielu, które jest wielkie przyka- 
zanie w Zakonie»? Ponieważ tu rzecz szła o najwyższe 
prawo, którem rządzić się powinni wszyscy, Chrystus nie 
pomija go milczeniem, ani zbywa faryzeusza wymijającą 
odpowiedzią: ale uroczyście przypomina wszystkim przy- 
kazanie Zakonu: «Będziesz miłował Pana Boga twego, 
ze wszystkiego serca twego, odpowiada, ze wszystkiej du- 
szy twojej i ze wszystkiej myśli twojej. Toć jest naj- 
większe i pierwsze przykazanie. A wtóre podobne temu: 
będziesz miłował bliźniego twego, jako siebie samego». 
Powtórzeniem pierwszego przykazania zamknął usta 
wszystkim, a przypomnieniem drugiego wprost uczy- 
nił wyrzut faryzeuszom, iż oni tej miłości nie mają, 
kiedy nań czynią zasadzki. Wobec tej jawnej potęgi 
prawdy, która wypływała z ust Chrystusowych, skruszył 
się faryzeusz i głosem pełnym uznania potwierdził słowa 
Chrystusowe mówiąc: «Dobrześ, nauczycielu, powiedział: 
iż jeden jest Bóg, a nie masz inszego oprócz niego, a 
iżby był miłowan ze wszystkiego serca i ze AW myć 
umysłu i ze wszystkiej doc i ze wszystkiej siły: i mi- 
łować bliźniego jako samego siebie więcej jest nad wszyst- 
kie całopalenia i ofiary». Na eo mu Jezus rzekł: «Vie 
dalekoś od królestwa bożego»; co znaczy, żeś wyznał to, 
zbliżyłeś się do królestwa Bożego; wejdziesz tam, jak 
wykonasz to prawo. Ostatni przeto wysiłek faryzeuszow- 
ski, skończył się ich porażką. Dalej już nie śmieli py- 
tać Chrystusa; a kiedy im Chrystus dawał przestrogi 
i nauki, rozzłoszczeni nie zdolni już byli słowa wymó- 
wić, ale się porwali do kamieni. 


2 (5 2. 


Oto pouczający obraz potęgi prawdy Bożej: żadna 
mądrość przewiotna, żadna złość ludzka nie zdoła jej 
zwalczyć! Wrogowie tej prawdy, pobici rozumem i sło- 
wem, uciekają się do brutalnej przemocy; używają ka- 
mieni, mieczów i tortur; ale tępieją miecze, kruszą się 
kajdany wobec tej prawdy — zabita zmartwychwstaje. 
"To też i Chrystus, źródło prawdy, zalecając jej przepo- 
wiadanie, nie daje uczniom swym oręża i mieczów, nie 
daje im tronów i potęgi: ale ubogich i prostaczków, 
przyodzianych potęgą prawdy, puszcza ich w Świat mię- 
dzy wilki. Nie wskazuje im drogi zwycięztw bohaterów 
światowych i podbojów ziemskich; ale ucisku i prześla- 
dowań, które sami przenieść mieli dla okupu zwycięztwa 
prawdy... Będą was, powiada prześladować od miasta 
do miasta, podadzą was na udręczenie i będą was zabi- 
jać i będziecie nienawidzeni od wszech narodów dla 
imienia mego»;') będą was wydawać do rad i w bożni- 
cach swoich biczować was będą; i do starost i królów 
będziecie wodzeni dla mnie, na świadectwo im i poga - 
mom;*) wszelki który was zabija mniemać będzie, że 
czyni posługę bogu;”) jeśli mnie prześladowali i was 
prześladować będą. Na świecie ucisk mieć będziecie; 
ale ufajcie, jam zwyciężył świat». Oto prawda Boża, 
oto głos jej; a któż, pytam, z mędrców i mówców tego 
świata jej dorównać może? Oto, jak dziwne. a sprzeczne 
z poglądami ludzkimi są drogi i wyroki tej prawdy, a 
któż jej sprostać może? Panuje nad wrogami zdradliwie 

Pytającymi mądrością; panuje nad oprawcami swemi 
cierpliwością; panuje nie mieczem, nie kajdanami, nie 
musem; ale panuje słowem, miłością i nawoływaniem 
pełnem tajemniczej potęgi, bo z pośrodka wrogów roz- 
złoszczonych, z przepaści knowań i zdrady, w przededniu 
własnej śmierci i wiekowych cierpień swych wyznawców, 
woła: «Ufajcie, jam zwyciężył świat». 


1) Mat. 24, 9. 
2) Mat. 10, 17. 
3) Joan. 16, 2. 


AST 


II. 


I nie ustają wysiłki wrogów w podejściu i zgładze- 
niu prawdy Bożej: nie ustają jej tryumfy. W ciągu 
wieków od owej chwili, Chrystus w Kościele swym ży- 
jący i nauczający jest ustawicznie napastowany i pytany 
zdradliwie przez nowych kapłanów, herodjanów, sadnuce- 
uszów i faryzeuszów. Któż tosą ci kapłani wrogo Chry- 
stusowi usposobieni? Są to kapłani, naczelnicy plemion 
pogańskich, którzy od pierwszych wieków stanęli prze- 
_ ciwko Apostołom Chrystusowym, kapłanom i biskupom, 
nauczającym ludzi i pytali: jaką mocą to czynicie? i zno- 
sicie cześć bogów naszych. zaprowadzając cześć Boga 
Nieznanego? Zapytani z Chrystusem wiedzieli, iż nie 
w celu poznania prawdy pytają: — zwrócili się do 
nich z pytaniem Chrystusowem: a cóż wy mam powiecie 
o swojej mocy, iż dotychczas sami błądząc trzymacie lu- 
dy w bałwochwalstwie, występkach i niewolnictwie? Za- 
milkli kapłani pogańscy na to pytanie pełni wstydu 
i sromu; ani im odpowiadali więcej Apostołowie; a tylko 
zwracając się do narodów opowiadali królestwo Boże 
potwierdzając słowa czynami i tajemnice widocznymi cu- 
dami. Pytali ich i naczelnicy narodów: jaką mocą to 
czynicie, zkądeście władzę wzięli? ale oni im wskazując, 
iż wszelka władza od Boga pochodzi, radzili zarazem, by 
zrzuciwszy pychę, wyparłszy się zbrodniczego życia, sami 
ulegli jarzmu Chrystusowemu. A kiedy ci nastawali 
więcej i grozili męczarniami i śmiercią; nie mówili im 
słowem, ale oddając się na męki i na śmierć, do otacza- 
jącej gromadki wiernych, owo jak Chrystus w przededniu 
śmierci, wołali: «Ufajcie, śmiercią i krwią własną zwycię- 
żymy». 


Dzieje naszego świętego Kościoła, są dziejami tych 
nieznanych światu zwycięztw za pomocą ofiar, krwi własnej 
i śmierci. Pochód i postęp jego na drogach ziemskich 
jest szlakiem krwawym, nie krwią wrogów, ale krwią 
własnych dzieci, męczenników, przesyconym. W. hasło 


4ż 


== 590 «2 


Zbawiciela wpatrzony: «Ufajcie, jam zwyciężył świat», 
widział nasz Kościół w początku swego istnienia, kiedy 
poganizm zagrażał mu zagładą, napisy cudowne na cho- 
rągwiach swych wodzów: «W tym znaku zwyciężysz»: wi- 
dzi i teraz zwycięztwo swoje w każdym zakątku ziemi, 
mocą Chrystusową podbijając narody i pokolenia. Prawda, 
tryumfy jego nie są tryumfami tego Świata panującego 
bagnetami i przemocą; zwycięztwa jego nie zaściełają 
pola walki trupami zwyciężonych; owszem sam nieraz 
obciążony kajdanami przemocy tego Świata nie ustaje w 
swym pochodzie zwycięzkim. Dokoła niego, na drodze 
jego postępu, padają ofiary jego własnych dziatek. Uj- 
rzawszy je gnane i ścigane: ujrzawszy je w więzieniach 
na wygnaniu i w kajdanach, ujrzawszy je w koronach 
męczeńskich, zapłacze jak matka nad dzieckiem rodzo- 
nem, przytuli na chwilkę do serca i zasypawszy mogiłę 
ukochanego, idzie dalej, gdzie go woła głos Boży: bo 
tam w dali u kresu wieków widnieje napis:  « Ufajcie, 
jam zwyciężył świał». 


Gdy tak nie powstrzymuje postępu Kościoła żadna 
przemoc; występują kolejno inni przeciwnicy — he- 
rodjanie. Cóż to za jedni? Są to poprostu mówiąc, 
wszyscy wielcy i mali, dorośli i niedorośli politycy tego 
świata, którzyby chcieli Kościół zaprządz do swego ry- 
dwanu światowych podbojów. Rozmaite ich są poglądy, 
rozmaite i dążności; któż o tem nie wie? Jedni uznają 
władzę po swojemu; drudzy ją podejrzywają; inni wreszcie 
odrzucają. Ci tedy z herodjanami pytają Kościół Chry- 
stusowy, godzili się płacić czynsz cesarzowi? Jaki on 
uznaje sposób rządzenia? komu więcej sprzyja? Ale Ko- 
ściół starszy od najstarszych polityków, Świadek odwie- 
czny wszelkich przewrotów ludzkich, woła z powagą 
Chrystusową: « Nie masz władzy, jedno władza od Boga; 
oddajcież cesarzowi, co jest cesarskiego, a Bogu, co jest 
Bożego».  Herodjanie z czasów Chrystusowych zrozu- 
mieli tę odpowiedź i odeszli zawstydzeni. Ale jakże 
smutno, że herodjanie dzisiejszych czasów, niedowarzeni 


= BA 


politycy i zaślepieni narodowcy dzisiejsi, nie chcą tego 
zrozumieć. Owszem nieraz kosztem wiary, pod sklepie- 
niami swych świątyń, chcieliby jątrzyć pobratymcze ludy 
-- dla tego tylko. że innym językiem mówią, z innych 
plemion pochodzą; a nawet w rodzinach wzniecają roz- 
terki i kłótnie, nakazując jednemu tak, a drugiemu ina- 
czej się modlić. Powstają przeto ci zaślepieni nienawiścią 
plemienną herodjanie; nie rozumieją posłannictwa Ko- 
Ścioła, któremu, jak matce każde dziecko, jak człowie- 
kowi każdy palec, — tak każdy naród jest drogi i miły, 
bo wszystkie narody, wziął nasz Kościół święty w macie- 
rzyńskiej spuźciśnie, by je do Boga powrócić. Nie rozu- 
mieją i własnego dobra, kłócąc brata z bratem, sąsiada 
z sąsiadem, z którym w zgodzie i miłości przeżyli i prze- 
boleli ich ojcowie i dziadowie. Szli oni ręka w rękę na 
spotkanie, jak pomyślnych, tak i przeciwnych losów; a 
dziś oto herodjanie chcą ich rozłączyć w imię wyradza- 
jącej się jakiejść pogańskiej manji: zaiste przez szatana 
zaszczepionej, a nie przez Chrystusa zalecanej, przewro- 
tności zwyrodniałego serca. Ale ich czeka w końcu wstyd 
i rozczarowanie herodjanów. Gdy tak bowiem napastują 
Kościół i nie chcą uwzględnić jego dróg wiekowych, 
skończą, jak skończyli wszyscy politycy, którzy powsta- 
wali przeciwko Bogu i jego Kościołowi; a na kościach 
ich, gdzieś po polu rozwianych, łzami i klątwą powaśnio- 
nych narodów okrytych, rozlegać się będzie hasło Chry- 
stusowe do wiernych synów: «Ufajcie, jam zwyciężył 
świat»! 

Ale oto występują i Saduceusze nowomodni — prze- 
praszam, chciałem powiedzieć — postępowcy. Bo prze- 
cież saduceusze, była to sekta arcypostępowa. Nie czy- 
tając utworów dzisiejszych dekadentów. już wytworzyli 
zasadę, w której nie było żadnego ładu ni składu, ża- 
dnego, po za obżarstwem i opilstwem, celu życia; w zmart- 
wychwstanie przecie nie wierzyli. I walczyli, owo jak 
dzisiejsi postępowcy wyszydzaniem i przekręcaniem zasad 
Bożych, szyderstwem z prawdy Bożej. Proszę przyjrzeć się 
utworom postępowców, przysłuchać się rozmowom o religji; 


| SB = 


obok grubej nieznajomości kardynalnych zasad wiary, 
widzi się płytką, a złośliwą wszędzie ironję, już nietylko 
z Kościoła, ale nawet z samego Chrystusa. A jednak 
pytają — chcąc mieć okoliczność do nowych szyderstw. 
Ale i tym Kościół z Chrystusem odpowiada: «Błądzicie 
nie rozumiejąc pisma, ani mocy Bożej». Czytacie wy, 
panowie postępowi, czytacie nieraz wiele, ale Bogiem a 
,prawdą, pisma nie rozumiecie i nie umiecie odróżnić za- 
trutych kałuży od źródła prawdy Bożej. Nie ma tych 
brudów, nie ma tych utworów wybujałej wyobraźni, któ- 
rychbyście nie czytali, za któremibyście się nie gnali; 
ale wiara w którejście się zrodzili, ale Kościół pod cie- 
niem któregoście się wychowali, stanowi dla was krainę 
wcale nieznaną. Owszem dla tych brudów i bredni, jak 
niegdyś żydzi, dla kawałka chleba, podali rękę pogańskim 
egipcjanom i assyryjczykom i w końcu przez nich ujarz- 
mieni zostali; tak i wy dzisiaj depcząc wiarę i Kościół, 
ciskając błotem na kapłanów, wypierając się przeszłości 
wierzącej, swojskiej, podaliście rękę wrogom Kościoła 
katolickiego. Błądzicie nie rozumiejąc pisma!  Obżar- 
stwo, opilstwo, rozpusta, stała się życiem i celem 
waszym; naigrawacie się z postów i wstrzemięźliwości 
chrześcijańskiej i z cnót rodzinnych,  zapowiadacie 
złote wieki zwycięztwa postępu nad religją. — Mylicie 
się, nie rozumiejąc i woli Bożej. Bo, kiedy wasze opasłe, 
albo rozpustą wyniszczone ciała, w kupę śmieci się roz- 
łożą; po nad tą ziemią, przez usta sług Chrystuso- 
wych, będzie się rozlegał głos prawdy Chrystusowej, try- 
umfującej nad saduceuszami: «Ufajcie, jam zwyciężył 
świat». 


Ale, uwaga. Nadchodzi doktór zakonny i jego po- 
tomkowie; zbliżają się do Kościoła Chrystusowego, pyta- 
jąc na pozór najpoważniej w Świecie: które jest pierw- 
sze prawo w zakonie? Któż to są. A, bracia moi, z bo- 
leścią serca muszę to wyznać, iż to są katolicy; ale ka- 
tolicy z imienia. Są to ci mianowicie katolicy, którzy 
zachowali nazwę, a stracili zakon. Ci to są, co mówią: 


— 55 


Ja, panie dobrodzieju, katolik jestem i wiary swej pod 
żadnym względem nie zmienię, szanuję i kapłanów, któ- 
rzy mi się podobają, ale nie uznaję form przez Kościół 
przepisanych: postów, spowiedzi, małżeństwa i księży fana- 
tyków, wtrącających się w moje życie prywatne, nie zno- 
szę. Są to katolicy, którzy nawet i posty zachowują i do 
spowiedzi koło świętej Wielkanocy chodzą, ale nie słu- 
chają kapłanów, nie wychowują dzieci po katolicku; są 
to katolicy, czyniący nawet ofiary na biednych ina koś- 
cioły, a swoją drogą rozbijający się po zabawach hucz- 
nych, puszczający się z zapoznaniem praw sumienia na 
gry, pijatykę i inne wszeteczne marnotrawstwo; którzy 
i z domów swoich robią nieraz jaskinie zbójów. Są to ka- 
tolicy, którzy świętują dzień Święty, by przepić zarobek 
całego tygodnia i w poniedziałek wypoczywać; są to 
wreszcie fałszywie pobożni, korzący się przed Bogiem, 
a bij zabij językiem, jeśli nie ręką, na bliźniego. Oto 
jaka liczna rzesza, obejrzyjcie się dokoła, zajrzyjcie do 
sumień waszych — jeszcze więcej znajdziecie. 

Ale oni przecie są katolicy i dziękują Bogu owo, 
jak faryzeusz, że nie są, jako inni ludzie, którzy, Bóg 
wie, po jakiemu wierzą i modlą się, albo i wcale nie wie- 
rzą i bluźnią. O nie, oni nie tacy: oni i dziesięciny 
dają, i posty zachowują, i kościoły nawet budują.  Dla- 
tego, jak ujrzą kapłana wpośród siebie, zaraz religijna 
rozmowa: Czemu to Chrystus ustanowił nierozerwalne 
małżeństwa? czemu to Kościół zabrania tańczyć w dni 
święte? bezbożne książki czytać? i tak dalej, aż do nie- 
skończoności sypią się pytania za pytaniami; tak że 
wreszcie biedny ojciec duchowny traci: się i zapytuje sie- 
bie: gdzie on jest? Dlaczego ci ludzie nie nauczyli się 
katechizmu? Ale oni nie ustają w pytaniach, które jest 
prawo pierwsze w zakonie, bo tak by się im chciało coś 
dla sumienia swego utargować? Ach, jakże by to dobrze 
było, żeby to największe prawo było nazywać się katoli- 
kiem i pomimo to można byłoby rozpustować, marnotra- 
wić, puszczać się w miłostki zakazane i lekceważyć dolę 
braci biednej i cierpiącej ludzkości. Ale w tej sprzecz- 


sl BE 


ności pojęć Chrystus przypomina, jak ongiś taryzeuszom 
odwieczne prawo: «Będziesz miłował Pana Boga twego, 
ze wszystkiego serca twego, ze wszystkiej duszy tuojej, 
ze wszystkiej myśli twojej. To jest pierwsze i największe 
przykazanie. A wtóre podobne temu, będziesz miłował 
bliźniego twego, jako samego siebie». 

A więc precz wszelkie mrzonki nowomodne, precz 
dogadzanie namiętnościom i słabostkom! — jeżeli chcesz 
się zwać i być katolikiem; tu bowiem «nie każdy, który 
mówi, Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, 
ale kło pełni wolę ojca niebieskiego»; kto kocha Boga 
nadewszystko, nad swoje upodobania nietylko grzeszne, 
ale i ujmę imieniu katolickiemu przynoszące, ale i zkąd- 
inąd dozwolone, lecz wrazie rozmaitych okoliczności nie- 
uchodzące — a więc bankiety, hulatyki, marnotrawstwo, 
a tembardziej rozpusta, miłostki. Tym to, goniącym się 
za pożądliwościami swemi, katolikom odpowiada Kościół: 
«Aliłuj Boga nadewszystko, a bliźniego twego jak siebie 
samego». 

Ale oto nowe pytanie: jak mamy miłować Boga na- 
dewszystko? a bliźnich swoich, jako samych siebie? Od- 
powiem — dla Boga strzeżcie się grzechu i chowajcie 
święcie jego przykazania, a dla bliźniego porzućcie zbyt- 
ki, marnotrawstwo, swawolę; obróćcie marnowane resztki 
nie na taneczne bale, nie na koncerty z obnażonemi na 
poły kobietami, ale na waszych sług, pracowników, aren- 
darzy i rzemieślników. Naddajcie jednym, ustąpcie 
z arendy drugim, a tak wykonacie miłość bliźniego. 
Szukacie po koncertach podniesienia ducha — zwróćcie 
uwagę na koncerta biednych waszych braci, z łez i ję- 
ków złożone, i jako skarga żałosna, rozlegające się po 
naszej wspólnej matce-ziemi. Zwróćcie na to uwagę — 
a to więcej wykształci ducha i serce, aniżeli dźwięczne 
akordy muzyki; a to więcej da wam rozkoszy, niż zmy- 
słowe upojenie tanecznych pląsów. 

Także i ty, ludu pracy, nie będziesz kusił Pana 
Boga twego. Wyrzelkasz na biedę, a sam tej biedy przez 
hultajstwo, pijaństwo i niesumienność swą jesteś przyczy- 


—.Ś7 = 


ną. Zapewne podobało się tobie, kiedym karcił możnych 
i bogaczy; ale uważ, nie wszyscy oni tacy; są między 
nimi miłosierni, prawdziwie miłujący Boga i bliźniego; 
ale, że wy, co się nazywacie biednymi, nieraz nie zasłu- 
gujecie na to wspomożenie. Okraść pana, skręcić mu; 
toż to u was i za grzech się nie liczy. Staniecie na 
służbę, nie uszanujecie waszych chlebodawców, krzywdzi- 
cie ich na majątku i na sławie, złym przykładem psuje- 
cie im dzieci, a może i namawiacie je do złego. Oj, 
biedni pracownicy, i wy nieraz z faryzeuszami pytacie 
kapłanów, które jest pierwsze przykazanie w zakonie i są- 
dzicie, że pacierzami i chodzeniem do kościoła okupicie 
niesumienność i krzywdy, wyrządzone panom przez zanie - 
dbanie obowiązku, albo i przez łajanie ich i obmawianie. 
Nie; mylicie się. Pan Jezus powiedział: « Miłuj Boga na- 
dewszystko», ale na tem nie poprzestał i drugie przypo- 
mniał: «Jiłuj bliźniego twego, jako siebie samego». 
A więc nie rób nic złego twym panom i chlebodawcom, 
jak byś nie chciał, aby tobie czyniono. 

Miłujcież Pana Boga nadewszystko, a bliźnich swych, 
jako siebie samych; a tak wypełnicie zakon Chrystusowy 
i nie będziecie kusić Pana Boga swego! Bądźcie kato- 
likami nie z imienia, ale z duszy i serca, z wyznania 
wiary i enót chrześcijańskich. Miłością dziecięcą kochaj- 
cie Kościół nasz święty katolicki, który dzieło Chrystu- 
sowe spełniając na ziemi bywa Ścigany i prześladowany 
przez wrogów Chrystusowych. W dzięczni bądźcie Chry- 
stusowi za to, iż jesteście wyznawcami tego Kościoła, 
a mając w książkach do nabożeństwa modlitwę, na po- 
dziękowanie Panu Bogu za powołanie do wiary świętej 
katolickiej, odmawiajcie ją z uczuciem pobożnej wdzięcz- - 
ności. 

A kiedy wrogowie Chrystusowi będą was napastować 
i pytać, uczcie się od Chrystusa odpowiadać roztropnie. 
Powstanie szyderstwo, lub zdrada, albo przemoc; z Chry- 
stusem umiejcie zamilczeć, i cierpieć, i miłować swych 
wrogów. Przyjdzie bezbożny bluźnierca, będzie szydzić, 
że nie używacie dostatków, nie rozbijacie się, jak inni; 


pokażcie się katolikami, wskażcie mu skarby swoje w po- 
mocy bliźnim niesionej. Będzie was napastować, żeście 
wy biedni — pracujecie w pocie czoła, szanujecie chlebo- 
dawców waszych; odpowiedźcie mu, wskazując zgrubiałe 
dłonie od pracy i za Apostołem zawołajcie: «7 łakniemy, 
| | sagrgk i pracujemy rękami naszemi, i nadzy je- 

eśmy, i tułamy się», ale wiary swojej nie odstąpimy 
i za nic jej nie przedamy, bo my w tej wierze z opoką 
jej, świętym Piotrem, «nowych niebios t nowej ziemi ocze- 
kujemy, tam w niebie, gdzie sprawiedliwość mieszka» *). 


Kazanie V. 


O powadze nauczycielskiej w Kościele katolickim. 


„Podobne jest królestwo niebie- 
skie człowiekowi, który sprawił gody 
małżeńskie synowi swemu. Mat. 22. 


Narzekają zwykle ludzie na przeciwne losy, a czło- 
wiek śmiertelny uskarża się nieraz, iż pomimo swych 
cnót, zasług i poświęcenia, spotyka częstokroć nieprzy- 
jaznych sobie, którzy wszystkie jego prace w niwecz obra- 
cają, a zamiast uznania i współczucia, oszczerstwy go 
piętnują i nienawiścią mu się odpłacają. Ale jakże po- 
winien taki człowiek upokorzyć się i powstrzymać swe 
wyrzekania na złość ludzką i opatrzność Boską, gdy 
wspomni, iż wielu złych ludzi bluźni wy myśla samemu 
Bogu, jego rządy nicują, prześladowaniem i pomstą ści- 
gają jego posłańców. 

Bo cóż to jest owo królestwo, które Chrystus w przy- 
powieści, dziś czytanej, podobnem czyni do króla, spra- 
szającego swych przyjaciół i bliźnich na ucztę weselną, 
którą zgotował synowi swemu? jeśli nie Bóg, Ojciec nie- 
bieski, który postanowiwszy od wieków dać Syna swego 


l) 2 Ep. 3, 13. 


= 86 


Jednorodzonego na okup rodzaju ludzkiego, połączyć ak- 
tem nierozerwalnym, w jednej osobie Boskiej tego Syna, 
naturę Boską i ludzką, a przez Jego zasługi i mękę, na- 
gotować ucztę rodzajowi ludzkiemu w łaskach i błogosła- 
wieństwach na tym Świecie i w oglądaniu oblicza swego 
tam, w niebie. 


Spraszając na tę ucztę, powoływał ludzi w obietni- 
cach przez patryarchów i proroków i w spełnieniu obiet- 
nic przez Syna swego Jednorodzonego — w Kościele 
świętym. W tym Kościele nagotował Bóg ucztę ludz- 
kości, opromienioną wiarą, nadzieją i miłością, dał za na- 
pój ku żywotowi wiecznemu łaski swoje, a na pokarm 
ciało i krew Syna swego. Ludzie jednak, jak owi nie- 
przyjaciele ewangieliczni, pogardzili wezwaniem — odwró- 
cili się od uczty Bożej; naród wybrany, zajęty doczes- 
nemi sprawami, nie vsłuchał nawoływania, owszem, jak 
zabijał posłańców-proroków, tak postąpił i z Synem Bo- 
żym i jego uczniami. 

Za przykładem niewdzięcznego ludu, w ciągu wieków, 
postępuje cały szereg bluźnierców i ludzi złej woli rzu- 
cających obelgi Synowi Bożemu, miotających oszczerstwa 
na jego oblubienicę— Kościół św. Prześladujących i za- 
bijających jego posłańców-biskupów i kapłanów. Jedni 
to czynią z wrodzonej przewrotności serca i takich jest 
pono nie wiele, a drudzy przez niewiadomość rzeczy ule- 
gający gorszącym wpływom, powodujący się baśniami 
i bluźnierstwy nieprzyjaciół Kościoła świętego. Chociaż 
ogólnie mówiąc, u nas chwała Bogu, nie spotyka się 
jeszcze tak wiele tych bluźnierców, ale nie możemy po- 
wiedzieć, żeby ich nie było; owszem są i działają, i uwo- 
dzą łatwowiernych i nieoględnych. Ku  zapobieżeniu 
przeto rozpowszechnienia tej samobójczej zbrodni, dzisiaj 
poznajmy naukę katolicką o powadze Kościoła św. i o na- 
leżnem temu Kościołowi od wiernych posłuszeństwie. 


O, Mądrości odwieczna, coś ustanowiwszy Twój Ko- 
Ściół, zastawiłaś w nim stół obfity ku odrodzeniu nas na 
żywot wieczny — spójrz na lud twój zgromadzony na tę 


— 6B=— 


atcztę — oświeć go za przyczyną Bogarodzicy; którą poz- 
drawiając słowy Archanioła, mówimy: Zdrowaś Marya. 


I. 


Według nauki katolickiej Kościół jest zgromadze- 
niem wiernych, wyznających jedną i tę samą. wiarę, 
przyjmujących jedne sakramenta i pozostających pod wi- 
dzialną władzą Namiestnika Chrystusowego, Ojca święte- 
go, Papieża Rzymskiego. W kościele tym jest jedna 
wiara, jednakowe zasady wiary i obyczajów; acz bywają 
rozmaite plemiona i narody wierzących, rozmaite zwycza- 
je i obyczaje — jedna jest u wszystkich katolików wiara, 
jedne sakramenta i jedna władza widzialna na ziemi 
w Ojcu naszym świętym, kierująca ludzkość zespoloną 
jednością wiary i sakramentów do celów odwiecznych — 
do zbawienia wiekuistego, przez nauki i prace zjednoczo- 
nych z Ojcem św. biskupów i kapłanów. 

Zgromadzenie to nie jest czczą formą ludzką, ale 
przez Boga ustanowione; nie jest jakąś masą bezduszną, 
ale duchem Chrystusowym, jak ciało ludzkie duszą, oży- 
wione: sakramenta nie są obrzędami powierzchownymi, 
ale zdrojami łask Boskich, przenikających i uświęcających 
dusze i serca wierzących. I władza Kościoła nie jest 
czczym tytułem, nie jest wymysłem ludzkim, ale czynna 
i potężna. oparta jest na wyrokach Bożych. Władza ta 
nie wyraża się w całej masie wierzących. ale opiera się 
na Stolicy Piotrowej, na której zasiada Ojciec św. i rzą- 
dzi sercami miljonów przez nauczycieli Kościoła, bisku- 
pów i pozostających z nimi w jedności kapłanów. Władza 
ta jest trojaką: nauczającą, prawodawczą i karcącą. 

Władzę nauczania udziela Chrystus Apostołom i ich 
następcom biskupom i kapłanom, mówiąc: «Idąc tedy, 
nanczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca 
i Syna i Ducha św., nauczając je, chować wszystko, com 
wam kolwiek przykazał, a oto ja jestem z wami po 
wszystkie dni, aż do skończenia Świata'), a powiadaj- 


1 Mat. 28, 19. 


RZN "NTT TTM 


nk 


cie im: przybliżyło się do was królestwo Boże. Kto was: 
słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi. 
A kto mną gardzi, gardzi onym, który mię posłał» '). 
Wybranym także uczniom, porucza szafarstwo łask swo- 
ich i błogosławieństw, spełnianie najświętszej ofiary 
i udzielanie sakramentów. Do Apostołów bowiem mówi 
na ostatniej wieczerzy, po ustanowieniu Przenajświętsze- 
go Sakramentu Ołtarza: «To kiedykolwiek czynić będzie- 
cie, na moją pamiątkę czyńcie». Do nich też mówi: «których 
odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a których zatrzy- 
macie są im zatrzymane» *); im zaleca: «niemocne uzdra- 
wiajcie, umarłe wskrzeszajcie, trędowate oczyszczajcie, 
czarty wyrzucajcie i uzdrawiajcie niemocne» *).  Aposto- 
łom w końcu daje władzę sądzenia i karcenia, gdy mó- 
wi o Kościele, jako najwyższej powadze, decydującej. 
w sprawach ludzkich, zaleca nieposłusznego brata zaskar- 
żyć Kościołowi, zastrzega: «A jeśliby Kościoła nie usłu- 
chał, niech ci będzie, jako poganin i celnik. Cobyściekol- 
wiek związali na ziemi, będzie związano i na niebie» *). 


Tę władzę Kościoła i całą potęgę, jako w ognisku 
jedności i pełności władzy, uosabia Chrystus Pan w Pio- 
trze św. i w jego następcach, gdy mówi do Piotra: «Ty 
jesteś opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bra- 
my piekielne nie zwyciężą go; i tobie dam klucze kró- 
lestwa niebieskiego, a cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie: 
związane i w niebiesiech; a cokolwiek rozwiążesz na zie- 
mi. będzie rozwiązano i w niebiesiech» %). Stanowi Chry- 
stus nieomylnym tłumaczem i nauczycielem prawd, przez: 
się ogłoszonych, gdy mówi do Piotra: «Oto szatan pożą- 
dał was, aby przesiał, jako pszenicę: alem ja prosił za 
tobą, aby nie ustała wiara twoja; a ty niekiedy nawró- 
ciwszy się, potwierdzaj bracią twoją» *). 


1) Łuk. 10, 16. 
2) Jan 20, 23. 
3) Mat. 10, 16. Łuk. 10, 9. 
4) Mat. 18, 17. 
*) Mat. 16, 18. 
6) Łuk. 22, 31. 


"59 2. 


Taką to władzę potrójną ustanowił Chrystus Pan 
w Kościele swoim i poruczył ją Apostołom i postanowio- 
nym przez nich biskupom i kapłanom. Uczynił ich na- 
uczycielami i kierownikami ludu wiernego, aby pasterza- 
mi byli jego owiec. Dzieje apostolskie wyraźnie stwier- 
'sdzają, iż za czasów apostolskich — nie byle kto nauczał 
i rządził w Kościele Chrystusowym, ale postanowieni bi- 
skupi i kapłani. Z listów św. Pawła do Tymoteusza 
i Tytusa. postanowionych przezeń biskupów, czytamy za- 
lecenie tegoż Apostoła, aby nauczali, obsługiwali i rzą- 
dzili poruczonymi im wiernymi, aby ich napominali, pro- 
sili i karcili. Z listu do Zydów widzimy, że w Kościele 
Chrystusowym nie każdy, kto sobie życzy, bierze władzę 
kapłańską, ale kto jest postanowiony od Boga, jak 
„Aaron '). Zegnając się w Milecie z wiernymi, wezwał 
biskupów i kapłanów kościoła Ffezkiego i łzami zalany, 
zalecał im czynność i zarząd baczny w Kościele: «Pil- 
nujcie sami siebie mówił do nich—i wszystkiej trzody, 
nad którą was Duch św. postanowił biskupami, abyście 
rządzili Kościół Boży, którego nabył krwią swoją. Jać 
wiem--mówił dalej—że po odejściu mojem wnijdą między 
was wilcy drapieżni, nie folgując trzodzie; i z was sa- 
mych powstaną mężowie, mówiący przewrotności, aby od- 
wiedli uczni za sobą; dlatego czujcie, pomnąc, żem przez 
trzy lata w nocy i we dnie nie przestawał napominać 
z was każdego łzami» *). 


II. 


Taką to władzę w Kościele wzięli Apostołowie od 
Chrystusa, taką poruczyli i swoim następcom. Kościół 
Chrystusowy rządzi się nie gminowładztwem, ani zdaniem 
czyjemkolwiek, ale powagą Bożą, przekazeną Apostołom 
i ich następcom, przez Apostołów postanowiony m i pozo- 
stającym w jedności z następcami św. Piotra, ze Stolicą 


1) 5,4. 
2) Acta 20, 28. 


—A.532 


Piotrową w Rzymie. Na to mamy jasne dowody uczniów 
apostolskich i Ojców Kościoła z pierwszych wieków, a do- 
wody te przekonywają, iż władza nauczania i kierownie- 
twa w Kościele spoczywała od początku w ręku biskupów 
i kapłanów, a nie była wynalazkiem wieków późniejszych. 
Św. Klemens Rzymski, Papież, uczeń św. Piotra i Pawła, 
wyraźnie to stwierdza w liście do Koryntczyków, zbunto- 
wanych przeciwko swym kapłanom przez kiłku pyszałków: 
«Apostołowie—powiada św. Klemens— posłani przez ]Je- 
zusa Chrystusa, opowiadali ewangielję, a Jezus Chrystus 
posłany od Ojca. Apostołowie pełni Ducha św. przepo-. 
wiadali po miastach i państwach, i z pośród wierzących 
wypróbowanych stawili na biskupów i djakonów dla tych, 
którzy uwierzyć mieli, a potem przyszłego następstwa 
prawidło podali, aby gdy oni pomrą, posługę ich i urząd 
wzięli doświadczeni mężowie». 

W podobnyż sposób przemawia i św. Iremusz biskup 
Tugduński, Ojciec Kościoła z II wieku: «Możemy wyli- 
czyć tych, których Apostołowie postanowili biskupami 
po kościołach, a ich następców, aż do nas... dając im 
swoje miejsce urzędu nauczania, iżby go dobrze spełnia- 
jąc, przynosili pożytek dla Kościoła. Nie trzeba u in- 
nych szukać prawdy, jaką łatwo wziąć od Kościoła, gdy 
do niego, jako do zasobnej spiżarni, Apostołowie obficie 
wnieśli wszysko, co do prawdy należy. A jeśli o jakiem 
niewielkiem pytaniu spór zajdzie, czyż nie wypada do 
najdawniejszych odnieść się Kościołów, w których Apo- 
stołowie obcowali i od nich brać, co jest pewnem i wy- 
raźnem? Lecz gdy bardzo długo byłoby wyliczać wszyst- 
kich Kościołów następstwa, ukazujemy najstarszy i naj- 
większy a wszystkim znany, od przesławnych dwóch Apo- 
stołów Piotra i Pawła w Rzymie założony i postanowiony 
Kościół... Do tego więc Kościoła, dla szczególniejszego 
jego pierwszeństwa, każdy Kościół, t.j. wszyscy zewsząd 
wierni, przychodzić powinnni. bo w nim przechowuje się 
zawsze to, co wyszło od Apostołów podanie» '). 


1) Advers. haeres. LII, 3. 


L= (GE cz 


Bo jak powiada św. Cypryan o Kościele Rzymskim 
w listach do Korneljusza Papieża i do innych, w nim 
«Piotr, na którym miał być zbudowany Kościół, naucza 
i nakazuje prawdę; a, choćby odeszło zuchwałe i niesforne 
mnóstwo tych, którym się starszyzny słuchać nie chce; 
Kościół jednak od Chrystusa nie odchodzi. A ci stano- 
wią Kościół: lud połączony z kapłanem, a trzoda garną- 
ca się do swego pasterza... Biskup jest w Kościele, a 
Kościół w Biskupie, a kto z Biskupem nie jest — nie 
jest w Kościele. Próżno sobie pochlebiają ci, którzy nie 
strzegąc pokoju z kapłanami Bożymi, wymykają się z 
Kościoła, a ukradkiem gdzieindziej schodzić się w jedno 
mniemają — Kościół jest jeden i katolicki, nierozerwalny, 
niepodzielny».  Wykazawszy w ten sposób podstawową 
zasadę jedności Kościoła, opisuje tę jedność i zaleca ją 
św. Cypryan w barwach wzniosłych i porywających: 
«Jako wiele jest promieni słońca, a światło jedno: i wiele 
drzewa gałęzi, lecz siła jedna, na jednym konarze oparta 
i jako z jednego źródła wiele wypływa strumieni — 
jedność zachowuje się w początku. Oderwij promień 
słońca, od światła — jedność niedopuści rozdzielenia świa- 
tła; odłam gałąź od drzewa, a owocu przynosić nie może: 
odcięty strumień od źródła — uschnie. Tak i Kościół, 
oblany światłością Pańską, na cały Świat rozrzuca swe 
promienie, a jedna jest światłość... Obfitością płodności 
gałęzie swe rozpościera po całej ziemi, płynące szybko 
strumienie rozlewa coraz szerzej; jedna jest przecież 
głowa, i początek jeden, i jedna matka. Z niej to poro- 
dziliśmy się, jej mlekiem wykarmiliśmy się, jej duchem 
ożywieni jesteśmy. Kto porzuca Kościół Chrystusa, obcy 
jest, niepoświęcony, i nieprzyjaciel. Nie może już mieć 
Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę».') Oto co 
nam mówi o powadze i władzy Kościoła świadek wierny, 
męczenrik za wiarę św. Cypryan Biskup Kartagiński z 
III wieku. Temi to słowy uśmierzał zbuntowane umy- 
sły i wskazując im Stolicę Piotrową ztamtąd kazał czer- 


1) De unitate eccles. 


= B= 


pać nauki, przestrogi i kierownictwo w rzeczach wiary 
i obyczajności chrześcijańskiej. Nauka ta mężów świę- 
tych z pierwszych wieków przetrwała niewzruszoną po 
dziś dzień w Kościele katolickim, a każdy wierny kato- 
lik zwraca oczy i serce swoje ku Stolicy Piotrowej i ku 
zjednoczonym z nią pasterzom, szukając tam nauki i prze- 
wodnictwa. Biskup jest w Kościele nauczycielem i kie- 
rownikiem, a Kościół w biskupie; kto z biskupem nie 
jest, ten nie jest i z Kościołem; oto hasło nasze; kto 
nie ma Kościoła za matkę, ten nie ma Boga za Ojca — 
oto zasada nasza. 


III. 


Ale jak w ciągu wieków, tak i dzisiaj wychodzą 
pośród ludu katolickiego wilcy drapieżni, rozpraszający 
owce i prowadzący za sobą nieoględnych.... I są przecie 
ludzie, którzy się uwodzą nowinkami tych odstępców 
i bluźnierców Boga i Kościoła i nietylko się uwodzą, 
ale owszem sami siebie czynią nauczycielami w Kościele, 
decydując o tem, co można, a czego nie można.  Kate- 
chizmu nie umieją, obowiązków swych załatwić nie są w 
stanie; a o wierze i przepisach wiary, patrzcie jak im 
z łatwością dysputować się udaje. Jakże dziś często sły- 
szeć się dają dysputy i kwestje, wszczynane przez 
katolików, nie tylko co do obowiązków religijnych ludzi 
świeckich, ale i co do obowiązków kapłańskich; nie wie- 
dzą chyba o tem, iż w podstawowych zasadach tak wia- 
ry, jak i obyczajów, u katolików dwuch zdań być nie 
może. Z zarozumiałością, lekceważącą najpoważniejsze 
przepisy Kościoła, wielu katolików dzisiejszych, hołdując 
zasadom ponętnego dla nich liberalizmu, nie tylko fol- 
gują własnym zgubnym skłonnościom, i dla nich uni- 
kają spowiedzi, lekceważą Sakramentami, uważając je za 
przesądy; ale co gorsza chcieliby zostać nauczycielami 
kapłanów, i zhołdować ich upodobaniom tego Świata. Ro- 
zumiemy wolność sądu w rzeczach pomniejszych, nie ty- 


5 


=1|- 66 


czących kwestji poważnych; ale tu się nad tem nie za- 
stanawia; dla takich jest ta kwestja poważna, która im 
się podoba. 

Dla nich kapłan pracujący w Kościele, według swe- 
go powołania, nie wielką ma wartość: to fachowiec; 
zreszą oni i bez tej posługi jakoś się obchodzą; co naj- 
więcej obsługa ta się zdała dla tłumów oblegających kon- 
fesjonały i ołtarze; dla nich zaś dosyć od czasu do czasu 
jednej Mszy św. Za to potrzeba im kapłanów do świato- 
wych rozrywek, by na nich robić swe spostrzeżenia, 
jak to wygląda, a może by i pociągnąć za kieszeń, bo 
własna wypróżniona, a w końcu choćby i mieć towarzy- 
stwo próżniacze do gry, zabaw, bankietów, a zreszty do 
czczej gawędy o wszystkiem i o niczem, bo to niczego 
się nie uczy i niczego nie wie. Wogóle maleje dziś kółko 
próżniaków, przeszastano już ojcowiznę, dawajże nam 
choć księdza dobrodzieja do towarzystwa, bo wielu już 
nie może nam towarzyszyć straciwszy fundusze, albo za- 
jąwszy się pracą — rzadko dziś do kogo można zajść 
spędzić wieczorek na  próżniactwie, a co już mowić 
o przyjęciu godnem i o zabawach. 

Dajcie więc nam księży — nie tych nudziarzy fa- 
natyków, zapleśniałych w kościele i nad księgami, ale 
wesołych, modnych, dostrojonych do ducha czasu i po- 
stępu, którzyby uznali życiowe potrzeby, folgowali sła- 
bości naszej, dzielili z nami uciechy i rozrywki. Dajcie 
nam takich kapłanów, którzyby się nie oglądali na przę- 
starzałe formy i przepisy Kościoła. nie nucili nam skarg 
i przepowiedni Jeremjaszowych, ale którzyby schylając 
się przed potężnym bogiem ducha czasu i postępu. za- 
Śpiewali nam na strunach napiętych świeżo — zaśpiewali 
nam pieśń nową i sami, na skrzydłach pieśni i dźwię- 
ków muzycznych, wznosili się w sfery nadziemskich upo- 
jeń, widzeń i marzeń. Dajcie nam księży, nie stronią- 
cych od rozbawionego towarzystwa, ale cywilizujących 
się przez ocieranie się w modnym Świecie i nabierają- 
cych wyższego poloru, choćby na publicznych widowi- 
skach! 


— 68 = 


Zapewne, że ogół katolicki, przedniejsza część braci 
katolików, jak i kapłani, ze wstrętem odpychają te nawo- 
ływania; ale te głosy, acz nielicznych jeszcze, chwała 
Bogu, liberałów, mogą działać zgubnie i gorsząco; tem- 
bardziej, że zwolennicy wolnej myśli nie omieszkają na 
każdym kroku postawić pytania: czemu to księżom tego, 
a tego, nie wolno, dlaczego to im tam, a tam bywać nie 
wypada; i dalej następują wyjaśnienia szczegółowe, jak 
te wszystkie obostrzenia dyscypliny duchownej nie mają 
racji i kończy się rozprawa politowaniem nad zacofaniem 
Kościoła, tak nie uwzględniającego skłonności i upodo- 
bań ludzkich w swych kapłanach: i krytyką przełożonych 
Kościoła krępujący ch artystyczne i humanitarne popędy 
u swych podwładnych sług ołtarza. 


Takim to nauczycielom i odrodzicielom stanu ka- 
płańskiego powiem: ależ, moi panowie, zastanówcie się, 
co czynicie i czy się w swoje wdajecie? Zkąd wam przy- 
szło przesądzać prawo Kościoła odnośne do sług ołtarza, 
kto was upoważnił deptać odwieczne nasze pobożne zwy- 
czaje, a na ich miejsce wprowadzać jakieś nowe folgi 
duchowi kapłaństwa katolickiego wręcz przeciwne; kto 
wam dał prawo odsądzać od czci i od wiary kapłanów, 
stojących na straży wiekami uświęconych, powagą apo- 
stolską nakreślonych, przepisów dla duchowieństwa? Jest 
władza w Kościele, ona niech o tem sądzi i decyduje, 
a wam zasię od pisania ustaw dla duchowieństwa ka- 
tolickiego. 


Weźcie lepiej historję do ręki, historję swego kraju, 
dzieje ojców naszych i poznajcie sposób życia i prace 
ojców naszych w kapłaństwie. Przyjrzyjcie się tym po- 
staciom Bożym, których Bóg posłał do narodu naszego 
zapraszać na ucztę niebieską! OObaczcie, jak żył i pra- 
cował św. Wojciech bp. i męczennik, który krew swą 
przelał na apostolstwie u obcych; przyjrzyjcie się życiu 
św. Stanisława, jego obyczajom i modłom i Śmierci meę- 
czeńskiej we własnym narodzie, na ojczystej ziemi! Pójdź- 
cie za ubogimi franciszkanami i dominikanami, co obie- 


rx 
.- 


1.60) <= 


gali całą Litwę, potem i łzami znacząc ślady swoje, a 
krwią przypieczętowując prace swoje. Poznajcie męczeń- 
stwo św. Witów i franciszkanów, gorliwość i poświęcenie 
się pierwszych biskupów wileńskich: wobec nich, wobec 
ich prac i Śmierci, oceńcie godność posłannictwa kapłań- 
skiego i wyszukajcie godnych rozrywek dla kapłanów. 
Obaczcie gromadki pierwszych katolików na tej ziemi, 
tulących się do stóp ojców swoich, albo strwożonych 
zbierających szczątki ich krwi, ręką pohańców rozlanej... 


O, święte cienie apostołów naszych, biskupów i 0j- 
ców naszych w wierze! wstyd wam dziś za nas przed 
tronem Najwyższego i za tych pyszałków i próżniaków, 
co by chcieli stan kapłański zbratać z rozbawioną garst- 
ką próżniaczą, oderwać od ludu pracowitego i ponoszą- 
cego ciężar upalenia! Takeśmy się odmienili, takeśmy 
od was odstąpili, a postąpili ku zabawom, uciechom 
i rozrywkom! . 


TV. 


Nie, bracia moi, odrodziciele stanu kapłańskiego, 
nie tą drogą chadzali ojcowie nasi, apostołowie i kapłani: 
— to też za nimi, a nie za wami pójdziemy. Jednakże 
mając na celu dobro duszy waszej, przypominam wam na- 
ukę, tylko co wyłożoną, o władzy nauczającej w Kościele 
katolickim i rozstrzygającej rzeczy wątpliwe; a tą władzą 
jest — biskup. Waszą rzeczą jest słuchać i uczyć się, 
abyście nie zboczyli z drogi zbawienia i opieki Bożej, 
jak już wielu zboczyło i zgubę znalazło, roztrząsając 
sprawy i obowiązki kapłańskie, a lekceważąc własne. Je- 
żeli zaś koniecznie chcecie być sędziami obyczajów ka- 
płańskich i przepisywać im co wolno i nie wolno, za 
późno może; nie trzeba było hasać za młodu po pikni- 
kach, rozbijać się po zabawach; ale przywdziawszy su- 
knię duchowną przesiedzieć lata w seminarjum, a potem 
i w wyższym zakładzie duchownym; — a wtedy — po- 
nieważ, jak widzę jesteście i zdolni biegli w naukach, 


+ (0 == 


otrzymałibyście godny urząd w Kościele — choćby bi- 
skupa, albo rządcy djecezji. A tedy czołem przed 
waszą nauką i powagą! Z urzędu swego, czy z ambo- 
"ny, moglibyście głosić wiernym i kapłanom, co wypada 
inie wypada.  Jeżelibyście tedy z urzędu zwierzchników 
Kościoła powiedzieli do kapłanów: rzućcie Pismo św. 
i teologję i jakieś tam prawa Kościelne i Żywoty Swię- 
tych, a czytajcie nowomodne utwory i Świstki bezbożne, 
poznajcie, jak was bluźnią, a ztąd nauczcie się zasad, 
dziejów i przepisów wiary, a ztąd poczerpniecie zasiłek 
duszom waszym. Nie ocierajcie się też zbytecznie o oł- 
tarze, nie przesiadujcie po konfesjonałach, puszczajcie 
wszystko lekko, boć Bóg miłosierny, ale uczęszczajcie 
na bale, pikniki, i zabawy Światowe — tam budujcie, 
i innych, i siebie. Porzućcie medytacje, brewjarze, ró- 
żańce; nie patrzcie na łzy płaczących sierot, konających 
ojców i matek, podnoście ducha w towarzystwie sfer, 
przy dźwiękach utworów muzycznych, kojcie wasze bóle 
i rany serca pieśniami i trylami wynajętego artysty! 
Wobec takiego rozporządzenia ździwiłby się Świat kato- 
licki, nazwanoby was może warjatami, a ze Stolicy Pio- 
trowej otrzymalibyście krzyżyk na drogę — ale przynaj- 
mniej byłby pozór: — biskup uczy. 

A teraz, kiedyście nie biskupi i nie przełożeni w 
Kościele i nie postawieni do nauczania; nazywacie się 
jednak katolikami: uczcie się i słuchajcie! Nie chcecie 
się zgodzić z zasadami przestarzałemi. jak mówicie, Ko- 
ścioła katolickiego, wolna wola, droga otwarta, Ko- 
ściół nasz nikogo gwałtem nie trzyma. Jeśli zaś 
chcecie zostać przy tym Kościele, jeśli wam wiara kato- 
licka droga jest, jako spuścizna po ojcach waszych. — 
bądźcież dziećmi dobrymi Kościoła, a nie Kainami, za- 
bijającymi bracią zgorszeniem, a nie wyrodkami, szar- 
piącymi łono matki, co was na żywot wieczny zrodziła. 
Nie bluzgajcie błotem na kapłanów, trzymających się sta- 
rych zwyczajów; bo chociaż oni nie szukali podniety i cy- 
wilizacji modnej, umieli prawa Kościoła osłonić i bronić, 
a w potrzebie i poświęcić się za nie i nieść swoje kości 


DALY „sk 


w strony dalekie i tam życie położyć za prawa Kościoła 
katolickiego. Nie bluzgajcie na tę rękę, co was błogo- 
sławiła pierwiej, niż powstały hasła nowomodne!  Zrozu- 
miejcie, jak niemądrą, a zbrodniczą rzecz popełniacie, . 
kiedy nie dość, iż sami błądzicie, ale jeszcze siejecie 
spustoszenie w Kościele Bożym, rozpowszechniając pi- 
śmidła bezbożne i przyklaskując pyszałkom, szargającym 
godność kapłana katolickiego. 


W Kościele katolickim przepisów obyczajów ducho- 
wieńswa nie stanowią mędrcy i filozofowie, ale biskupi 
i sobory — nie powagi salonowe, ale duchowne. Od 
początku XVI wieku w naszej djecezji odbyto kilkanaście 
soborów w tej sprawie jak i w innych, tyczących się 
wiary. Ostatni sobór za bpa Zieńkowicza rozpoczęty 
uroczystą procesją z kościoła dominikańskiego do kate- 
dry i przemową ze łzami pomieszaną biskupa, jak naj- 
goręcej zaleca wiernym trzymanie się wiary, a ka- 
płanom zachowanie przepisów odwiecznych i unikanie 
uciech światowych, pospolitowania się z biesiadnikami 
i zgromadzaniami świeckimi. Przewidywali ojcowie nasi 
złe wpływy takich zgromadzeń, stanowili prawa zwycza- 
jów duchownych: i póki nasze duchowieństwo tych praw 
się trzyma, póty jest szanowane u swoich i obcych. Gdzie 
się pokaże kapłan z Litwy w sukni kapłańskiej, nie- 
hołdujący modom nowoczesnym, tam wzbudza uszanowa- 
nie dla siebie i uznanie dla narodu. Godny to jest 
naród, iż ma kapłanów tak szanujących prawa stare — 
mówią ludzie obcy: a my dziś chcielibyśmy tę cechę 
czcigodną zetrzeć z naszych kapłanów i obrzucić błotem 
tych, co strzegą praw starych. 


Ach, jak okrutna niemądrość i bezmyślne okrucień- 
stwo! Katolik wsuwa swemu bratu paszkwil i bluźnier- 
stwo na władzę w swym Kościele; masz, czytaj, tu są 
oplwani i zohydzeni kapłani nasi, co trzymając się sta- 
rych zwyczajów Kościoła, ściągnęli na siebie oszczerstwa. 
Masz, czytaj—obacz, jak to mądre. O pasterze, zasiada- 
jący na tej stolicy, biskupi nasi, coście stanowili prawa 


— Zł 


na synodach i w listach pasterskich, wykazywali i wska- 
zywali drogi kapłanom i ludowi wiernemu: dziś wy nie 
potrzebni, wasze prawa wyśmiane, pogardzone! Wy łzami 
zalani, rozpoczynaliście i kończyli synody: a oto dzisiaj 
z uśmiechem patrzą na wasze postanowienia! 

Poznali dziś nasi mądrzy i oświeceni wszystkie kra- 
je i zwyczaje narodów, ale zapomnieli o waszych posta- 
nowieniach; na stołach ich postępowe utwory ludzi nam 
obcych wiarą, a wasze prawa w pleśni i kurzu! a dziś 
już lada niewiasta odcina się: mało, co tam chce biskup! 

Ach, bracia moi, srodześmy się zawinili, widać, przed 
Bogiem, kiedy już nas Bóg dotknął tą wolnością i swo- 
bodą w rzeczach najświętszych, w rzeczach wiary. Cóż 
poradzimy, sami sobie karę Bożą przyśpieszając, zbacza- 
jąc z dróg zwyczajów prastarych i gotując sobie zgubę 
niechybną. Patrzę na Świat, na wieki minione i pytam, 
gdzie kwitnące kościoły niegdyś w Koryncie, w Karta- 
ginie i Hipponie, gdzie przepowiadali Apostołowie, Cy- 
prjanowie i Augustyni? Znikły z oblicza ziemi — pustki 
tam panują— zapanowały hordy muzułmańskie. W ywrócił 
tam Bóg świątynie swoje, iż wyznawcy nie słuchali władzy 
kapłańskiej, a uganiając się za wichrzycielami, podeptali 
przepisy i zwyczaje apostolskie, stargali węzły jedności! 
Miecz Osmanów, Hunnów i Wandalów położył koniec 
ich istnieniu. Straszno mi się robi za mój naród! 

Na kolana ludu wierny, błagaj Boga za siebie i za 
swoich kapłanów, aby nas uchronił od podobnego losu. 
Módl się za tych, co zrywają jedność w Kościele, aby ich 
nawrócił i upamiętał. O, Pasterzu, pasterzy, coś przez na- 
szych pasterzy ukazywał nam drogi do zbawienia, wejrzyj 
na nas: oto, powstają synowie przewrotni, rozpraszający umy- 
sły i serca twych owiec zjednoczonych, szargający cześć 
i powagę stanu kapłańskiego, a przywłaszczający sobie 
prawo nauczania w Twym Kościele św. O, Panie, Panie, 
widzisz, dokądeśmy zaszli, widzisz, jak pośród nas wielu nie 
ma szaty godowej: o, nie wrzucaj nas w ciemności odstęp- 
stwa od Twego Kościoła, nie daj nam zaginąć śmiercią ju- 
daszów! Tu nas karz, tu nas siecz, tu nie przepuszczaj — 


BE 


ale daj nam skonać u stóp Twych ołtarzy, w jedności 
Kościoła katolickiego; a błędnych braci naszych nawróć 

powróć do jedności katolickiej. A niech między nami 
zapanuje jedność w wierze, miłości i w uczynkach. Amen. 


Kazanie VI. 


O burzy, miotającej Kościołem. 


„Tedy wstawszy, rozkazał wiatru 
i morzu: i stało się uciszenie wielkie*. 
Mat. 8, 26. 


Zawsze pouczająca a głęboka w swych opowiadaniach 
i przykładach Fwangielja święta, w dzisiejszym obrazie 
przedstawia nam, pełną dla nas otuchy moc Zbawiciela na- 
szego i Jego troskliwość w niesieniu pomocy zaskoczonym 
przez niebezpieczeństwo uczniom swoim. Każdy czyn, 
kążde słowo Jezusa zawiera naukę, podaje wskazówkę dla 
człowieka: jest obrazem i proroctwem, zarówno, jak ży- 
cia doczesnego Jezusa, tak i dziejów wiekowych w przy- 
szłości Jego Kościoła. Jezus zstępuje z góry. wstępuje 
do łodzi i odpływa na chwiejne fale morskie. 

Tu się przypomina Jezus, zstępujący z góry nie- 
bieskiej i stający na tym padole ziemskiej zmienności, 
na falach odmętów i błędów ludzkiej namiętności i pychy. 
Tu się przypomina Jezus w ciele ludzkiem, jakby na fa- 
lach morskich, miotany losem ubóstwa swego i poddań- 
stwa Zakonowi: już do Betlejem — do ubogiej stajenki, 
już do świątyni, już do Egiptu, już do miasta rodzinne- 
go. I tak przez całe życie stał się pielgrzymem swej 
ziemi, aż nim, jako pielgrzym, wzniesiony na krzyżu, 
nie skonał, wołając i polecając Ducha swego Ojcu nie- 
bieskiemu. 

Za Jezusem wstępują do łodzi uczniowie Jego. Tłu- 
my pozostają na brzegu, Świat przywiązany do swych 


SĘ. 4 


ziemskich nadziei, trzyma się oburącz brzegu. Jemu nie 
znane są burze srożące się nad uczniami Chrystusowymi: 
burze chwiejności w wierze, niestałości woli, gwałtownych 
tali namiętności. Synowie tego świata, nie doświadczają nie- 
bezpieczeństwa utraty dóbr Bożych i cnót chrześcijańskich: 
bo ich nie mają; nie trwożą się przed zwątpieniem i na- 
miętnościami, bo tem żyją, bo niewiara i zmysłowość 
zdala ich trzyma od łodzi Chrystusowej. Tymczasem 
uczniowie Chrystusowi, okiem wiary wpatrzeni w niebo 
i w prawa Boże, pielgrzymując, w miotanym burzami, 
Kościele Jezusowym, widzą z trwogą nieraz, jak się za- 
słania niebo chmurami, a rozpienione fale pychy i na- 
miętności, zagrażają zniszczeniem łodzi i pielgrzymom. 

Bo czemże są, pytam was, te burze, które miotają 
sercem wiernem Bogu, jeśli nie wichrem próżności i py- 
chy ludzkiej? czemże są te bałwany, uderzające o słabą 
łupinę niestałej woli naszej, jeśli nie szałem namiętności? 
czemże jest i ta łódź ewangieliczna, jeśli nie Kościołem 
Chrystusowym, od początku swego, aż po dni nasze, inio- 
tanym zewnętrznemi i wewnętrznemi burzami? I lud 
chrześcijański, wierne dzieci Kościoła Chrystusowego, 
w ciągu wieków rzucane przeciwnościami, czyż nie są 
uczniami Chrystusowymi, często i srodze miotanymi przez 
burze wszelkich przeciwności? czyż nie są żeglarzami, któ- 
rzy nieraz, widząc nad sobą, jakby zachmurzone niebo gnie- 
wem Bożym, a dokoła siebie spienione fale obłędu i na- 
mmiętności? Wyciągając ręce z chwiejącej się i grożącej wy- 
wróceniem łodzi, wołają do Jezusa: «Ratuj nas, Panie, bo 
giniemy!» I powstaje Chrystus i ujmuje się za strwożo- 
nemi dziećmi, nakazuje burzom i falom spokój i staje 
się «uciszenie wielkie». 

O. Ty, coś uśmierzał burze na morzu Teberyadz- 
kiem i uspakajasz je w Kościele twoim, powstrzymaj 
pychę naszą i namiętności, daj nam poznać moc Twoją 
w kierowaniu i rządzeniu łodzią Twą— Kościołem Twym 
i w zachowaniu strwożonych żeglarzy — dzieci Twoich! 
Spraw to za wstawieniem się Twej Matki. 


LUBIĄ --. 


ia 


Gdy starzec Symeon w świątyni Jerozolimskiej przyj- 
mował na ręce swe dziecię Jezus, wyrzekł o Nim pro- 
roczo: «Oto ten jest położon na znak, któremu sprzeci- 
wiać się będą». Znamienne to a doniosłe proroctwo tłu- 
macząc, Ojcowie święci powiadają, iż Chrystus Pan był 
znakiem i jakby celem dla pocisków wszelkiej złości 
i przewrótności ludzkiej. Zaczynając bowiem od kolebki 
Jezusa, kiedy nań godził okrutny Herod, chcąc go zgła- 
dzić w powszechnej rzezi niewiniątek, aż do krzyżowej 
śmierci, gdzie Go przybiła złość żydów i przewrótność 
Piłata, życie Jezusa było ciągle napastowane i zagrożone 
przez nieprzyjaznych ludzi. Postrzegali Go faryzeusze, 
wrogo usposobieni byli saduceusze.  Doktorowie zakonni 
i arcykapłani zasadzki Nań czyniii, knuli zdrady i po- 
dejścia, aż Go wydali w ręce poganów. 

Zycie Jezusa było nieprzerwanem pasmem napaści, 
niepokoju i trwogi. Nietylko grożono Mu słowy, jako 
przeciwnikowi zakonu Mojżeszowego i burzycielowi po- 
rządku społecznego, ale nadto, za poduszczeniem przewrót- 
nych kapłanów, tłumy porywały kamienie w bożnicach, 
by Go ukamienować. Tak, iż Jezus, . znający skrytości 
serca ludzkiego, nie chcąc dopuścić na sobie zbrodni, za- 
nim nie nastąpiła chwila Jego Śmierci, skrywał się i wy- 
chodził z pośród rozjuszonego motłochu, uchylał się od 
ukazywania się publicznie na Świętach w Jeruzalem. Na- 
pastowali nieprzyjaciele Jezusa na Jego bóstwo, cuda 
i naukę w podejrzenie podawali, nazywali Go uwodzi- 
cielem i gorszycielem ludzi. 

Powstała burza na morzu, na skinienie ręki, wstrzy- 
mały się wiatry, uspokoiły się rozhukane fale; rozszalała 
namiętność i złość nieprzyjaciół Jezusowych nie ustała 
nigdy. Raz uśmierzona i powstrzymana powstawała na 
nowo, chcąc zetrzeć i zniweczyć powagę i posłannictwo 
Wielkiego Proroka z Nazaretu. I nie uspokoiła się aż 
dopóty, dopóki nie nasyciła zemsty swej. Nieprzyjaciele 
Chrystusowi nie umilkli, nie powstrzymali swych napaści, 


BRE 1% 


aż nie ujrzeli Go na krzyżu. I tu jeszcze, kiedy ofiara 
ich złości, Jezus opuszczony od wszystkich i od Ojca 
swego, wołał, uskarżając się na to opuszczenie: «Boże 
mój. Boże mój, czemuś mię opuścił», nie powstrzymali 
bluźnierstw i szyderstw swoich. Nie uspokoili się na wi- 
dok skonu Jego, nie powstrzymali się na głos nieba i zie- 
mi, kiedy się zaćmiły słońce i księżyc, i drżała ziemia 
w postawach swych. Nienawiść, szalejącej złości dosię- 
gła grobu Jezusowego, opieczętowując wejście i stawiąc 
straże. 

Oto życie Jezusowe, oto burze, srożące się nad gło- 
wą Jego i szalejące rozhukane fale dokoła Niego, w cią- 
gu życia doczesnego. Dopiero w zmartwychwstaniu try- 
umfujący Jezus nakazał uciszenie, co do osoby swej, po- 
zostając nietykalnym i głosząc pokój uczniom swym i ca- 
łemu Światu. Miałżeby los uczni Jego i Kościoła Jego 
w tem życiu doczesnem być innym, niż los Zbawiciela 
i Mistrza? O nie, wyraźnie to zapowiedział Jezus, kiedy 
do uczni swych wyrzekł, a w osobie ich i do wszystkich: 
swych przyszłych wyznawców: «Nie jest sługa większy 
nad Pana swego, ani posłaniec większy nad onego, który 
go posyła; jak mnie prześladowali, tak i was prześladować 
będą» *). «Albowiem będą was wydawać do rad, i w bóż- 
nicach swoich was biczować będą. I do starost, i do kró- 
lów będziecie wodzeni dla mnie na świadectwo im i po- 
ganom... i będziecie w nienawiści u wszystkich» *). 

I stało się według zapowiedzi Chrystusowej. Kościół 
Jego i uczniowie, ode dnia zstąpienia Ducha świętego, od 
progu Wieczernika, zkąd się zaczęło apostolskie naucza- 
nie i nawracanie Świata, nad gromadką wyznawców, za- 
częła się srożyć okrutna burza prześladowań, tak ze stro- 
ny żydów, jak i pogan. Szatan zawiści, na początku dni 
Kościoła, pobudził wszystkie siły wrogie, chcąc rozstrzas-. 
kać tę łódź Chrystusową i zatopić gronko nieustraszonych 
żeglarzy. Ale, że pomimo wysiłków szatańskich, pomimo. 


1) joan 13, 16; 15, 20. 
3) Mat. 10, 17 — 22. 


2 TĘ —— 


nienawiści żydowskiej i srogości pogańskiej posuwała się 
dalej a dalej, chwiejącą się łódź Chrystusowa— Kościół 
miotany prześladowaniami, coraz liczniejsze i szersze za- 
taczał kręgi. rozwielmożniła się też i burza prześlado- 
wań i dotarła do wszystkich krańców i zakątków, gdzie 
się tylko ukazał krzyż Jezusowy i usłyszano słowa Jego 
Ewangielji. 

Od Jeruzalem przeszło prześladowanie do Damaszku 
i innych miast ziemi żydowskiej, gdziekolwiek tylko byli 
wyznawcy Imienia Chrystusowego. Ztamtąd, idąc po. sto- 
pach Apostołów, jak iskra od pożaru przerzuciła się do 
Grecji i Rzymu. Tu w tem mieście, rozpasanem i wy- 
uzdanem, w tym Babilonie oświaty i ciemności poganiz- 
mu, zapłonęły stosy, wyostrzyły się miecze i tortury na 
zniszczenie chrześcijan. Stanęły szeregi krzyżów, na 
których zawisły otiary złości pogańskiej—nuczniowie ukrzy- 
żowanego Jezusa; krwią ich zarumieniły się place i cyr= 
ki, kośćmi ich usłane były pola i lochy podziemne! Mę- 
żowie i niewiasty zacne, jak zbrodniarze, karani byli za 
wiarę Chrystusową, starcy sędziwi schylali swe głowy pod 
topór katowski. Dziewice szarpane były przez lwy i tyv- 
grysy, na nich puszczone, dziatki maleńkie, duchem 
Bożym ożywione, szły na stosy za swemi rodzicami. Ni- 
komu tu nie sfolgowano, nikomu nie przebaczono—żad- 
ne związki i przyjaźnie nie ochraniały. Ziejący szałem 
nienawiści pogańskiej, okrutny ojciec, świętej Barbary, 
sam ją za włosy przyciągnął do sędziego; tam własno- 
ręcznie ućiął głowę córce swej za wiarę Chrystusową. 

O, jakże dosadnie i krwawo malują sceny tej burzy, 
słowa świętego Pawła, wyliczającego cierpienia męczenni- 
ków za wiarę: «Doznali pośmiewisk i bicia, nadto wię- 
zienia i ciemnice; byli kamienowani, ćwiartowani, torturo- 
wani, w zabiciu miecza pomarli». A ci, co pozostali 
w życiu: «błąkali się uciśnieni i utrapieni... tułając się 
po puszczach, po górach, i jamach, i jaskiniach ziemi» *). 
Srożyła się ta burza nie dzień, nie rok jeden, ale przez 


1) lIlebr. 11, 36. 


a TĘ Z 


lat niemal trzysta. Męki i katusze dochodziły do takich 


' okrucieństw, iż chrześcijanie musieli ukrywać się w po- 


dziemiach, tam urządzali nabożeństwa swe, ztamtąd wzno- 
sili ręce do Boga, wołając: Ratuj nas, Panie, bo gi- 
niemy! 

A kiedy poganie ujrzeli, przez tę burzę zniesione 
z powierzchni ziemi świątynie chrześcijańskie, kiedy prze- 
stali publicznie ukazywać się wyznawcy Chrystusa: osą- 
dzili w zaciekłości swej, iż wytępili już ich do szczętu. 
Zaczęli bić medale na pamiątkę «zgładzenia imienia 
chrześcijańskiego». Tymczasem Chrystus, jakby się obu- 
dził, na głos wołania uczni swych, kryjących się w po- 
dziemiach i nakazał uciszenie, pociągając ku sobie królów 
i możnych. Przed Chrystusem skłonili swe głowy kró- 
lowie chrześcijańscy, ustała burza prześladowań, znikły 
stosy pogańskie na zawsze, przycichła zawstydzona złość 
żydowska, a na głowach królów, na pałacach i świąty- 
niach chrześcijańskich zapanował Krzyż: «I stało się uci- 
szenie wielkie». 


II. 


Stało się uciszenie, ale nie na długo. Burza prze- 
śladowań zmieniła tylko prądy. Kiedy umilkli poganie 
i żydzi, a Kościół zaczął się cieszyć długo wyczekiwa- 
nym pokojem; w łonie jego, wpośród dzieci jego, zaczęły 
się toczyć walki i niezgody, kłótnie i zamieszanie z po- 
wodów religijnych. Po wiekach męczeńskich, w których 
bohaterowie wiary krwią i życiem przypieczętowali świa- 
dectwo swe o Bóstwie Chrystusa, zjawili się wyrodni sy- 
nowie, umysły przewrótne, podające w wątpliwość podsta- 
wę zasadę wiary, czy Chrystus był Bogiem. Na czele 
wyrodków, więcej oczytanych w filozofji pogańskiej, ani- 
żeli w Ewangielji, staje bezbożny i hardy kapłan Aryusz. 
Gromadzi dokoła siebie buntowników, rzuca obelgę Sy- 
nowi Bożemu, bluźni Słowu Bożemu, którego Bóstwo tak 
wzniośle i wyraźnie wykazał święty Jan w EKwangielji 
swej, mówiąc: «Na początku było Słowo... a Bogiem było 
słowo». 


= Wy. JEŻ 


Wszczęła się więc nowa i sroga burza, dotkliwsza od 
poprzedniej, bo przenikająca do wnętrza świątyń i do- 
mów chrześcijańskich, bo gorsząca nawet pogan, przyglą- 
dających się tym rozterkom. Szalała burza miotając do- 
koła wichrami umysłów i zalewając falami namiętności. 
Dysputy religijne wynoszą się na place i rynki. Św. 
Grzegorz Nysseński obrazowo przedstawia zaciekłość Ary- 
anów, starającą się na każdym miejscu wmówić swoje 
bezbożne przekonania: «Pytasz się piekarza o cenę chle- 
ba, mówi ten Ojciec Kościoła, a on ci odpowiada, że 
Ojciec jest wyższy od Syna i że Syn jest poddany Ojcu. 
Pytasz się, czy łaźnia gotowa, a odpowiadają ci, że Syn 
z niczego został stworzonym». Na to wszystko patrząc 
szydzili poganie, po cyrkach i teatrach przedstawiając 
waśnie i niezgody chrześcijan. 

Nie uśmierzała się jednak burza, ale codzień groź- 
niejsze przyjmowała rozmiary, coraz liczniejsze porywając 
ofiary i większe czyniąc spustoszenia w Kościele Chry- 
stusowym. Chociaż bowiem przywódca bezbożności Ary- 
usz, tknięty palcem Bożym, skonał Śmiercią nagłą i ha- 
niebną w dzień przygotowanego dlań przez przyjaciół 
tryumfu. nie opadły ręce zwolennikom jego. Przez po- 
'dejścia, płaszczenie się i udawanie pozyskiwali sobie kró- 
łów, kapłanów i biskupów, a których nie mogli prze- 
ciągnąć na swoją stronę starali się okryć oszczerstwem 
i prześladować bez wszelkiej litości. 

Zgromadzały się sobory Ojców i biskupów Kościoła, 
na których uroczyście, pod przewodnictwem posłów Ojca 
św. Biskupa Rzymskiego, orzekała się nauka o Bóstwie 
Chrystusa Pana. Odstępcy jednak odrzucali te postano- 
wienia siłą, lub zdradą, lub też złudnemi obietnicami sta- 
rali się uwikłać biskupów w sieci i przyniewolić do pod- 
pisania aryańskiego wyznania wiary. Co się im udało 
na jednem ze zgromadzeń. Biskupi podpisali wątpliwą 
formę wyznania wiary. I wtedy to, jak mówi św. Hie- 
ronim, «zajęczał świat cały ujrzawszy się Aryaninem». 

W tej burzy, wpośród której pasterze tracili drogę 
«z przed oczu, zaświecił Bóg dwie gwiazdy promienne 


<- z < 


jedną na Wschodzie, a drugą na Zachodzie: powołał do 
obrony Bóstwa swego Św. Atanazego, biskupa Aleksan- 
dryjskiego i św. Hilarego, biskupa z Gallii. Ci święci 
Ojcowie, pochodnie Kościoła Chrystusowego, przyświeca- 
jący nauką gruntowną, życiem nieskazitelnem, poświęcili 
siebie i życie swoje na obronę Bóstwa Chrystusowego. 
Zadne pochlebstwa. ani groźby aryańskie, nie mogły ich 
zachwiać, słowem i na piśmie wytrwale dawali świadectwo 
Chrystusowi, że jest Synem Bożym, Bogiem równym 
i współistotnym swemu Ojcu. To też przeciwko nim 
burza arjańska wytężyła siły swoje; wygnani ze swych 
stolic musieli ukrywać się po puszczach i jaskiniach. 
Sw. Atanazy kryje się w grobach między umarłymi; św. 
Hilary tuła się po wygnaniu. Przykład ich i zachęta 
obudza ducha w sercach wiernych, ożywia się wiara w 
Boga Zbawiciela. Bóg Zbawiciel dopomaga swym obroń- 
com, po trzechwiekowej burzy: aryanizm i inne błędy, w 
tym czasie grasujące, zaczynają upadać, łódź Chrystusowa 
wraca do równowagi: bo Jezus rozkazał morzu i wia- 
trom pychy i namiętności wyrodnych synów: — i znowu 
stało się uciszenie wielkie. a w świątyniach chrześcijań- 
skich odmawiano jednogłośnie: Wierzę w Boga Jednego, 
Ojca Wszechmocnego... i Syna Jego Jednorodzonego, 
z Ojca zrodzonego przed wszystkie wieki. Boga z Boga, 
współistotnego Ojcu.  Ustała burza, uśmierzyły się 
wichry, ale nie zabrakło wyrodnych synów, którzy za 
popędem swej dumy, więcej ufając dociekaniom  filizofji, 
aniżeli badając ducha Fwangielji, od czasu do czasu 
wznawiali większe, lub mniejsze burze w Kościele; aż po 
tysiącleciu wszystkie błędy jak chmury oderwane zgro- 
madziły się i skupiły się w jedną i wytworzyły burzę 
nową w Kościele Chrystusowym. Pod hasłem odrodzenia 
humanizmu i swobodnego tłumaczenia FEwanugielji, za- 
czął szaleć huragan w Kościele Zachodnim. łódź Chry- 
stusowa, znowu się zachwiała. Potrącono o jej podsta- 
wowe zasady. Odrzucano naukę jej obrońców — Ojców 
Kościoła, poniewierano zasługami jej bogaterów męczex- 
ników i wyznawców, pogardzano jej Sakramentami i na- 


00 — 


bożeństwem, godzono na powagę jej Pasterza — głowę 
widzialną. 

Zawróciła głowy ludziom ta nowa nauka, zachwiało 
filarami Kościoła to odrodzenie *poganizmu w świecie 
chrześcijańskim. Kapłani rzucali ołtarze i szaty, stawali 
się głosicielami nowej nauki, otwarły się bramy klasztorne; 
zakonnicy i zakonnice targali śluby wieczyste, Bogu zło- 
żone. a wstępowali w śluby doczesne.  Upadła świętość 
kapłaństwa i wielkość małżeństwa, podkopane zostały fun- 
damenty główne ustroju Kościoła Chrystusowego. Z ko- 
ściołów wyrzucano obrazy i godła święte, ołtarze i kon- 
fesjonały. Zaczęły się na nowo dysputy religijne po 
kościołach i pałacach, po placach i ulicach, a nawet i po 
szynkach. Na każdym kroku bluźniono i szydzono z 
wiary wieków przeszłych, z powagi kapłańskiej, z cnót chrze- 
ścijańskich i zasług, szyderstwy i oszczerstwy okrywano 
Stolicę Apostolską i widzialną głowę Kościoła na ziemi. 
Była to burza powszechna, najwięcej zgubna ze wszyst- 
kich dotychczas grasujących huraganów, bo niweczyła 
wszystko, bo uderzała we wszystkie dogmaty, zachwiewa- 
jąc nawet stateczność wiary w Bóstwo Chrystusowe. 

I szalała ta burza z górą przez wiek cały, wywołu- 
jąc wszędzie trwogę i zamieszanie, wyrywawając z serc 
wiernych jęki i wołania do Boga: «Ratuj nas Panie, bo 
giniemy»! I ściągnął Chrystus z nieba rękę swą, i na- 
kazał uciszenie, i ocalił lud swój zagrożony w łodzi. Bi- 
skupi i pasterze Kościoła, idąc za głosem Chrystusa, 
zgromadzeni na świętym Soborze Trydenckim. postawili 
tamy niewzruszone przeciw błędom, wytknęli odwieczne 
drogi pielgrzymowania swym dzieciom — zapobiegli roz- 
biciu się łodzi Chrystusowej. I «stało się uciszenie wiel- 
kie», i odetchnęły swobodniej serca wierzące, widząc łódź 
swoją, wypływającą na spokojne fale i sterników, powagą 
i mocą Bożą odzianych, u jej steru. 


III. 


Bywają niezgody i nieporozumienia na świecie, by- 
wają też 1 w Kościele Chrystusowym, do którego wcho- 


i 


node 


— af — 


dzą: i wierni synowie, i mężowie mówiący przewrotności, 
i siejący niezgodę, zamieszanie i niepokój między wier- 
nymi. Wszakże św. Paweł w mowie swej do biskupów 
i kapłanów Efezkich zapowiadał: « Wnidą między was wilcy 
-drapieżni nie folgujący trzodzie: i z was samych powstaną 
mężowie mówiący przewrotności, aby odwiedli uczni za 
sobą». ') Nikt jednak na Świecie tak nie cierpi od tych 
niezgód, jak Kościół Chrystusowy. Nikt z prawodawców 
nie cierpiał tylu prześladowań i tylu mąk, ile Jezus Chry- 
stus; żadna religja nie wydała tylu męczenników, iłe 
wiara Chrystusowa; żadne ze społeczeństw nie przeżyło 
tylowiekowych burz, ile Kościół Chrystusowy. I to jest 
cechą znamienną Boga, ofiarującego siebie za ludzi: 
i boskości Jego nauki i Kościoła. O ile wyższym i święt- 
szym jest Kościół Chrystusowy nad ludzkie urządzenia, 
o tyle więcej cierpi od złości ludzkiej i od synów wy- 
rodnych; o ile jest mocniejszym, o tyle większe burze 
przenosi. Tę cechę znamienną wyrył na nim Chrystus 
w ową chwilę, kiedy go fundował na skale i zapowiadał 
grożące mu pociski mocy piekielnych, — kiedy mówił 
do Piotra: «Ty jesteś opoka, a na tej opoce zbuduję 
Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go». *) 

'To też po prześladowaniach przez pogan i żydów, 
po zamieszkach krwawych błędów religijnych, które w 
przeciągu wieków zachwiewały podstawy Kościoła, i jak 
burza rozsząlała miotały nim grożąc zniszczeniem, na- 
stała nowa burza, powstająca z odmętów bezwyznaniowości 
i z bagien ostatecznego zepsucia obyczajów. Pod ha- 
słem wyższości ducha i gienjuszów, swobody sumienia 
i słowa, zaczęły się ukazywać coraz większe wichry po- 
jęć i dążności ludzi bezbożnych na schyłku zaprzeszłego 
wieku. Z początku po salonach i pałacach wypudrowani 
filozofowie bawili «świat wyższy» bluźnierstwami i szy- 
derstwy z Boga, Chrystusa i Kościoła. Krytykowali 
i wydrwiwali wyroki Pisma świętego i odwieczne zasady 


1) Acta 20, 30. 
3) Mat. 


ZADRZA . 


moralności. Pod wpływem tych rozpraw zagasła wiara, 
rozluźniły się obyczaje; a jeżeli czasami u więcej trwo- 
żliwych odzywał się głos sumienia, jeżeli słuchano gie- 
njalnych kaznodziei, wyrzucających odstępstwo, wten- 
czas się tłumaczono, iż tam w niebie Bóg ma łagodniej- 
sze prawa, dla «duchów wyższych». 

Iskra zarzucona w świecących pałacach wznieciła 
pożar w myśli i sercu możnych, niszcząc w nich wiarę 
i wszelki wstyd: nierząd i popisywanie się ze zmysłowo- 
ścią były na porządku dziennym i uchodziły za wyższy 
stopień salonowej ogłady. I tu się nie zatrzymało to 
groźne zarzewie niszczącego pożaru, ale owo jak zwykle 
w czasie pożaru pałaców lecą iskry dokoła i rozsypują 
się po chałupach nędzarzy, tak się też stało i z tą po- 
żogą bezbożności, przeszła do lepianek nędzarzy, wkra- 
dła się do serc i umysłów mas ciemnych. Tu dopiero uka- 
zała się bezbożność w całej swej ohydnej nagości. W sercu 
ludu katolickiego, we Francji, ścinano i zabijano kapłanów 
na ulicach i w świątynach. Rozjuszone jędze, wypuszczo- 
ne na wolność opryszki i zbóje, bezcześcili świątynie i oł- 
tarze, wyrzutki społeczeństwa dorwawszy się do władzy, 
brocząc we krwi pomazańców Bożych, królów i kapłanów, 
na ołtarzu Bogarodzicy Niepokalanej usadowiwszy nie- 
rządnicę, oddawali jej cześć — jako bogini rozumu. 

Wytworem bezbożności, wybrańcem bezprawia, bo- 
żkiem wolności przekonań, zjawia się utalentowany w rzezi 
rodzaju ludzkiego, wyrodny syn Kościoła (Napoleon), 
który na czele band zbójeckich, przeszedł Świat brocząc 
ziemię krwią ludzką, bezczeszcząc świątynie, hańbiąc oł- 
tarze. Nie poprzestając na tem, posyła swe hordy na 
miasto święte Rzym, które uszanowali nawet hunnowie 
i wandale. Tam godny swego władcy wódz (Nogaret), 
spustoszywszy miasto i zrabowawszy kościoły uwięził Pa- 
pieża i po wymierzeniu mu policzka, Głowie Kościoła, 
powiózł go jako więźnia do niewoli; na łaskę i niełaskę 
swego pana, odstępcy i prześladowcy Kościoła. 

Nie pomogły tu żadne nawoływania; na prośby od- 
powiadano brutalnością, na klątwy szyderstwem. Szedł ten 


RANE 


palec Boży po wszystkich narodach, gniotąc swych prze- 
ciwników, obracając świątynie na stajnie i arsenały, wy- 
stawiając na rzeź swych wielbicieli, urągając wszelkiej 
sprawiedliwości. Otoczony odstępcami i nierządnicami, 
dyktował prawa ludzkości. I wszystko mu uległo i wszyst- 
ko przed nim się korzyło. Tylko w więzieniu jęczał 
Ojciec święty, Pasterz Kościoła, zagrożonego, tylko z ło- 
dzi Chrystusowej wznosiły się do nieba głosy, przerażo- 
nych żeglarzy: «Ratuj nas, Panie, bo giniemy!» 

I powstał Pan ku ratunkowi ludu swego i zagrożo- 
nej łodzi. Wyprowadził bezbożnego mocarza na śnieżne 
stepy z jego zastępami i ścisnął go mrozem; tak iż ten 
pogromca ludów i wojsk uciekać musiał, jak złoczyńca, 
skrywający się przed karzącą sprawiedliwością... ubierając 
w całuny i ornaty, kostuiejące od zimna swe wojsko... 
Zrzucony z tronu, wygnany z kraju, siedząc na dzikiej 
wyspie, tilozofował o potrzebie religji. Zjednoczeni zaś 
królowie Chrześcijańscy zawarli przymierze Święte i wró- 
cili Kościołowi jego prawa i uznali jego powagę. Ojciec 
Święty wrócił na stolicę swą, a Kościół znowu wypłynął 
na wody spokojne i stało się uciszenie wielkie. 

Ta nieprzeżyta, niezwyciężona, trwałość Kościoła, nie 
tylko napełniła otuchą serca wierne, ale jak przykład bo- 
skiego posłannictwa i pomocy Bożej, godnej podziwu, uka- 
zała się w oczach mężów nauki, nie należących do niego. 
Pewien pisarz protestancki, mówiąc o tej ostatniej burzy, 
wyraża swój podziw i zachwyt względem Kościoła w ten 
sposób: «Bezrząd, powiada, zapanował wszędzie i nowy 
porządek rzeczy uformował się z tego zawichrzenia. Io- 
koła powstają nowe rządy, nowe prawa; a wpośród tych 
walk i dążności wznosi się Kościół. Arabowie powiadają 
w podaniach, iż w czasie potopu ocalała jedna tylko 
z wież, budowanych przez królów przedpotopowych. Taki 
był los Kościoła: Wody zalały budowę, lecz podstawy 
pozostały niewzruszone, a gdy wody opadły, ukazał się 
wśród Świata zburzonego... i stoi niewzruszony. Tak zaw- 
sze będzie z łodzią Piotrową: chwieje się, unoszona fala- 
mi, ale nie tonie. Zawsze będzie ten Kościół wielki 

6% 


==|BĄ — 


i szanowany, a w nim biały staruszek, błogosławiący świa- 
tu, nawet i wtedy, kiedy zbłąkany pielgrzym po pusty- 
niach Anglji, wsparty o sklepienie ruin mostu londyń- 
skiego, będzie rozważał o nietrwałości tego Świata. Nie 
istniało i nigdy nie będzie na ziemi dzieło tak godne 
podziwu i czci, jak Kościół katolicki» '). 


IV. 


Wielkiem niebezpieczeństwem zagrażają, wiele znisz- 
czenia przyczyniają burze, grasujące na tej biednej zie- 
mi. Ale i one nie są bez pożytku. Bo kiedy wpośród 
znojnej posuchy i przygnębiającej ciszy, usycha ziemia 
i zamiera życie, przechodząca burza z grzmotami, pioru- 
nami i ulewą poczyni, co prawda, gdzieniegdzie szkody 
i straty, jednakże wstrząsając powietrzem, zraszając zie- 
mię, ożywia okolice, obudza roślinność, przysparza uro- 
dzajności. Taki też skutek wywierają i w Kościele Bo- 
żym szalejące nad nim, od czasu do czasu, burze i hu- 
ragany.  Kosztowały one wiele otiar, spustoszyły nie 
jeden kraj, ale burze prześladowań dały światu poznać 
bohaterstwo męczenników —jako świadków Boskości naszej 
wiary, burze sporów religijnych ukazały mędrców i Oj- 
ców Kościoła, stojących w jego obronie, i wyświetliły 
zasady i prawa nauki Chrystusowej, a burze wszczęte 
przez bezwyznaniowców i gwałty, dokonywane przez od- 
stępców, wykazały trwałość tych zasad i praw, wyższość 
Kościoła po nad ustawy ludzkie i wzbudziły podziw na- 
wet u obcych. A wszystkie ugruntowały umysły w nauce 
Chrystusowej, zjednoczyły serca i pociągnęły bliżej ku 
Stolicy Apostolskiej i ku Sternikowi Łodzi Piotrowej — 
Ojcu świętemu, gdzie jest czysta i trwała nauka. Boga 
Zbawiciela. 

Zawstydzony tą zupełną porażką szatan, nie ustaje 
przecież w swych usiłowaniach. Widząc, że wszystkie 
jego jawne napaści na Kościół, kończą się tryumfem 


i) Macaulay. 


= 8552 


Kościoła, za dni dzisiejszych zmienił swą taktykę. Wy- 


tworzył towarzystwa i kółka sekretne, pracujące w ukry- 
ciu nad wywróceniem porządku w Kościele Chrystuso- 
wym i w społeczeństwie chrześcijańskiem. Do usługi 
swej powołał, między innemi wyrzutkami społeczeństwa, 
odstępców od wiary Chry stusowej, a ci uniesieni dumą 
i namiętnością, przykładają swej ręki do tej niecnej, iście 
szatańskiej, roboty. Wyzyskując bowiem swoje mniejsze, 
lub większe, zdolności i talenta przyrodzone i zdobycze 
wiedzy doczesnej, układają prawa bezbożne, szkalują Ko- 
Ściół, bluźnią majestatowi, w powieściach, w wierszach, 
i w pogadankach, zalecają zrzucenie jarzma Chrystusowego, 
a przyjęcia zgubnych zasad, tak zwanego «postępu». 

Ta burza podziemna, ukryta, nurtuje rodziny i sto- 
warzyszenia. Po domach rodzinnych, gdzie zbytki wy- 
radzają obojętność do wiary, zarówno w kółku rzemieśl- 
ników, gdzie zazdrość do bogaczy i lekkiego zarobku 
służy podnietą, dają się spostrzegać już skutki tej burzy. 
Unikanie kościoła i sakramentów, poniewierka stanu ka- 
płańskiego; a natomiast wczytywanie się w dzieła bez- 
bożne i sprośne, wychwalanie jawne swobody sumienia 
bez Boga, rozprzężenie i brak dobrych obyczajów i poczu- 
cia bojaźni Bożej —oto pierwsze i groźne zwiastuny bu- 
rzy, wywracającej zasady Chrystusowe w.ogniskach ro- 
dzinnych i w stowarzyszeniach chrześcijańskich.  Ustaje 
wiara, gaśnie miłość Chrystusowa, w podziemnych kółkach 
rozbudza się i rozwija nienawiść plemienna. 

O, bracia moi, dzieci Kościoła Chrystusowego, że- 
glarze łodzi Piotrowej, unoszonej na mętnych falach obłę- 
du i występku! — stracone byłyby słowa moje i próżna 
byłaby ta nauka, gdybyście ztąd wyszli nie uspokojeni 
i nie nauczeni. Widzieliśmy, iż w ciągu wieków, bramy 
piekielne nie zwyciężyły Kościoła Chrystusowego; miej- 
my mocną nadzieję, że tak będzie i do końca wieków; 
i każdy, kto w tej łodzi pozostaje i trzyma się jej Ster- 
nika—ten nie zginie. Niechże to dla ciebie będzie po- 
ciechą i otuchą, wierne dziecię, jeśli dziś przeciwnościami 
zachwiane, ubóstwem lub sieroctwem zagrożone, jęczysz 


== BR 


i uskarżasz się na los i na opuszczenie swoje. W każ- 
dej trosce twej i w każdej chwili, kiedy ujrzysz twą wia- 
rę zagrożoną; nie upadaj na duchu, nie bądź małej wia- 
ry, ale wzywaj pomocy Chrystusa: Ratuj nas, Panie, bo 
giniemy! I obudzi się Chrystus i nakaże pokój i stanie 
się uciszenie wielkie. 

Pamiętając o sobie, nie zapominajcie i o ludziach. 
Z ludzkich bowiem niezgód i za poduszczeniem szatana, 
powstają burze w Kościele Chrystusowym. Strzeżcie się . 
przeto wszelkiej niezgody, gniewów i nienawiści, aby was 
burza zniszczenia nie porwała. Pojednajcie się z rodzi- 
nami i z sąsiadami waszymi, żyjcie z ludźmi, jak z brać- 
mi w Kościele, w Chrystusie i w Bogu Ojcu, Stwórcy 
każdego człowieka. A wtedy na wołanie wasze i w po- 
trzebach waszych wiecznych i doczesnych, i we wszelkich 
troskach zstąpi do was Chrystus i zażegna wszelkie bu- 
rze i stanie się uciszenie wielkie. 

O, ratuj nas, Panie, bo giniemy: bo wiara Twoja przez 
synów bezbożności zagrożona! bo się chwieje nadzieja na- 
sza! bo lud Twój chrześcijański, za któryś Ty krew prze- 
lewał, w łodzi Twej pielgrzymujący, traci miłość Twoją: 
bo w pośród niego dają się słyszeć groźby i pomsty, bo 
leją się łzy i krew ofiar nienawiści plemiennej! Ratuj 
nas, Panie Boże, coś nas wszystkich stworzył, ratuj nas, 
Chryste, któryś za wszystkich nas umarł; zgromadź roz- 
bitków do Twej łodzi i niech się stanie uciszenie wielkie 
tu na ziemi, zanim nas spotka wiekuiste w niebie. Amen. 


=- GRE 


Kazanie VII. 


Na uroczystość Św. Szczepana. O chrześcijańskiem 
odpłacaniu się nieprzyjaciołom. 


„Oto ja posyłam do was Proroki, 
i Mędrce, i Doktory. Mat. 23. 


Od wieków posyłał Bóg mężów przez siebie wy bra- 
nych, szczególniejszą łaską oświeconych, do zwaśnionej, 
ścigającej się nienawiścią ludzkości. Cały szereg Patry- 
archów, sędziów Izraelskich, a następnie Proroków: byli 
to mężowie boscy, którzy zarówno słowem, jak i przy- 
kładem nawiązywali stosunki z Bogiem i ludźmi. Po- 
słannictwem swem dążyli do pojednania ludzi z Bogiem 
przez pokutę, a ludzi z ludźmi przez wzajemne przeba- 
czenie uraz. Z ramienia Bożego mieli oni władzę kara- 
nia upartych, wynagradzania błogosławieństwy posłusz- 
nych, wyniszczania grzechów i niezgody, a zaszczepiania 
cnoty i pokoju. Do nich tedy, do tych mężów Bożych 
stosowały się słowa wyrzeczone przez Boga do Jeremja- 
sza Proroka: «Ołom cię postanowił dziś nad narodami 
i nad królestwy, abyś wyrywał... i wytracał, i rozwalał: 
i budował, i sadził» '). 

Wzniosłe i zbawienne to posłannictwo mężów jed- 
ności i pokoju spotkało opór i nienawiść ze strony od- 
stępców od Boga i synów niezgody i pomsty. Skarcona 
nienawiść i namiętność, przez mężów Bożych, uzbrajała 
się przeciwko nim samym. Synowie grzechu i niena- 
wiści uzbroili się przeciwko posłańcom Bożym. Od owej 
chwili, kiedy buntownicy podnieśli rokosz na puszczy 
przeciwko Mojżeszowi, zaczyna się w sercach nikczemnych 
knowanie zdrady przeciwko mężom świętym, opowiada- 
czom wiary w Boga i jedności. Nienawiść ta w jaskra- 
wych kolorach występuje i krwią mężów świętych broczy 


1) Jerem. 1, 10. 


-GAB 


więzienia i Kościół w czasach ogólnego upadku i odstęp- 
stwa od Boga, w czasie rozdwojenia królestwa Izrael- 
skiego. Fljasz Ścigany pomstą, ucieka z kraju, Izajasz 
przepiłowany, Jeremiasz więziony, a potem zabity na tu- 
łactwie, Zacharjasz, wedle rozkazania królewskiego, uka- 
mienowany w sieni domu Pańskiego, jak wspomina 
i Ewangielja, dziś czytana”). 

Im więcej się rozwijała bezbożność i niezgoda, tem 
straszniejszych się dopuszczali żydzi zbrodni względem 
mężów Bożych. W dokonaniu czasu został ścięty św. Jan 
Chrzciciel, ukrzyżowany Syn Boży, ukamienowany św. 
Szczepan, umęczeni Apostcłowie. Takie, bracia mili, zna- 
czenie słów Chrystusa: «Oto ja posyłam do was proroki 
i mędrce, i doktory, a z nich zabijecie i ukrzyżujecie, 
i z nich ubiczujecie w bożnicach waszych, i będziecie 
prześladować od miasta do miasta, aby przyszła na was 
wszystka krew sprawiedliwa, która rozlana jest na ziemi, 
od krwi Abla sprawiedliwego, aż do krwi Zacharjasza... 
któregoście zabili między kościołem i ołtarzem» *). 


Pomimo przewrótności i zbrodni bezbożnych, Bóg 
miłosierny nie ustaje posyłać mężów swych, nawołujących 
do zgody. Męczennicy tego posłannictwa umierają nie 
z klątwą na ustach, ale z przebaczeniem. Zacharjasz ko- 
nając, woła: «Niech Pan widzi i szuka»*); Chrystus: 
«Ojcze, odpuść im, boć nie wiedzą, co czynią»! a święty 
Szczepan: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu»! 
W ostatnich słowach zostawili wskazówki, iż nie w pom- 
ście, ale w przebaczeniu, ale w zdaniu sprawy na Boga, 
powinniśmy szukać krzywdy swej. O tem dziś pokrótce 
pomówimy, wykazując, jak to cierpliwością, i cnotami, 
1 dobrodziejstwem mamy się odpłacać nieprzyjaciołom 
naszym. 

O, Ty, co posyłasz proroki i mędrce ku pojedna- 
niu ludzi: oświeć dzisiaj słowem Twem, naucz nas, jak 


5 II Paral. 24, 21. 
2) Mat. 23, 34, 35. 
%) II Paral. 24, 21. 


-—|g0028 


się mamy odpłacać nieprzyjaciołom naszym. O, Boga- 
rodzico, módl się za nami! Zdrowaś Marya! 


I. 


Wiadomo jest każdemu z was, jakie to uczucie po- 
wstaje narazie w sercu każdego, kiedy dozna krzywdy 
i obelgi od bliźniego. Serce zapala się gniewem, umysł 
tworzy rozmaite projekta zemsty. Każdy człowiek czuje 
krzywdę sobie wyrządzoną i każdy po swojemu szuka 
pomsty i odwetu. Człowiek, mniej więcej wykształcony, 
wybiera delikatne Środki, ale okrutne częstokroć do wy- 
mierzania odwetu nieprzyjacielowi, a prostak w pięści, 
lub w zbrodniczych krzywdach, szuka zadośćuczynienia 
swej zemście, albo przynajmniej poprzysięga sobie: zem- 
stę do grobu! Jest to objaw dzikości serca ludzkiego, 
zwyrodniałego przez grzechy. Takim jest i był zawsze 
człowiek, póki nad nim nie zaświeciła prawda Chrystuso- 
wa, a do serca jego nie przylgnęła nauka chrześcijańska 
o przebaczeniu krzywd nieprzyjaciołom. 

Do Chrystusa bowiem nie znano prawa przeba- 
czenia. Zdziczałe plemię ludzkie zawsze i wszędzie do- 
chodziło swej krzywdy z mieczem pomsty. Nie mówię 
o narodach zupełnie dzikich i ludożercach, u których za 
najwyższą cnotę bohaterstwa uważa się gnębić nieprzyja- 
ciela i poszarpanego na szczątki pożreć wpośród wycia 
i tanów; ale nawet narody pogańskie wykształcone, jak 
Grecy, Rzymianie mieli sobie za obowiązek obywatelski 
i religijny mścić się na nieprzyjaciołach. Ta chęć pom- 
sty, tak głęboko wraziła się w serca ludzkie. aż do szpi- 
ku kości wżarła się, iż nawet w starym Zakonie, obok 
nawoływań do przebaczenia i licznych przykładów litości 
względem nieprzyjaciół, tolerowane było prawo dochodze- 
nia krzywdy swej na nieprzyjacielu: «Nie zmiłujesz się 
nad nim, mówi prawo Mojżeszowe o krzywdzicielu, ałe 
duszę ża duszę, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, 
nogę za nogę wyciągać będziesz» '). 


1) Levit. 24, 20. Deuter. 20, 21. 


=- 0 == 


By jednak powstrzymać osobistą zemstę i nie dać 
w ręce każdego, tak straszliwego miecza pomsty, prawo 
Mojżeszowe ustanawia sądy, które mają wyrokować o wi- 
nie i jej ukaraniu, przeznacza miasta ucieczki dła ściga- 
nych, aby mogli bezpiecznie się ukryć i czekać słuszne- 
go dekretu. Nie dziwmy się, bracia mili, iż prawo Boże 
znosiło czas niejaki pomstę na nieprzyjaciołach. Było to 
prawo czasowe, i jak powiada św. Paweł: Niczego ku 
doskonałości nie doprowadziło, a tylko przygotowywało 
serca ludzkie do przyjęcia, przyjść mającego Messyasza !). 
Obok więc wzniosłych przykładów przebaczenia, które 
nam podaje w życiu Józefa Patryarchy i Dawida króla, 
Zakon stary dźwiga na sobie gniew Boży i niedoskona- 
łości wyklętego od Boga plemienia. 

Tembardziej wyrozumiałością względem tego prawa 
kierować się powinniśmy, gdy spostrzegamy i dzisiaj 
wpośród chrześcijan, po tylolicznych zalecaniach Chry- 
stusa, przykładach Jego męczenników, nurtujące w ser- 
cach wyrodnych chrześcijan krwawe prawa zemsty. Poje- 
dynki krwawe i Śmiertelne pogróżki: «nie daruję do 
śmierci»; zabójstwa, podpalania i inne zbrodnie, przez 
zemstę wykonane, dowodzą, jak to człowiek jest straszny 
i mściwy, jeśli w sercu jego nie ma ducha Chrystuso- 
wego, chociażby ten człowiek i liczył się chrześcijaninem. 
Zastanówcie się tylko i wspomnijcie każdy o sobie; iluż 
to z was dziś stanęło w tej Świątyni z urazą i niechęcią, 
a może i z ukrytym zamiarem pomsty, już nie mówię 
na obcego, ale może na dziecko, na rodziców, na męża 
i żonę, na brata i sąsiada! Zastanówcie się i zważcie, 
jak straszne i ciężkie jest do pozbycia się, do wyrwania 
ze zranionego serca, uczucie zwierzęce pomsty na nie- 
przyjacielu! Zważcie, jak trudno z tego serca złośliwego 
usunąć niechęć i złość, nawet względem najbliższych 
swoich. 

A jednakże od kolebki przyświeca nam Chrystus, 
przebaczający i nakazujący przebaczenie; od niemowlęc- 


1) Hebr. 7, 19. 


IG 


twa uczyły nas matki i piastunki nasze tego pięknego: 
«Ojcze nasz... odpuść nam nasze winy, jako i my odpu- 
szczamy...» Odpuszczenie win nieprzyjaciołom naszym 
przyjęliśmy z serca i ust rodzicielskich, utwierdzeni zo- 
staliśmy w kościele, gdy nas kapłani nawotywali do prze- 
baczenia, gdy słowy Chrystusa mówili nam: jeśli przy- 
niesiesz dar twój na ołtarzu, idź pierwiej pojednać się 
z bratem twoim!..*). I dziś oto zgromadziliśmy się uczcić 
pamiątkę męczennika św. Szczepana, który się modlił za 
zabójców swych. Możemyż pozostać głuchymi na modły 
jego i krew? a w sercu chować chęć zemsty? Uchowaj 
nas, Panie! 
jie 


Tak, bracia mili, nie drogą krwi i zbrodniczych po- 
stępków, ale drogą miłości Chrystusowej mamy się od- 
płacać nieprzyjaciołom naszym. Miłość Chrystusowa po- 
ucza nas i woła do nas: «Miłujcie nieprzyjacioły wasze, 
dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, 
a módłcie się za prześladujące i potwarzające was» *). 
Nie bądźcie zwierzętami dzikimi, w złości nawzajem sie- 
bie pożerającymi i kaleczącymi, ale na skrzydłach miło- 
ści wznieście się do tronu Bożego, do Ojca waszego nie- 
bieskiego, «abyście byli synami "Ojca waszego, który jesć 
w niebiesiech, który czyni, że słońce jego wscho dzi zi na 
dobre i złe, i spuszcza deszcz na sprawiedliwe i niespra= 
wiedliwe. Albowiem jeśli miłujecie te, co was miłująz 
cóż za zapłatę mieć będziecie” azaż i celnicy tego nie 
czynią? A _ jeślibyście pozdrawiali tylko bracią waszą, 
cóż więcej czynicie? ażaż i poganie tego nie czynią? 3) 

To nam mówi miłość Chrystusowa. A miłość ta, 
jak poucza św. Paweł: «cierpliwa jest, łaskawa jest, nie 
nadyma się, nie szuka swego, nie zajrzy, wszystkiego się 
spodziewa i wszystkiemu wierzy» *). Miłość Chrystusowa 


1) Mat. 5, 23. 
2) Mat. 5, 44. 

) Mat. 5, 45 — 47. 
) I Cor. 13, 4. 


QS 


poucza nas, abyśmy zamiast przemyśliwać nad tem, jak 
mamy zgubić nieprzyjaciela, raczej pomyśleli o tem, jak 
mamy zbawić samych siebie. Ona poucza nas zamiast 
w zapamiętałości rzucać się na przeciwników i nieprzy- 
jaciół, w cierpliwości wielkiej pracować nad uszlachetnie- 
niem i udoskonaleniem siebie. Pierwsze przykazanie 
miłości, po Chrystusowemu odpłacającej nieprzyjaciołom, 
jest cierpliwość. Cierpliwość zawsze i wszędzie. Czy to 
nas bluźnią, czy z nas szydzą, czy wyśmiewają najświęt- 
sze zasady — bądźmy cierpliwi. Miejmy zawsze przed 
oczyma obraz Chrystusa biczowanego, policzkowanego, 
1 naigrawanego, i znoszącego razy i obelgi, i fałszywe 
świadectwa w milczeniu. Owo wyrażenie ewangieliczne 
o Jezusie, tałszywie oskarżonym przed arcykapłanami: 
«Jezus milczał» '): głęboko powinniśmy zapisać w swem 
sercu. Milczeniem, pełnem litości i miłosierdzia wzglę- 
dem fałszywych oskarżycieli i nieprzyjaciół, wypełnimy 
„zakon miłości. g 

Jeśli niewinnie cierpimy z Chrystusem, pamiętajmy 
o tem, iż jest Bóg nad nami wszystko widzący, który 
powiedział: « Alojać jest pomsta, a ja oddam czasu swe- 
go»*). Bez wiary w Boga trudno wypełnić prawo prze- 
baczenia. Dlatego to widzimy dzisiaj ludzi ziejących 
pomstą, jak zrywają z Bogiem i Kościołem, z wiarą, 
uciekają od ołtarzy i kontesjonałów, gdzie się rozlega 
głos Chrystusowy: Przebaczcie, aby wam przebaczono. Po 
za Kościołem podszczuwają oni brata na brata, dzieci 
na rodziców, czeladnika na gospodarza. Nie cierpią 
i szkalują kapłanów, bo im nie dopomagają w kainowej 
pracy, ale w imię miłości bliźniego z cierpliwością naka- 
zują wyczekiwać zmiłowania Bożego i upamiętania dla 
swych nieprzyjaciół. 

Samo jednak milczenie i cierpliwość, choćby naj- 
większa, nie będą znakiem chrześcijańskiego odpłacania 
swym nieprzyjaciołom, jeśli będą przykrywką naszych 


1) Mat. 26, 63. 
2) Rom. 12, 119. 


= 63 — 


błędów. Przeciwnie, cierpliwość powinna się łączyć z ży-- 
ciem cnotliwem, milczenie z pracą ustawiczną nad uszla- 
chetnieniem i udoskonaleniem siebie: aby nam nieprzy-. 
jaciel nie mógł wytknąć wad prawdziwych i obwinić nas 
o odstępstwo od zakonu Pańskiego. Nic nam nie po-. 
może, ani wytrzymałość na pociski nieprzyjacielskie, ani 
pogardliwe milczenie na bluźnierstwa i szyderstwa, jeśli 
w rzeczywistości poczuwać się będziemy do win i błędów. 
Jeśli. naprzykład, przywdziejem na siebie płaszcz po-. 
ważny filozoficznego milczenia, ubierzemy się w szaty 
religijnej cierpliwości, a obok tego będziemy naruszać 
prawa Boże i Kościelne, jeśli będziemy oszustami i krzyw-- 
dzicielami, pijakami i rozpustnikami, nie ujdziemy sądu 
Bożego. Nieprzyjaciele nasi staną się dla nas nie środ-. 
kiem do zasługi, ale biczem Bożym, sprawiedliwym 
i słusznym; pociski nieprzyjacielskie staną się dla nas: 
strzałami gniewu Bożego i zagubią nas i wygładzą z zie- 
mi żyjących. Spotykamy co prawda nie rzadko wpośród 
siebie takich chrześcijan, co żyją, nie zważając ani na 
prawo Boże, ani na prawo ludzkie: łamią święte wę- 
zły małżeńskie, żyją w nałogach i rozpuście, a uważają 
siebie za ludzi honorowych. Są między nami wysoce sie- 
bie w dumie swej ceniący nierządnicy, hańbiący rozpu-. 
stą domy swoje, którym by nawet żyd wstydził się ręki: 
podać dla niesprawiedliwości ich; a jednak pomimo to bar-. 
dzo wrażliwi, jeśli im kto ubliży słowem, lub uchybieniem 
w obejściu się i szukający honorowego zadosyćuczynie-. 
nia od nieprzyjaciela. Są marnotrawcy, tracący ma- 
jątki, łamiący szczęście rodzin, a chcący uchodzić za lu- 
dzi rzetelnych i przez to mszczą się, gdy im ktokolwiek: 
ubliży. 

Zły mąż, niewierna żona, wyrodne dziecko, oszust, 
pijak, utracjusz, nierządnik, słowem zbiorowisko i uoso- 
bienie wszystkich grzechów i nałogów, pogardza nieprzy- 
jaciółmi; zacina się w uporze, nie myśłąc o poprawie. 
Na uwagi złośliwe i z szyderstwem czynione nie odpo- 
wiada, zbywa je pogardliwem milczeniem. I sądzi, iż 
już rzecz załatwiona, a może, może roi sobie, że spełnia. 


= 


«czyn chrześcijański, odpłacając milczeniem swym nieprzy- 
jaciołom. O nie, dalekiem jest to pogardliwe postępo- 
wanie bezbożnych od cnoty chrześcijańskiej wyrozumia- 
łości dla nieprzyjaciół. Nie zbawienie, ale zgubę i pom- 
stę Bożą gotuje takowa hardość i zaciętość. Ty, jeśli 
chcesz po chrześcijańsku, w milczeniu i cierpliwości, od- 
płacać się nieprzyjacielowi: bądź religijnym i cnotliwym, 
bądź dobrym ojcem, matką, dzieckiem, gospodarzem, słu- 
gą, rzemieślnikiem, a wtedy nie dosięgną cię pociski nie- 
przyjacielskie, ale owszem, wielu twych nieprzyjaciół po- 
zyszczesz sobie; a ci, co pomimo cnót twoich bluźnić ci 
będą, na pożytek i na zasługę twą przed Bogiem to 
uczynią. Ujrzy Bóg i wesprze niewinność twoją... 


III. 


Nie na pogardliwem przeto milczeniu i lekceważą- 
<em traktowaniu nieprzyjaciół naszych, powinniśmy opie- 
rać postępowanie nasze względem tychże nieprzyjaciół, 
ale odpierając oszczerstwa ich niewinnością życia nasze- 
go, modlić się powinniśmy za nich według zalecania 
Chrystusowego. Módlcie się za nieprzyjacioły wasze: oto, 
wzniosła zasada chrześcijańska. Bo chociaż są nieprzy- 
jaciółmi naszymi, nie przestają być dziećmi Bożymi, któ- 
rych zbawienia pożąda Ojciec niebieski. Dlatego i wy- 
maga od nas Chrystus Pan, abyśmy cnotami naszemi 
i modlitwą pokrywali ich grzechy przed sprawiedliwością 
Bożą: «Miłujcie nieprzyjacioły wasze, módłcie się za 
 prześladujące i potwarzające was». 

«Módlcie się», a nie wyklinajcie: modlitwą zakry- 
wajcie ich od gniewu Bożego, a nie wzywajcie pomsty 
na głowy nieprzyjaciół waszych. Te słowa nietylko wy- 
powiedział Chrystus Pan w nauce swojej, ale i krwią 
własną, umierając na krzyżu, zapisał, a zapisał je modląc 
się za swych oprawców i wołając: «Ojcze, odpuść im, bo 
nie wiedzą, co czynią»! Zapisał krwią i testamentem 
wiecznym przekazał wszystkim pokoleniom chrześcijańskim, 
jak się mają modlić za swych nieprzyjaciół. I nie po- 


—s=0fa= 


przestał na przykładzie własnym, ale natchnął mężów świę- 
tych zpośród swych dzieci, aby Mu dali podobne świa- 
dectwo. Bo gdybyśmy tylko słyszeli podobną modlitwę 
z ust Chrystusa; łatwo by złość ludzka szukała wymówki, 
iż Bóg może przebaczyć, ale zwykłemu człowiekowi, to 
rzecz niemożebna i niepodobna. - 

Dlatego to zaraz po sobie powołał na świadka św. 
Szczepana i postawił go za wzór świętości, miłosierdzia 
i przebaczenia względem nieprzyjaciół. Dał mu wielką 
znajomość wiary, przyodział go cnotami, napełnił go 
Duchem świętym. Zachwycał sługa Boży swoich, miło- 
sierdziem pociągał obcych, zdumiewał wrogów. Po za 
obowiąkami apostolstwa, zaopatrywał potrzeby biednych 
wdów i sierot: w chwilach odpowiednich stawał w świą- 
tyni przed zgromadzeniem nieprzyjaciół Chrystusa, kar- 
cąc ich zaślepienie i upór, a nawołując do upamiętania. 
A kiedy ci, zamiast usłuchać głosu męża: Bożego, po- 
wstali nań i wyrzuciwszy, kamienowali; nie pamięta mę- 
czennik na swe krzywdy, ale konając pod gradem ka- 
mieni, tracąc siły, poklękając na kolana, ze krwią mie- 


*"szając słowa modlitwy, woła: «Panie, nie poczytaj im 


tego grzechu!» 

Modlitwa Chrystusa i pierwszego męczennika za 
swych wrogów nie pozostała zapomniana przez wiernych 
naśladowców; ożyła ona w ustach Apostołów i męczenni- 
ków chrześcijańskich. Za życia i przy Śmierci, wierne 
dzieci Jezusowe zanoszą błagania za prześladowców i cie- 
miężycieli swych. «Złorzeczą nam, a błogosławimy, świad- 
czy św. Paweł, prześladowanie cierpimy, a znosimy: bluź- 
nią. a modlimy się»'). Całe zastępy męczenników chrze- 
Ścijańskich nieugiętych i niezwalczonych w swej wierze, 
wpośród tortur i mąk, wpośród stosów i mieczów, błogo- 
sławiło imię Boże i zanosiło modły za swych oprawców. 
Z kurzem krwi męczeńskiej wznosiła się błagalna mo- 
dlitwa za zabójców: głos Chrystusa, modlącego się na 
krzyżu za swych wrogów i głos Jego męczennika świętego 


1) I Cor. 4, 12. 


=. SĘ — 


Szczepana, stał się hymnem ubłagalnym wszystkich pra- 
wych chrześcijan. Słyszeli ten hymn Zydzi, Grecy i Rzy- 
mianie, poznały go narody pogańskie, usłyszały go wszyst- 
kie kończyny ziemi. Gdzie spotkasz prawdziwego wy- 
znawcę Chrystusowego, gdzie ujrzysz go w ucisku, cier- 
pieniu i prześladowaniach; usłyszysz hasło Chrystusowe: 
«Módlcie się i za nieprzyjacioły wasze». 


I czemże my jesteśmy wobec tej modlitwy męczen- 
ników Chrystusowych, wobec tego prawa miłości nieprzy- 
jaciół, krwią i jękiem Chrystusa i Jego męczenników 
uświęconej? Czemże jesteśmy? O) chrześcijanie, wy co 
tak umiecie z potępienia wyklinać siebie nawzajem, nie 
tylko za obrazę sobie wyrządzoną, ale i za to, że ktoś 
jest w błędzie i w grzechach! Wy przedewszystkiem, co 
nie uważacie sobie za grzech przekląć nieprzyjaciela, na- 
wet na zgubę jego na Mszę dać, a pytacie czy to nie 
jest grzechem modlić się za tego a tego: wy mnie po- 
wiedźcie, kim jesteście i za kogo siebie macie? Jesteścież 
wy Chrystusowi? Nie. Godniścież męczenników waszych, 
których czcicie? Nie. Macież wy choć odrobinę Ducha 
Chrystusowego? i to nie, pomimo, że się żegnacie i do 
kościoła chodzicie. Duch pomsty zaślepia was, duch nie- 
nawiści pożera serca wasze, duch przekleństwa i złorze- 
czenia hańbi usta wasze, byście w końcu z bezbożnymi 
iz dzikimi poganami usłyszeli słowa: «Sqd beż miłosier- 
dzia temu, który miłosierdzia nie uczynił»').  Takci 
t Ojciec niebieski uczyni wam, jeśli nie odpuścicie każdy 
brału swemu z serc waszych» *). 


IV. 


Uzupełnieniem wreszcie przykazania miłości chrze- 
Ścijańskiej względem nieprzyjaciół jest uczynek dobry, 
czyli wypełnienie dosłówne zalecenia Chrystusowego: 
«Dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści». 


1) Jacob. 2, 13. 
+) Mat, 18, 35. 


0a 


Bo jeżelibyśmy zachowali tylko powyższe wskazówki cier- 
pliwości, milczenia, życia cnotliwego i modlitwy, mogła 
by nasza miłość względem nieprzyjaciół być li tylko na 
języku. 

Bo któż tam wewnętrzne usposobienie człowieka 
zgadnie? Pięknie i zrozumiale o tym obowiązku prze- 
mawia św. Jan, Apostoł miłości: «Każdy kto nienawidzi 
brata swego, mężobójcą jest, mówi ten Apostoł. «W ty- 
meśmy poznali miłość Bożą, iż on duszę swą ża nas 
położył: i myśmy powinni kłaść duszę swą za bracią. 
Ktoby miał majętność tego świata, a widział, że brał 
jego ma potrzebę, a zawarłby wnętrzności swe przed 
nim: jakoż w nim przebywa miłość Boża?  Synaczkowie 
moi, nie miłujmy się słowem, ani językiem, ale uczyn- 
kiem i prawda» *). 

Miłujmy się uczynkiem i prawdą, oto słowa godne 
Apostoła miłości Chrystusowej, oto prawo godne chrze- 
ścijanina, oto broń przeciwko nieprzyjaciołom. W tych 
słowach zawierają się zarówno, jak wskazówka dla poko- 
leń chrześcijańskich, tak i streszczenie prawa, prawa sta- 
rego o szlachetnym odwecie względem nieprzyjaciół. Bo 
wszakże przed wieki zalecał Mędrzec Pański: «Jeśli ła- 
knie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, daj 
mu się wody napić, bo węgle ogniste sprowadzisz na 
głowę jego, a Pan ci to nagrodzi»*). Uczynkiem do- 
brym i pomocą, nieprzyjacielowi okazaną, zagrzejesz 
serce jego, jakby węglami rozżarzonymi i obudzisz 
wdzięczność i miłość ku sobie u nieprzyjaciela i znaj- 
dziesz nagrodę u Pana. Te słowa powtarzając św. Pa- 
weł, nakazuje nam, byśmy niemszcząc się sami ustępowali 
zagniewanym; albowiem napisano jest: «nie pomsta: 
ja oddam, mówi Pan. -Nie daj się zwyciężyć złemu, 
ale zwyciężaj złe w dobrym (uczynku)» *). 

Czy znacie to prawo, o chrześcijanie mściwi i gnie- 
wliwi, czy pamiętacie o niem, kiedy nieraz krwawej pom- 

1) Jean. 3, 15 — 18. 


2) Prov. 28, 21, 22. 
3) Rom. 12, 19 — 21. 


0.06 


sty poszukujecie na nieprzyjaciołach waszych? Chyba 
że nie; kiedy nienawiść waszą w godła religijne ubieracie 
i chcielibyście Zbawicielowi swemu, modlącemu za swych 
zabójców, dać w ręce miecze i pioruny na nieprzyjaciół 
waszych, kiedy za grzech sobie nie uważacie wdać się 
w szacherki z żydami, a potem za grzech sobie ma- 
cie wesprzeć żyda w prawdziwej biedzie i za ubliżenie 
honorowi przebaczyć nieprzyjaciołom swoim, podać rękę 
do zgody, wyciągnąć dłoń do ratunku im w niedoli... 
Ach chrześcijanie, jakeście daleko odstąpili od prawa Bo- 
żego i prawa Chrystusowego; jakże drogi wasze są od- 
mienne od tych, po których postępowali ojcowie i boha- 
terowie wiary naszej! Obyż na was dzisiaj, wobec rze- 
wnej pamiątki świętego Szczepana, przyszło upamiętanie! 
Oby ten święty młodzieniec, konający pod ciosami nie- 
przyjaciół i modlący się za nich, krwią swoją i modlitwą 
skruszył serca wasze i zasłonił was od gniewu Bożego, 
aby za wasze krwawe pomsty, za wasze zbrodnicze po- 
gróżki, nie był dla was Bóg sędzią nieubłaganym i mści- 
wym oddawcą pomsty waszej, a dom wasz nie pozostał 
wam pusty.... 

Wierne dziecię Boże, Męczenniku Chrystusowy, Ty, 
co wpatrzony w rany Boga twego, wsłuchany w modli- 
twę za wrogów Zbawiciela twego i Jego Świętych, w 
cierpliwości wielkiej znosisz urazy i obelgi, zdrady i krzy- 
wdy, oszczerstwa i naigrawania od swych nieprzyjaciół: 
wznieś się do Boga wiarą i nadzieją twoją! Dziś dzień 
uroczysty Patrona twego, co cierpiał od swoich, a nie 
szukał pomsty, ale miłosierdzia wzywał nad nimi. Przy- 
łącz się sercem i duszą do niego. Stój mężnie pod po- 
ciskiem i gradem przeciwności i krzywd, które ci wy- 
rządzają nieprzyjaciele twoi. Jeśli ci sił zabraknie i z bólu 
upadniesz, poklęknij na kolana z Patronem twoim; módl 
się za swych wrogów. aby im Bóg i przebaczył i dał 
upamiętanie. A powstawszy, czyń dobrze tym, którzy 
cię napastują i krzywdzą, dla Boga wy rzucaj urazę z serca 
1 czyń dobrze, a jeśliby nie upamiętał się wróg i nie- 
przyjaciel twój: Pan ci to wynagrodzi. Jeśli możesz 


sa? 


nóką © 


|= 1a maj 


=-f$$ << 


słusznie dopomnieć się krzywdy swej, jest na to spra- 
wiedliwość w Kościele i w sądach ludzkich; dochodź 
krzywdy, ale wyrzuć gniew z serca i chęć pomsty 
nikczemnej. A jeśli sądy ludzkie zawiodą twe nadzieje: 
zdaj sprawę na Boga, a z Chrystusem i ze św. Szczepa- 
nem zanieś modlitwę ubłagalną do Boga: Ojcze, Panie, 
przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią i nie poczytaj im 
tego grzechu! 

A Ty, Panie i Boże sprawiedliwy, oddawco i sędzio, 
usłysz modły wiernych twych dzieci, wesprzyj męczenni- 
ków, daj upamiętanie oprawcom, bo dziś z Kościołem 
Twoim obchodzimy pamiątkę tego, który umiał modlić 
się za wrogów swoich... 


Kazanie VIII. 


Na uroczystość św. Szczepana. (O męczeństwie. 


Jeruzalem, Jeruzalem, które kamie- 
nujesz proroki i zabijasz te, co do cie- 
bie posłani są. Mat. 23. 


Głosem matki, nawołującej swawolne i zbrodnicze 
dzieci do upamiętania, woła Chrystus Pan do żydów. 
Widząc ich upór i zaślepienie, przewidując rychłe kary, 
które spaść miały ra ten bezbożny lud i grzeszne Je- 
ruzalem, głosem pełnym tkliwości macierzyńskiej chce go 
poruszyć i przyprowadzić do upamiętania. Ale ten ro- 
dzaj przewrótny, jak go nazwali już dawno prorocy, lud 
o splugawionych ustach i zatłuściałem w niegodziwościach 
sercu, nie usłuchał tego głosu, nie powrócił na drogi, 
ojcom wskazane; lecz w zaciętości niewzruszony, w zbro- 
dniach niepoprawny, samego Chrystusa, jako Messyasza 
do siebie posłanego, zabił. Scigał Go lud bezbożny zdra- 
dą i nienawiścią, czynił zasadzki i zdrady, aż nim nie 
sprzedał poganom, i wpływem, i przewrotnością swoją nie 


— 100 — 


wymógł dekretu Śmierci haniebnej. Zawieszony na krzy- 
żu Chrystus, modląc się usty za swych oprawców, kona- 
jącem sercem zdawał się wołać: «Jeruzalem, Jeruzalem, 
które kamienujesz proroki i zabijasz te, co do ciebie są 
posłani»; i przemawiał jak matka żałosna: «Ilekroć zgro- 
madzić chciałem syny twoje, a nie chciałoś...». 


Śmierć i modlitwa Chrystusa na krzyżu nie poru- 
szyła zbrodniarzy; nie mogąc dosięgnąć zbrodniczą ręką 
zmartwychwstałego Chrystusa, z całą zajadłością zaczęli 
prześladować Jego Apostołów i wyznawców. Z początku 
ograniczali się prześladowaniem po domach i bożnicach, 
ale kiedy to nie pomogło, uciekli się do gwałtów, fał- 
szywych sądów i publicznych dekretów Śmierci po mia- 
stach, świąty niach i placach. Jako ofiarę tej Ślepej. i za- 
żartej nienawiści obchodzimy dziś pamiątkę Śmierci mę- 
czeńskiej św. Szczepana. Był to mąż pełen ducha Bo- 
żego, mądrości i łaski, jako dyakon i pomocnik Aposto- 
łów znany był ze swych cnót i uczynności. Nie mogąc 
mu nic zaszkodzić oszczerstwy, bo czyny były widoczne, 
uciekli się do fałszywego sądu, na którym postawili po- 
zwanego męża Chrystusowego. Godny swego ludu arcy- 
kapłan przewodniczący sądowi, nie chciał zrozumieć obro- 
ny oskarżonego, w której ten wykazywał niewinność 
swoją, a przewrotność narodu żydowskiego, nie poruszyła 
"się widokiem Świętego młodzieńca, jako Anioła Bożego. 
Wszyscy zatykając uszy na słowa jego i zgrzytając zę- 
bami, rzucili się nań, wywlekli go ze świątyni i ukamie- 
nowali wołającego: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu»! 
Wołał męczennik z ziemi — wołał i z nieba Chrystus: 
«Jeruzalem, Jeruzalem, które kamienujesz proroki i za- 
bijasz te, co do ciebie posłani są». 


Wieki przeszły od tej chwili, a oto nie ustają mę- 
czeństwa sług Chrystusowych na ziemi, nie ustają i wo- 
łania Jezusowe, i nawoływania. Wyznawcy Chrystusa 
cierpią w ciągu wieków prześladowania i od żydów, i od 
pogan, i od fałszywych braci. Gdy ustają prześladowa- 
nia żydowskie i pogańskie, powstają niezgody i swary, 


"MG 


— 101 — 


uciski i prześladowania wpośród wyrodnych chrześcijan. 
Oto niewiara i bezbożność dzisiejsza, bluźniąca Bogu 
i Chrystusowi, szydząca z Jego nauki, sakramentów 
i Kościoła, jakże licznych ma oprawców z pośród wyrod- 
nych chrześcijan, jakże wiele katów, którzy, zapomniaw- 
szy na chrzest swój i na wiarę, albo zieją ku sobie nie- 
nawiścią, albo wprost lekceważą zasługi Chrystusowe 
i naigrawają się z Jego męczenników... Oto i dziś roz- 
lega się nieraz głos Zbawiciela do tych wyrodnych chrze- 
Ścijan: «Jeruzalem, Jeruzalem, które kamienujesz proroki, 
i zabijasz te, co do ciebie posłani są». 

Ku zadosyćuczynieniu nawoływaniom Boga Zbawi- 
ciela, ku chwale męczenników Jego. a ku zawstydzeniu 
bezbożnych, zastanowimy się dzisiaj nad ważnością, zna- 
czeniem i przymiotami męczeństwa w Kościele Chry- 
stusowym. 

O, Królu i Boże męczenników, coś prorokom Twym 
okazywał się w widzeniach, okaż się dziś nam w Twej 
łasce ku wyrozumieniu słów Twej nauki. Królowo mę- 
czenników, módl się za nami. Zdrowaś Marya! 


j 4 


«Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla Spra- 
wiedliwości, mówi Chrystus Pan, błogosławieni jesteście, 
gdy wam złorzeczyć będą, i prześladować was będą, i mó- 
wić wszystko złe przeciwko wam, kłamiąc dla mnie: ra- 
dujcie się i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita 
jest w niebiesiech». Te słowa Chrystusa, tłumacząc św. 
Augustyn, powiada, że znamienną cechą męczeństwa 
chrześcijańskiego. jest cierpienie dla sprawiedliwości. Bo 
chociaż byli i w pogaństwie, co cierpieli za swe zasady 
i przekonania, ale, że nie znali dróg sprawiedliwości, cier- 
pienia ich się nie odnoszą do cnót Chrystusowych. Cho- 
ciaż są i chrześcijanie, cierpiący ucisk i prześladowania, 
ale za winy swoje, za fałszywe, z nauką Chrystusa nie- 
zgodne przekonania, za czyny zbrodnicze, tacy nie mogą 
się nazwać męczennikami Chrystusowymi. Chociaż są, 


— 102 — 


którzy w obłędzie prędzej, niż w rzeczywistem nauki 
Chrvstusowej zrozumieniu, ściągają na siebie zasłużone 
prześladowania, albo i sami sobie życie skracają; takie 
cierpienia, taka Śmierć nie jest męczeństwem chrześci- 
jańskiem, nie jest cnotą bohaterską, bo nic wspólnego nie- 
ma z męczeństwem dla sprawiedliwości i dla Imienia Je- 
zusowego. 


Gdyby zrozumieć przymioty męczeństwa chrześcijań- 
skiego, jako cnoty bohaterskiej, dosyć jest wspomnieć na 
słowa Pisma świętego, opisującego przymioty pierwszego 
męczennika św. Szczepana. Był on pierwszym męczen- 
nikiem z pośród wyznawców Chrystusowych, nietylko dla 
tego, iż pierwszy jawnie przelał krew swoją za Chrystu- 
sa, ale był i uosobieniem cnót męczennika Chrystusowe- 
go: «Szczepan był pełen łaski i mocy, czynił cuda i zna- 
ki wielkie między ludem, powiadają o nim Dzieje apo- 
stolskie; i powstali niektórzy z bóżnic... sprzeczając się 
ze Szczepanem i nie mogli sprzeciwić się mądrości i Du- 
chowi, który mówił». 


Znamienną bowiem cechą męczeństwa chrześcijań- 
skiego jest cierpieć za sprawiedliwość Bożą, w całem jej 
obszernem tłumaczeniu i rozumieniu. Męczeństwo bo- 
wiem chrześcijańskie nie ogranicza się tylko na przele- 
wie krwi i poniesieniu katuszy i Śmierci, ale nadto łą- 
czyć powinno w sobie wiarę i nadzieję w Boga, miłość 
Boga i bliźniego, a w końcu życie cnotliwe, rozwagę 
i zastanowienie nad tem, dlaczego cierpi i dlaczego się 
poświęca. Światłem dla męczennika powinna być prze- 
- dewszystkiem wiara w Boga, bo tylko wiara żywa, wiara 
niezłomna, może wlać cnoty bohaterskie. Tylko wiara 
przez Boga objawiona zdolna jest stłumić wszelkie popędy 
chorobliwej wyobraźni i urojonych zachcianek; tylko wia- 
ra może wykazać męczennikowi ułudę tego Świata, jego 
pomyślności i dostatków, jako też rzeczywistą wartość na- 
grody w niebie; tylko wiara może wskazywać, iż w ciem- 
nych lochach więziennych, na placu kaźni, pod toporem 
katowskim i na stosach, zaczyna się życie nowe, ży- 


= pe 


— 103 — 


cie wieczne, życie niepodległe nikomu, ani prześladowaniu, 
ani Śmierci. 

Z wiarą powinna się łączyć i nadzieja stateczna w 
dobroć i wszechmoc Bożą, iż mocen jest Bóg i wierny 
w obietnicach swoich: że wynagrodzi za wszystko, co na 
świecie dobrowolnie zostawiają, co przeniosą, przecierpią 
i przebolą. Trzeba mieć silną nadzieję, że za krew i ra- 
ny, za Śmierć i hańbę, dla sprawiedliwości na świecie po- 
niesione, czeka niezawodna w życiu przyszłem, w niebie 
nagroda wiekuista. Trzeba mieć nadzieję silną i nieza- 
chwianą, tam, gdzie się kończą wszelkie nadzieje ludzkie, 
w kaźni haniebnej, w Śmierci męczeńskiej, pod toporem 
katowskim, w paszczęce dzikich zwierząt. 


Ale nie dosyć tego, męczennik powinien mieć w ser- 
cu swem miłość Boga i bliźniego i stwierdzić ją czyna- 
mi i przykładem. Kiedy każdemu wyznawcy Chrystuso- 
wemu wskazano: «Miłuj Pana Boga twego, ze wszystkie- 
go serca twego, ze wszystkiej duszy twojej i ze wszyst- 
kiej myśli twojej, a bliźniego twego, jako siebie samego», 
to najbardziej, tem konieczniej, obowiązuje to przykazanie 
męczennika, bo tę miłość ma stwierdzić nietylko cnotami 
swemi i modłami, ale krwią i śmiercią. Męczennik po- 
winien miłować Boga całą duszą, całem jestestwem... 
i miłować nadewszystko, nad rodziców i dzieci, i nad ży- 
cie swoje, bo dla miłości Bożej powinien to wszystko po- 
święcić, potargać najświętsze związki rodzinne, samemu 
sobie gwałt zadać, pożądać śmierci, kiedy cała istota rwie 
się do życia. Powinien miłować Boga nadewszystko i nad 
wszystkich, bo miłość jego nie ogranicza się na słowach 
i czynach, ale wymaga od niego krwi i życia, bo on 
bezpodzielnie, bez żadnych zastrzeżeń, powinien oddać się 
na ołtarz ofiarny Miłości Bożej. 

Oddając się zaś Bogu, nie powinien pomiatać i bliź- 
niego, ale przeciwnie, w sercu swem ogarnąć i połączyć 
nie tylko blizkich, ale dalekich, nie tylko swoich, ale 
i obcych, nie tylko przyjaciół i współwyznawców, ale 
i nieprzyjaciół, ale i wrogów swoich. Król męczenników, 


=+ 404 —- 


Jezus Chrystus, zabity na krzyżu modlił się za katów 
swoich i za szyderców; a pierwszy męczennik św. Szcze- 
pan, gradem kamieni zarzucony, krwią się oblewający, 
upadając na kolana, modlił się za swych zabójców pro- 
sząc i wołając. «Panie, nie poczytaj im tego grzechu»! 
Za tymi przykładami idąc, w ślady mistrza wstępując, 
męczennicy chrześcijańscy nie tylko dalekimi byli od 
wszelkiej nienawiści ku swoim prześladowcom, ale owszem 
cierpienia swe i męczeństwa za nich ofiarowali, a idąc 
na Śmierć całowali nieraz oprawców swych i narzędzia 
męki swojej: nikomu nie bluźnili, żadnych buntów nie 
wszczynali, nie odgrażali się zemstą, ale spokojnie odda- 
wali swe głowy pod topór katowski, widząc w tem wszyst- 
kiem wolę Boga, który rzekł: Módlcie się za nieprzyja- 
cioły wasze, dobrze czyńcie tym, którzy was prześladują. 


Miłość Boga i miłość bliźniego nie polega tylko na 
uczuciach, ale w czynach bogobojności i szczodrobliwości 
się wyraża. To też męczennicy chrześcijańscy odznaczają 
się nieposzlakowaną czystością obyczajów.  Jeżelibyśmy 
pominęli świadectwa św. Pawła, który nazywa pierwszych 
chrześcijan świętymi, ojców i pisarzy Kościoła, w mo- 
wach i hymnach opiewających cnoty męczenników chrze- 
ścijańskich, pisarze pogańscy, pomimo uprzedzenia i nie- 
nawiści do zasad wiary Chrystusowej, nie mogą się po- 
wstrzymać od pochwał i zachwytów nad cnotami chrze- 
ścijan; jedni chwalą ich bogobojność, drudzy sprawiedli- 
wość i miłosierdzie, a trzeci miłość ich wzajemną ku so- 
bie. Owszem całe tłumy pospólstwa pogan otączają sto- 
„sy męczeńskie — na widok śmierci bohaterskiej tych, 
których za życia znali, jako ludzi cichych i dobroczyń- 
ców, padając na kolana wołały w uniesieniu: Wielki 
jest Bóg chrześcijański! 


Nakoniec męczennicy chrześcijańscy nie byli ofia- 
rami jakiegoś chwilowego uniesienia i szału fanatyczne- 
go; ale z całą rozwagą i zastanowieniem oddawali swe 
życie za wiarę. Nieraz przez długi czas przenosili wy- 
gnania i więzienia, widzieli wielu odstępców i zgorsze- 


mimónk= mm GEE 


— 105 — 


nia zanim życiem przypieczętowali wiarę swoją. Zresztą 
przed Śmiercią krewni i przyjaciele wszelkiemi sposobami 
starali się odprowadzić ich od męczeństwa; sami sędziowie 
starali się wmówić odstępstwo, owszem przyrodzone po- 
czucie zachowania życia wstrząsało nimi, tak że nieraz 
kapłani i mężowie chrześcijańscy musieli uspakajać boleść 
ich, podtrzymywać wiarę, zachęcać do męczeństwa. Nie 
cofali się chrześcijanie przed Śmiercią męczeńską, to pra- 
wda; ale jej się nie narzucali fanatycznie: owszem uni- 
kali wszelkiego draźnienia pogan i żydów. Dopiero, 
kiedy widzieli wolę Bożą po temu, szli ochoczo do wię- 
zień, na rusztowania, z hymnami dziękczynienia wstępo- 
wali na płonące stosy. Tu już nie działały siły ludzkie, 
ale duch Boży, w ciągu wieków ożywiający i pokrzepia- 
jący męczenników. Tu już był widoczny palec Boży. 


II. 


Na tych niewzruszonych podstawach wiary i nadziei, 
miłości Boga i bliźniego, połączonej z życiem cenotliwem 
i z rozwagą umysłu, męczeństwo chrześcijańskie stało się 
świadectwem  Boskości wiary Chrystusowej, tryumfem 
Boga na ziemi, koroną męczenników. Tak urządzone 
duchem Bożym męczeństwo w Kościele Chrystusowym 
stało się powszechnem, jak pod względem czasu, tak prze- 
strzeni, tak i osób, tak też i mocy niezwyciężonej. .Mę- 
czeństwo chrześcijańskie nie jest jedną chwilą uniesienia, 
ale trwa całe wieki i trwać będzie, aż do skończenia 
Świata. Już w starym Zakonie zapowiadali je siedmiu 
braci Machabejskich, starzec Eleazar i młodzieńcy, w piec 
ognisty wrzuceni i cierpiący za wiarę ojców swoich, za 
Zakon Pański. 

Zrodziło się na krzyżu, z boku przebitego i ran ]Je- 
zusowych spłynęło na ziemię, a krwią Apostołów i Mę- 
czenników rozniosło się i rozpleniło się po całym świecie 
i po wszystkich zakątkach ziemi i trwa w większych, lub 
mniejszych rozmiarach, po czasy dzisiejsze. Bo chociaż 
królowie chrześcijańscy zabezpieczyli życie i nietykalność 


— 106 — 


osoby swych podwładnych, bez względu na przekonania; 
leje się jednak krew męczeńska wyznawców Chrystuso- 
wych, w ciągu wieków, w krajach pogańskich. Dzisiaj, 
zwróciwszy oczy na wschód daleki, widzimy całe zastępy 
braci naszych, padających pod toporem rozjuszonych czci- 
cieli bałwochwalstwa, fanatycznych Chińczyków.  Czy- 
tając opisy missjonarzy i świadków naocznych o okru- 
cieństwach, dokonywanych nad wyznawcami Chrystusa, 
w oczach naszych zdają się żywo przedstawiać stare 
wieki ucisku pogańskiego i zmartwychpowstawać dawne 
kaźnie, tortury i katusze, męczeństwa i stosy. A w obli- 
czu męczenników ożywia się dawne bohaterstwo, dawne 
cnoty męczenników: i dziś idą na męki starcy, i dzieci, 
mężowie i niewiasty, mędrcy i prostaczkowie. 


Zajadłość szatańska, zwyciężona nauką Chrystusową 
i cnotami wyznawców, przemocą chce stłumić wzrost Ko- 
ścioła Chrystutowego, chciwa jest i łapczywa na krew 
chrześcijan, śmierci ich pożąda. I tak się dzieje w cią- 
gu wieków, z zażartą nienawiścią rzuca się pogaństwo 
i wszelka bezbożność na Kościół Chrystusowy — leje 
się krew męczenników, padają ofiary ze wszelkiego sta- 
nu, wieku, płci i wszelkiego stopnia wykształcenia — wy- 
rodne dzieci szarpią łono Kościoła Matki, podszczu- 
wają przeciw niej wrogów. Ale Kościół przetrwał wszyst- 
ko, bo na czole jego napisano: «Bramy piekielne nie 
zwyciężą go». Widział on początki wszystkich prześla- 
dowców, patrzał i na ich sromotne zatracenie. Męczeń- 
stwo dziatek jego, dodało mu chwały, blasku i potęgi, 
stąło się wymownem Świadectwem Boskiej potęgi, która 
niem rządzi i kieruje; tej potęgi, której tylko zaślepienie 
bezbożności, w uprzedzeniach swych nienawiścią ziejące, 
dojrzeć nie może. 


Męczeństwo Chrześcijańskie przetrwało wieki i prze- 
śladowców, zwyciężyło tortury, stępiło topory katowskie. 
Jakichże męczarni nie używali, jakichże narzędzi nie 
wymyślali poganie na chrześcijan, by złamać ich wiarę. 
Wyciągano kajdany, budowano stosy i koła mordercze, 


— 107 — 


otwierano lochy podziemne na więzięnia, sprowadzano 
drapieżne zwierzęta na chrześcijan, z okrzykiem: «Smierć, 
śmierć, chrześcijanom!» Place i ogrody Rzymu, Grecji 
i Egiptu ustawiano krzyżami, rzeki zapełniano trupami, 
lochy podziemne więźniami chrześcijańskimi. Nawet dzi- 
kie kraje Gallów i Germanów poznały wygnańców chrze- 
Ścijan, były Świadkami ich tortur i katuszy, uświęcone 
zostały ich krwią męczeńską. Im dalej szło światło Fwan- 
gielji, tem większe obszary zalewała krew męczenni- 
ków. Gdziekolwiek ukazał się krzyż, przed nim i za nim 
szli męczennicy, apostołowie i wyznawcy; krwią męczen- 
ników chrześcijańskich zroszone i kośćmi usłane zostały 
wszystkie drogi apostolskie, poświęcone wszystkie zakąt- 
ki ziemi. 

Oto męczeństwo chrzecijańskie, oto bohaterstwo mę- 
czenników Chrystusowych. Nie ma tu chwilowych unie- 
sień i porywów rozbujałej fantazji ludzkiej: tu jest palec 
Boży, tu siła Boża. Męczennicy chrześcijańscy, opro- 
mienieni wiarą, nadzieją i miłością Boga i bliźniego 
z rozmysłem, z całem zrozumieniem swej wiekami uświę- 
conej ofiary, twardą stopą idą w ciągu wieków, brocząe 
we krwi własnej, dając życie swoje i modląc się za swych 
oprawców. «Męczeństwo chrześcijańskie, woła św. Hiero- 
nim, jest tryumfem Boga i radością męczenników. Jeśli 
bowiem widzimy ich z taką stałością, ponoszących mę- 
czarnie: widoczna jest w tem moc Boża. Rozważającemu 
te krwawe dzieje przyjdzie na myśl, że jeśliby wiara 
Chrystusowa nie była prawdziwą, nigdyby jej kosztem 
krwi nie broniono, a to tembardziej, że się ta wiara nie 
opiera na doczesnych rozkoszach, ale w biciu, w więzie- 
niach, w prześladowaniu, w głodzie, w nagości i w pra- 
gnieniu wyznawaną bywa. To jest tryumf Boży, to 
zwycięztwo męczenników». 

I na krańcu wieków stojący obrońca chrystjanizmu 
czasów dzisiejszych, z historją ludzkości i dziejami mę- 
czenników w ręku, zaświadcza w te słowa: «Krew mę- 
czenników chrześcijańskich była nasieniem chrześcijan 
(jak to w II wieku zapowiadał Tertuljan) i to jest nowym 


— 108 — 


dowodem Boskości chrystjanizmu. Jeśli bowiem zważymy 
już to powszechność i długi przeciąg prześladowań, już 
to ogromną liczbę męczenników z każdego stanu, rozmai- 
tego wieku i płci, już to straszne nowowynalezione spo- 
soby mąk, jakim oni podlegali, już to sposób ich zacho- 
wania się w czasie mąk; żadnego w historji nie znajdzie- 
my podobnego zdarzenia, z któremby można było porów- 
nać ten nadzwyczajny i zdumiewający wypadek. To nie 
jest zagorzały fanatyzm, gdyż męczenników cechuje roz- 
waga, przytomność i spokój ducha. Nie jest to także 
pewna pyszna, chłodna nieczułość, gdyż bardzo często 
zachęcano ich do cierpliwego znoszenia mąk i pogardy 
śmiercią. Nie jest to nierozważne rzucanie się na pa- 
stwę prześladowań dla popisu. Owszem, często uciekają 
od nich, jeśli jaka wyższa okoliczność i obowiązek nie 
staje na przeszkodzie; nigdy nie polegają na własnych 
siłach. Umierają oni nie dla idei jakiejś ulotnej, lecz 
za czyn rzeczywisty, o którego wiarogodności mogli się 
wpierw przekonać, niż mieli krew swoją wylewać. Nie 
jest to fanatyzm, bo fanatyzm objawia się tylko wyjątko- 
wo, trwa niedługo i niewielu ma zwolenników» 1). 


III. 


Tak zdobny i piękny, a potężny we krwi swych wy- 
znawców, występuje nasz Kościół święty na widownię te- 
go świata. Mędrzec Pański przed wieki wpatrzony w to 
piękno i w majestat Kościoła-oblubienicy Bożej, woła: 
«Któraż to jest, która idzie, jako zorza powstająca, pięk- 
na, jako księżyc, wybrana, jako słońce, ogromna, jak woj- 
sko uszykowane». Zaiste, jak zorza poranna, zaświecił 
nasz Kościół święty na wschodzie, swoim światłem barw- 
nem i różannem — krwią męczenników swych. Za nim 
w ciągu wieków stał się pięknym, jak księżyc zdobnym, 
jak słońce i ogromnym, jak wojsko uszykowane, okazał 
w oczach narodów śŚwietlane barwy we krwi Boga-Mę- 


1) Hettinger. Apolog. des Christ T. II. 


— 109 — 


czennika i Jego bohaterskich wyznawców. Dziś, stoją- 
cym nam zdala od tych wieków, jak zorza poranna, 
przedstawiają się wieki męczeńskie; dziś, kiedyśmy oświe- 
ceni Światłem cnót i potęgi wyznawców Kościoła, krew 
męczeńska, od wieku do wieku rozlewana, zabarwia to 
światło. I tak będzie, aż do skończenia wieków, kiedy, 
jak słońce niezachodzące, zajaśnieją przed nami przybyt- 
ki Boże, gdzie już nie będzie prześladowania i cierpień, 
i śmierci męczeńskiej. 

Tymczasem, póki tu żyjemy, postać męczenników 
zdobna i chwalebna, rzewna a pouczająca, nigdy nie zej- 
dzie z oczu wyznawcy Kościoła naszego. Bo oni są chlu- 
bą naszą, zwycięztwem naszem, pobudką i zachętą dla 
nas, ich przykłądy są dla nas ukojeniem i pociechą, 
i światłem przewodniem w ciemnościach tego Świata. 
Przyjrzyjmy się żywym przykładom bohaterstwa i poświę- 
cenia ich, przyjrzyjmy się całemu bogactwu uczuć naj- 
wznioślejszych i najświętszych. Weźmy dla przykładu 
kilka obrazków z życia świętych męczenników, mniej nam 
znanych. 


Oto mamy przed sobą starca sędziwego. Jest to bi- 
skup Smirneński, św. Polikarp, uczeń apostolski. Gdy mu 
sędzia przekładał, aby się użalił starości swej i zaprzał 
się Chrystusa, z powagą starca i męczennika odpowiada 
mu św. Polikarp: «Już Mu służę ośmdziesiąt sześć lat, 
a nic mi złego nie uczynił, jakoż ja Króla mego, który 
mię do tego czasu zachował, zaprzeć się mam i bluźnić 
słowy niepoczciwemi. Chześcijanin jestem, czyń co chcesz». 
Wrzucony zaś na stos płonący, tak się modlił: «Dzięku- 
ję Panie, iżeś mię między męczenniki twoje policzyć ra- 
czył, iż piję kielich -męki Chrystusa twego». I tak się 
modląc, dokonał żywota swego. Obok niego widzimy in- 
nego sędziwego starca, towarzysza jego, św. Ignacego, 
biskupa Antyocheńskiego. Ten powołany przed tron ce- 
sarski i namawiany przez Trajana cesarza, aby złożył 
ofiarę bogom fałszywym: odpowiedział: «Ja ofiaruję Bogu 
Stworzycielowi memu, a fałszywym bogom, jako czartom, 


— 110 — 


kłaniać się nie będę». I skazany dekretem cesarskim na 
śmierć męczeńską, na pożarcie zwierzętom w cyrku rzym- 
skim, długą musiał, jako więzień, w kajdanach odbywać 
drogę. Na spotkanie jego wychodzili wierni, ze czcią 
i ze łzami całując jego okowy; a on ich pocieszał i po- 
nczał słowem i zostawiając im ku nauce listy swoje. 
W drodze dowiedział się, iż chrześcijanie rzymscy mają 
się starać, by go wyswobodzić od Śmierci męczeńskiej; 
uprzedzając ich życzenia, pisze do nich: «Nie sądź- 
cie, o rzymianie, że cierpię za jakiekolwiek zbrod- 
nie, niewinny jestem, cierpię za Chrystusa. Jam jest 
pszenica Boża, niech będę starty zębami zwierząt, abym 
się stał chlebem czystym. A jeśliby mię zwierzęta 
nie chciały pozrzeć, ja je draźnić będę, aby mię zjadły. 
Przebaczcie mi, bracia, ja wiem, co mi zbawienne; ogień, 
krzyż, bestje, kości łamanie, ćwiartowanie członków, niech 
przyjdą na mnie, tylko żebym miał Jezusa». Stało się 
zadość żądaniu. Starzec został rozszarpany w cyrku, ko- 
ści jego zebrali wierni i odesłali. jako drogą spuściznę, 
osieroconym owieczkom jego do Antyochii. 

Ale oto inny rodzaj męczennika. W togę filozofa 
przyodziany, staje przed sądem pogańskim św. Justyn fi- 
lozof i męczennik. Poznał on wszystkie systemata filo- 
zoficzne, a nie znalazłszy w nich prawdy, cudem otrzy- 
mał z rąk starca niewiadomego Pismo św., zkąd poczerp- 
nął prawdę chrześcijańską. Poczerpnąwszy ztąd i od mę- 
żów chrześcijańskich naukę Chrystusową, św. Justyn stał 
się gorliwym opowiadaczem Fwangielji. Przeszedł wiele 
krajow i miast, głosząc Chrystusa; w Rzymie założył 
szkołę dla młodzieży i wykładał w niej Pismo św. i za- 
sady wiary chrześcijańskiej. Od pogańskich filozofów 
oskarżony, stanął, jak nieustraszony szermierz Chrystusa, 
został skazany na Śmierć i poniósł ją z całą pogodą i do- 
stojnością męczennika. Oto męczennik, oto mąż nauki, 
świadczący za Chrystusa. Pokryjcie się rumieńcem, wy, 
chrześcijanie nowomodni. co znacie życie bohaterów pogań- 
skich, a nie znacie zasług męczenników, a sądzicie po 
światowemu, że to byli tylko fanatycy, żebracy i nędzarze. 


— 111 — 


Tym i wielu innym niezliczonym mężom chrześci- 
jańskim, którzy z rozmaitych stanów pochodząc, uwień- 
czyli swe głowy koroną męczeńską, nie ustępowały i nie- 
wiasty. Weźmy dla przykładu parę obrazków z mąk 
świętych męczennic. Oto na placu kaźni, widzimy nie- 
wiastę, prowadzącą ża sobą na męki siedmiu synów. Nie 
ulękła się pogróżek, ani odmawiała dzieci od śmierci mę- 
czeńskiej, jak to jej radzili sędziowie pogańscy: «Zmi- 
łuj się nad synami twoimi, mówił do niej sędzia, którzy 
w kwiecie lat są». Ona zaś odparłszy sędziemu, że mi- 
łosierdzie jego jest bezbożnością, do dzieci mówiła: 
«Patrzcie w niebo, dziatki moje, gdzie was Chrystus ze 
Swiętymi czeka, walczcie o swe zbawienie». Sędzia każe 
ją bić w usta, aby mówić przestała, chce ją wreszcie zmu- 
sić do odstępstwa męczarnią kolejną jej dzieci. Kiedy 
więc zabijano je po kolei, kiedy im zadawano straszne 
męki: ta matka bolejąca, od jednego do drugiego biegała, 
wzmacniając, pocieszając i zachęcając do cierpienia. Po za- 
biciu synów i sama umęczoną została. Inna znowu mat- 
ka, patrząc na niedobitego syna, gdyż poganie go umyśl- 
nie zostawili, żeby poruszyć matkę do litości a lękając 
się o swe dziecię, by poganie, uleczywszy je, nie odpro- 
wadzili od Chrystusa, porywa to dziecię na poły żywe 
i rzuca je na stos, gdzie paliły się już zwłoki innych 
męczenników. Oto matki męczenników! 

Ale zejdźmy z placu kaźni, zajdźmy do więzienia: tu, 
w ponurym lochu spotykamy tłumy chrześcijan, skazanych 
na męki. W pośród nich się wyróżnia młoda matka, 
pieszcząca się poraz ostatni z dzieciną swoją. Jest to Vi- 
via Perpetua. Straciła już męża. umęczonego za Chrystu- 
sa; sama po Śmierci męża skazaną była na wygnanie, 
ostatecznie dekretem na Śmierć osądzona, oczekuje lada 
chwila spełnienia wyroku. Wielka boleść ściska jej ser- 
ce, na wspomnienie, że zostawi po sobie dziecinę-—siero- 
tę, boleść jej mogą tylko odczuć i wypowiedzieć matki, 
rozstające się przy Śmierci z dziećmi. Ale tu nie koniec: 
wchodzi do więzienia starzec, mąż poważny, złamany bo- 
Jeścią, to jej ojciec, przyszedł ją namawiać do odstępstwa, 


— 112 — 


by uniknęła Śmierci haniebnej. To, co się stało, słowa 
i pióro obce oddać nie jest w stanie. Ale sama męczen- 
nica, do ostatniej chwili zapisująca swe dzieje, tak pisze: 
«Chwila to była najokrutniejsza ze wszystkich, kiedym 
ujrzała łzy ojca, widziała jego rozpacz i usłyszałam jęki. 
On, ojciec mój. na którego skinienie byłam zawsze po- 
słuszną, całował mię po ręku i nawoływał: córko, ratuj 
mię od hańby, nie zasmucaj starości mej, wyrzecz się 
Chrystusa, nie giń śmiercią haniebną! A ja, kochając oj- 
ca, bolejąc nad jego bołeścią, nie mogłam go usłuchać... 
Nareszcie rzucił mi się do nóg, całował stopy, targał wło- 
sy na głowie i brodzie z rozpaczy, serce mi pękało, a nie 
mogłam mu pomódz...» Po tylu próbach, gorszych od 
wszelkich katuszy, skończyła ta niewiasta bohaterska 
Śmiercią męczeńską na placu pośród wycia zwierząt dra- 
pieżnych i ludzi jeszcze okrutniejszych. 


Oto bohaterowie nasi, oto sława nasza! Chrześcijanie 
rozumni i wykształceni, widzę po domach waszych roz- 
maite książki o rozmaitych bohaterach, a czemuż rzadko 
się spotykać dają między wami żywoty świętych męczen- 
ników Pańskich? czemuż tak mało znacie prawdziwych 
bohaterów ludzkości, męczenników chrześcijańskich? 


Uczcijmy przeto dzisiaj, wielbiąc św. Szczepana, krew 
i zasługi męczenników naszych, szukajmy u nich pomocy 
i opieki. Niech się wzmocni wiara nasza, nadzieja niech 
Ożyje, a niech zakwitnie wpośród nas miłość Boga i bliź- 
niego, które opromieniały męczenników naszych. Stójmy 
mocno przy tej wierze, tak drogo okupionej przez Chry- 
stusa, tak sowicie oblanej krwią świętych męczenników. 
W przeciwnościach i zawodach tego życia nie upadajmy 
na duchu, bo wszakże cierpieniami i krwią męczennicy 
chrześcijańscy przekazali nam wiarę w Boga, w życie 
nieśmiertelne, w życie pełne chwały i szczęścia wie- 
kuistego. 


Jeśli chcemy choć w części naśladować cnoty i bo- 
haterstwo męczenników, ofiarujmy Bogu nasze troski 
1 kłopoty codzienne, ubóstwo i cierpienia życia naszego, 


a JAŚ = 


jak to nam zalecają mężowie święci. Z całego tego zgro- 
madzenia rzadko kto jest wolnym od cierpień. Jednemu 
kamieniem ciężą ciągłe w życiu zawody, drugiemu ubó- 
stwo i niedostatek, innemu serce rani domowa niezgoda 
i swary. Ofiarujmyż to, bracia moi, Bogu Najwyższemu, 
bo wszakżeż i to jest męczeństwo, nieznaczne, ciche, ukry- 
te, ale przeciągłe i dotkliwe. Mężowie, nie mający szczę- 
ścia, w domu i żony, katowane przez mężów, ofiarujcie 
Bogu wasze cierpienia i łzy, bo to jest męczeństwo, któ- 
re z wiarą w Boga znosicie. Bądźcie bohaterami, naśla- 
dujcie w wytrwałości męczenników, a Bóg wynagrodzi 
was wieńcem męczeńskim. Sieroty, i tułacze bezdomni, 
opuszczenie wasze i los sierocy, jako męczeństwo zapisa- 
ne są w księgach żywota: nie upadajcie przeto na duchu, 
ale wzmacniajcie się w nadziei wieńca męczeńskiego. 
Wszyscy zaś, bracia moi, jako zasługi męczeńskie, ofiaruj- 
cie Bogu posty i umartwienia, walki codzienne ze złą 
wolą, a jeżeliście cokolwiek ucierpieli dla wiary Chrystu- 
sowej, cieszcie się i radujcie się, zapłata wasza obfita jest 
w niebie. : 

Boże, dziwny w Świętych Twoich, niedościgniony i po- 
tężny w świętych męczennikach Twoich, oto masz przed 
Sobą nieodrodne dzieci męczenników: Ty sam wiesz, ile 
oni znoszą i cierpią dla swej wiary. Twoją wolą było 
włożyć na skronie nasze wieniec cierniowy, niechże moc 
Twoja doda nam siły, byśmy zranionej głowy nie schy- 
lili przed namowami niewiary, odstępstwa i bezbożności. 
Twoją wołą było obarczyć nas krzyżem Twym ciężkim, 
niechże Twe ramię potężne i prawica Twoja podtrzyma 
nas, upadających. Boże miłosierdzia, jeśli cnoty nasze 
nie są liczne, wejrzyj na męczeństwo nasze, a czego nie 
dostaje zasługom, niech zastąpią cierpienia! 

Królowo męczenników, oto lud Twój, uciekający się 
pod Twoją obronę, w Twej opiece ufny, poszedł za To- 
bą. Ty go zaprowadziłaś na Golgotę, do stóp konającego 
Twego Syna, tam uszczknęłaś gałązkę cierniową z koro- 
ny Twego Syna i włożyłaś na głowy nasze i ojców na- 
szych, abyśmy podobni Synowi Twemu byli męczennika- 

8 


— 114 — 


mi w obliczu bezbożności i niewiary tego Świata. O Mat- 
ko i Pani, o Królowo męczenników, podtrzymuj nas 
chwiejnych, pocieszaj zbolałych, ukoj rany piekące, a nie 
daj nam upaść pod krzyżem... Amen. 


Kazanie IX. 


Na uroczystość Trzech Króli. O pokłonie Chrystu- 
sowi narodzonemu. 


„I wszedłszy w dom, znaleźli dzie- 
ciątko i matkę jego, a upadłszy, pokło- 
nili się jemu*, Mat. 3. 


„«Wnidzie gwiazda z Jakóba i powstanie berło z Izra- 
ela. Z Jakóba będzie. któryby panował!» ') — przepowia- 
dał prorok pogański w czasie tułactwa Izraelitów na pu- 
szczy. Z tą przepowiednią zapowiadał błogosławieństwo 
narodowi wybranemu, odrzucenie i zatracenie wszystkim 
sprzeciwiającym się, wszystkim nieprzyjaciołom Bożym. 
Proroctwo to zapisali sobie głęboko w sercu poganie, 
a podaną od ojców wiarę w przyjść mającego Pocieszy- 
ciela i Zbawiciela ludzkości, połączyli ze znakiem, wska- 
zanym przez proroka, z gwiazdą, która się miała ukazać 
w czasie jego przyjścia. Przez długie wieki oczekiwania, 
kiedy w Izraelu rozlegały się coraz jaśniejsze proroctwa 
o Mesyaszu, pogańscy mędrcy zwracali swe oczy ku nie- 
bu, oczekując ukazania się cudownej gwiazdy. Wiara 
ich i oczekiwanie wynagrodzone zostały: oto stwierdzają 
mędrcy— królowie, mówiąc w Jerozolimie: «Widzieliśmy 
gwiazdę Jego». 

«Wynidzie rószczka z Jessego, a kwiat ze szczepu 
jego wyrośnie i odpocznie na nim Duch Pański, będzie 


1) Num. 24, 17. 


— 115 — 


sądził w sprawiedliwości, jemu narodowie modlić się bę- 
dą» '), zapowiadał w Izraelu prorok Pański Izajasz. Ale 
żydzi nie usłuchali swych proroków. Zaślepieni bałwo- 
chwalstwem i zmysłowością, nie przywiązywali wagi do 
ich, przepowiedni, owszem prześladowali ich i zabijali. 
Ztąd, kiedy narody pogańskie, wyczekujące przyjścia Zba- 
wiciela, wysyłają swych mędrców i królów z pokłonem 
Nowonarodzonemu, żydzi lekceważący wskazówkami pro- 
roków, a chociaż mieli jaśniejsze przepowiednie co do 
czasu, miejsca i okoliczności narodzenia, w grzesznem 
pozostawali uśpieniu. Nie przywiązują żydzi znaczenia 
do pytań i poszukiwań pielgrzymujących królów; kapłani 
narodu żydowskiego obojętnie tłumaczą księgi prorocze; 
ale za to zwracają uwagę na swego bezbożnego, godnego 
swego narodu króla, Heroda. A gdy ten zadrżał o wła- 
«dzę swoją, sądząc. iż Nowonarodzony mu ją odbierze, 
zadrżeli z nim i nikczemni jego podwładni: «Zatrwożył 


się Herod, mówi Fwangielista, i wszystka [Jerozolima 


z nim». 

Tu, u kolebki Jezusowej, zarysowały się długowiecz- 
ne losy i rozstajne drogi obu narodów, żydowskiego i po- 
gańskiego: wybranego pierwiej, a odrzuconego w czasie 
przyjścia Mesyasza: i narodu odrzuconego w zakonie Mojże- 


„Szowym, a odkupionego w Chrystusie. Tu, ukolebki Jezu- 


sowej, zaczyna się wykonanie owego groźnego dla żydów, 


a pocieszającego dla narodów ziemskich, proroctwa: «I nie 


będzie ludem jego, który się Go zaprze: Boście wy nie 
lud mój i ja nie będę waszym. I rzekę nie ludowi 
memu, poganom: lud mój jesteś ty: a on mi rzecze: 
Bóg mój jesteś Ty”). Tu się też zaczęły i pokłony do- 
browolne powołanych, a przerażenie i poniewolne uznanie 
Bóstwa Chrystusowego ze strony odrzuconych: pierwszych 
ku zbawieniu, a drugich ku potępieniu. 


O, drogo życia naszego i Światło, oświecające drogi 


nasze, Dziecię Boże, błogosław nam dzisiaj, byśmy zro- 


1) 11, 110. 
2) Dan. 9, 26. Osc. 1, 9; 2, 24. 


i » 


— 116 — 


zumiawszy słowa tej nauki umysłem upokorzonym i ser- 
cem wdzięcznem uczynili pokłon Tobie. Spraw to za 
wstawieniem się Twej Matki. Zdrowaś Marya. 


I. 


«Bogu twemu kłaniać się będziesz i jemu samemu 
służyć będziesz», mówią odwieczne wyroki Boże. Też 
słowa powtórzył Chrystus Pan, odpędzając szatana kusi- 
ciela, domagającego się czci pokłonu, Bogu należnej. 
Z wyroków Bożych odwiecznych i z nauki Chrystusowej 
objawionej w czasie wypływa, iż cześć najwyższa, którą 
wyrażamy w głębokim pokłonie, samemu tylko Bogu się 
należy. Owszem i wszelka cześć niższa, którą okazujemy 
Świętym Pańskim i uszanowanie względem rodziców i wła- 
dzy, do Boga się, jako do źródła swego, odnosi. 


Jeżeli zaś widzimy królów, czyniących pokłon Chry- 
stusowi, to pokłon ten jest wyrazem i oznaką najgłębszej 
czci ku Synowi Bożemu, który w ludzkiem ciele ukazał 
się na ziemi, dla zbawienia rodzaju ludzkiego. W tymże 
pokłonie królów, zawiera się i żywo nam się przedstawia 
pokłon Jezusowi od wszelkiego stworzenia składany: więc 
pokłon aniołów, pokłon pasterzy i pokłon wszystkich po- 
koleń ziemskich, zhołdowanych męką i śmiercią, odkupie- 
niem na krzyżu, przez Chrystusa dokonanem. «Królowie 
oddają pokłon Słowu wcielonemu, mądrości w Dzieciątku, 
„mocy w Niemowlęciu, Majestatowi Bożemu w prawdziwym 
człowieku, poucza Św. leon, papież. Uznajmy przeto 
w pokłonie królów początek naszego powołania, gdyż oni 
uczcili Tego Pana w pieluszkach, którego my wielbimy 
w niebie». 


Z pokłonem wita ziemia zstępującego z niebios Syna 
Bożego; po Niepokalanej Bogarodzicy składają Mu pokłon 
Aniołowie. Odwiecznie chwalący Go w niebie duchy 
niebieskie, ze zdumieniem spotkali wieść nieogarnioną 
o wcieleniu Syna Bożego; z trwogą i podziwieniem niósł 


x 


— 117 — 


Archanioł wieść do Nazaretu w dzień Zwiastowania; 
z rzewną wdzięcznością otaczali stajenkę Betlejemską, gdy 
w niej zamieszkali, znużeni podróżą Marya ze swym 
Oblubieńcem. Miłośnicy Boga i ludzi, Aniołowie Boscy, 
byli świadkami dobrodziejstw Bożych niezliczonych, ale 
takiego dobrodziejstwa jeszcze nie oglądali, ale tylu łask 
i błogosławieństw nie spotykali. Widzieli oni mężów 
świętych w Izraelu, byli świadkami wiary Abrahamowej, 
widzeń Mojżesza i natchnień prorockich, ale takiej ta- 
jemnicy, by sam Bóg, opuszczając tron niebieski, przyj- 
mował na się postać człowieka, Nieogarniony, jako Dzie- 
ciątko leżał spowity w jasełkach, nie oglądali, ani jej 
wyrozumieć mogli. Tu się wypełniają odwieczne wyroki, 
które wspomina Święty Paweł: «A gdy wprowadza pier- 
worodnego na okrąg ziemi, mówi: niech Mu się kłaniają 
Aniołowie Bozi» !). 

To też z wylaniem miłości i wdzięczności, ku temu 
cudownemu Dzieciątku, otoczyli jasełka Jego i wpośród 
ubóstwa i niedostatku, wpośród ruin i nędznej lichej sta- 
jenki, oddali mu pokłon pierwsi, oddali Mu pokłon, jako 
towarzysze i świadkowie Jego z nieba: « Witaj, Maluczki, 
wołali u kolebki; witaj, Boże Dziwny i Radny; witaj, 
Książe pokoju i Ojcze przyszłego wieku i przyszłych po- 
koleń! Ty zstąpiłeś na ziemię, by pomnożyć mieszkańców 
niebu, Tyś się stał człowiekiem, by ludzie zwani byli 
synami Bożymi. Witaj, Wodzu nasz, Ty nas sprowadzi- 
łeś na ziemię wyklętą. byśmy byli stróżami ludzi i kra- 
jów przez Cię odkupionych! Sprowadziłeś nas do swej 
kolebki, byśmy ochraniali domy i kolebki rodzin Twych 
wyznawców. Ty płaczesz, Dziecino Boża, a my Cię po- 
cieszamy piosneczkami swoimi; Ty nas poślesz po całym 
Świecie pocieszać i strzedz niemowląt i rodziców i pocie- 
szać wszystkich płaczących. Ciemno tu i chłodno w tej 
stajence! Ale oto, Ojciec Twój niebieski naniecił świa- 
tło na niebie, oto pasterze strwożeni nie wiedzą co po- 
cząć! Przyjmij pokłony, bo my pobieżemy zwiastować 


1) Hebr. 1, 6. 


— 118 — 


im wesele wielkie i śpiewać im: «Chwała na wysokości 
Bogu, a pokój ludziom dobrej woli!» 

I wzniosły się duchy niebieskie pod stropy niebios, 
oddawszy pokłon Chrystusowi na ziemi. Jak motylki zło- 
ciste, skrzydlate, ukazały się nad doliną Betlejemską, na- 
stroiły swe multanki i zaśpiewały pastuszkom pieśń nową, 
pieśń dotychczas nie słyszaną: «Chwała na wysokościach 
Bogu!..» 
| Nie ustał jednak pokłon anielski u kolebki Chry- 
stusowej; bo na miejscu ich stanęły z pokłonem anioły 
ziemskie: niemowlęta, które omyte w zdrojach chrztu Św., 
przywdziały na się szatę godową aniołków Bożych, czy- 
sta i niewinna młodzież, kapłani i wszyscy ślubujący 
czystość dozgonną Dzieciątku. Dziewice-anioły ziemskie 
nieskalane na ciele, stanęły orszakiem niezliczonym, w cią- 
gu wieków nieprzerwanym, oddając pokłon Barankowi 
niewinnemu, modłami i pieniem sławiąc Nowonarodzone- 
go. Na początku tego szeregu stoją dziatki niewinne, 
w rzezi Herodowej na ofiarę Dzieciątku złożone, do ich 
szeregu garną się niemowlęta chrześcijańskie, w ich to- 
warzystwie korzą się przed jasełkami wybrani Pańscy, 
żyjący w ślubach czystości dozgonnej. 

Nie ustaje pokłon i cześć aniołów, wielbiących Pana 
w stajence Betlejemskiej; modły i pienia wyznawców Chry- 
stusowych, żyjących w dziewiczej czystości, nieprzerwaną 
są pieśnią hołdów anielskich. «Bo, jak powiada św. Ba- 
zyli, aniołami są ci, którzy czystość dziewiczą zachowują, 
i żyjąc w ciele śniieftetóem i zmysłowem, naśladują ży- 
cie anielskie, a w nieskazitelności obyczajów zaczynają 
na ziemi żyć po anielsku, by z aniołami połączyć się 
w niebie. Są przeto aniołami, powiada tenże ojciec 
Kościoła, nie niższego rzędu, ale najświetniejszymi, naj- 
szlachetniejszy mi» *): «I jeżeli jest jaka różnica między 
aniołami i żyjącymi w dziewictwie, mówi św. Bernard, to 
ta tylko, że tamci są w niebie, a ci na ziemi: anielska 
czystość promienniejsza szczęściem, dziewicza zaś czystość 


1) De Virg. 79. 


— 119 — 


mężniejsza w walce. Dziewictwo jedyną jest cnotą, która 
w tem doczesnem tułactwie wyobraża stan chwały nie- 
śmiertelnej» '). Promykiem tej chwały opływają ich du- 
sze czyste, i ją wypowiadają serca niewinne, bo oto, tu- 
ląc się do kolebki Jezusowej: Chwała ci, Dzieciątko, wo- 
łają w ciągu wieków chóry aniołów ziemskich, cześć 
i uwielbienie, żeś przychodząc na ten Świat, uświęcając 
'Twą Niepokalaną Rodzicielkę, przyniosłeś ogień czystości 
anielskiej i zarzuciłeś iskierkę jej w serca nasze! Chwa- 
ła Ci. iżeś nas od niemowlęctwa strzegł i niedopuściłeś 
na nas plamy i skazy zmysłowości i dałeś nam moc 
przezwyciężyć wszelkie pokusy i żądze ciała! Chwała Ci, 
Dzieciątko, iżeś nas, w grzechu zrodzonych, aniołami 
swymi i chwalcami uczynił! Chwała Ci i pokłon! 


II. 


Oddawszy pokłon Nowonarodzonemu w stajence, Anio- 
łowie Boscy śpiewem i nawoływaniem zaczęli zachęcać 
pasterzy betlejemskich, by szli do stajenki i uczcili Zba- 
wiciela swego. «A oto, Anioł Pański stanął podle nich, 
a jasność Boża zewsząd je oświeciła: i rzekł im Anioł: 
Nie bójcie się, bo oto opowiadam wam wesele wielkie, 
które będzie wszystkiemu ludowi, iż się narodził Zbawi- 
ciel, który jest Chrystus Pański. w mieście Dawidowem. 
A ten wam znak: znajdziecie niemowlątko uwinione w pie- 
luszki i położone w żłobie. I poszli kwapiąc się i na- 
leźli Maryę i Józefa i niemowlątko we żłobie. A ujrzaw- 
szy, poznali słowo, które im było powiedziane o dzie- 
ciątku. I wrócili się pasterze, wysławiając i chwaląc 
Boga» *). 

Oto drugi pokłon, to pokłon czci i uwielbienia No- 
wonarodzonemu od pasterzy betlejemskich. W tym po- 
kłonie łączą oni oczekiwania Patryarchów Starych, jako też 
i wdzięczność patryarchów rodzin chrześcijańskich. W po- 
kłonie pasterzy, zawiera się odpowiedź ziemi na pokłon 


1) Epist, 42. 
3) Łule”2, 9. 


— 120 — 


nieba; hołdy od ubóstwa i nędzy tułaczów ziemskich, za 
chwałę niebian; łzy i wdzięczność serc zbolałych za 
radosne Śpiewy i zwycięzkie okrzyki, cieszących się anio- 
łów: «Od pierwszej chwili, mówi św. Bernard, Chrystus 
łączy niebo z ziemią, boskie rzeczy z ziemskiemi, naj- 
wyższe z najniższemi: Rodzi się z niewiasty, ale jej nie 
pozbawia dziewictwa, daje się spowijać w pieluszki, ale 
otacza się pocztem aniołów, chwałących Go; ukrywa się 
we żłobie, ale i objawia się w jaśniejącej na niebie gwieź- 
dzie» '). Przywołuje do żłobku obywateli niebieskich, ale 
i pociąga tułaczy ziemskich. 

Spieszą pasterze do jasełek, śpieszą z pokłonem od 
wszej ludzkości. Wszedłszy do stajenki rozrzewnieni zo0- 
stają widokiem, tak dła nich niezwykłym, a tak dziwnym 
w porównaniu do chwały Dzieciątka przez aniołów gło- 
szonej. Licha stajenka, nędzny żłobek, a w nim, w ubo- 
gich pieluszkach, kwiląca Dziecina, ogrzewana pieszcezota- 
mi ubogiej matki—cóż za obraz żywy, a poruszający dla 
tych ubogich czcicieli Jezusowych, którzy codzień patrzali 
na nędzę rodzin własnych; cóż za zdumienie, przechodzą- 
ce wszelką wyobraźnię, gdy pomyśleli, iż wpośród tego 
ubóstwa i niedostatku, w tem przytulisku bydląt i tuła- 
czy, obrał sobie miejsce przyjścia na świat Zbawiciel, nio- 
sący wesele wszelkiemu ludowi! 

Ale wiara prostaczków nie roztrząsa wyroków Bożych, 
niezbadanych, tylko z ufnością poddając się nieomylności 
Bożej, czołem i sercem bije przed tajemnicami Bożemi. 
W tem upokorzeniu czystego serca prostaczka, łaska Bo- 
ska oświeca tajniki duszy, nad upokorzonymi spełniają 
się słowa Chrystusowe: «Błogosławieni, czystego serca, 
albowiem oni Boga oglądają» *). To też i pasterze, acz 
nie byli biegłymi w zakonie i wyćwiczonymi w mądrości 
ludzkiej, łaską Bożą oświeceni, jaśniej ujrzeli i głębiej 
wyrozumieli w maluczkiej dziecinie, wpośród ubóstwa 
i opuszczenia urodzonej, jej bóstwo i posłannictwo, ani- 
żeli doktorowie zakonni, aniżeli ktokolwiek z nadętych 


1) Sermo de circumc. 2. 
2) Mat. 5. 


— 121 — 


mądrością Światową mędrców. Tu się zaczęło spełniać 
owe tajemnicze a pocieszające posłannictwo  Jezusowe, 
o którem On sam w modlitwie ku swemu Ojcu mówił: 
«Wyznawam Tobie, Ojcze, Panie nieba i ziemi, żeś te 
rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś 
je maluczkim»; a wyciągając ramiona do spracowanych 
i strudzonych, wołał: «Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy 
pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę» '). 


Orszak pasterzy, hołdy oddających Nowonarodzone- 
mu Zbawicielowi, nie jest tak okazały, jak zastępy nie- 
bieskie.  Jestto biedna strudzona, na poły strwożona 
i zdumiona cudami, gromadka ludu, z twardym mozołem 
zdobywającego kawałek chleba codziennego. Na takich 
świadków i hołdowników świat się nie ogląda, ani ceni 
sobie zacz ich zdanie i stanowisko. I,ecz Bóg, który pa-- 
trzy na dusze i ocenia ludzi podług zasług i ze szcze- 
gólniejszą miłością pociąga ku sobie upośledzonych na 
tym Świecie, dla ich ubóstwa i nędzy, inaczej sobie po- 
czyna. Czuje to szczególniejsze powołanie dusza ubogich 
pasterzy, dlatego upokorzeni, a wdzięczni, garną się do 
jasełek, a mieszając okrzyki podziwu na poły ze łzawą 
i rzewną modlitwą, składają swe hołdy i pokłony w imie- 
niu ubogich i w imieniu ojców i matek. 


«Witaj, Zbawicielu nasz, wołają, któryś zstąpił na tę 
ziemię tułactwa naszego, abyś cieszył wszystkie płaczące, 
abyś oznajmił wesele cichym, leczył skruszone sercem, 
opowiadał więźniom wyzwolenie, i rok Pański ubłagal- 
ny» *). «Witaj, Królu nasz sprawiedliwy i cichy, Zbawi- 
cielu nasz ubogi» *. «Ty uczynisz moc ramieniem swoim, 
o Dziecię Boże, boś ty zstąpił, abyś podwyższył nizkie, 
łaknące napełnił dobrami i przygarnął sług swoich, wspom- 
niawszy na miłosierdzie swoje, jakoś mówił do ojców na- 
szych, Abrahamowi i nasieniu jego na wieki» *). 


1!) Mat. 11, 28. 
2). lzai.:61. 

%) Zachar. 9. 
4) Luc. 2. 


— 122 — 


Po oddaniu pokłonu, po wylaniu uczuć wdzięczności, 
wrócili pasterze do swoich zajęć i obowiązków; ale sta- 
jenka Betlejemska nie została w ciągu wieków chrześci- 
jańskich opuszczoną. Stanęli w niej, przy kolebce Jezu- 
sowej, w wiecznym pokłonie naczelnicy rodzin chrześci- 
jańskich, stanęli w niej wszyscy czciciele Jezusowi 
1 naśladowcy pasterzy w ubóstwie i pobożności, spadko- 
biercy ich łask i oświecenia, w poznaniu tajemnic Bo- 
żych, w uczczeniu Jezusa Maluczkiego. Nasze święta 
Bożego Narodzenia, obchodzone w rodzinach prawdziwie 
katolickich, przez nabożeństwa i Śpiewy: i nasze kolędy 
śpiewne a rzewnie, są wyrazem tej wiary i uczuć pasterzy 
betlejemskich. 

Zbierają się z rozmaitych stron w czasie tych Świąt 
rodziny katolickie, zgromadzają się sąsiedzi po domach. 
Na obliczach wszyskich widać szczególniejszy nastrój uro- 
czysty, bratają się serca zwaśnione, otuchy nabierają, za- 
chwiane, pociechę czerpią zbolałe. Z ust wszystkich, nie- 
tylko w świątyni, ale i po domach, słyszeć się dają śpie- 
wy o Dzieciątku, które się narodziło i wszystek świat 
uweseliło: o pasterzach, co przybieżeli do Betlejem: o gwiaź- 
dzie, jaśniejącej na wschodzie: o królach podążających w 
tropy za tą gwiazdą: i wiele, wiele, pięknych kolęd, uło- 
żonych, w ciągu wieków przez bogobojnych ojców naszych. 

Zajdźmy do izby naszych braci uboższych, gospoda- 
rzy i rzemieślników, zajrzyjmy pod strzechy ubogich le- 
pianek, spotkamy tam radość i nabożeństwo w sercach 
ubogich, którychby pozazdrościł nie jeden bogacz, spę- 
dzający te Święta na bałach i tańcach. Wsłuchajcie się 
w ten Śpiew nie zamąconej bezbożnością, a wdzięcznej 
wiary ludu naszego! Przysłuchajcie się, jak ten ubogi 
lud nie mając nic z pasterzami dać swemu Panu z do- 
statków ziemskich, wyśpiewuje: «My zaś sami z pios- 
neczkami za wami pośpieszymy: a tak tego Maleńkiego 
niech wszyscy zobaczymy: Jak ubogo narodzony, płacze 
w stajni położony; więc Go dziś pocieszymy». W słuchaj- 
cie się, a westchnijcie nad sobą, jeżeli ta nutka nie zabrz- 
miała w sercu waszem w latach młodocianych. 


— 123 — 


Te to bowiem śpiewy, łącznie z łaską Bożą, zapisu-. 
ją w sercach młodociannych niezatarte uczucia wiary a 
zarazem podniosłości i jakby poezyi świąti tajemnic Bo- 
żego Narodzenia. Rok rocznie się powtarzają te święta, 
rok rocznie głębiej się zapisuje w sercu i w umyśle nie-. 
zachwiana, a wdzięczna wiara ludu wiernego. Człowiek 
chrześcijański, wsród tych śpiewów spędzający wiek dzie- 
cinny i lata młodości, spotyka święta Bożego Narodzenia 
z radością jakąś i z rozrzewnieniem niezwykłem, niewy- 
mownem: nie dla tańców i zabaw, nie dla hulatyk i zby-. 
tków, ale dla ducha Bożego, pocieszającego, który w 
sercu jego w czasie tych świąt na nowo się odradza. 


O święta i rzewna wiara ludu bogojnego, wiele ty 
znosisz, ależ obficie i pocieszaną, i wspieraną bywasz 
przez łaski Boże szczególniejsze. O, święte piosnki wiary 
o Dzieciątku Bożem, w niemowlęctwie naszem przez po- 
bożne matki nasze śpiewane: wyście nam dziś po ojcach w 
spuściźnie zostały! Nie ma już tych, do których w nie- 
mowlęctwie tuliliśmy się, aby więcej i więcej posłuchać 
śpiewów o Dzieciątku, pastuszkach i królach: ale wy nam 
zostałyście odświeżając te lata błogie i droższymi nam 
we wspomnieniach czyniąc tych, z których ust usłyszeliśmy 
was — nieraz łzami niedoli, niedostatku i ubóstwa prze- 
platane. 


Ojcze i matko, a twoje dziatki słyszałyż te śpiewy z ust 
twoich? "Nie możesz w duszy swej powiedzieć: tak. 
Nie dziwże się temu, iż teraz w czasie tych świąt 
tańczyć chcą, i rozbijać się po zabawach! Nie zadrgała 
w ich młodocianem serduszku struna wiary, nie zagrała 
tam lutnia Boża piosenkami Maluczkiemu. Dziecię twoje 
kaleką jest — ani czuje, ani rozumie, tej tajemniczej, 
uroczej, a potężnej nuty Bożego Narodzenia. Nie śŚpie- 
waliście im piosnek o Dzieciątku, ale tańców i układno- 
ści światowej uczyli, alboście je zaniedbali: i cóż dzi- 
wnego, że teraz się rwą do tańców, hulatyk, zbytków 
i marnotrawstwa? Oby się nad wami Bóg zlitował i zdjął 
łuskę zaślepienia z oczu waszych. 0 rodzice nieoględni! 


— 124 — 


III. 


Wstrzymajmy jednak swe rozrzewnienia, zachwyty 
i wspomnienia chwil uroczych, które jak płomyki słonka 
zimowego przekradły się przez zamarzłe szyby do domów 
i lepianek ojców naszych i do sere naszych. Odwróćmy uwa- 
gę swą na chwilkę od tych aniołków, które nam w dzieciństwie 
gloria śpiewały. [Dajmy miejsce wielkim tego świata; bo 
oto idą królowie uczcić Pana nad Pany. Idą w świetnym 
orszaku, Światłem gwiazdy opromienieni, idą, by dać świa- 
dectwo Nowonarodzonemu i złożyć Mu dary swoje, jak 
przystało na królów i mędrców narodów pogańskich. 


Zważmy, co za przepych i bogactwa, co za wspania- 
łość i powaga ich zdobi, i jak sam Bóg wspaniałe przyj- 
muje gości swoich możnych. Pasterzom zaświecił tylko 
nad doliną — i posłał do nich sług swoich, aniołów, by 
nawoływaniami i śpiewami sprowadzili ich do stajenki. 
Bo tak przystało tym prostaczkom, tym ludziom biednym, 
a pełnym wiary i uległości względem Boga. [Do duszy 
im przemawiają aniołowie, księgą żywota dla nich modły 
i śpiewy, nauczycielem ich Światło niebios, ptaszęta po- 
wierzne i widok bujnych a kwiecistych łąk, tajemniczy 
szmer lasów i strumieni: Wszakże do takich mówił Je- 
zus: «Spójrzcie na ptaki niebieskie i na lilijki polne». 


Dla królów jednak i mędrców inne Bóg obrał drogi, 
innych dał przewodników.  Naniecił na niebie światło 
niezwykłe, gwiazdę nadzwyczajną dał im za przewo- 
dniczkę i prowadzi ich nie wprost do stajenki, jak pa- 
sterzy, ale do Jeruzalem — królów do króla i mędrców 
do biegłych w zakonie. To wszystko czyni dla tego, 
aby uroczysty ich pochód był wskazany — przez światło 
niebios krajom pogańskim, a przez uroczyste ukazanie 
się w Jeruzalem — narodowi żydowskiemu. Zdumiewają 
król i kapłani żydowscy na pytania królów ze wschodu, 
trwożą się na ich opowiadania o gwiaździe nowego Króla 
żydowskiego. Przynoszą się księgi prorocze — odczytuje 
się uroczyście proroctwo o Betlejemie, jako miejscu uro- 


| 
i 


— 125 — 


dzenia obiecanego Mesjasza. Czyni się to nie tylko 
dla godności królewskiej, ale i dla powagi mędrców. 
Jako królowie muszą mieć odpowiedź uroczystą, a jako 
mędrcy — świadectwo jawne i pewne, by takowe dać 
narodom pogańskim. 

Swiatłem gwiazdy i wskazówką kapłanów izraelskich 
przyprowadzeni do stajenki, nie zrażają się nędzną jej 
postacią, ani ubóstwem wewnętrznego jej urządzenia, bo 
mądrość prawdziwa 'nie zważa na formy tego Świata, 
ani się ogląda na stroje i dostatki ludzkie, a bada za- 
sady i ceni istotną wartość człowieka. Światło wiary 
wskazuje im, jak i pasterzom, w maluczkiej kwilącej dzie- 
cinie Boga i Zbawiciela narodów; z całą przeto uniżo- 
nością oddają Mu pokłon, a z wylaniem serca, otwo- 
rzywszy skarby swe, ofiarują mu dary: złoto, kadzidło 
i mirrę. 

A były to dary godne królów i mędrców, godne 
i Tego, któremu ofiarowali. Bo przez nie złożyli, jako 
daninę: w złocie, pracę i zdobycze mądrości ludzkiej, w 
kadzidle, hołdy i nadzieje, a w mirze, trudy i cierpie- 
nia ludzkie. Przez te dary, w sposób odpowiedni, uczcili 
Pana nad Pany, bo przez złoto Króla, przez kadzidło 
Boga, a przez mirrę Zbawiciela — męża boleści. Dają 
Dzieciątku dary królowie; od pasterzy Bóg tych darów 
nie wymagał. Darami ubogich były wdzięczność, modły 
i śpiewy, bo na więcej nie stać biednego człowieka. Ina- 
czej się rzecz ma z wielkimi tego świata, probierzem 
ich wielkości jest ofiarność ku chwale Bożej. Dają dary 
królowie, bo przecież powiedział psalmista, iż: «Królowie 
Tarsu i wyspy przyniosą dary, krolowie arabscy i Saba 
przywiozą upominki: i będą mu się kłaniać wszyscy kró- 
lowie ziemscy i dadzą Mu złota arabskiego». 

Po złożeniu hołdów i darów, odchodzą Królowie 
i mędrcy narodów od stajenki, a na miejscu ich stają 
u kolebki Jezusowej królowie i mędrcy chrześcijańscy: 
czołem mu biją głowy ukoronowane, mistrze i wieszcze 
narodów chrześcijańskich. W daninie hołdowniczej po- 
chylają przed Nim berła swe książęta, mędrcy głowy 


— 126 — 


i serca swoje. Królowie chrześcijańscy otaczają kolebkę 
potęgą i majestatem, a mędrcy i genjusze ofiarują Dzie- 
<iątku swe natchnienia, prace, uwielbienia, a zarazem 
i obronę przeciwko bezbożności, napastującej to Iziecię, 
zasłaniającej się tałszywą mądrością. 

W tym hołdzie królów chrześcijańskich, składających 
w ciągu wieków hołdy Jezusowi, jako wzór świętości 
i poświęcenia. stają na ołtarzach świątyń naszych święci 
Ludwicy, Kazimierze, Wacławi, Henrycy i cały po- 
czet krółów, dla szczególniejszych cnót swoich, do orsza- 
ku Świętych w Kościele Chrystusowym zaliczonych. Obok 
nich stoją święte królowe Heleny, Elźbiety, Jadwigi, Sa- 
lomee, Kunegundy i cały dwór ukoronowanych świętych 
niewiast koroną podwójną: bo ziemską i niebieską. Zło- 
żyli oni w życiu swem ziemskiem dary Zbawicielowi 
w złocie, ofiarując Mu świątynie i gmachy, ołtarze Bogu 
i przytułki dla biednych; złożyli w kadzidle, kiedy przy- 
kładem i zachętą rozwijali cnotę i pobożność; złożyli 
i mirrę w umartwieniach, postach, a nieraz i w srogich 
«cierpieniach i zawodach tego życia. 

Po tym orszaku władców świata, pomazańców. Bożych: 
postępują królowie ducha, myśli i genjuszu. W  jaśnie- 
jącym wiedzą i natchnieniem wieńcu mędrców chrześcijań- 
skich, obok Apostołów i Ojców Kościoła, spotykamy w 
każdym wieku uczonych i natchnionych mężów i niewia- 
sty, odznaczających się najgłębszą czcią i wiernością ku 
Dzieciątku. U kolebki Jezusowej, jako czciciele i obroń- 
cy stoją Święci "Tomasze, Franciszkowie, Dominikowie, 
*Karolowie, św. Jan Kanty, św. Wincenty Kadłubek, 
"a także święte Teresy, Brygidy, i cały zastęp niezliczo- 
nych i niezaliczonych do liczby Swiętych mężów i niewiast 
chrześcijańskich, którzy zdolności umysłu swego i naj- 
wznioślejsze utwory wyobraźni i genjuszu złożyli i skła- 
"dają w ciągu wieków w darze Jezusowi: wiedzę i zdoby- 
"cze, jako złoto, natchnienia i porywy serca, jako kadzidło, 
poświęcenie się swe na trudy i cierpienia, jako mirrę. 

Ojcowie nauk i wynalazków, twórcy poezji i sztuki, 
"mistrze pędzla i tonów, odznaczali się wielką czcią Jezu- 


a 


.— 


— 127 — 


sowi. Twórczy umysł mędrców chrześcijańskich, oświeca się 
przez wieki Światłem, prowadzącem królów do stajenki Be- 
tlejemskiej; a genjalną ręką, wciełającą w marmury i Śpi- 
że myśl Bożą i duchy niebieskie, jako też i przenoszącą 
je na płótna i freski, kierowała rączka Maluczkiego Je- 
znsa z Betlejemu. U kolebki Jezusowej, albo u stóp 
krzyża Jego. czerpali natchnienie, najcelniejsi i najgie- 
njalniejsi twórcy dźwięków, tonów i poezji. Któż z was choć 
pobieżnie znających utwory muzyczne, nie przyzna pierw- 
szeństwa, zawsze nowemu a pełnemu siły, wdzięku i grozy, 
rzewności i bólu, utworowi «Stabat mater dolorosa»—Stała 
matka boleściwa, — który przez mistrza chrześcijańskiego, 
duchem wiary, podsłuchany na Golgocie, spowity w tony, 
rozszedł się po całym Świecie w jęku i płaczu Matki Bo- 
skiej osieroconej. Któż z was śpiewających: Krzyżu świę- 
ty, Twoja cześć chwała, Witaj, Panno! Kiedy ranne 
wstają zorze: nie poczuje w sobie ducha wiary, który 
opromieniał ducha mistrzów i twórców tych pieśni i me- 
lodji? 

Tak dzieła mistrzów chrześcijańskich są pomnikami 
ich wiary. I chociażby pod prądami, grasującej dziś bez- 
bożności, zamarła wszelka wdzięczność dla tych mistrzów, 
chociażby w ciemnościach kłamstwa i oszczerstwa, którem 
bezbożność rzuca w oczy Kościołowi, zamarły wszelkie 
świadectwa; prace mistrzów chrześcijańskich, jak Piotrowi- 
ny, powstaną, ożyją i świadczyć będą, że je wiara i miłość 
ku Dzieciątku Jezus stworzyła. Ta świątynia, te arey- 
dzieła pędzla mistrzów chrześcijańskich, któremi się ona 
zdobi, kłam zadadzą bezbożności. Madonny Rafaela, 
utwory Michała Anioła, praca naszych mistrzów i poetów 
wskażą nam na kolebkę Jezusową i na Maluczkiego Je- 
zusa i wołać do nas będą, jak niebiosa wszechświata przez 
usta Psalmisty: «On uczynił nas». 


IV. 


Wpośród nocnych ciemności, zalegającej Jerozolimę 
i ogród Oliwny przy świetle mgławem latarek trzyma- 


— 128 — 


nych przez zbirów uzbrojonych w kije i powrozy, widzi- 
dzimy zbolałą krwią i łzami zroszoną postać Męża Boleś- 
ci. To Dziecię Jezus, to już Jezus, mąż wielkiej mocy, 
oddaje się dobrowolnie na męki. Widok Jego zbija z tro- 
pu siepaczy, a On pyta ich łagodnie: «Kogo szukacie?» 
Oni Mu odpowiadają: «Jezusa Nazareńskiego». Aliści le- 
dwo wymówili te słowa, padają na ziemię, siłą niewidomą 
tknięci, oddają Mu mimowolny pokłon: i to dzieje się 
trzykrotnie. Po trzykrotnym dopiero pokłonie, rzucają 
się Nań, wiążą Go i prowadzą na męki i na Śmierć. 

Cóż to jest, bracia mili? Jest to pokłon mimowolny 
wielkości i potędze Tego, któremu nie tylko niebo i zie- 
mia, ale i piekło pokłon oddać musi ze swoimi wysłań- 
cami, jak powiada apostół: «Na Imię Jezus wszelkie kola- 
no upada, niebieskie, ziemskie i podziemne i wszelki ję- 
zyk wyznać musi, iż Jezus Chrystus jest Synem Bożym». 
Ten pokłon oddaje nie dobrowolnie, ale przymuszona wy- 
raźnym palcem Bożym, bezbożność i wszyscy jej hołdow- 
nicy. Przychodzi na bezbożnych Bóg pomstujący, jako 
wicher spada na dom bezbożny choroba i śmierć, albo 
klęski i zawody: patrzcie, czy nie rzucają się wtedy na 
kolana, czy nie modlą się choć skrycie po kątach domów 
i świątyń... Czy zawsze im ten pokłon służy ku zbawie- 
niu? Bynajmniej, najczęściej powstawszy, otrząsnąwszy 
się z bólu; rzucają się w bezbożności i bluźnierstwach 
dawnych na Jezusa i znowu Go wydają na męki i na 
śmierć. 

Mamże wam wyjaśniać drogi tego pokłonu. O nie, 
bracia moi, nie daj Boże, aby z was kto się w ten spo- 
sób kłaniał... Lepiej pójdźmy pokłonić się Panu, jeśli 
nie wszyscy z Aniołami i królami, łączmy się z czeladką 
pasterzy, a uczcijmy Boga Zbawiciela, dziś, jąko Dzieci- 
nę, przez królów uwielbioną. Zaśpiewajmy Mu od serca 
pieśń wiary, nadziei i miłości, a złóżmy Mu dary z umy- 
słu, i serc, i trudów naszych, ofiarujmy Mu wiarę, mo- 
dły i cierpienia nasze. Z umysłem upokorzonym, z ser- 
cem skruszonem, a wdzięcznem; pójdźmy, pokłońmy się 
Panu Bogu Zbawicielowi naszemu. Pójdźmy, pokłońmy 


— 129 — 


się i upadajmy i płaczmy przed Panem, który nas stwo- 
rzył, albowiem On jest Panem Bogiem naszym, a my 
ludem pastwiska Jego. Dziś jeśli usłyszycie głos Jego, 
nie zatrważajcież serc waszych. Amen. 


Kazanie X. 


Na uroczystość Trzech Króli. O światłości 
Chrystusowej. 


„Ujrzawszy - gwiazdę, uradowali 
się radością bardzo wielką*, Mat. 2 


Niezmierzony i dziwny Bóg w potędze swej i mą- 
drości ku nauce i podziwieniu wieków chrześcijańskich, 
uświęcił dzień dzisiejszy cudowną pielgrzymką trzech 
Królów pogańskich do jasełek Chrystusowych. Prowadząc 
bowiem z dalekiego wschodu mędrców, za światłem cu- 
downej gwiazdy, do kolebki prawodawcy Nowego Zakonu, 
nowe daje znaki, nowe wskazuje drogi dla rodzaju ludz- 
kiego, nowe nanieca i zapała Światło narodom, siedzącym 
w ciemnościach Śmierci. Przyjrzawszy się okiem wiary 
temu pochodowi uroczystemu mędrców pogańskich do 
Mesjasza, zapowiedzianego przez patryarchów, a niepozna- 
nego przez naród wybrany, ustają sądy ludzkie, wstrzy- 
muje się wyobraźnia, a duch ludzki strwożony i zdumio- 
ny z Psalmistą woła: «O, jako wielmożne są, Panie, spra- 
wy Twoje: nazbyt głębokie stały się myśli Twoje!» *) 

Dziś bowiem mędrcy z narodów pogańskich szukają 
Obiecanego synom Abrahamowym: po świetle gwiazdy 
promiennnej poznają Ślady Tego, którego nie poznali 
synowie obietnic Bożych w świetle proroków i przepowie- 


1) Ps. 91, 6. 


— 130 — 


dni mężów natchnionych. Dziś poganie oddają pokłon 
maluczkiej dziecinie, w której poznają Boga i Zbawi- 
ciela, którego pomimo nauki i cudów nie poznają i za- 
biją mężowie izraelscy. Dziś poganie daleką podróż od- 
bywają, by złożyć hołdy nowonarodzonemu, którego nie 
znają i odpychają od siebie blizcy i swoi nie przyjmują. 
Dziś bogacze po stopach pastuszków idą z darami swo- 
imi do kolebki Jezusowej i, z modłami i z zachwytami 
ubogich, składają daninę Bogu i Zbawicielowi wszystkich. 
Dziś siedzącym w cieniach śmierci wzeszła światłość, 
królowie narodów chodzą w Światłości, a naród wybrany 
z kapłanami swymi pogrążony jest w ciemności. «O, jako 
wielmożne są, Panie, sprawy twoje: nazbyt głębokie stały 
się myśli twoje». 

«I ujrzawszy gwiazdę uradowali się radością wielką 
bardzo». O, cieszcie się i radujcie się, wybrańcy Boscy, 
pierwiosnki z pogaństwa, pierwsi czciciele i pierwsi mę- 
drcy, królowie narodów, szukający Pana! Cieszcie się 
i weselcie się, bo radość wasza uwieńczona będzie zna-. 
lezieniem Boga w jasełkach utajonego: bo radość wasza 
będzie radością pokoleń chrześcijańskich. Cieszcie się 
i radujcie się, bo promienie gwiazdy zwiastują wam speł- 
nienie proroctwa. «Bóg przyszedł... a święty z góry 
(zstąpił). Jasność jego, jako światłość będzie... ') i będą 
chodzić w Światłości (Jego) narodowie, a królowie w ja- 
sności wesela»! *) 

Z radującymi się królami, pocieszmy się, bracia mili 
i my, bo radość ich jest radością naszą, bo ten Jezus 
oświecający pasterzy i królów i nas oświecił. A oświe- 
„cił, kiedy naszych ojców z poganizmu powołał do wiary 
swej. Oświecił, kiedy nas chroni od ciemności niedo- 
wiarstwa i bezbożności czasów dzisiejszych.  Oświecił 
i spełnił nad nami posłannictwo swe, o którem zapowia- 
dał Ojciec niebieski, mówiąc doń głosem proroków: «Ote 
dałem cię na światłość narodów, abyś był zbawieniem 


1) Hebr. 3, 3. 
2) sai. 60, 3. 


— 131 — 


moim, aż do kończyn ziemi. Lud, który chodził w cie- 
mnościach ujrzał światłość wielką, mieszkającym w kra- 
inie Śmierci, światłość weszła». ') 

Byśmy tem więcej ocenili dobrodziejstwo Światłości 
Chrystusowej, chciejmy przyjrzeć się ciemnościom, ota- 
czającym pogan i synów bezbożności czasów dzisiejszych: 
i ujrzawszy je, przyjrzyjmy się światłości naszej w wie- 
rze Chrystusowej. — O, Światłości oświecająca narody 
ziemskie, oświeć nas — o Matko Światłości, módl się 
za nami. Zdrowaś Marya! 


IL. 


Pochodnia wiary, Apostoł narodów, Paweł św., na 
początku wieków chrześcijańskich, pisał do chrześcijan 
wykazując wielkość ich powołania, jako światłości świata: 
«Niekiedy byliście ciemnością, lecz teraz światłością w 
Panu.... Jako synowie światłości chodźcie: bo owoc świa- 
tłości jest we wszelkiej dobrotliwości i sprawiedliwości 
i prawdzie».*) Na tych podstawach osnuta została oświata 
prawdziwa rodzaju ludzkiego: dobroć, sprawiedliwość 
i prawda, których stale trzymał się Kościół w oświe- 
ceniu dzikich narodów i pogan i założył podwaliny oświe- 
cenia pokoleń chrześcijańskich. 

Tymczasem bezbożność i niewiara czasów dzisiej- 
szych zwykła odstępstwo swe od Boga i wiary Chrystu- 
sowej tłumaczyć i uniewinniać tem, iż nauka Chrystu- 
sowa nakłada hamulec na polot myśli, krępuje wolę i su- 
mienie i tem przyczynia zastój na drodze postępu i oświaty. 
Jeżeli tego nie zarzucają Chrystusowi — wszyscy, to Ko- 
Ściołowi Jego, bez wyjątku, starają się udowodnić zatarg 
z nauką i wiedzą ludzką. Sami zaś siebie uważają 
i przedstawiają, jako apostołów oświaty i postępu lu- 
dzkości i, wskazując na wynalazki ludzkie w porządku 
przyrodzonym i w potrzebach doczesnych, święcą tryumfy 
wyzwolenia ducha, swobody myśli, rozwoju ludzkości i do- 
brobytu bez Boga i bez wiary. 


1!) Tsai. 46, 6; 9, 2. 
2) Efez. 5, 8. 


— 132 — 


Według nich oświata polega na tem, aby człowiek 
umiał czytać i pisać, a potem poznał dzieje i prawa lu- 
dzi i ziemi i umiał urządzić interesa swe doczesne. 
Sprawy zaś religijne odrzucane są jako zabobon i prze- 
sądy czasów dzikich. Człowiek przeto wykształcony w 
naukach światowych jest człowiekiem skończonym, któ- 
remu nie ująć, ani dodać nie można; a człowiek niewy- 
kształcony jest jednostką zatraconą, ciężarem  społeczeń- 
stwa: nie wnikając w sprawy moralne, obyczajowe, w spra- 
wy sumienia. Wychodząc z tego punktu poglądu na 
oświatę, rzecz prosta, iż za nic sobie uważają dobrodziej- 
stwa relig gji. Ale wysoce sobie cenią wpływ po swoje- 
mu zrozumianej oświaty. Za nic sobie mają, jeśli nie 
Chrystusa i Ewangielję, to już napewno Kościół, Apo- 
stołów, Ojców i Pasterzy Kościoła; za fanatyzm uważają 
krew męczenników i za obłudę cnoty wyznawców. Na 
kapłanów jeśli nie z pogardą, to przynajmniej z wysoka, 
z dumą, jakby z trzeciego piętra, patrzą. Byle tylko 
otarł się kto o zakład naukowy, a broń Boże skończył, 
już nie omieszka pyszałek imponować powołaniu, zasłu- 
gom i świętości stanu kapłańskiego. Gienjalne dzieła 
Ojców Kościoła znane są im tylko ze słyszenia i to z 
obozu przeciwnego. Natomiast czołem biją ludziom, któ- 
rzy z mniejszym, lub z większym talentem, przyczynili 
się piórem lub słowem do oświaty ludzi w kierunku do- 
czesnym, a szczególniej tym, którzy przodują w bezbo- 
żności i wyszydzaniu zasad Kościoła. To już są gienju- 
sze, jak to niedawno zauważyła jedna z przewodniczek 
bezwyznaniowego postępu: «A cóż może być na tym 
świecie większego nad gienjusz? woła czcicielka oszczercy 
kapłanów Chrystusowych i ich posłannictwa. Gienjuszom 
cześć! Zapomniała biedna, że jeśli Już przy jąć oświatę 
bez Boga i wiary, to wtedy nad gienjuszami nie unosi 
się iskra Boża, ale panuje rubel, bez którego i gienjusz 
z głodu przymiera. 

auważyć należy, iż jeśli mężczyźni bezwyznaniowi 
napadają na Kościół, zawsze znają pewne granice przy- 
zwoitości. Niechże tylko za żagiew postępową uchwyci się 


— 133 — 


kobieta— to już jej kobieca logika nie zna granic. Wszak- 
że niedawno jedna nauczycielka i zwolenniczka postępu 
zalecała kapłanowi, żeby zamiast pacierza i katechizmu 
nauczał dzieci gieografji i historji! Miłe kapłaństwo i je- 
go posłannictwo według logiki kobiecej. Oto nowe brac- 
two, mowa adoracja, nasza domorosła: niech świat wie, 
że i my umiemy deptać wiarę ojców i kadzić bluźnier- 
com wiary naszej... Te hasła dają się słyszeć już nietylko 
po tygodnikach, uchodzących za religijne, ale i po salo- 
nach, ale i po warsztatach. Tylko jeszcze poczciwy nasz 
wieśniak widłami się od nich odżegnuje. 

Obłęd postępowych pod względem fałszywie zrozu- 
miałej oświaty i jej stosunku do Kościoła widoczny. Bo 
naprzód ojcami wynalazków byli ludzie wierzący, powtó- 
re, gdzie nie ma chrystjanizmu, tam dzikość obyczajów 
i pojęć trwa aż po dziś dzień, a jeżeli mają jakie urzą- 
dzenia społeczne i używają owoców oświaty, to zapoży- 
czyli takowe od chrześcijan. Mylą się też niedowiar- 
kowie, pojmując postęp ludzkości jednostronnie, bez Boga 
i bez wiary, tylko z punktu siły, pary i młota, a pomi- 
jają sprawy ducha ludzkiego i uczuć religijnych! 

Postęp, tak zrozumiany i tylko jednostronnie uwzglę- 
dniający potrzeby człowieka, z poniewierką jego duszy 
iobyczajów, nie jest postępem, ale pracą nadaremną, któ- 
ra koniec końcem własnym ciężarem przygniecie pracow- 
nika. Odrzucenie zasad wiary, podkopuje i rujnuje pod- 
stawę oświaty i wykształcenia czysto ludzkiego i potrzeb 
doczesnych. Dla dobrobytu bowiem ludzkości, potrzebne 
są obyczaje dobre ludzi; dla utrwalenia owoców pracy 
umysłu ludzkiego potrzeba wdrożyć serce i wolę ludzką 
w prawach karności i obyczajności. Sprawiedliwość bo- 
wiem, jak mówią wyroki Boże, jest podstawą narodów 
i państw. 

A możliważ sprawiedliwość, możliweż są dobre oby- 
czaje bez Boga i wiary? Chyba widoczna odpowiedź. 
Chociaż bowiem w doczesnym kierunku rozum ludzki 
czyni wynalazki i postępy — to w moralnym, w sprawie 
uobyczajenia ludzi, i kroku bez Boga i bez wiary uczy- 


— 134 — 


nić nie jest w stanie. «Bo tylko Bóg może rozwiązać 
wielkie tajemnice świata» powiedział pewien znamienity 
wieszcz chrześcijański '). Ztąd nawet «najmniejsza wia- 
domość o Istocie Najwyższej więcej oświeca i pociesza 
umysł, aniżeli najdokładniejsza znajomość rzeczy niż- 
szych» *)—wnioskuje filozof starożytny. 


II. 


To też z księgami świętemi w ręku, jako świadkami 
sprośności bezbożnej przeszłych wieków, patrząc na na- 
dużycia dzisiejszych synów niewiary, ujrzymy, iż pomi- 
mo wykształcenia i przechwalania się postępem w niczem 
pod względem obyczajów nie postąpili, ale się cotnęli 
wstecz. I to samo dziś można powiedzieć o niedowiar- 
kach, co św. Paweł pisał o współczesnych poganach: 
« Powiadając się madrymi, głupiemi się stali, powiada 
Apostoł narodów. I odmienili chwałę nieskazitelnego Bo- 
ga w podobieństwo obrazu człowieka śmiertelnego i pta- 
ków, i czworonogich, i płazu. I prawdę Bożą odmienili 
w kłamstwo: i chwalili, i służyli stworzeniu, raczej niż 
Stwórcy»”) Pisał te słowa Apostoł do Rzymian, a więc 
do świadków naocznych sprośności balwochwalstwa, które- 
go dopuszczali się Rzymianie pomimo „iż wysoko stali pod 
względem wykształcenia. 

W zaślepieniu zmysłowem wyparli się Boga nieska- 
zitelnego, a natworzyli sobie bogów dwunożnych, i pta- 
ków, i gadów i cześć im boską oddawali. Bogowie ich byli 
bogami cnót i występków zarazem. Czcili więc w swych 
bogach siłę, spryt i przebiegłość, ale zarazem i rozpustę, 
1 złodziejstwo, i rozmaitego rodzaju wszeteczeństwa.  Pa- 
lili kadzidła swym bogom, nietylko jako władcom pioru- 
nów, wojny, sławy, mądrości i sztuki, ale też jako opie- 
kunom nierządu, rozwiązłości, oszustwa i brutalnej prze- 
mocy. Wszetecznym tym bogom składano sprośne i okrutne 


1) Byron. 
2) Arystoteles. 
3) Rom. 1, 22 — 25. 


— 135 — 


ofiary: wylewają na ich ołtarzach krew nietylko niewol- 
ników, ale nawet własnych dzieci. Zony szły żywcem na 
stosy, za trupami swych mężów, matki wrzucały swe dzie- 
ci w rozpalone czeluście krwiożerczych bogów. 


Pod wpływem Światła Chrystusowego, tam gdzie za- 
świecił Krzyż Boga Zbawiciela, zginęły bezpowrotnie bał- 
wochwalstwo i krwawe ofiary. Bezbożność jednak dzi- 
siejsza, zmieniając formę, do dawnych wraca błędów 
i sprośności. Bo wyparłszy się Boga i wiary Chrystuso- 
wej, buduje ołtarze dla bogów zysku, sprytu, podstępu, 
brutalnej przemocy i rozwiązłości, a nieraz rzucając się 
na chrześcijan i na ołtarze zbroczyła swe ręce we krwi 
wyznawców Chrystusowych. Usunęli dziś bezbożni cześć 
i chwałę Boga prawego, a zbudowali ołtarz płakom— ge- 
njuszom bezbożnym, ludziom wybujałej i zwyrodniałej 
wyobraźni... zbudowali ołtarz i czworonogom — cielcowi: 
goniąc się za zyskiem i złotem, każą swym wyznawcom, 
bić czołem cielcowi złotemu. 


Złoty cielec— rubel stał się dziś bożyszczem świata; 
bo daje wygody i uciechy Światowe, bo pokrywa nikczem- 
ność pochodzenia i postępków. Przed tym, co ma ruble, 
wszystko dziś stoi otworem. Kto go ma, ten się panoszy: 
kto nie ma, ten z zawiści usycha. Czołem przeto złotemu 
cielcowi! Tak czynili i poganie, tak postępował niegdyś 
u podnóża góry prawa i lud wybrany. Zbudowali ołtarz 
i płazom chytrości, zdrady i podstępu względem rodzi- 
ców, przełożonych, względem Kościoła i kapłanów; zbu- 
dowali ołtarz i płazom, czołgającym się po kałużach roz- 
pusty, namiętnościom i cześć oddają wolnym związkom... 
I prawdę Bożą w kłamstwo odmienili. szkalując wszystko, 
co się im sprzeciwia, okłamują i czernią słowem i piórem 
wyznawców Chrystusowych, kapłanów i samego Chrystusa. 


Zmieniła się tylko co do zewnętrznych objawów bez- 
bożność dzisiejsza, ale co do zasad, ani na krok nie po- 
stąpiła od zasad swych pobratymców pogan. To też i pod 
względem obyczajów nie uczyniła żadnego postępu.  Je- 
żeli bowiem w bezbożnych niedowiarkach dzisiejszych uj- 


— 136 — 


rzymy pewną zewnętrzną ogładę, to zawdzięczać należy 
wpływowi chrześcijańskiemu ich rodziców i otoczenia. 
W gruncie jednak są to ci sami poganie, o których przed 
wieki wydał mędrzec Pański takie Świadectwo: że «Ani 
małżeństwa, ani życia czystego już nie zachowują; ale 
jeden drugiego z nienawiści zabija, albo cudzołożąc, za- 
smuca. I wszystko się pomieszało: krew, mężobójstwo, 
złodziejstwo i obłuda: skażenie i niewiara: zaburzenie 
i krzywoprzysięstwo, trwoga między dobrymi. Zapamię- 
tanie Boga i splugawienie dusz, niestateczność małżeń- 
stwa i nierządność cudzołózżtwa, i niepowściagliwość. 
Albo będąc dobrej myśli, szaleją, albo fałszywie proro- 
kują, albo żyją niesprawiedliwie» '). 

I gdzież tu, pytam, postęp? Jeżeli te słowa zasto- 
sujemy do niedowiarków dzisiejszych i zważymy, że te 
same występki i zbrodnie, są u nich na porządku dzien- 
nym? Zastosujmy to tylko do małżeństwa, od którego 
zaczyna się nędza i upadek społeczny dawniejszych i dzi- 
siejszych pogan. Dawniejsi poganie nie znali małżeństwa 
chrześcijańskiego, żona u nich była sprzętem, który mąż 
mógł za lada kaprysem wyrzucić za drzwi. Dzisiejsi prze- 
to utyskują na nierozerwalność chrześcijańskiego małżeń- 
stwa. Krytykują ustawy Kościoła, chcą wmówić prawo- 
dawcom Kościoła nieznajomość ducha nauki Chrystuso- 
wej, który, według ich zdania, nie chciał narzucić ludziom 
tak ciężkiego jarzma. Ale że z tem prawem nie poradzić 
nie mogą, a z małżeństwa chrześcijańskiego żydowskiego 
kontraktu, w każdej chwili rozerwalnego, swoją mocą 
uczynić nie są w stanie; dlatego wielu już, albo wcale nie 
wstępują w związki małżeńskie i żyją jawnym nierządem, 
albo łamiąc wiarę małżeńską, najbezczelniej w Świecie 
utrzymują poboczne nikczemne stosunki. 

I wszystko tu się pomieszało, u tych dzisiejszych po- 
gan: poniewierka i niewierność małżeństwa i delikatne 
zmniejszanie dzieci w małżeństwie, a rozmnażanie dzieci 
nierządu. Utyskiwanie na nierozerwalność sakramentalną 


1!) Sap. 14, 24 — 28. 


|"SRIIENEPY""S"Y 7 


— 137 — 


małżeństwa i pobłażanie dla nierządu i sprzyjanie pokąt- 
nym stosunkom: tyranja i znęcanie się nad żonami, czo- 
łobitność i czułostkowość dla nierządnic wszelkiego ro- 
dzaju: potępianie małżeństwa, zalecanie nierząduzaiste: 
«Zapamiętanie boga i splugawienie dusz, niestatecznośc 
małżeństwa, nierządność cudzołóstwa i niepouściag liwość», 
którą mędrzec Pański wyrzucał dawnym poganom.  Sło- 
wem, spójrzawszy na zanik dobrych obyczajów u dzisiej- 
szych niedowiarków, na rozpasanie namiętności, na roz- 
bestwienie postępków, na mężobójstwa, zdrady i krzywo- 
przysięstwa, łatwo możemy stwierdzić, że dzisiejsi postę- 
powi, wcale nie postępują ku dobremu, ku wyzwoleniu 
ducha i serca ze zwierzęcości, ale owszem cofają się i co- 
raz głębiej grzęzną w kałuży namiętności i spodlenia. 


Patrzącemu na zdziczenie obyczajów u ludzi, bądź 
co bądź, zrodzonych i wychowanych w społeczeństwie 
chrześcijańskiem, żywo się przypominają słowa Mędrca 
i Apostoła Pańskiego, a także i słowa Psalmisty: «Pan 
z nieba pojrzał na syny człowiecze, aby oglądał jeśli jest 
rozumiejący, abo szukający Boga: wszyscy odstąpili; po- 
psowali się i obrzydliwymi się stali w zabawach swoich» '). 


III. 


Oto, ludu chrześcijański, ludu katolicki, wierne dzie- 
ci Boże, oto są ciemności, otchłanie zbydlęcenia ludzkie- 
go, z których cię wyrwał Chrystus Pan i oświecił cię 
światłem swej nauki, prowadząc cię do wiary i cnoty, 
wskazując ci w świetle wiary przyszłość twoją i zbawienie 
twoje. Spełnia się nad tobą proroctwo Boże: «Mrok po- 
kryje ziemię i ciemność narody, ale nad tobą powstanie 
Pan i chwała jego wzeszła nad tobąq»*). Gwiazdą naszą 
jest Chrystus, On jest źródłem wszelkiej światłości, oświe- 
ca narody i każdego człowieka, oświeca pasterzy, królów, 
prostaczków i możnych, maluczkich i wielkich: z Jego 


— 138 — 


światłości czerpią swe Światło, co nam oświeca drogi tu- 
łactwa na tym padole zamieszania, mroku i ciemności 
synów bezbożnych. 

Gwiazdą naszą jest wiara nasza. Ona przyświeca 
nam promieniami jasności swej, wykazując bezpieczne dro- 
gi pielgrzymki doczesnej, a ostrzegając przed manowcami 
błędu i rozbestwienia. Ona swem Światłem oświeca nam 
"początek nasz, żeśmy na obraz Boży stworzeni: i koniec 
nasz, iż synami i współdziedzicami jesteśmy królestwa 
niebieskiego. Ona to oświecając drogi życia naszego, 
zapobiega, byśmy nie upadli do przepaści niewiary i zdzi- 
czenia obyczajów. 

Gwiazdą naszą jest nadzieja nasza, wznosząca się ku 
Bogu, pomimo zniszczenia i Śmierci, pomimo bluźnier- 
stwa i zgorszenia skierowująca skołatane serce ku Panu, 
kojąca trwogę duszy, iż miłosierdzie Pańskie i potężne 
Jego ramię panuje qiąd nami i rządzi, i wyrwie nas ze 
wszelkiej niedoli, a jeżeli i ukarze, długo się gniewać 
nie będzie i odpuści... ; 

Gwiazdą naszą jest miłość Boga i bliźniego. Swia- 
tło tej miłości ogrzewa serca zlodowaciałe i pragnienie 
duszy skierowuje ku Bogu Stwórcy swemu, i ku braciom, 
jako dzieciom Bożym. Gdy mrok namiętności zaćmiewa 
bezbożne umysły i wystudza serca, miłość chrześcijańska 
światłem swem czystem, i nieskalanem podtrzymuje ogień 
święty w piersi wierzącej, a przez umysły i serca oświe- 
cone rozsiewa swe promienie dobroczynne na rodzaj 
ludzki. 

Gwiazdą naszą są prawa Boże, wpośród grzmotów 
i błyskawic pisane na górze Synai i wpośród jęków, sko- 
nu i śmierci Zbawiciela ludzkości, krwią Jego na krzyżu 
i utwierdzóne mocą i światłem chwalebnego Zmartwych- 
wstania Jezusa Chrystusa, który jest końcem Zakonu. 
Prawa Boże, owo jak pochodnie postawione na drodze piel- 
grzymowania naszego przestrzegają nas przed błędnemi ścież- 
kami i wskazują drogę prawdziwego postępu, prawdziwe- 
go wyzwolenia umysłu i serca od obłędu bezbożności, od 
poniżenia i hańby nierządu. * 


— 139 — 


Gwiazdą naszą są Apostołowie i Ojcowie wiary na- 
szej, gwiazdą naszą są męczennicy nasi, co życiem przy- 
kładnem i śmiercią bohaterską wskazali nam drogę przez 
krzyż i cierpienia do Boga: zdjęli widmo trwogi i prze- 
rażenia z przeciwności, cierpień i Śmierci dla wiary 
i dla Boga w życiu. We krwi i w śmierci swej 
bohaterskiej wyświetlili słowa Chrystusowe: « Radujcie się 
i weselcie się, gdy was będą prześladować i złorzeczyć wam 
będą dla imienia mego, albowiem zapłata wasza obfita 
jest w niebiesiech». 

Gwiazdą naszą są pasterze nasi i kapłani, którzy 
czerpiąc z mocy i Światłości Zbawiciela swego, opuszcza- 
ja swe domy i rodziny, niosą Światło między narody, a 
życiem i zdrowiem i poświęceniem apostolskiem zasłania- 
ją gniew Boży, jednają miłosierdzie i u stóp ołtarzy 
stają między Bogiem i ludem, jednają Ojca zagniewa- 
nego z niesforną i swawolną dziatwą. Są oni pochodnia- 
mi światłości Chrystusowej, naniecając światło Ewangielji, 
w świątyniach, w pałacach, i zagrodach, i pod strzechą 
ubogiego pracownika, wszędzie i wszystkich oświecając 
w imię Boże i w imię Światła światłości — Jezusa Chry- 
stusa. Są oni prawdziwymi kierownikami postępu lu- 
dzkości do cnoty Boga. 

Gwiazdą naszą i światłem naszem są prawdziwi wy- 
znawcy wiary naszej. zacni mężowie i niewiasty, wzo- 
rowi małżonkowie, przykładni rodzice i bogobojna mło- 
dzież i dziatki. Pochodnią życia naszego są możni i bo- 
gobojni chrześcijanie, jako też i ten lud nasz pracowity 
i, pomimo niedostatku i ciężkiej pracy, nie słuchający 
podszczuwaczy namawiających ubogiego człowieka do 
lekkiego zarobku, do krzywdy bogatszych, do obdziera- 
rania majętnych. Pochodnią naszą jest. wiara tego ludu, 
który w doli i niedoli dochował swej wiary, nie zdradził 
Boga swego, nie odstąpił Kościoła swego i gromadnie, 
jak. niegdyś rzesze Izraelskie, oblega ołtarze i świątynie 
Jezusowe. 

O, światło nasze, wiaro nasza, ty jesteś weselem 
i radością naszą, ty jesteś oświeceniem łzawych i krwa- 


— 140 — 


wych dróg tułactwa naszego, ty jesteś pochodnią oczom 
naszym, łzami niedoli zalanym! . Twoje światło jest spój- 
nią serc naszych, ty łączysz mędrca z prostaczkiem, bo- 
gacza z ubogim, pana ze sługą, kapłana z ludem! Ty 
jesteś tryumfem naszym i zwycięstwem, tyś nam jedna, 
jak matka sierotom, pozostała pociechą i ukojeniem! Ty 
oto nas zgromadzasz do siebie zbolałych i spłakanych, zgro- 
madzonych do świątyni przygarniasz do serca swego, 
ocierasz łzy nasze i śpiewasz nam piosnki ufności i nadziei 
w Boga.... 

O, Zbawicielu nasz, prowadzący Światłem pasterzy 
i królów, światłem gwiazdy i Światłem niebios: przyjmij 
hołdy ludu twego, Twem światłem oświeconego. Oto, za- 
miast złota niosą Ci wiarę w ogniu przeciwności wypró- 
bowaną, zamiast kadzidła nadzieję i modły swe, zamiast 
mirry cierpienia swe i łzy swoje. O, świeć nam, na 
tym padole tułactwa, zanim nas doprowadzisz, już nie 
do jasełek Twych, ale do stolicy Twej niebieskiej. Amen. 


Kazanie XI. 


O świętości związku małżeńskiego. 


„Były gody małżeńskie w Kanie 
Galilejskiej*. Joan. 2. 


Od godów małżeńskich w Kanie Galilejskiej zaczy- 
na Chrystus swą działalność publiczną, skierowaną ku 
zbawieniu rodzaju ludzkiego; gdyż od upadku pierwszych 
małżonków zaczęła się niedola rodzaju ludzkiego. Obe- 
cnością swoją uświęca małżeństwo, a cudem wspiera nie- 
dostatek rodziny; gdyż pierwsi małżonkowie nieposłuszeń- 
stwem swojem złamali prawo Boże, łakomstwem swem, 
wpośrod darów Bożych w raju, ściągnęli na związek mał- 
żeński i na rodzinę piętno hańby i nędzy. Nieubłagany 
dekret Boży zawisł od tej chwili nad głową męża i żony. 


— 141 — 


Mężowi powiedziano: «W pocie oblicza twego bę- 
dziesz pożywał chleba —- Proch jesteś i w proch się obró- 
cisz»; a niewieście rzeczono: « Rozmnożę boleści twoje i nę- 
dze twoje, pod wolą mężową będziesz». I gwiazdka ja- 
sna, otaczająca urokiem świętości i łaski pierwotny zwią- 
zek małżeński, zagasła; pozostały tylko prawa łączności 
natury — skażonej — więcej do złego niż do dobrego 
skłonnej. Z upadkiem człowieka, upadło i małżeństwo, 
zaćmił się blask jego pierwotny. 

'Ten to dekret Boży zdawałoby się ciągle brzmiał 
w  ustąch wygnanego małżonka: Proch jesteś! w pra- 
cy i nędzy żyć będziesz, w nędzy i zakończysz ży- 


cie swoje — proch jesteś! Pójdziesz w Świat, ujrzysz 
porządek w dziełach Bożych, ale sam go nie zaznasz w 
ognisku rodzinnem — proch jesteś! Pójdziesz między 


istoty żyjące, ujrzysz je zachowujące prawa swoje i cza- 
sy swoje, ale sam je podepczesz hołdując mamiętności 
skażonej, niżej od bydląt upadniesz, w prochu tarzać się 
będziesz; — bo proch jesteś i w proch się obrócisz! — 
I ty, o matko rodzaju ludzkiego, poznasz boleść i nędzę, 
bo pod wolą mężowską będziesz, pod wolą człowieka 
zwyrodniałego, namiętnościami zaślepionego; pod wolą 
jego będziesz, bez prawa, bez wyrozumiałości, bez litości 
wszelkiej — niewolnicą będziesz, w boleściach i nędzy 
żyjącą, w boleściach i nędzy kończącą dnie tułactwa 
twego. 

Spełnił się ten dekret nieubłagany, a spełnił się w 
całej swej surowości; małżeństwo nawet wpośród narodu 
wybranego, umiłowanego, nie mogło odsykać utraconego 
blasku, ale było jakby w żałobie przysłonione prawami 
wyjątkowemi i namiętnościami łudzkiemi. Jedność zwią- 
zku narusza się w czasach patryarchalnych z potrzeb 
doczesnych; w celu rozmnożenia rodzaju ludzkiego do- 
puszcza się wielożeństwo i nałożnice. Ustaje to prawo 
wyjątkowe w miarę rozrostu potomstwa; w narodzie wy- 
branym zjawiają się, u schyłku wieków przed Chrystuso- 
wych, patryarchowie mający po jednej tylko żonie, i pro- 
rocy żyjący w czystości, i wdowy, Święcie dochowujące czy- 


— 142 — 


stości dozgonnej. Ale żyje w całej mocy prawo rozwodo- 
we, według którego związek w każdej chwili może być 
potarganym, a nędza niewiasty pomnożoną —tylko dzię- 
ki kaprysowi męża, który był panem losu swej żony. 

Jeśli w tak opłakanym stanie było małżeństwo w na- 
rodzie wybranym, cóż mówić o narodach pogańskich. Tam 
tylko cień pozostał pierwotnego związku w obrzędach re- 
ligijnych weselnych; poganin żadnemi się prawami mo- 
ralnemi w małżeństwie nie krępował; zachowywał związek 
jaki taki tylko w celach rodzinnych, idąc za instynktem 
zwierzętom właściwym, otaczał tylko bezpieczeństwem 
gniazdo swoje: o miłości i wierze małżeńskiej, w dzisiej- 
szem pojęciu, wyobrażenia nie miał. Mędrzec Pański, ku 
wiecznej ohydzie w potomne wieki, przekazał pamięć be- 
zeceństwa dziejące się w małżeństwach przed Chrystuso- 
wych, gdy mówi, iż ci ludzie rozpustni «ani małżeństwa, 
ani życia czystego już nie zachowują, ale jeden drugiego 
z nienawiści zabija, albo cudzołożąc, zasmuca»; że mię- 
dzy nimi zapanowało: «zapamiętanie Boga, splugawienie 
dusz, niestateczność małżeństwa, nierządność cudzołóztwa 
i niewstydliwość» *). 

W tym ogólnym nierządzie zbliżał się rodzaj ludzki 
ku kresom ostatecznej zguby, mężowie coraz więcej od- 
dawali się nierządowi, codzień straszniejsza była nędza 
niewiasty, okrutniejsze boleści, niewola coraz większa. 
W tej groźnej chwili staje Zbawiciel świata, podnosi głos, 
przestrzega i wskazuje na blask pierwotny związku mał- 
żeńskiego. Nauczyciele izraelscy zamiast pochwycić tę 
myśl, przyklasnąć temu hasłu, zaślepieni zmysłowością, 
ujrzeli niebezpieczeństwo w tem dla swoich pożądliwości 
i dla tego uciekając się do rozmaitych wykrętów i zdra- 
dliwych podejść, by obalić tę wzniosłą naukę Zbawiciela, 
pytają: «Godzili się człowiekowi opuścić żonę swoją dla 
którejkolwiek przyczyny? — Nie czytaliście, odpowiada im P. 
Jezus, iż który stworzył człowieka na początku, mężczyz- 
nę i niewiastę stworzył je i rzekł: Dlatego opuści czło- 


1) Sap. 14, 12. 


- 


— 143 — 


wiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją i będą dwo- 
je w jednym ciele; co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj 
nie rozłączy. — Rzekli Mu: Przeczże tedy Mojżesz roz- 
kazał dawać list rozwodowy i opuścić? — Rzekł im, iż Moj- 
żesz dla twardości serca waszego dopuścił wam opuszczać 
żony wasze; lecz od początku nie było tak; a powiadam 
wam, iż ktobykolwiek opuścił żonę swoją, oprócz porub- 
stwa, a inszą by pojął, cudzołoży, a ktoby opuszczoną 
pojął. cudzołoży» '). 

Zamilkli faryzeusze na tę jasną i stanowczą odpo- 
wiedź o Świętości i nierozerwalności związku małżeńskie- 
go; zamilknąć tembardziej powinny usta wierzących i uz- 
nać to prawo nieodwołalne. Ale że wiele bywa na nie 
* utyskiwań i skarg rozważmy dziś, o ile one są słuszne. 
O, przyjdź do nas, na godach Najświętszej ofiary dziś 
uczęstniczących, oświeć serca współbiesiadników, udziel 
nam łaski, za wstawieniem się Twej Matki, którejś wy- 
słuchał w Kanie Galilejskiej. Zdrowaś Marya! 


I. 


Chcąc podźwignąć poniżony i sponiewierany związek 
małżeński Chrystus Pan, jako Lekarz, uleczył rany na- 
miętnościami zadane temu związkowi, wyzwalając go z bru- 
talnej rozwiązłości i jako Prawodawca i Nauczyciel pod- 
dając go prawu Bożemu i wskazując Środki zbawienne 
dla obojga małżonków; w końcu, jako Zbawiciel uświęcił 
związek ten łaską swoją, podniósł go do godności sakra- 
mentu—węzła nierozerwalnego. Wrócił blask pierwotny 
związkowi małżeńskiemu, naprzód dla jego doniosłych 
celów, któremi są: rozmnożenie się rodzaju ludzkiego, 
wychowanie człowieka i wzajemna dozgonna pomoc mał- 
żonków; a przez to zapewnił porządek w rodzinie i w spo- 
łeczeństwie ludzkiem, zapobiegając wybrykom zwierzęcym. 
Związkowi małżeńskiemu nadto Chrystus dał znaczenie 
wyższe, donioślejsze, chciał w nim mieć wyraźny znak 


1) Mat. 19, 49. 


— KĘ — 


swej nierozerwalnej łączności z oblubienicą swoją — 
Kościołem. 

To wyraźnie wypowiada Apostoł Paweł św., gdy po- 
uczając wiernych o świętości małżeństwa mówi: «Sakra- 
ment to jest wielki, a ja wam mówię w Chrystusie 
iw Kościele»; czyli innemi słowy, sakrament to jest wiel- 
ki; iż oznacza łączność i związek nierozerwalny Chrystu- 
sa z Kościołem. Dlatego to i obowiązki małżonków wzo- 
ruje św. Paweł na zwiąku Chrystusa i wzajemnym sto- 
sunku z Kościołem. Mówi bowiem: «Mężowie, miłujcie 
żony wasze, jako i Chrystus umiłował Kościół: i samego 
siebie wydał zań. Zony niech będą poddane mężom swym, 
jako panu; albowiem mąż jest głową żony, jako Chrystus 
jest głową Kościoła; jako Kościół poddany jest Chrystu- 
sowi, tak też żony swoim mężom we wszystkiem uległe 
być winne» *). Sakrament to jest wielki... w Chrystusie 
i w Kościele. c 

Odtąd, od tej chwili, kiedy Chrystus przywrócił blask 
pierwotny małżeństwu, nie ma już mowy o niewolnictwie 
niewiasty i rozwodach; żona jest cząstką męża, złączona 
z nim, jak ciało z głową; śmierć ich tylko meże rozdzielić; 
rozdzielenie ichn—to śmierć dla nich. Mąż jest głową, dba- 
jącą i miłującą ciało swoje; żona ciałem troskliwem o gło- 
wę—łącznie, nierozerwalnie, do kresów życia. Mąż roz- 
kazuje żonie w miłości, żona ulega mężowi przez miłość: 
niema niewolnictwa i tyranji, a jest sakrament wielki 
w Chrystusie i w Kościele. Odtąd nie opuści mąż żony 
swej dla jakiejkolwiek przyczyny, ani żona chrześcijańska 
nie porzuci męża; bo związek ich jest nierozerwalnym 
sakramentem w Chrystusie i w Kościele. Mąż wzorujący 
się na Chrystusie, poświęci się dla swej żony, jak Chry- 
stus dla Kościoła. Jak Chrystus opuścił tron Ojca, przy- 
jął ubóstwo, i pracę na tej ziemi dla swej oblubienicy: 
tak i mąż chrześcijański nie wdrygnie się przed ubóstwem, 
przed pracą, by zbawić żonę swoją. Jak Chrystus był tu- 
łaczem bezdomnym, z zaparciem się pracował dla swej 


- 


1) Efez. 5. 


— 145 — 


oblubienicy; a widząc ją nieraz upartą, hardą i niewdzięcz- 
ną nie porzucił jej, nie wyklinał; ale usiadłszy opodal 
Jeruzalem — oblubienicy swojej, narodu umiłowanego, pła- 
kał nad nią i wołał: « Jeruzalem, Jeruzalem, gdybyś i ty 
było poznało i ten dzień nawiedzenia twego». Tak i mąż 
chrześcijański litością i sercem otoczy małżonkę swoją, 
przeniesie, przebaczy jej kaprysy i urazy daruje, nad 
błądzącą płakać będzie i nawoływać. Jak Chrystus dla 
oblubienicy swej dał się pojmać, ubiczować i ukrzyżować 
i w śmierci, i w skonaniu, zawarłszy krwawe zrękowiny 
z oblubienicą swą, zachował je na wieki nierozerwalne; 
tak i mąż chrześcijański przeniesie wszelkie katusze w ży- 
ciu, byle okupić świętość i nierozerwalność związku swe- 
go i konając, będzie jeszcze powtarzał słowa przysięgi: — 
Nie opuszczę cię aż do Śmierci. Bo to jest sakrament 
wielki w Chrystusie i w Kościele. 

Tak i żona chrześcijańska wzoruje się w postępowa- 
niu swojem na przykładzie Kościoła, we wszelkich zmien- 
nościach życia wiernie dotrzymującego związku nierozer- 
walnego z Chrystusem. Spójrzmy na kajdany Apostołów, 
na więzienia, stosy, katusze męczenników—to oblubienica 
skuta, ćwiartowana, męczona za swego Oblubieńca; to 
przykład i wzór dla żony, jak wiele musi przecierpieć 
i przeboleć, ile powinna przenieść katuszy i udręczeń dla 
męża swego, dla dochowania związku nierozerwalnego. 
Spójrzmy na pustynie, klasztory, na apostołów i apostoł- 
ki, całe życie poświęcające dla Chrystusa, to oblubienica 
Jego dla Niego wyzbywająca się nadziei i tego Świata, 
to wzór dla mężatek chrześcijańskich, jak mają nieść ofia- 
rę z siebie dla mężów swoich, Śmierć nawet przenieść, 
byle nie zdradzić męża, by nie złamać nawet pozornie 
wiary. Bo to jest sakrament wielki w Chrystusie i w Ko- 
ściele. 

I nie jest to urojenie: spójrzmy dokoła — obok ze- 
psucia i upadku wielu małżeństw, wiele jeszcze, chwała 
Bogu, znajdziemy takich, co się wzorują na Chrystusie 
i Kościele. Jeżeli słabość ludzka nie zawsze pozwala do- 
równać nakreślonym ręką Chrystusową ideałom, w rze- 

10 


— 146 — 


czywistości jednak małżeństwa prawdziwie chrześcijańskie 
noszą na sobie niezatarte znamię sakramentu wielkiego 
w Chrystusie i w Kościele. Czyż nie widzimy bowiem 
wpośród siebie małżeństw żyjących w ubóstwie i pracy; 
gdzie mąż zabija się pracą od rana do wieczora, gdzie 
żona odmawia sobie najniezbędniejszych wygód; a po- 
mimo to łączy ich wiara i nadzieja w Boga, a pomimo 
to nie porzuca jedno drugiego; ale z Chrystusem ubo- 
gim przetrwa wszystko mąż chrześcijański i z Kościołem 
wytrwa we wszystkich próbach żona; aż do ubogiej gro- 
bowej deski jedno i drugie zachowują zgodę, jedność 
i miłość. Bo to jest sakrament wielki w Chrystusie i w 
Kościele. 

Czyż nie widzimy jak często małżonkowie chrześci- 
jańscy przenoszą katusze i cierpienia srogie w swem do- 
czesnem pożyciu, a jednak nie porzucą siebie, nie będą. 
wywlekać sprawy swojej na sądy rozwodowe; ale na dnie 
duszy, w głębi serca ukryją boleść swoją, aż do dnia 
sądnego. I będzie znosił całe lata bogobojny mąż wy- 
bryki żony swej, a żona cnotliwa przeniesie dziwactwa 
i tyranję męża, bo tego wymaga nietylko dobro dzieci, 
sława rodziny; ale i sam Bóg, który ich połączył a co 
Bóg złączył, mówi z nich jedno i drugie, człowiek nie- 
chaj nie rozłączy. W takiem małżeństwie mąż cierpiący 
wzoruje się na Chrystusie ubiczowanym, bluźnionym 
i zabitym dla swej oblubienicy; a żona bierze przykład 
z Kościoła przenoszączego więzienia, kajdany i katusze 
dla dochowania wiary swemu oblubieńcowi. Bo to jest 
sakrament wielki w Chrystusie i w Kościele. 

I dalej pójdą w poświęceniu swem małżonkowie 
chrześcijańscy; przejdzie niesława, cierpienia, choroby, 
kalectwa; nie porzucą jedno drugiego, ale trwają state- 
cznie w związku nierozerwalnym. Okryje się niesławą 
przez zazdrość i oszczerstwo ludzkie żona, spotka ją do- 
puszczenie Boże w cierpieniach i niemocy: mąż chrześci- 
jański wspomniawszy na to, co ucierpiał Chrystus dla 
swej oblubienicy, dla narodu swego niewdzięcznego, 
wszystko przebaczy swej żonie, nie opuści jej, ale wziąwszy 


— 147 — 


krzyż Pański pójdzie z nią i za nią dać życie swoje. Żona 
też wzajemnie nie wzdrygnie się przed niesławą i cho- 
robą męża; ale idzie za nim do więzienia i na wygna- 
nie, nie opuści go na łożu boleści. Czyż nie spotykamy 
tych zdumiewających przykładów poświęcenia ze strony 
słabych na pozór niewiast chrześcijańskich? Czyż nie 
widzimy ich, jako aniołów pocieszycieli swych mężów, gdy 
na nich się cały świat oburzy; czyż nie widziimy ich jako 
aniołów opiekuńczych, gdy ręka Boska dotknie męża 
cierpieniem, chorobą i kalectwem? Wszyscy otaczający 
doświadczają znużenia, przyjaciele ostygają, najbliżsi co- 
fają się: żona jedna wszystkiemu podoła. Idzie za mę- 
żem, jak owa nieliczna garstka uczni Chrystusowych 
i niewiast świętych na Golgotę; stanie przy łożu jego 
boleści — zniesie wycia tłuszczy i jęki najdroższego 
oblubieńca! Wspomnijcie na chwile skonania Zbawiciela 
i na całe Jego otoczenie: ujrzycie ucznia i kilka nie- 
wiast nieustraszonych, mieszających łzy swoje ze krwią 
ukochanego — to Kościół i Chrystus: spójrzyjcie na łoże 
boleści męża i na towarzyszkę jego nieodłączną —to obraz 
Chrystusa i Kościoła — małżeństwo chrześcijańskie—sa- 
krament wielki w Chrystusie i w Kościele. 


I tak przez całe życie — oboje razem, nierozłącznie, 
nierozerwalnie, w bogactwie i w ubóstwie, w dostatkach 
i nędzy, w pracy i wygodach, w pomyślnościach i w prze- 
ciwnościach, w sławie i niesławie, w doli i niedoli, idą 
wspierając jedno drugiego dźwigając nawzajem: ciężary 
życia. aby wypełnić zakon Chrystusowy, godnie a świę- 
cie odźwierciedlić w tej łączności związek Chrystusa z 
Kościołem, i dowieść szałejącemu Światu i bezwyzna- 
niowcom, urągającym Ślubom chrześcijańskim, iż to jest 
sakrament wielki w Chrystusie i w Kościele; a co Bóg 
złączył, człowiek niechaj nie rozłączy. Postępowaniem 
swojem zdają się wołać do zdumionego Świata: Oto mał- 
żeństwo Chrześcijańskie: oto sakrament wielki, oto obraz 
i chluba Kościoła i Chrystusa! 


II. 


Jakże wobec tej wielkości sakramentu małżeństwa 
marnie wyglądają wszelkie brednie i wytwory bezecnej 
i zmysłowej fantazji bezwyznaniowców i postępowców 
dzisiejszych, którzyby zerwawszy boski urok ze związku 
małżeńskiego, oderwawszy je od Chrystusa, chcieli 
z niego uczynić związek stadowy — chwilowy dla za- 
dośćuczynienia żądzy i doczesnych społecznych celów! 
Ale rzućmy zasłonę na te brudy, na ten obłęd rozsza- 
lałej namiętności, by nie skalać oczu i duszy po tak 
wzniosłych obrazach małżeństwa chrześcijańskiego; zwró- 
ćmy lepiej na się uwagę i zapytajmy, dla czego to wiele 
jest małżeństw między wierzącymi, które nie myślą wzo- 
rować się na związku Chrystusowym i nie idą śladami 
swych współbaci wzorowych małżonków? Dla czego wielu 
mężów i żon niebacznych utyskują na nierozerwalność 
małżeństwa, pomimo iż wierzą w Chrystusa: i wzdychają 
za rozwodami, których Kościół Chrystusowy nie zna? 
Ależ powiecie Kościół katolicki daje rozwody, jak nie- 
raz słyszymy. Nie, Kościół nie daje rozwodów; ale to 
co niewłaściwie nazywamy  rozwodami, są w rzeczywi- 
stości procesami dochodzącemi nieważności małżeństwa w 
chwili jego zawarcia. I jeżeli sąd duchowny katolicki 
daje rozwód, to znaczy, że uznał małżeństwo za nie- 
ważnie zawarte, że go Bóg nie złączył dla pewnych bra- 
ków, lub niegzachowania przepisów Boskich, albo Ko- 
Ścielnych, przed lub w czasie ślubu. Ważnie zawarte 
małżeństwo jest nierozerwalne na wieki i prawdziwi wy- 
znawcy mogą je dochować i muszą, aż do Śmierci. 

A jeżeli są tacy, którzy wyrzekają na nierozerwalne 
węzły małżeńskie, to wina tu leży nie w postanowieniu 
Chrystusowem, ale w zapomnieniu chrześcijan; nie w 
związku nierozerwalnym sakramentu małżeństwa; ale w 
braku prawdziwej wiary, cnoty i poświęcenia samych 
małżeństw; wina to w traktowaniu małżeństwa bez oglą- 
dania się na Boga, i na Chrystusa i Kościół, a tylko 
na interesa ziemskie; wina tu w tem, że wielu 


— 149 — 


wstępujących w związki małżeńskie, nie myśli o tem, co 
wymaga Bóg i Kościół, ale się ogląda, co powie świat? 
wina tu w tem, że w małżeństwie nie oglądają się na 
świętość i nierozerwalność związku, jak raczej na swe 
usposobienia i doczesny interes. Ztąd zamiast przygoto- 
wania chrześcijańskiego do tak wielkiego sakramentu; 
zaprzątają sobie tylko głowę przygotowaniami światowemi 
do wesela, zamiast uczęszczać do kościołów i do sakra- 
mentów przed ślubem, rozbijają się po sklepach modnych 
i balach pożegnalnych, a nie chcą słuchać Kościoła, naka- 
zującego należyte przygotowanie przez spowiedź i komu- 
nję do tak ważnego aktu. Spowiedź i przygotowanie 
chrześcijańskie! mój Boże, któż się z tych praktycznych 
nowożeńców nie uśmiechnie. Przygotowanie. ale już się 
on po ludzku przygotował. Ale jak? Wyszumiał się: 
trzeba się żenić: bo przecie tak mówili mu starsi: niech 
się wyszumi, przyjdzie czas ustatkuje się, ożeni się. 
Przygotować się, ależ już on ze zdrowiem i sumieniem 
wszystko puścił na marne. A dziś, jeśli parobek, chodzi 
po kucharkach i zbiera zadatki na zapowiedzie, na doku- 
menty, na paltocik i na inne ślubne przygotowania: jeśli 
paniczyk, oto przeszastał wszystko — chodzi to biedactwo 
na nóżkach, jak patyczki, utykając się, zagląda do kie- 
szeni rodziców, mających córki, poluje na posag. Już 
zbałamucił kucharkę parobek, już zwęszył posag pani- 
czyk--już się przygotował do ślubu: dawajcie ślub, roz- 
stąp się ziemio! A jeśłi kapłan, któremu Kościół naka- 
zuje baczność przy zawarciu Ślubów, będzie wymagał 
załatwienia prawnych formalności, biada mu: będzie to 
arogant, nie wychowany, fanatyk i t. p. 

Ależ, mój Boże, za cóż wy macie małżeństwo? Czyż 
to jest szpital dla nieuleczalnych niedołęgów? czyż to 
jest poprawcze więzienie dla niedorostków kryminalistów? 
czyż to jest karny bataljon dla rozpustników? czyż to 
jest kasa pożyczkowa dla hołyszów i utracjuszów? Czego 
wy szukacie w małżeństwie? Chleba? Kością wam w gar- 
dle ten chleb stanie, najecie się, aż wam gorzko się zro- 
bi; tak was przecie utraktuje Bóg, za poniewierkę Jego 


— 150 — 


sakramentu! Lepiej zrobicie, gdy pójdziecie gdzie do przy- 
tułków dla inwalidów i wstydzących się żebrać, jeżeli 
wstąpicie do domów poprawczych, na swojem miejscu bę- 
dziecie; ale od małżeństwa wara! Bo to sakrament wielki 
jest w Chrystusie i w Kościele. 

Chcąc śluby zawrzeć po Bożemu; trzeba się do nich 
przygotować po chrześcijańsku: a mianowicie pod wzglę- 
dem wiary, obyczajów i miłości Chrystusowej. Naprzód 
trzeba się należycie przygotować pod względem wiary; 
nietylko oczyściwszy serce od wszelkich brudów, przez 
pokutę i spowiedź obudzić w sobie wiarę i nadzieję w 
Boga, wraz z bojaźnią Bożą, iż za tak ważny krok w ży- 
cin i za całe życie będzie się kiedyś przed Bogiem od- 
powiadało: ale i nauczyć się dobrze zasad wiary, pacie- 
'rza i katechizmu, bez znajomości którego, żaden kapłan 
związku błogosławić nie może, ani Bóg błogosławić bę- 
dzie. Zastanowić się nad prawami i przepisami Kościo- 
ła, tak pod względem przeszkód do małżeństwa, jak i pod 
względem wielkości obowiązków małżeńskich i szukać 
wskazówek i rady u spowiednika. Dlatego też nie od- 
wlekać spowiedzi na ostatnie dnie przed ślubem i zaw- 
czasu pomyśleć o niej przed zaręczynami, a przynajmniej 
przed zapowiedziami; przystępować do spowiedzi w skru- 
sze i żalu, spowiadać się szczerze; a nie zbywać sakra- 
mentu pokuty, jako formalności przedślubnej. Wielu 
już się znajduje dziś takich, co sobie spowiedź za nie ma- 
ją i odbywają z pośpiechem i lekceważeniem. albo i zu- 
pełnie się od niej wykręcają. Takim należy pamiętać 
przestrogę Archanioła Rafała, daną młodemu Tobjaszo- 
wi, wstępującemu w związki: «Ci, którzy w małżeństwo 
tak wstępują, że Boga od siebie i od serca swego wy- 
rzucają; a swej lubości tak dosyć czynią, jako koń i muł 
rozumu nie mają: nad tymi czart ma moc» ”). 

Każdy naród, każde pokolenie, otaczają akt weselny 
błogosławieństwem kapłanów, albo naczelników rodu, wzy- 
wa pomocy i opieki niebios nad głowami nowożeńców; 


1) Tob. 6, 19. 


pa 


z" p 


— "igi 


jakiemże tedy prawem może lekceważyć przepisami swej 
wiary, a ztąd i błogosławieństwy Bożemi katolik? Praw- 


da, gdy zhardzieli rzymianie, skrócili obrzędy religijne 


małżeńskie do ofiarowania bożkowi placka; wszak i dziś 
są katolicy, którzy ten święty obrząd w kościele, chcieli- 
by sprowadzić do związania rąk stułą. I ciąży im prze- 
cie wszelki przepis kościelny, i korcą ich wymagania 
kapłańskie. Moi mili, ciężko wam brać śluby w Koś- 
ciele i wytrwać później w tych ślubach, idźcie do żydów: 
tam przygotowań wielkich nie trzeba, ani zadawać gwał- 
tu przekonaniom postępowym, można wszystko załatwić 
powierzchownie—stłukł szklankę — i już! Ale kiedy się 
chcecie zwać i być katolikami, zachowujcie przepisy Koś- 
cioła świętego, który najsurowiej nakazuje swym kapła- 
nom «nauczać i przestrzegać, aby chrześcijanie fałszywem 
podobieństwem małżeństwa nie byli oszukani i duszy 
swej szkaradą cielesną nie zmazali i gdy w małżeństwo 
wstępują, rozumieć mają chrześcijanie, iż nie świecką 
jaką, ale Boską rzecz poczynają, i że do małżeństwa oso- 
bliwej pobożności i serdecznej czystości przykładać trzeba». 
(Katechizm Rzymski). 

Nie dosyć jednak wiary i pobożności, przystępujący 
do sakramentu małżeństwa powinni być czystymi i sta- 
tecznymi w obyczajach. Przeto jeśli od młodości nie 
zachowali niewinności, nie prowadzili życia statecznego; 
niech się nie ważą tacy przystępować do zwiąków mał- 
żeńskich wprzód, nim nie oczyszczą duszy swej od grze- 
chów i nie ustatkują się, i nie doświadczą swej statecz- 
ności. Powiedziałem już, że małżeństwo nie jest przy- 
tułkiem dobroczynnym dla kalek fizycznych—nie jest też 
ochronką i dla kalek moralnych: jakimi są pijacy i roz- 
pustnicy nałogowi, leniuchy, marnotrawcy, karciarze 
i wszelkie pędziwiatry. Otóż takim nie dosyć jest pójść 
do spowiedzi, na chwilkę upokorzyć się przed Bogiem— 
nie: trzeba się wprzód ustatkować, wyprobować siebie 
i dobrze doświadczyć, czy może być człowiekiem trzeź- 
wym, obyczajnym, wstrzemięźliwym i powściągliwym; czy 
może dla obowiązku wyrzec się swych nałogów i upodo- 


— 152 — 


bań nietylko grzesznych, ale zkądinąd i dozwolonych dla 
ludzi wolnych a zgubnych dla mężów? i ojców rodzin! 
Bez tego zastanowienia, bez tej próby, ani ważyć się, 
zbliżać do sakranientu małżeństwa, by nie zawiązywać 
świata niczem niewinnej oblubienicy, a i sobie, jak mó- 
wią, nie kłaść pętli na szyję! Na puszczę wam z pusz- 
 czykami droga, paniczyki i młodzieniaszki i wszelkiego 
rodzaju kalecy moralni, a nie do ogniska rodzinaego 
droga się patrzy; na odludne miejsca, a nie do małżeń- 
stwa się nadajecie, macie ginąć w nałogach, w pijań- 
stwie, rozpuście, kartach i wszelkiego rodzaju zastarza- 
łych nawyknieniach; gińcie sami, nie przywiązujcie do 
siebie istot niewinnych żon i dzieci; macie zginąć w 
hańbie nie rozciągajcie jej na rodziny nic wspólnego 
z wami nie mające. 

Przygotować się trzeba i wam dziewice i oblubie- 
nice: a przygotować się pobożnie, bo małżeństwo nie jest 
mazurem do białego dnia, nie jest igrzyskiem bez końca, 
jak się wam zdaje. Szczęśliwa ta, która w małżeństwie 
znalazła błogosławieństwo Boże, naukę, i wsparcie i mi- 
łość u męża; znalazła je nie tak dzięki swej urodzie, jak 
przymiotom duszy, a więc statecznością, roztropnością, 
oszczędnością, pracą i skromnością, taktem i dobrocią, 
cierpliwością i poświęceniem. A czy wy zdatne do tego? 
Powiedzcie wy, mamusie, co wyprowadzając w Świat wa- 
sze córki, dajecie wielkie bale z wielkiemi obnażeniami: 
czy wy wdrożyły wasze córki w tych cenotach. Żeście j je 
ubrały modcie — nie wielka to rzecz: konia tylko z rzę- 
dem cenią: zresztą i żydówki to potratią; ale ty, matko 
chrześcijańska, jak przygotowałaś swą córkę na żonę! 
Będzież ona skromna w wymaganiach, cicha w obejściu 
się, pracowita, cierpliwa i bogobojna? Niech ci sumienie 
odpowie. Jeśli na powierzchownej ogładzie poprzestaniesz 
i modą nauczysz twą córkę, świecić nagością— doczekasz 
się kiedy Pan Bóg obnaży ja, ale nie tak, jak ty to ro- 
bisz i chcesz. Uśmiechały się dumne córki Syonu, gdy 
prorok wołał: «Świecić będziecie nagością swą». Nie prze- 
żyły jego: a spadła na nie kara Boża. Obejrzyj się do- 


— 153 — 


koła, oto dziś po ulicach chodzi z koszyczkami na rę- 
kach żydowica: to córka dumnych córek Syonu; łachma- 
ny zastąpiły jej naszyjniki, naczołki, pierścienie i djade- 
my prababek jej. Czy nie spotka to twej córki? Wszakże 
nie dawno pani w aksamitach i w pierścieniach złotych 
chodziła po żebraninie i wyciągała dłoń o wsparcie. Jesz- 
cze pono żyją między wami, co z nią balowali... a ileż 
takich, co poginęło gdzieś marnie zszedłszy z oczu lu- 
dziom? Ile dziś na oczach, rozbijając się po salonach 
i balach, Świecąc bezwstydnie nagością, leci na zatrace- 
nie, by w nędzy i ruinie skończyć marnie życie! Ćwicz- 
cie przeto córki wasze w zamiłowaniu wstydliwości, skro- 
mności, pracy i bojaźni Bożej, jeśli chcecie, by was bło- 
gosławili mężowie ich i dziatki, a Bóg z nieba nie od- 
mówił im swego błogosławieństwa. 

Nakoniec przygotować się trzeba i w cnocie miłości 
chrześcijańskiej nie tej miłości zmysłowej, co ją kocha- 
niem nazywacie, bo ta przecie funta kłaków nie warta. 
A nie warta dla tego, bo kłakami przynajmniej szparę 
zabijesz, od chłodu się uchronisz, a z tej waszej miłości, 
czyli raczej kochania, toć tylko piekło powstaje; świeci, 
to Świeci, ale chwilkę, a jak kopcić zacznie, to i końca 
nie ma: jedno bez drugiego niby żyć nie może; zejdą 
się po Ślubie: kłótnie, bijatyki, procesy i rozwody. Inna 
to rzecz, jeśli przyrodzona, a szlachetna skłonność serc, 
uświęcona będzie błogosławieństwem Bożem w małżeń- 
stwie. Wtedy to miłość będzie prawdziwą cnotą chrześ- 
cijańską i odźwierciedli w życiu małżonków ową miłość 
między Chrystusem a Kościołem; miłość o której Apo- 
stoł mówi: «Cierpliwa jest, łaskawa jest, nie zajrzy, nie 
nadyma się, nie szuka swego, wszystkiemu wierzy, wszyst- 
kiego się spodziewa 1 wszystko przetrwa» '). 'Taka miłość 
w sercach czystych, przez wzajemną skłonność poczęta, 
w sakramencie małżeństwa wzmocniona i uświęcona i zdoi- 
na jest podtrzymać nierozerwalny związek małżeński i dać 
wspomożenie do godnego wypełnienia obowiązku i do 


I) I Cor. 10 — 13. 


— 154 — 


wytrwałego znoszenia wszelkich przeciwności ciężarów 
życia i do chrześcijańskiego wychowania dzieci. 

Cóż przeto począć macie, którzyście bez należytego 
przygotowania ten sakrament przyjęli, a dziś może po- 
kutujecie za nierozwagę swoją? Brak wiary i bojaźni Bo- 
żej w pożyciu waszem, niechęcie i swary, i wzajemne 
podejrzenia zatruwają wam życie, ciężą wam śluby mał- 
żeńskie? [Do Chrystusa się uciekajcie i proście, aby jak 
w Kanie Galilejskiej, przemienił wodę w wino, by 
wszystkie wasze dotychczasowe niepowodzenia i ciężary 
przemienił na dni zgody, jedności i błogosławieństwa 
Bożego; a proście Go przez pokutę i spowiedź, przez za- 
dosyćuczynienie za grzechy, któregoście nie dokonali 
przed ślubem.  Proście, a zdejmiecie klątwę z domu wa- 
szego — z ogniska rodzinnego! Wy, co macie zamiar 
wstąpić w związki małżeńskie, pomyślcie wprzód, jak 
wielkie was obowiązki czekają; zastanówcie się, czy się 
poczuwacie na siłach? czy z Bogiem zaczynacie śluby 
wasze? Jeśli tak, miejcie nadzieję w Panu, iż Bóg do- 
bry, pobłogosławi wam, a Chrystus uświęci swą łaską 
śluby wasze, i w dniach przeciwności nieopuści was, i bę- 
dzie wam pomocą wielką w czasie niedostatku. Do Chry- 
stusa, pomocy Jego prosząc, uciekajcie się, małżonkowie 
chrześcijańscy, w waszych troskach i kłopotach i we 
wszelkich niebezpieczeństwach. Wyście z Bogiem podali 
sobie dłonie, a przeto nie upadajcie na duchu, jeśli chwi- 
lowe przeciwności, zachmurzają pogodę życia waszego. 
Proście Chrystusa, a prosząc Go, sami czyńcie, co mo- 
żecie dla usunięcia niesnasek i niezgód—jeden drugiego 
noście brzemiona, jeden drugiemu przebaczajcie, napeł- 
niajcie stągwie wodą, jak owi słudzy ewangieliczni, to 
jest uczynkami waszymi i zasługami przed Bogiem, spła- 
cajcie daninę sprawiedliwości Bożej; a wtedy Chrystus 
przemieni wodę w wino, wasze drobne zasługi w błogo- 
sławieństwo, ujrzycie cud Boży i uwierzycie gruntowniej 
w moc Boga naszego, Zbawiciela Jezusa Chrystusa. 

Jeżeli ubóstwo was przygniata—przed sobą widzicie 
przyszłość pełną trudów i pracy, proście Jezusa, aby cud 


— 155 — 


uczynił, aby pobłogosławił waszej pracy, aby wspomógł 
was w potrzebie. A ten, co w Kanie Galilejskiej ulitował 
się nad niedostatkiem gospodarzy, ulituje się i nad wa- 
mi, da wam pomoc w życiu i wsparcie w potrzebach 
waszych. Sieroctwo wam zagraża, proście Chrystusa, by 
odwrócił od was ten kielich, a jeśli to będzie z pożyt- 
kiem dla dusz waszych, usłyszy wasze błagania i odwróci 
cios wymierzony. Lecz jeśli inna będzie wola Jego, 
a jedno z was poprowadzi z sobą na Golgotę ofiary — 
nie upadaj na duchu, nie oddawaj się rozpaczy we wdo- 
wieństwie swojem, a proś Chrystusa o pocieszenie, o po- 
moc i wsparcie w opuszczeniu i sieroctwie. Małżonko- 
wie chrześcijańscy, nie zapominajcie, iż Matkę Boską 
macie za Patronkę, tę Matkę litościwą, co w Kanie Ga- 
lilejskiej ujęła się za cierpiącymi niedostatek — do Niej 
tedy z całą ufnością się zwracajcie, Jej pomocy wzywajcie. 

O, Matko, dzieci Twoje wina nie mają, niedostatek, 
ubóstwo, sieroctwo, opuszczenie, uciskają, niezgody i bez- 
bożność ich serca ranią: o Matko, uproś pomocy Twego 
Syna! Za grzechy ojców naszych nad ogniskami rodzin- 
nemi, nad małżeństwami chrześcijańskiemi zawisł gniew 
Boży; o Matko, uproś miłosierdzia i litości u Syna Twe- 
go. Niewiara i nierząd rozrywają węzły małżeńskie! 
O Matko, uproś u Syna Twego cudu, pojednaj, uświęć 
i pobłogosław małżeństwa chrześcijańskie. Amen. 


— 156 — 


Kazanie XL. 


O niestatecznych w wierze. 


„Które zaś na opokę, ci którzy 
gdy słyszą, z weselem przyjmują słowo, 
a ci korzeni nie mają. dc czasu wierzą, 
a czasu pokusy odstępują. Łuk. 3. 


Zewsząd zbiegały się rzesze do Jezusa ze wsi i z miast, 
pragnąc oglądać Jego cuda, i słyszeć nauki, i doświad- 
czyć pociechy w swych troskach i cierpieniach. Z wy- 
jątkiem faryzeuszów i doktorów zakonnych, którzy z za- 
wiścią i zdradliwemi zamiarami w sercu spostrzegali 
Chrystusa, wszystko otaczało Go czcią i uwielbieniem. 
Gorliwsi w słuchaniu nauk Chrystusa, przechodzili czę- 
stokroć w zachwyt, którym porwane tłumy, nalegały na 
Niego, chcąc Go porwać i królem swym ogłosić. Ten 
zapał, to uniesienie rzeszy, zachwyconej czynami i słowy 
Chrystusa, zmuszały Go nieraz szukać ucieczki na gó- 
rach, albo w łodzi na morzu. 


„Ten sam podziw i uwielbienie otaczają Chrystusa 
Pana w ciągu wieków. Narody i pokolenia ziemskie, po- 
wołane do Jego Kościoła z wylaniem uczuć, składają 
Mu cześć i hołdy za Jego nauki, cuda i miłosierdzie. 
Na imię Jezus upada wszelkie kolano, przed Nim ukry- 
tym w Przenajśw. Sakramencie kornie schylają kolana 
i czoła wyznawcy Jego. Imię Jego wielbią wszystkie 
. stany: starcy i dzieci, mężowie i niewiasty, mędrcy i pro- 
staczkowie. Błogosławią Go narody chrześcijańskie za 
Jego nauki i łaski, za cuda i dobrodziejstwa i w Nim 
nadzieję mają, z Jego rąk pociechy swej oczekują w tru- 
dnych zawodach tego życia, wszystkie wierne dzieci Jego 
wołając ze św. Tomaszem. wpatrującym się w rany Jego 
i w postać Boską, jaśniejącą wszechmocą i majestatem: 
«Pan mój i Bóg mój». 


— 157 — 


Tak wszyscy wołają i łączą się z rzeszami ewangie- 
licznemi, wielbiąc Chrystusa, ale nie wszyscy stają przy 
Nim w czasie pokus i prób, któremi Bóg doświadcza 
i próbuje wiarę swych dzieci. Wielu z wyznawców Chry- 
stusowych, dzisiejszych zarówno, jak z tłumów rzeszy, nie 
chcą wytrwać z Chrystusem w czasie przeciwności, czy 
to zagrożeni prześladowaniami. czy zwątpieniem i niewia- 
rą zachwiani—ci, jak powiada Chrystus, do czasu wierzą, 
a czasu pokuty odstępują. Chciejmy to rozważyć szcze- 
gółowiej. O, Siewco Niebieski, oświeć i poświęć swą ła- 
ską rolę naszą — serca i umysły, aby słowa Twej nauki 
wydały owoc stokrotny, za przyczyną Twej Matki. Zdro- 
waś Marya. 

I. 


Już za czasów przepowiadania Chrystusowego zaczę- 
ły się sprawdzać słowa Jego o tych niestałych Jego 
uczniach, którzy do czasu wierzą, a czasu pokusy odeń 
odstępują i sprawdziły się w dwojaki sposób przy dwo- 
jakich głównie okolicznościach: raz z powodu niezrozu- 
mienia głębokości wypowiadanej tajemnicy Ołtarza, a dru- 
gi przy grożącem niebezpieczeństwie. Było to najprzód 
w mieście Kafarnaum, kiedy Chrystus Pan zapowiadał 
ustanowienie Przenajśw. Sakramentu Ciała i Krwi swo- 
jej, jako pokarmu ku żywotowi wiecznemu. Kiedy ucz- 
niowie, nie rozumiejący znaczenia tej uczty niebieskiej, 
wypowiedzieli swe zdanie, iż już ojcowie ich mieli po- 
karm cudowny na puszczy i jedli chleb z nieba dany, 
Chrystus potwierdzając to, iż Ojciec niebieski, dając im 
ten pokarm, dał go na zachowanie życia doczesnego, po- 
karm zaś, który On da, karmiąc mistycznem swem cia- 
łem, będzie chlebem i pożywieniem na żywot wieczny. 

Mówił tedy: «Jam jest chleb żywota, kto do mnie 
przychodzi, łaknąć nie będzie, a kto wierzy w mię, pra- 
gnąć nie będzie. Zaprawdę. zaprawdę wam powiadam: 
kto wierzy w mię, ma żywot wieczny. Jam jest chleb 
żywota. Ojcowie wasi jedli mannę na puszczy, a pomar- 
li. Jam jest chleb żywy, którym z nieba zstąpił. Je- 


— 158 — 


śliby kto pożywał tego chleba, żyć będzie na wieki. 
A chleb, który ja dam, jest ciało moje. Swarzyli się 
tedy żydowie między sobą, mówiąc: Jakoż nam .ten może 
dać ciało swe ku jedzeniu. Rzekł im Jezus: zaprawdę, 
zaprawdę wam powiadam: jeślibyście nie jedli ciała Sy- 
na człowieczego i nie pili krwi jego, nie będziecie mieć 
żywota w sobie. Kto pożywa ciała mego i pije krew 
moją, ma żywot wieczny, a ja go wskrzeszę w ostatni 
dzień: albowiem ciało moje prawdziwie jest pokarm, 
a krew moja prawdziwie jest napój» '). 

Zamiast zastanowić się nad temi słowy i głębiej 
wniknąć w ich znaczenie duchowe i tajemnicze i prosić 
Chrystusa o bliższe rzeczy wyjaśnienie, dumni hardzi 
z Jego uczni oburzyli się tem, iż mówi im rzeczy, dla 
nich niezrozumiałe i nieprzystępne. Duma zaślepiła im 
umysły, bo im się zdawało, że jak On rozkazuje niebu 
i ziemi, chorobom i Śmierci, tak nauką swą wyjaśni taj- 
niki umysłowi ludzkiemu nigdy nie doścignione—istoty 
tajemnic Bożych, które tylko sam Bóg pojmuje i rozumie, 
gdyż jest nieogarniony w mądrości. Zdawało im się i to 
łechtało próżność ich, że z pomocą nauki Chrystusa, jak 
bogowie rozstrzygać będą rzeczy zawiłe i nigdy niedo- 
stępne dla umysłu człowieczego. Aliści spotkawszy się 
oko w oko z głębią niezmierzoną tajemnicy Bożej, którą 
prędzej sercem, jako miłość najwyższą Bożą ku nam, od- 
gadnąć można, aniżeli najzdolniejszym umysłem ludzkim 
zbadać; uczuli się być zawiedzionymi w swych hardych 
nadziejach i z pychą niepomierną odpowiedzieli Chrystu- 
sowi: «Twarda jest ta mowa i któż jej słuchać może». 
A to rzekłszy, nie słuchając dalszych wyjaśnień Chrystu- 
wych: «wielu z Jego uczni, jak powiada Fwangielista, 
poszli na wstecz i już z Nim nie chodzili». Została 
tylko garstka wiernych dwunastu uczni, do których Je- 
zus z wyrazem smutku i jakby wyrzutu rzekł: «Zali i wy 
chcecie odejść» Wtedy w imieniu wszystkich odpowie-. 
dział Mu Piotr św.: «Panie, do kogóż pójdziemy? słowa 


1) Joan 6, 35 — 56. 


— 159 — 


żywota masz: a my poznaliśmy i wierzymy, żeś Ty jest 
Chrystus Syn Boży». I tak pozostała tylko garstka 
uczni, którzy zautali powadze Syna Bożego i uwierzyli 
słowom Jege, wspierając się na tej silnej wierze, już 
w Starym Testamencie objawionej, iż mocen jest a 
uczynić wszystko, co przyrzecze. 

Ta historja odstępstwa uczni Chrystusowych z po- 
wodu niezrozumienia przez nich tajemnic Bożych pow- 
tarza się w ciągu wieków w Kościele Chrystusowym. 
Zaiste tajemnice podane do wierzenia wyznawcom Chry- 
stusa, są jakby kołem zaczarowanem. wzbudzającem za- 
chwyty umysłu i serca wierzącego, a pomimo to niezba- 
danem, niedoścignionem w swej istocie i granicach; są 
jakby górą widzeń proroczych, oświecających tajniki naj- 
świętszych rzeczy, ale zarazem onieśmielających i obez- 
władniających umysł ludzki. Człowiek, wierzący wobec 
tych tajemnic, wobec ich ogromu i majestatu, wobec ja- 
sności i niezbadanej przepaści, wobec wysokości i głębo- 
kości wiedzy i mądrości Bożej, z Mojżeszem tylko wołać 
może: «Odkąd Cię ujrzałem, stał się mój język niezdol- 
niejszym» i z prorokiem zeznać w poczuciu znikomości 
iniemocy przyrodzonej: «Ach, Panie mówić nie umiem». 

Wzniosłość zasad i majestat prawdy Bożej, przez 
Chrystusa objawionej, stał się w ciągu wieków szkopułem 
obrażenia i przedmiotem zgorszenia dla umysłów hardych 
i dla serc przewrotnych! Wielu te prawdy chciało tłu- 
maczyć po swojemu, ale gdy zauważyli, iż słaby ich 
umysł nie sprosta, ani serce wyuzdane nie odczuje, po- 
szli wstecz i odwrócili się od Chrystusa, albo się wyrze- 
kli Kościoła katolickiego, jako tłumacza i powiernika 
tych tajemnic wołając: «Twarda jest ta mowa, a któż ją 
zrozumieć może». I ten Najśw. Sakrament, dla którego 
porzucili Chrystusa chwiejni jego słuchacze, stał się na- 
rzędziem napaści i odstępstwa wyrodnych chrześcijan. 
Prawdą jest niezaprzeczoną w dziejach Kościoła, iż od- 
stępcy przeinaczyli wiarę Kościoła w rzeczywistą obecność 
Chrystusa Pana w tym Sakramencie; a jeden z nich 
(Luter) żałował nawet, że odrazu nie uderzył na tę pra- 


— 160 — a 


wdę, odwiecznie ożywiającą Kościół katolicki, na Przenaj. 
Sakrament Ołtarza. 

Za prowodyrami błędów religijnych idą, tak zwani, 
dzisiejsi bezwyznaniowcy. Nie można ich wszystkich po- 
tępiać, jakoby wyparli się wiary dla życia sprośnego, 
owszem wielu z nich porzuciło wiarę li tylko dla tego, 
że hardemu umysłowi, a niezważającemu na to, iż nawet 
w świecie widzialnym co krok spotykamy tajemnice nie 
wyjaśnione żadną nauką, prawdy ogłoszone przez Chry- 
stusa przedstawiają się, jako zagadnienie nierozwiązalne. 
Przestałem wierzyć, powiadają, bo czego nie rozumiem, 
uznać nie mogę: oto cała przyczyna odstępstwa. «Twarda 
jest ta mowa, a któż ją zrozumieć może?» oto i powód 
odwieczny upadku w rzeczach wiary dzisiejszych bezwy- 
znaniowców: jeśłi nie wszystkich, to przynajmniej wiel- 
kiej liczby. 

*[Tymczasem przy Chrystusie zawsze zostają prawdzi- 
wi uczniowie Jego — to Kościół Jego święty, to gronko 
prawdziwych wyznawców tego Kościoła. I dziś, kiedy 
wielu pobiegło za postępem i bezwyznaniowością, w tem 
przekonaniu, że nauka Kościoła jest nieprzystępną, suchą, 
niedoścignioną, a więc marzeniem i urojeniem, kiedy na 
prawa i zasady tego Kościoła wyrzekają chwiejni, woła- 
jąc: «Twarda jest ta mowa»: lud wierny z Piotrem wpatrzo- 
ny w oblicze Jezusowe, wyciągający dłonie do utajonego 
w Przenajśw. Sakramencie, woła: «Do kogoż pójdziemy, 
słowa żywota wiecznego masz. A my wierzymy, żeś Ty 
Chrystus Syn Boga żywego!» 


II. 


Smutny i bolesny jest widok zarozumiałości braci 
naszej, porzucającej Chrystusa, lub też wypierającej się 
Kościoła Jego dla ogromu tajemnic wiary. Ciężko się 
na sercu robi, kiedy się widzi braci zkądinąd Światłych, 
uczonych, idących wstecz od Chrystusa i od nauki Koś- 
cioła katolickiego. a na nawoływania tego Kościoła: Po- 
znawajcie, doświadczajcie nie tylko rozumem, ale i ser- 


— 161 — 


cem czystem tajemnice Boże, odpowiadają: « Twarda jest ta 
mowa». Serce krwią obiega, żal duszę ściska na ten po- 
wszechny objaw lekceważenia Przenajśw. Sakramentu 
Ołtarza, przez nich przeważnie okazywanego w ten spo- 
sób, że albo bardzo rzadko, rok od roku, albo przez kil- 
ka lat, albo i wcale nie przystępują do Stołu Pańskiego. 
W wielkiej swej uczoności ci ludzie, prawdziwie polito- 
wania są godni, nierozumieją tego, iż postępowaniem 
swojem upow ażniają i nie jako pochwalają bezbożność 
rozpustników i nałogowców niepoprawnych, a nawet rze- 
zimieszków i krętaczy rozmaitego rodzaju, którzy także 
do spowiedzi nie chodzą, nie przystępują do Komunji 
i lekceważą nauki i przestrogi Kościoła świętego. 

A jest jeszcze inny rodzaj odstępstwa, powszechniej- 
szy od poprzedniego: to odstępstwo z bojaźni cierpień 
i prześladowań, które dla wiary Chrystusowej przenieść 
potrzeba. Tego rodzaju odstępstwa widzimy pierwszy 
obraz w Ogrójcu Oliwnym. Tu już odstępują Chrystusa 
najbliżsi uczniowie Jego, i jeśli idą za Nim, to w ukry- 
ciu— gotowi Go się wyprzeć za lada niebezpieczeństwem. 
Kiedy bowiem Apostołowie ujrzeli Jezusa rzuconego na 
ziemię, skrępowanego powrozami i przez oprawców na. sąd 
prowadzonego — zlękli się i uciekli, ażeby z Chrystusem 
nie ucierpieć. Postępują co prawda za Nim zdala św. 
Jan i Piotr Apostołowie, ale pierwszy, gdy go chciano 
przytrzymać, wyrzeka się szaty swej i pozostawiając ją 
w ręku napastnika, ucieka, a drugi wobec podejrzeń ze 
strony sług arcykapłana, jakoby z Jezusem był, trzykrot- 
nie się Go wypiera i przysięgą potwierdza, iż nie zna 
tego człowieka. 

O, mój Boże, jakże wielu dziś katolików naśladuje 
ten upadek ducha apostolskiego! I,ada przeciwności i nie- 
powodzenie, lada groza i niebezpieczeństwo: już się wsty- 
dzą swej wiary, już się z nią kryją, już się nawet jaw- 
nie jej wypierają i odstępują od Kościoła! Jedni dla 
urzędu, lub miejsca popłatniejszego, drudzy dla wygod- 
niejszego sposobu życia, inni znowu dla dogodzenia swym 
namiętnościom, nie mówię już dla niebezpieczeństwa, 

11 


— 162 — 


wypierają się dziś ludzie Kościoła katolickiego, a nierąz 
i bluźnierczą przysięgą stwierdzają—nie znam tego czło- 
wieka! Jedni zmieniają wiarę i odstępują od Kościoła, 
drudzy liberalizują i uchodzą za wolnomyślących, a jeszcze 
inni wprost brutalnie rzucając potwarz w oblicze Matki- 
Kościoła, posądzają go, dla przykrycia zbrodni i rozpusty 
swej, o tyranję i o fanatyzm: słowem i czynem wołają, 
nie znam tego człowieka; chociaż katolikiem jestem, ale nie 
wszystkiemu współczuję, co się tam zaleca, ani się pod- 
daję temu, co nakazuje—nie znam tego człowieka. Nie 
ograniczając się słowy i czynami, dalej idą w swem za- 
pomnieniu od Apostołów, opuszczający ch Chrystusa — w 
pismach swych bezbożnych rzucają podejrzenia, jeśli nie 
oszczerstwa, ubliżenia, jeśli nie bluźnierstwa, na swój Ko- 
ściół i na jego wzniosłe tajemnice i zbawienne nauki. 

Widzę oblubienicę Chrystusową, Kościół-Matkę na- 
szą, bluźniony, szkalowany i szarpany przez wyrodne 
dzieci i to dlatego, że ten Kościół nieraz, jak Chrystus 
w Ogrójcu bywa skrępowany i miotany, o ziemię rzuca- 
ny przez wrogów! Widzę nadto, jak wielu katolików 
wyrodnych, na wzór dziecka wyrodnego, policzkują swą 
matkę. Przyjrzyjcie się, słuchacze, obrazkowi. Oto mat- 
ka zbiedzona i zbolała piersią swą nakarmiwszy dziecię, 
chce je do siebie przytulić, ale dziecko rozpustne wyry- 
wa się z uścisków matki: zatrzymywane miłością macie- 
rzyńską, bije ją po twarzy, szarpie za włosy. Macie w 
tym obrazku złych katolików, policzkujących i szarpią- 
cych Matkę-Kościół św., macie katolików zaprzańców, co 
tę Matkę w boleści wielkiej i w niedoli opuścili. 

Nie daje ta Matka złota i tytułów, nie daje godno- 
ści i błyszczenia w Świecie, precz z nią, wołają w szale 
namiętności—niech nam nie stoi na drodze naszych zdo- 
byczy i zysków doczesnych! Chce nakładać hamulce na 
nasze upodobania i żądze; precz z nią, nie chcemy znać 
jej, bo krępuje swobodę sumienia! Chce nas prowadzić 
po drodze ciernistej i krwawej w pracy, umartwieniu 
i z modliwą na ustach za nieprzyjaciół — precz z nią, my 
chcemy żyć i użyć świata, my pragniemy i szukamy zem- 


z 


— 163 — 


sty na wrogach swoich. I oto powstają kółka tych swa- 
wolnych dzieci, bluźniących i szkalujących Matkę swoją, 
Kościół św. Miłość macierzyńska Kościoła zamiast uła- 
godzić zapamiętałość wyrodnych synów, rozzuchwala ich 
butę, a kiedy Kościół wyciąga do nich ramiona miłosier- 
dzia Bożego, odpowiadają mu bluźnierstwy. I tacy są 
śmiali, iż wszędzie najbezczelniej pozwalają sobie naigra- 
wać się i natrząsać się z Matki-Kościoła. Inaczej by to 
wyglądało, gdyby ta Matka miała bizun przygotowany na 
ich kark nieugięty — o przed tym umieją milczeć i być 
przyzwoitymi; ale tu wiedzą, że mają doczynienia ze sta- 
rą Matką, która jeśliby i uderzyła, to by sama zapłakała. 


O, moja ty Matko, Kościele św., miotana i wiązana 
przez wrogów Chrystusa, opuszczona i bluźniona przez 
wyrodne dzieci! nie z góry Tabor, tyś w chwale zstąpiła 
z Chrystusem, aleś wyszła z Ogrójca z Nim razem spo- 
niewierana i skrępowana! Dzieci twe wyrodne zbiły cię 
u słupa hańby, wkładają na skronie twe cierniowy wie- 
niec! Nie po tryumfy zstąpiłaś na ziemię, ale by zale- 
wając się krwią i łzami -— słuchać, jak wyrodne syny 
wołać będą na cię do pogan i bezbożnych: ukrzyżujcie 
ją, ukrzyżujcie ją; i patrząc na ciebie na krzyżu rozpię - 
tą, wołać: Ufałaś Bogu, niech cię uwolni od męczarni 
i prześladowań, jeśliś ty oblubienica Boża, zstąp z krzyża!.. 


Tak wyrodnym synom nie daje upamiętania Pan 
Wszechmocny, który upamiętał i rawrócił Apostołów w 
swem zmartwychwstaniu i umocnił wiarę ich w zesłaniu 
Ducha św. To że Apostołowie zbłądzili w swej uciecz- 
ce, tłumaczy ich, iż jeszcze nie byli utwierdzeni w wie- 
rze przez Ducha św.; ale potem wynagrodzili swój błąd na- 
wróceniem i przepowiadaniem z wielką mocą w Chrystu- 
sie, jako Synu Bożym i przepowiadanie krwią i śmiercią 
przypieczętowali. Cóż jednak może wytłumaczyć wyrod- 
nych synów, którzy na chrzcie św. przyjęli łaski Boże, 
umacniające w wierze, a potem w Komunji św. nakarmie- 
ni zostali Ciałem i Krwią Chrystuoswą, a dziś stawszy 
się odstępcami, zostali i bluźniercami niepoprawnymi, 

11; 


— 164 — 


stali się ludźmi chwiejnej wiary, o których Chrystus po- 
wiedział, iż czasu pokusy odstępują! — Odpowiedzcie mi, 
jeśli tu jesteście. 

III. 


Ludu wierny, a nie odstępujący od Chrystusa czasu 
pokus i przeciwności, w wierze wytrwały, w przeciwno- 
ściach, na drogach ciernistych, nie zachwiany, do ciebie 
dziś mówi Chrystus: « Wy przyjaciele moi jesteście, boś- 
cie ze mną od początku i wytrwaliście we wszelkich po- 
kusach» '). Ty we łzach i płaczu przyjmujesz plony słowa 
Bożego, a w cierpliwości wielkiej przy nosisz i składasz 
Bogu w ofierze stokrotny owoc swej wiary i pobożności! 
Nie zrażają cię. ani odpychają od wiary niezbadane 
i niedoścignione tajemnice Boże, nie ustraszą cię, ani 
zachwieją cierpienia i przeciwności, które dla wiary pono- 
sisz. Wielka jest wiara twoja, ludu mój! Błogosławionyś, 
iżeś uwierzył, iżeś przetrwał wielkie pokusy, stanie się 
tobie od Pana, co przyrzeczonem zostało wiernym słu- 
gom Bożym: «Błogosławiony, on sługa, którego Pan 
znajdzie czuwającym. Kto wytrwa do końca, ten zbawion 
będzie». 

Ty się nie wypierasz i Matki twej oszczerstwem 
i obelgami obrzucanej przez wrogów, bluźnionej przez 
wyrodne dzieci, ty jak wierne dziecię, widząc ją zbolałą 
i spłakaną, garniesz się w jej objęcia, a modłami twemi 
i śpiewami chcesz ukoić boleść jej, złagodzić cierpienia, 
powstrzymać jej łkania nad losem swoim, a szczególniej 
dzieci wyrodnych. Jak matka w sieroctwie i cierpieniach 
srogich pociesza uściskiem i współczuciem dobrych dzia- 
tek, tak się pociesza nasza Matka-Kościół święty wiarą 
twoją, ludu wierny i wytrwały w wierze i w modłach, 
i w nabożeństwie twojem. Srodze ją boli niewdzięczność 
synów wyrodnych, ale nie mało i pociesza ją wytrwałość 
twoja w wierze ojców. Dlatego z patryarchą Jakóbem, 
składającym ręce na umiłowanego Józefa, błogosławiąc 


1) Joan 15. 


. 
| 


— 165 — 


cię, mówi: «Błogosławieństwo ojców twoich niech spocz- 
nie na głowie twej i na rodzinie, a Wszechmogący bę- 
dzieć błogosławił błogosławieństwy niebieskiemi» '). 

On, Siewca niebieski, Bóg i Zbawiciel nasz patrzy 
na cię, jako na rolę swoją wdzięczną i plenną, wydającą 
owoc stokrotny: patrzy na twe cnoty i zasługi, na twe 
dziatki i domowniki, w bojaźni Bożej żyjące. Jako gospo- 
darz dobry cieszy się rolą, tak się On cieszy wami. Wi- 
dzi, że w was nie zostały zmarnowane prace Jego apo- 
stolskie, ubóstwo i cierpienia, krew i Śmierć na krzyżu 
i woła do nas: «Wy przyjaciele moi jesteście, boście 
wykonali, comkolwiek wam czynić rozkazał. Cierpcie, 
a znoście wytrwale przeciwności. aż nim nie przyjdzie 
chwila zmiłowania; a wtedy przyjdę do was i pocieszy 
się serce, aż nim nie przyszlę aniołów swoich, którzy 
zbiorą kąkol ku spaleniu, a was, jako pszenicę moją 
zgromadzą do przybytków niebieskich». 

O bracia moi, upewnieni w miłości Chrystusowej ku 
nam i we wdzięcznej pamięci o nas Matki naszej— Ko- 
ścioła św., nie zapominajmy o naszych braciach błędnych, 
o tych, co czasu pokusy odstąpili i dziś w grzesznem 
zapomnieniu bluźnią swej Matce i Zbawicielowi swemu. 
W uznaniu przeto własnych wykroczeń módlmy się i za 
nich, aby im Bóg zesłał upamiętanie, aby nawróceni ła- 
ską Jego świętą przez łzy pokuty i wyznanie win. powró- 
ciii na łono swej Matki-Kościoła. 

Wy nieraz będąc zdala od świątyń, albo w tru- 
dach i pracy nieustannej żyjąc, nie zawsze macie czas 
potemu, by z braćmi waszymi podzielić się modlitwą przed 
ołtarzem Pańskim; módlcie się przeto po domach waszych, 
a życiem bogobojnem stwierdzajcie wiarę nie zachwianą 
w Boga. Widzi Bóg z nieba tę wiarę waszą, na próby 
ciężkie i pokusy narażoną, przeto posyła do was posły 
swoje-aniołki, by zbierały modły wasze i błagania i z pod 
strzechy waszej, lub od pługa i jarzma, ciężkiej pracy 
zanosiły je tam, do przybytków Bożych. A z rąk aniel- 


1) Ex. 49, 25. 


— 166 — 


skich wstępują one przed tron Boży z modłami Świętych, 
jako ubłaganie za grzechy i jako hołd i wdzięczność za 
dobrodziejstwa Ojca niebieskiego. Za tę twoją uległość 
Panu i Ojcu niebieskiemu otrzymujesz dar wiary nie- 
złomnej, żadnemi przeciwnościami nie zachwianej: tak iż 
przyświadcza ci niebo i ziemia: «Wielka jest wiara two- 
ja, ludu katolicki! Błogosławiony, iżeś uwierzył, stanie ci 
się to, co przyrzeczonem jest od Pana sługom jego 
wiernym». 

Gospodarzu niebieski, wejrzyj na rolę swoją, zmiękcz 
skały, wytnij chwasty i cierpienia, odnów umysły i serca 
tych, którzy uwiedzeni bezbożnością i rozpustą Ciebie 
opuścili. ŻZeszlij rosę z niebios ożywiającą, a niech od- 
nowi urodzajność niwy niewdzięcznej, a niech ci, co dziś 
bluźnią, będą chwalcami Imienia Twego. 

O, Matko nasza, Marya Najśw., Ty nas osłaniaj, 
Ty nas strzeż, abyśmy się nie stali rolą skalistą. Bez- 
bożność wzrasta, samowoła i rozwięzłość się rozwija, po- 
kusy i zgorszenia się mnożą, o Matko, o Bogarodzico, 
osłaniaj nas i broń, abyśmy czasu pokusy nie odstąpili. 

Amen. 


Kazanie XII. 


Na uroczystość św. Kazimierza o jego życiu, 
zasługach i chwale. 


„Błogosławieni słudzy oni, które 
przyszedłszy Pan, znajdzie je czujące*. 
Łuk. 12. 


Pielgrzymami jesteśmy na tej ziemi, nie wiedzący- 
mi ani dnia, ani godziny dokonania pielgrzymki doczes- 
nej. Z niczegośmy mocą Bożą powstali i w proch się we- 
dług prawa Bożego obrócimy. «I wróci się. jak powia- 
da mędrzec Pański, ciało do ziemi zkąd wzięte zostało, 


l 


— 167 — 


a duch pójdzie do Boga»'), jako do Stwórcy i Sędziego 
swego, by tam otrzymać nagrodę lub karę za czyny swe: 
cieszyć się chwałą wiekuistą, lub cierpieć przez wieki 
nieskończone. Pójdzie sam jeden po Śmierci, a z cia- 
łem połączony zostanie po sądzie ostatecznym. 


Taki los jest każdego człowieka mędrca i prostacz- 
ka, bogacza i nędzarza, pana i sługi: wszyscy zarówno 
legną w grobie zniszczenia, do ćzasu, kiedy trąba Archa- 
nioła powoła wszystkich na sąd ostateczny. W onej 
chwili stawi się Pan. jakby Oblubieniec, przychodzący na 
gody, by wynagrodzić cnoty i ukarać występki. Chwila 
decydująca o losie sądzonych, będzie chwila ich Śmierci, 
od której ustają już występki i zasługi śmiertelników, 
a czeka tylko sąd i wymiar sprawiedliwości. Na tę chwi- 
lę śmierci każe nam pamiętać: kiedy nas porównuje do 
sług, czekających na przyjście Pana. 


Słuchają głosu Nauczyciela wierni uczniowie, życie 
ich jest ciągłem czuwaniem; pamięć na godzinę śmierci 
jest dla nich bodźcem i zachętą do zasług, do wysłuże- 
nia szczęśliwej godziny Śmierci. W rzędzie tych wier- 
nych uczni staje jaśniejący, jak pochodnia — wiarą i jak 
lilijka— czystością, święty Kazimierz Królewicz, Wyznaw- 
ca i Patron nasz. Czujność jego zawiedzioną nie zosta- 
ła. Powołany na początku życia do Boga, stanął gotowym 
i przez to zasłużył na wiekuistą chwałę w niebie i pa- 
miątkę sławną i nieśmiertelną na ziemi. Ku czci świę- 
tego Kazimierza i ku naszemu zbudowaniu, pomówmy 
dziś o Jego zasługach i chwale. 


O Boże! coś z tronu niebieskiego miał oczy Twe 
zwrócone od wieków na .tę świątynię i na modlącego się 
w niej sługę Twego Kazimierza, zwróć oblicze Twe na 
nas, wejrzyj na dzieci Twe, oto, tłumnie napełniające tę 
świątynię; łaską Twą oświeć, naucz, wskaż nam chwałę 
i obowiązki nasze, za przyczyną Matki naszej i Królo- 
wej Maryi. — Zdrowaś Marya. 


i) Ecel. 12. 


— 168 — 


Czterysta lat przeszło od owej chwili wiekopomnej. 
kiedy w tej świątyni, na tym miejscu, w otoczeniu kró- 
lewskiem ukazywał się młodzieniec Królewski, by z lu- 
dem wiernym, pod przewodnictwem kapłanów, składać hoł- 
dy Królowi niebieskiemu. Widziano tedy młodzieńca, 
odrywającego się od ziemi, od świetnego orszaku, duszą 
i sercem wznoszącego się w modlitwie i zachwyceniach 
do ołtarzy niebieskich. Młodzieńcem tym był święty 
Kazimierz, syn króla Kazimierza Jagielończyka, podług 
rodowodu tego Świata, a prawdziwy sługa Boży, czuwa- 
jący na przyjście swego Pana, podług ksiąg żywota. 


Pochodząc z bogobojnych rodziców, od lat młodocia- 
nych otoczony troskłiwą opieką kapłanów i mężów świą- 
tobliwych, rozwijał Św. Kazimierz w duszy swej wiarę 
gorliwą, umartwienie i czystość dziewiczą ciała i na skrzy- 
dłach modlitwy wznosił się tam do przybytków Bożych 
do obcowania ze Swiętymi i z Aniołami. Nie dziw, iż 
z tego obcowania wracał między ludzi zachwycony, roz- 
promieniony i zjawiał się w oczach otoczenia swego, jak 
Anioł, i świecił na tej ziemi, jak promyk światła nad- 
ziemskiego, budząc podziw i uwielbienie wpośród swych 
wychowawców, nauczycieli i całego otoczenia. 


Bogobojny pisarz Jego żywota powiada: iż ten świę- 
ty Młodzieniec, pierwiej się człowiekiem, wszystkim ludz- 
kim nędzom i przygodom podległym uznawał, aniżeli 
królewiczem: i mówił one słowa króla wielkiego Salomo- 
na: Jestem Śmiertelny człowiek podobny wszystkim, z zie- 
mi urodzony, temże oddycham powietrzem, co i drudzy!.. 
pierwszy głos mój, jako i wszyscy wydałem, płacząc. 
Od młodości duchem Bożym natchniony, założył funda- 
ment bojaźni Bożej, aby w niej chodził, a myśli swoje 
wszystkie w Panu Bogu i w onem pewniejszem króle- 
stwie fundował, a duchownej w cnotach chrześcijańskich 
mądrości naby wał... w modlitwie się częstej i pilnej we 
dnie i w nocy ćwiczył. Częściej go w kościele znajdo- 


— 169 — 


wano, niźli w pałacu: i widywano go w modlitwie my- 
ślą zachwyconego *). 

Zaiste, krępowały widać pałace ziemskie ducha tego 
Młodzieńca, który się rwał do pałaców niebieskich. Nie 
kładł się na łożu królewskiem, ale na gołej ziemi sypiał; 
a gdy wszystko było we śnie pogrążone, powstawał i w 
pomroce nocnej, nie zważając na zimne pory roku, szedł 
przed tę Świątynię i przed zamkniętemi jej drzwiami za- 
nosił swoje modły i westchnienia do Boga. Nie czuł on 
zimna i chłodów, ogrzewał go ogień wiary i żarliwości. 
Krępowały go i szaty królewskie, to też pod niemi nosił 
ostrą włosienicę, a wobec wystawności i obfitości stołów 
królewskich zachowywał post i umartwienie. Był to za- 
konnik w pałacach królewskich, pustelnik, otoczony Świet- 
nym orszakiem senatorów i rycerzy, męczennik niekrwa- 
wy, wobec uciech i rozkoszy. 

Z postępem czasu mężniał duch, wzmacniała się wia- 
ra i żarliwość św. Kazimierza, ale rujnowała się i słabła 
powłoka śmiertelna, ale ciało mdłe zaczynało już się roz- 
wiązywać. Że smutkiem to widzieli blizcy i otaczający 
i, chcąc go dłużej zatrzymać wpośród siebie, radzili mu 
po ludzku, aby sfolgował sobie i odstąpił od zwykłych 
umartwień. Ale święty Młodzieniec — ze św. Pawłem, 
pragnący rozwiązania z przybytkiem Śmierci, z uśmiechem 
uchylił prośby ludzkie, a zapowiadając dzień śmierci swej, 
gotował się żarliwiej na spotkanie Pana, aby, gdy przyj- 
dzie i zakołacze mógł otworzyć przed Nim duszę i serce 
swoje. I tak się gotując w rozpamiętywaniu męki Jezu- 
sowej, uściskając i tuląc do siebie krucyfiks, zasnął śmier- 
cią świętych Pańskich w kwiecie wieku, bo mając lat 
dwadzieścia pięć niespełna. Zgasł promyk świetlany, co 
światłem czystem zaświecił na niebie naszem i przyświe- 
cał chwilowo naszej biednej ziemi. Rodzice z jękiem 
i łkaniem obejmowali zastygłe cząstki swego dziecięcia 
świętego. Pieśnią żałosną zapłakali kapłani i tracąc w 
nim gwiazdę nadziei swoich-—zajęczały dzwony pokryły 


1) Skarga. Żyw. św. Kaz. 


— 170 — 


się żałobą świątynie, opłakując ustawicznego towarzysza 
i jakby domownika swego. Załobą pokrył się kraj cały, 
gdyż serca bogobojne odczuły, iż tracą z przed oczu 
«Świętego». 

Lecz Bóg pocieszający swą dziatwę we wszelkiem 
strapieniu, pocieszył serca spłakane i zbolałe, okazując 
szczególniejsze cuda i dobrodziejstwa przez pośrednictwo 
św. Kazimierza. Każdy zaczął garnąć się do świętych 
szczątków, szukając i doznając pomocy w potrzebie. Sła- 
wa świętego Młodzieńca w lat niespełna czterdzieści prze- 
szła granice kraju, oparła się o Stolicę Apostolską, 
a ztamtąd rozległ się głos Pasterza Pasterzy, podnoszący 
do godności błogosławionych wsławionego cudami i cno- 
tami Kazimierza, nakazujący modły do niego i szczegół- 
niejsze nabożeństwo w kraju, gdzie się urodził, żył i za- 
snął w Panu w promieniach świętości. Na początku zaś 
wieku XVII cześć św. Kazimierza rozpowszechniono po 
całym Świecie katolickim. 

O z jakąż radością i otuchą podniesiono święte szcząt- 
ki i wystawiono je ku czci na ołtarzach. Dzień czwar- 
tego marca, jako dzień zgonu świętego Kazimierza, stał 
się dniem narodzenia jego czci chwały na pokolenia i po- 
kolenia, stał się dniem Święta uroczystego i dniem od- 
pustu i dobrodziejstw Bożych dla ludzkości, dniem nauki 
i napomnienia dla ludzi przywiązujących swe serce do 
skarbów ziemskich, dniem pociechy i ukojenia dla bogo- 
bojnych. 

II. 


«O jako piękny jest czysty rodzaj z jasnością! Nie- 
śmiertelna jest bowiem pamiątka jego: gdyż u Boga zna- 
joma jest i u ludzi» '). Woła zachwycony mędrzec Pański, 
wychwalając zasługi i cnoty sprawiedliwych. A te słowa 
obudzają się w sercu, wyrywają się z ust, żywo nam 
stają w pamięci, ilekroć rozważać zaczniemy życie i cno- 
ty świętego Kazimierza. Hymnem chwały napełniają 


ty „ Sap. 4, 1. 


— 171 — 


one Świątynie nasze, potrącają o serca nasze, ilekroć 
obchodzimy uroczysty dzień świętego Patrona naszego, 
ilekroć stajemy w odwiecznym orszaku z pokolenia na 
pokolenie wielbiących świecącego, jak pochodnia wiary, 
czystego, jak lilijka, świętego Królewicza. Zachwyceni, 
rozrzewnieni z rozkoszą serca wpatrując się w dziewiczą, 
świętą Jego postać, wołamy: «O jako piękny jest czysty 
rodzaj z jasnością! Nieśmiertelna jest bowiem pamiątka 
jego: gdyż u Boga znajoma jest i u ludzi». 

Nie był on długo na tym świecie, nie doczekał się 
tak błogosławionej i pożądanej, jak w wyrokach Bożych 
i jak w pragnieniach serca ludzkiego, sędziwości lat; ow- 
szem na zaraniu życia, jak kwiatek podcięty, zaczął więd- 
nąć i skonał, kiedy mu wschodzi słońce ziemskiej chwały 
i nadziei świętych dla otoczenia! Pomimo jednak nie- 
długiego życia, krótkiego pobytu na tym padole pielgrzy- 
mowania, pozostawia po sobie pamiątkę wiekopomną, prze- 
żywającą pokolenia, przenoszącą dolę i niedolę ludzką, 
niezatartemi zgłoskami zapisującą się w sercu wiernych 
dzieci Kościoła. I oto my dziś w jednej wierze, w jed- 
nem uwielbieniu, łącząc się z ojcami naszymi, przekazu- 
jemy wiekom i pokoleniom następnym cześć jego, woła- 
jąc: «O jako piękny jest rodzaj czysty z jasnością! Nie- 
śmiertelna jest pamiątka jego: gdyż u Boga znajoma jest 
i u ludzi». 

Tak wołamy i, czcią otaczając ołtarze i szczątki św. 
Kazimierza, z mędrcem Pańskim świadczymy o Nim, iż 
«Sprawiedliwy, jeśli śmiercią będzie uprzedzony w ochło- 
dzeniu będzie. Starość bowiem poczciwa, niedługowiecz- 
ra, ani liczbą lat porachowana; ale sędziwością jest roz- 
tropność człowieka; a wiek starości żywot niepokalany». 
Roztropnością św. Kazimierza było, iż Boga przeniósł 
ponad tron ziemski, służbę Bożą ponad panowanie do- 
czesne. Roztropnością jego było, iż usunąwszy się od 
tronów ziemskich, nosząc włosiennicę pod szatą królew- 
ską, w modlitwie i umartwieniu szukając zbawienia duszy, 
stanął na czele sług Bożych ze swych braci i narodu, 
czuwających na przyjście Pana. Roztropnością jego by- 


— 172 — 


ło, iż tem dobrowolnem poniżeniem i męczeństwem wobec 
świata wysłużył sobie koronę i królestwo nieśmiertelne— 
przed Nim oto i dziś, jako przed mężem niespożytej 
wiekowej zasługi, jako przed starcem cnót i czynów bo- 
haterskich, korzą się zhołdowane serca, wołając: «O jako 
piękny jest rodzaj czysty z jasnością! Nieśmiertelna jest 
bowiem pamiątka jego: gdyż u Boga znajoma jest i u 
ludzi». 


Patrząc na czyny i zapasy bohaterskie i zwycięzkie 
zdobycze nad samym sobą, jakie nam przedstawia święty 
Kazimierz, możemy dać o nim świadectwo z mędrcem 
Pańskim, iż «stawszy się za krótki czas doskonałym, prze- 
żył czasów wiele». Nie jeden bowiem ze starców, w cią- 
gu długiego życia, tyłe zwycięstw nie dokonał nad sa- 
mym sobą, tyle się nie modlił, tyle nie pościł i nie 
umartwiał siebie, ile ten święty Młodzieniec, ile ten Kró- 
lewicz, spotykający na każdym kroku zgorszenia, pokusy 
i pochlebstwa. Przeżył przeto czasów wiele, żyjąc czas 
krótki, wiele odparł pokus, przeniósł umartwień, wiele 
zaniósł przed tron Boży modłów i łez wylanych na ubła- 
„ganie Boga za własne usterki, i za grzechy, i za obłęd 
braci swoich. Przeżył czasów wiele, bo kochał Boga 
wiele, bo widział wiele na tym Świecie zdrożności ludz- 


kich... 


Przetoż, mówiąc słowy mędrca Pańskiego « Podobała 
się Bogu dusza jego, dlatego kwapił się Bóg wywieść go 
z pośród nieprawości... Podobając się Bogu stał się umi- 
łowanym i żyjąc między grzesznikami, przeniesion jest: 
pochwycon jest, aby złość nie odmieniła umysłu jege, 
albo zbłudność nie oszukała duszy jego». 


Pochwycił Bóg, porwał świętego Młodzieńca z grze- 
sznej ziemi — wyrwał pszeniczkę z pośrodka kąkolu — 
przedwcześnie osierocił rodziców, Kościół i naród. Ale za 
nim poszły do nieba uczucia wielbicieli jego, ale ze świę- 
tym Młodzieńcem porwał Bóg i serca tych, co go umi- 
łowali, porwał serca nietylko współczesnych blizkich jego, 
ale oto, w ciągu wieków, za tym świętym Młodzieńcem 


"NY, "HENNA 


— 173 — 


porywa i pociąga do przybytków swoich serca jego braci 
bogobojnych, a czuwających na przyjście Pana swego. 

Swiadkiem tego jest uroczystość dzisiejsza, świąty- 
nia ta i to miejsce cudowne — kaplica świętego Kazi- 
mierza. W tej wspaniałej kaplicy, marmurami, rzeźbą 
i pamiątkowemi arcydziełami pędzla ozdobionej przez 
królów i możnych ołiarodawców, widzimy ciągle postacie 
klęczące i korzące się przęd grobem swego Patrona. Je- 
dni gorąco wymawiają swe błagania, drudzy zatopieni 
w niemej modlitwie, inni w cichych jękach i łkaniu wy- 
rażają swe potrzeby, niedolę swoją i próby Boże. Tu 
starzec siwizną okryty spędza na modlitwie ostatnie dni 
życia swego i przywodzi sobie na pamięć rodzaje i lata 
starodawne i swoje dnie pomyślne i łzawe, zasługi swo- 
je i wykroczenia, i poleca resztki życia i zgon swój 
świętemu Młodzieńcowi, który «przeżył czasów wiele», 
Patronowi jednej matki ziemi i dzieci Kościoła katolic- 
kiego. Tu młodzieniec wstępujący na drogę obowiązku 
i pracy, a nie ufny w siły swe, albo nie mający przy- 
jaznej ręki, coby się ku niemu wyciągnęła — udaje się 
pod opiekę i kierownictwo Młodzieńca świętego, Patrona 
i Opiekuna młodzieży bogobojnej, i błaga, «aby złość 
nie odmieniła umysłu jego i obłudność nie oszukała 
duszy jego» na śŚlizkiej, a niepewnej drodze życia tego. 

Tu ojciec i matka zafrasowani i bolejący nad losem 
dziatwy swej, szukają wspomożenia, tu rodzice osieroce-- 
ni, patrząc na rodziców Św. Kazimierza pochylonych w 
boleści swojej nad zimnemi zwłokami przedwcześnie zga- 
słego syna, uczą się poddaniu się woli Bożej i znajdują 
ukojenie w boleści serca rodzicielskiego. Tu dziatki 
wieńcem otaczając ołtarz Św. Kazimierza, zanoszą swe 
modły niemowlęce za swych rodziców, tu sierota bezdom- 
na szuka przytułku i opieki świętego Królewicza, tu każ- 
de serce wierne i bogobojne znajdzie potrzebne dla się 
nauki, przestrogi, otuchę i pocieszenie. Tu, jak przed 
wieki, tak i dziś, dla zasług św. Kazimierza oczy Boże 
i serce otworzone są i uszy skłonione na modlitwę i bła- 
gania dzieci... 


— 174 — 


O, święty Młodzieńcze, św. Kazimierzu, Królewiczu 
i Patronie nasz, o jak słodko cię wielbić i opowiadać 
chwałę twoją, i tę wiarę, i tę ufność braci twoich w prze- 
możne wstawiennictwo twoje przed Bogiem!  Porwał cię 
Bóg z tej ziemi, z objęć kochających cię rodziców i wiel- 
biących ciebie domowników, porwał cię, by postawić na 
tronie Patrona i Opiekuna twej braci. Jak promyk jas- 
ny wiarą twą i niewinnością zaświeciłeś tu na ziemi oto- 
czeniu twemu, ale z tronu chwały, jak słońce niezacho- 
dzące, przyświecasz nam, pouczasz nas wątpiących, stro- 
fujesz błądzących, pocieszasz stroskanych, zbolałych i spła- 
kanych. «O jak piękny jest rodzaj czysty z jasnością— 
nieśmiertelna jest bowiem pamiątka twoja, gdyż u Boga 
1 ludzi znajoma jest chwała i przyczyna Twoja». 


III. 


Ale, wysławiając zasługi mężów świętych, mędrzec 
Pański dodaje, iż «ludzie widzieli, a nie rozumieli, ani 
kładli w serca takich rzeczy. Ujrzą bowiem koniec spra- 
wiedliwego (mądrego) i nie rozumieją, co o nim Bóg 
myślił i dlaczego obroną otoczył go. Ujrzą go i wzgar- 
dzą, a z nich Pan naśmiewać się będzie...» Bo «potępia 
sprawiedliwy umarłe, żywe, niepobożne, a młodość prędzej 
skończona, długi żywot niesprawiedliwego». 


Ach jakże wielu z was, bracia moi, nie zrozumiało 
cnót i zasług św. Kazimierza, którego swym Patronem 
nazywacie, do którego ustami się modlicie, ale od które- 
go i myśli i serca wasze daleko, daleko, odeszły. Jakże 
wiele dziś jest ojców i matek nienaśladujących bogoboj- 
nej troskliwości o wychowanie religijne dziatek. Uczą 
ich tylko tego, co na Świecie da zysk, zarobek, albo 
przyszłość doczesną zgotuje, ale zaniedbują wychować je 
bogobojnie i nauczyć niezbędnych zasad wiary, pacierza 
i katechizmu. Nie doprowadzą w swoim czasie do spo- 
wiedzi i komunji świętej, ale wypychają do ludzi po nau- 
kę, albo zarobek. O rodzice, rodzice nierozważni, może wy 


— 175 — 


tu jesteście, a wasze dziatki pozbawione zasad wiary, nie 
nauczone obyczajów chrześcijańskich, grzęzną dziś w ba- 
gnie występków, albo rozpaczają po utracie wiary, i jak 
dzwonki żałośnie jęczą przed Bogiem i uskarżają się na 
waszą swawolę, na waszą obojętność w służbie Bożej. 
O rodzice nierozważni, o pasterze rozpraszający trzodkę 
sobie powierzoną! Ach, zapewne, że wy nie wyhoduje- 
cie świętych Kazimierzów, ale namnożycie Kainów i Ju- 
daszów — kąkolem zanieczyścicie dom Boży, Kościół 
Chrystusowy. Cieszycie się, że się wam hodują dzieci 
tak, jak wy obojętni na wiarę, żeniąc się, biorą posagi, 
robią interesa, gromadzą dostatki; — ale oto potępia was 
umarły Sprawiedliwy Kazimierz was, «żywe niepobożne». 
Wyście nim wzgardzili, ale Pan Bóg naśmiewać się z was 
będzie, kiedy wy płakać i zawodzić nad dziećmi waszy- 
mi będziecie. 


A nałogi wasze, a rozpusta wasza, o synowie mar- 
notrawni, o dzieci wyrodne, zatracające skarby darów 
Bożych, zdrowie i życie i zbawienie duszy waszej, czyż 
nie dowodzi tego, że wy nie zrozumieli umartwienia, po- 
stów i czystości Świętego Kazimierza. On był synem 
królewskim, młodzieńcem więdnącym przedwcześnie, a po- 
Ścił posty surowo, a we włosiennicy chodził i spędzał 
noce na modlitwie. Ale wyście nie zrozumieli Jego, 
ani wzięliście rzeczy takowych do serca swego. Wy nie- 
tylko wymijacie posty przez dyspensy, ale nawet bale 
urządzacie w domach swoich w dnie postne, wy nietylko 
włosiennice, ale nawet odzieży przyzwoitej pozbyliście się, 
a obnażone bezwstydnie żony i córki wasze wprowadza- 
cie na te iście szatańskie wieczorynki. O nie, wyście 
nie zrozumieli św. Kazimierza, wyście wzgardzili nim 
poszczącym i umartwionym i odzianym we włosiennicę, 
ale z was Bóg się naśmieje, kiedy was nędza w łachma- 
ny przyodzieje i skarze was na Śmierć głodową. 


Podobały się wam trunki i kompanijki pijackie, opil- 
cy nałogowi. Nie pamiętając ani na Boga, ani na lu- 
dzi, zalewacie sobie głowy i hańbicie dni święte i uro- 


— 176 — 


czyste. A i w dniu dzisiejszym, ileż to obrazy Bożej 
dziać się będzie po ulicach i po domach waszych, kiedy 
wy z kiermaszu powróciwszy, raczyć się będziecie z przy- 
jezdnymi kumami i sąsiadami waszymi. Niejeden cały 
rok nie był pijany, ale się upił na święty Kazimierz, 
bo znajomi ze wsi pociągnęli. Tymczasem wy tu jesteś 
cie i jak widzę popłakujecie, ale czy wy rozumiecie Św. 
Kazimierza i czy wzięliście do serca jego posty, umar- 
twienia, jego modły i łzy? — Nie, wy w szale nałogu 
wzgardziliście nim, albo i wzgardzicie, ale z was Bóg 
naśmiewać się będzie, kiedy dziatki wasze pijaństwem 
waszym do nędzy doprowadzone z głodu przymierać bę- 
dą—i wy sami nagłą śmiercią nałogowców pokończycie. 


Ojcowie i matki, co niedochowujecie sobie wiary 
małżeńskiej, targacie węzły przed Bogiem zaprzysiężone 
dla nierządu. Młodzieży odarta z niewinności dziewiczej, 
czy wy rozumiecie świętego Kazimierza? Może idąc za 
popędem chwilowego uczucia, które wam pozostało z lat 
dawnych i zaszliście do tej Świątyni, i słuchacie nauki 
o chwale świętego Kazimierza. Ale w życiu waszem roz- 
pusta i nierząd stał się chlebem powszednim. Powiadacie, 
że bez tego żyć nie można. Plugawicie się od wielkiego 
do małego, od pana do sługi, od uczonego do wyrobni- 
ka i nazywacie się katolikami, Świętujecie uroczystość 
świętego Kazimierza. Ależ wy nie wzięliście niewinności 
jego do serca swego, żeby pozostać czystym, każdy we- 
dług obowiązku i powołania swego, aleście wzgardzili 
jego czystością anielską. Przetoż i Bóg naśmiewać się 
z was będzie, kiedy wy okryci wstydem i hańbą i karą 
Bożą złamani na ciele waszym, z rozpaczy będziecie 
zgrzytać zębami i z bólu żuć języki swoje, «ale Pan 
z was naśmiewać się będzie». 


Odstąpiliście od wiary dla bezbożnej nauki, porzu- 
ciliście Kościół, w którym się modlił i zbawienie znalazł 
św. Kazimierz, a w waszych bezbożnych i pokątnych 
zgromadzeniach wyszydzacie wiarę ludu, wykpiwacie cno- 
tę Świętych i tylko z punktu naukowego, albo narodowego, 


7 


— 1727 — 


zapatrujecie się na zasługi i pamiątki świętego Kazimie- 
rza; aleście go nie zrozumieli, ale do serca waszego nie 
weszła znajomość jego cnót i zasług.  Rozpustujecie 
i dokazujecie po bezbożnych zbiegowiskach waszych. 
Wzgardziliście świętym Kazimierzem, jako sługą Bożym 
i wyznawcą Kościoła Chrystusowego. Ale przyjdzie czas 
na was, harde dusze, odstępcy zakonu Chrystusowego, 
kiedy nad losem waszym okrutnym będą łamać ręce ro- 
dzice wasi, żony i dzieci wasze, a znajomi będą kiwać 
głowami nad zatraceniem waszem, kiedy Pan z was na- 
Śśmiewać się będzie, a wy będziecie schnąć od strachu 
i żądzą niezbożnych zaginiecie. 


I patrząc na was dziś: i w to święto uroczyste wspo- 
minając na waszą obojętność, nałogi, rozpustę i niewiarę, 
już nie z mędrcem Pańskim przepowiadać mi przystało 
zgubę waszą, ale łzami Boga waszego Zbawiciela zapła- 
kać nad waszem zaślepieniem, a zapożyczywszy słów Je- 
remjasza proroka, wołać: «Grzech zgrzeszyło Jeruzalem, 
dlatego niestatecznem się stało. Wszyscy, którzy je czci- 
l, wzgardzili je, bo widzieli zelżywość jego, widzieli je 
i naśmiewali się z szabatów jego» *). 


A tym łzom, tym jękom duszy zbolałej towarzyszy 
w płaczu nieutulona ta ziemia, która uświęcona została 
stopami Świętych naszych i skropiona ich łzami i te 
świątynie, modłami ich i westchnieniami kiedyś rozbrzmie- 
wające. Płacze ziemia matka, płaczą świątynie dla wa- 
szej swawoli i marnotrawstwa, dla waszych nałogów i lu- 
bieżności i rozpusty, dla waszej pychy, odstępstwa i nie- 
wiary. Płaczą i zawodzą, ręce wyciągając ku przechodniom 
i obcym, i nawołując, i skarżąc się: «O wy wszyscy, któ- 
rzy przechodzicie przez drogę, obaczcie, a przypatrzcie 
się, jeśli jest boleść, jako boleść moja: bo mię jako win- 
nicę zebrał (Pan), jako mówił Pan w dzień gniewu za- 
palczywości swojej. Położył mię spustoszoną, przez cały 
dzień żałcścią utrapioną. Pobrał wszystkie wielmożne 

1) "Tren. £,74 etc. 

12 


— 1728 — 


„ . . LJ . . . 
Pan z pośrodku mnie... Oddalił się odemnie pocieszyciel 
nawracający duszę moją. stali się synowie moi straco- 
nymi...» 


O święty Kazimierzu, o Patronie nasz i orędowniku 
przed Bogiem, wejrzyj na łzy Matki-Kościoła i tej świą- 
tyni, w której się modliłeś! na łzy gorzkie i palące, bo 
przez synów wyrodnych, przez nałogowców, rozpustników, 
i odstępców od zakonu Pańskiego wyciśnięte. Przeniósł 
cię Bóg z tego padołu zepsucia i podłości w wiośnie ży- 
cia twego, aby złość ludzka nie odmieniła umysłu twego 
i obłuda nie zeszpeciła duszy twej! "W promieniach 
świętości twej i czystości odgrzebaliśmy w sercach na- 
szych wspomnienia lat niewinnych, dni jasnych i szczę- 
śliwych, kiedy nam przyświecała pochodnia wiary, kiedy 
nas zdobiła szata niewinności. Zatrwożyliśmy się w du- 
szy swej na widok tych plam, które nas okrywają i tych 
ran, któremi grzech zranił serca nasze. Nie pogardzaj 
łzami, nie odpychaj tych ramion do ciebie wyciągnię- 
tych! litości. przebaczenia dla grzesznych a pokutujących 
twych braci u Pana zastępów błagaj. Zasłoń nas od 
gniewu Bożego, osusz łzy Matki-Kościoła, pociesz ją na- 
wróceniem i upamiętaniem wyrodnych synów i odstępców 
od zakonu Bożego. Pociesz ją synami wstrzemięźliwymi, 
bogobojnymi i naśladującymi twą czystość, o Aniele nasz 
i Patronie! 


O, ukryty w Przenajświętszym Sakramencie, Ojcze 
wieków i Boże królów i świętych naszych, Ty, co nie 
pogardzasz głosem wołających o litość — przebacz, prze- 
bacz ludowi Twemu dla zasług świętych Twoich, a braci 
naszych. Zapomnieliśmy, nieraz od dróg świętych Two- 
ich odstąpiliśmy: ale oto w tym dniu uroczystym—przed 
stolicą Twoją stanęliśmy korni i skruszeni: oto w prze- 
ciągu czterdziesto-godzinnego nabożeństwa przed obliczem 
Twoim rozważać będziemy nauki, które Ty nam podałeś 
w przykładzie świętych i za ich przykładem będziemy 
opłakiwać zdrożności nasze i wzywać wspomożenia Twe- 
go. O, wejrzyj na sieroty, Boże, coś upodobał sobie 


— 179 — 


w królach i kapłanach naszych, ozdób świątynię Twą 
i lud Twój naśladowcami cnót świętego Kazimierza. 
Amen. 


Kazanie XIII. 


Na Wielki Piątek. 


„A około godziny dziewiątej za- 
wołał Jezus głosem wielkim: „Boże mój, 
Boże mój, czemuś mię opuścił?* Mat.27. 


Krzyż Boga Zbawiciela, kiedy mu się bliżej przyj- 
rzymy, kiedy się zastanowimy poważniej i głębiej wnik- 
niemy w rany zabitego na nim Syna Bożego, zawsze 
budzi w sercu współczucie, zawsze przemawia pouczająco, 
a przekonywająco do duszy człowieka. Męka i Śmierć 
Boga Zbawiciela zawsze jest najwymowniejszą nauką, naj- 
dzielniejszą pobudką do cnoty, najskuteczniejszym lekar- 
stwem dla duszy zbolałej. Chrystus na krzyżu, to wiecz- 
ny a nieodłączny towarzysz wygnańczego plemienia przy- 
kutego do własnych krzyżów przeciwności ducha i ciała, 
do codziennych zawodów zmienności i cierpień. 

Wymowniejszym staje się głos Jego w dniu dzisiej- 
szym, jako w rocznicę odwieczną katuszy i śmierci krzy- 
żowej Boga-człowieka; Syna Bożego i Pierworodnego ze 
wszego stworzenia Jezusa Chrystusa. Ten głęboki a po- 
ruszający grobowy nastrój, który panuje dziś w koście- 
le, zaczynając od ołtarzy, po odejściu pasterza z ozdób 
ogołoconych i obnażonych, idąc aż do grobu, w którym 
złożono Jezusa — nadzieję naszą; to nabożeństwo jakby 
dorywcze, tak niezwykłe, co do formy i treści; te Śpie- 
wy żałośne i jęki sług Jezusowych, kapłanów, wszystko 
to rozczula, porusza i wstrząsa serce ludzkie, a w duszy 
głębiej jeszcze i boleśniej zapisuje się krwawa pamiątka 
ofiary za grzechy rodzaju ludzkiego. 

12* 


— 180 — 


Boleść i współczucie ku cierpieniom Chrystusa obu- 
dzone temi zewnętrznemi oznakami potęgują się i wzra- 
stają do kresów najwyższych i przechodzą w ból niewy- 
powiedziany, nieogarniony, kiedy się usłyszy głos skargi 
Jezusa konającego na krzyżu. Serce się rozdziera, du- 
sza się rozdwaja i jakby się rozpada na to wołanie, na 
ten jęk cierpiącego niewinnie Męża boleści: «Boże mój, 
Boże mój, czemuś mię opuścił?» Jak matka, gdy usły- 
szy jęk dziecka konającego: jak. dziecię, gdy posłyszy 
skargę przedśmiertną ojca. tak dziś każde serce wierne 
upada pod nawałem boleści, smutku i żalu, kiedy 'słvszy 
Zbawiciela swego wołającego do Ojca: «Boże mój, Boże 
mój, czemuś mię opuścił?», kiedy Słowo i Mądrość Boża, 
jakby nie wie przyczyny i celu swych cierpień, a wszy- 
stkie swoje nauki streszcza w tem poruszającem wołaniu: 
«Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» Cóż dziw- 
nego, że mizerny rozum ludzki i biedne serce ludzkie, 
wobec tego wołania prędzej płakać i skarżyć się, niż mó- 
wić i rozstrząsać może. 

Wobec tego wołania, znikają w pamięci ludzkiej 
wszystkie znaki i proroctwa o Zbawicielu ludzkości, — 
wszystkie słowa prorockie i Fwangieli:tów; żywo tylko 
zarysowują się słowa łotra nawróconego, wyrzeczone do 
towarzysza bluźniącego Chrystusowi z tłuszczą żydowską: 
«Ani ty się Boga boisz, gdyżeś tejże kaźni podległ; 
a myśmy sprawiedliwie zapłatę odnosimy za uczynki, bo 
godną, lecz ten nic złego nie uczynił»'). Wobec tej skar- 
gi milkną proroctwa, ustają widzenia, a tylko przed ocza- 
mi zbolałej duszy, krwawo zarysowują się słowa prorocze 
Izajasza: «Sprawiedliwy ginie, a nie masz ktoby uważył 
w sercu...» *) a tylko głębiej się wpija do duszy sło- 
wa bolesnej skargi: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?...» 

Po chwilce wypoczynku danej zbolałemu sercu i du- 
szy rozproszonej tak wzruszającą skargą ze światłem wia- 


1) Luc. 23, 10. . 
s) "SZ; 1; p 


— 181 — 


ry, wsłuchajmy się w to wołanie: oceniajmy każdy jęk, 
każdą głoskę, każdy wyraz, który się wyrywa ze zranio- 
nej piersi Jezusowej—i stosujmy je do wyroków Bożych, 
jak się one objawiły i zarysowały się na tle dziejów ro- 
dzaju ludzkiego, jak się one wyświetlają w odwiecznych 
celach Boga Stwórcy, Sędziego i Ojca ludzkości. 


Na kilkadziesiąt wieków przed tem wołaniem Syna 
Bożego na górze Kalwarji, postępował ojciec z synem 
jedynakiem na górę Moria, gdzie później stanęła świąty- 
nia Salomona. Ojciec był uzbrojony w nóż ofiarny, 
a syn dźwigał drzewo i niósł ogień na stos ofiarny. Był 
to Abraham praojciec Chrystusa, według ciała, z synem 
swoim jednorodzonym Izaakiem. Nie badając wyroków 
Bożych, z rozkazu Bożego prowadzi Abraham swego je- 
dynaka na ofiarę: ten zaś widząc blizki cel podróży 
i wszystko, co potrzeba do złożenia ofiary: «Ojcze mój, 
pyta, oto są drwa i ogień, a gdzież ofiara?»') Serce się 
ściska ojcu na te słowa, tajemnica okrutna rozsadza mu 
pierś, potęgując jeszcze więcej boleść przez to, iż tak 
straszną tajemnicę ukrywa przed najukochańszym synem. 
Ale musi ją ukryć, by jeszcze choć kilka chwil, zanim 
dojdą do celu, dziecię jego nie wiedziało o tem, co je 
czeka: «Bóg sobie opatrzy ofiarę, synu mój» — odpowia- 
da, tłumiąc jęk w sercu przepełnionem boleścią. Ale oto 
przyszłi na miejsce otiary, urządza się stos ofiarny, na- 
kładają na nim drwa, w końcu bierze ojciec jedynaka 
swego, wiąże mu ręce i nogi, nie dlatego, by to dziecię 
opierało się woli ojca, ale by w chwili ofiary nawet mi- 
mowolnym ruchem nie wykazało swej niechęci—instynk- 
townie i bezwiednie nie odparło zabójczego ciosu. 


Co rozkazał był słudze swemu Abrahamowi Bóg 
przedwieczny, tego dokonał w dopełnieniu czasów na 
Synu swoim. Tam ofiara była niedokonana, zastąpił ją 
baranek figuryczny; tu ofiara musi się wypełnić do koń- 
ca; bo tam był testament obietnic, a tu testament odku- 


1) Gen. 22. 


— 182 — 


pienia. To też Ojciec niebieski prowadzi Dziecię swe 
na górę, za miasto, bo tak było w zakonie starym, iż 
ofiary za grzech po za świątynią zabijano; prowadzi Sy- 
na swego znającego cel podróży swej; a przeto ofiara 
Jego jest dotkliwszą, okrutniejszą. Ten nie ma nawet 
chwilowego a przynoszącego ulgę złudzenia, dla którego 
przed najgorszym skazańcem ukrywają mordercze narzę- 
dzia; tu nie ma i pociechy od kochającego serca ojcow- 
skiego, która otaczała Izaaka do ostatniej chwili. Idzie 
nowy Izaak na Golgotę, niesie na barkach swych stos 
ofiarny, łoże swe Śmiertelne, niesie krzyż... znając i wie- 
dząc, że musi być ofiarowanym i dokonać ofiary... Stają 
na szczycie ofiary, oprawcy obnażają z szat Jezusa i rzu- 
cają Go na stos... rzucają Go na krzyż, a gwoźdźmi przy- 
bijają Mu ręce i nogi do krzyża. To Bóg Ojciec wiąże 
Dziecię swe, żelaznemi gwoźdźmi spowija Syna swego 
i układa Go do snu Śmierci na drzewie krzyża— związuje 
Mu ręce i nogi, by mimowolnym ruchem nie objawiał 
niechęci swej. by się mimowolnie nie ujawnił protest na- 
tury ludzkiej przed Śmiercią tak haniebną i okrutną. 
Sam z dobrej woli kładzie Jezus duszę swą za owce: ale 
natura ludzka wzdryga się, to też w Ogrójcu jęczał: 
«Ojcze mój, oddal ten kielich» — na krzyżu powinna do- 
konać się ofiara zupełna ze ścisłem poddaniem się duszy 
i ciała! 

Złożona ofiara, Syn Boży przymocowany żelażnemi 
więzy do stosu, już się nie poruszy na nim bez bólu 
okrutnego, ani zstąpi z łoża Śmierci, które Mu Sprawie- 
dliwość usłała, ani będzie mógł uchylić się od dokonania 
ofiary. Widzą to żydzi, kiedy urągając, wołają: «Jeśliś 
Syn Boży, zstąp z krzyża». Ten Bóg związał swe Dzie- 
cię, a nie poszczędził Go, ani Go w chwili tak okrutnej 
ogrzał ciepłem swego serca, ani się odezwał doń łagod- 
nie, jak to uczynił Abraham —dał Syna swego oprawcom 
na męki, a wrogom na szyderstwo i tak Go przymocował 
do krzyża, że teraz Ten Mąż potężny w uczynku i w 
mowie przed Bogiem i przed wszystkim ludem sam się 
poruszyć nie może; i to stanowi igraszkę dla motłochu, 


— 183 — 


bo wołają: «Drugich zbawiał, sam siebie zbawić nie mo- 
że, jeśliś Syn Boży, zstąp z krzyża» '). 

Jedno nie zostało wolne, nie przykute gwoźdźmi, 
choć zranione nadmiarem boleści i stargane Serce. To 
Serce jeszcze bije, jeszcze woła; nię przeczy ofierze, ale 
pomocy, litości żebrze; a nie widząc jej. jakby się dziwi 
swemu opuszczeniu, wołając: «Boże mój, Boże mój. cze- 
muś mię opuścił!..» I gdzież wy, rzesze Izraelskie, odwo- 
łuje się to Serce do ludzi: Jam was pocieszało, jam zna- 
ło i leczyło boleści serc i dusz waszych. Gdzieżeście 
wy wszyscy, których leczyłem i wskrzesiłem sług i dzie- 
ci, którym dziatki błogosławiłem? I gdzieście wy, rzesz. 
Izraelskie, któreście mię królem swym uczynić chciałye 
I gdzieście wy, rzesze Izraelskie, coście mi Hosanna śpie- 
wały?.. Ale słyszałem wasz głos w Jeruzalem: «Ukrzyżuj 
Go. ukrzyżuj!» słyszę i teraz szyderstwa wasze. Więc 
do Boga woła: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?» 

I gdzieście wy, uczniowie moi, towarzysze i świad- 
kowie trudów moich i łask moich. Jam was troskliwoś- 
cią otaczało i miłością w życiu—jam się za was modliło 
w wieczerniku i broniło was w Ogrójcu. I gdzieżeście 
przyjaciele moi, którym zgotowałom stolicę w niebiesiech! 
Gdzieżeś Piotrze, opoko moja, gdzieżeś Jakóbie gromowład- 
ny, gdzieżeście inni wybrani moi? Oto gronko maluczkie 
miłośników moich najbliższych, Matka i uczeń najuko- 
chańszy, i Jawnogrzesznica pokutująca; a wyście gdzie, 
coście gotowi byli dać życie swoje za mnie i mówiliście, 
iż chociażby się przyszło umrzeć ze mną nie opuścicie 
mię?  Uciekliście, rozproszyliście się, jak owce przerażo- 
ne rozbiegliście się, kiedy uderzono Pasterza. Uciekliś- 
cie: wy, którzyście mnie czcili, wzgardziliście mną; boście 
widzieli zelżywość moją: widzą to nieprzyjaciele moi 
i naśmiewają się... «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?» *). 


1) Luc. 27. 
23) Tren. 1. 


— 184 — 


Aież, o Zbawicielu drogi i najdroższy i najboleś- 
niejszy! opuścili Cię. ludzie, to prawda; jakżeż mógł 
opuścić Ciebie Ojciec? Wszakżeś mówił do żydów; iż Cię 
Ojciec Twój nie zostawił samego; wszakżeś sam jest Bo- 
giem równym Ojcu Twemu, w Twojej mocy jest poru- 
szyć niebo i ziemię i powołać ku swej obronie hufce 
anielskie, jakeś to mówił przed Piłatem.  Pocieszycielu 
zbolałych i cierpiących, jakoż się to stało, iż sam niepo- 
cieszony wołasz: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuś- 
ciłł» Nauczycielu, coś mówił tak wzniośle a porywająco 
o troskliwości Ojca niebieskiego, żywiącej ptactwo nie- 
bieskie i odziewającej lilje polne, jakoż sam opuszczony, 
konasz, wołając: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?» 

Nie opuściło zaiste Bóstwo Chrystusa Pana w sko- 
naniu. Bogiem był, Bogiem pozostał i na krzyżu ze 
wszystką swą mocą, majestatem i chwałą: bo tego nie 
dosięże ręka zbrodniarzy. Cierpiał zaś w naturze ludzkiej, 
cierpiał jako człowiek— pierworodny stworzenia, jako ofia- 
ra za grzechy ludzkie. Duszy Jego i sercu odjęte były 
w tej chwili wszystkie łaski pocieszające i kojące cier- 
pienia i wszelka opieka i pomoc, którą Bóg otacza i za- 
sila cierpiących. W tej chwili stanowczej, w chwili roz- 
strzygającej losy rodzaju ludzkiego, jednym na zbawie- 
nie, drugim na upadek, własnemu Synowi swemu Bóg 
nie przepuścił, ale Go za nas wszystkich dał i dlatego 
Zbawiciel rodzaju ludzkiego pozbawiony wszełkiej pocie- 
chy woła i uskarża się: «Boże mój, Boże mój, czemuś 
opuścił?» 

Tak wymaga sprawiedliwość Boża, tak mówią wyto- 
ki Boże. Serce współczując z Chrystusem jeszcze pyta: 
czemuś... I jakże to się stać mogło? Wszakże Dawid po- 
wiedział: «Byłem młodym i zestarzałem się, a nie wi- 
działem sprawiedliwego opuszczonego» *). A że Jezus 
był sprawiedliwym, zapowiadali Go prorocy jako «Pana 


1) Joan 8. 
2) Rom. 8, 22. 
3) Ps 3%, 25. 


— 185 — 


sprawiedliwego» ').  Wielbili Go uczniowie. iż przeszedł, 
wszędzie czyniąc dobrze; nawet wrogowie nie mogli Mu 
zarzucić nieprawości, gdy, acz podstępnie, mówili doń: 
«Nauczycielu, wiemy, iż prawym jesteś, ani się oglądasz 
na osoby ludzkie». Zeznał sprawiedliwość Jezusową na- 
wet zdrajca Judasz, mówiąc do kapłanów żydowskich: 
«Zgrzeszyłem, sprzedając krew sprawiedliwego». Zezna- 
ła to poganka, żona Piłata, mówiąca mężowi, nie przele- 
waj krwi sprawiedliwego; zeznał to i Piłat, kiedy umy- 
wając ręce, wołał do żydów: «Nie winienem ja krwi te- 
go sprawiedliwego» *): zeznał to i setnik, kiedy bijąc się 
w piersi, wołał: «Prawdziwie ten człowiek był sprawiedli- 
wym» *). Jakże się to stało, iż Jezus wbrew obietnicom 
Bożym i świadectwu ludzkiemu, Jezus sprawiedliwy, z0- 
stał opuszczonym i uskarża się: «Boże mój, Boże mój, 
czemuś mię opuścił?» 

Ale nie za siebie cierpiał Jezus i był opuszczonym: 
jako Odkupiciel cierpiał za rodzaj ludzki, który, według 
zapowiedzi Mojżesza, opuścił był Boga Stwórcę swego 
i odstąpił od Boga Zbawiciela swego*). Opuszczonym był 
dlatego, iż wziął na się winy tego ludu, na którego us- 
karżając się prorok, wołał: «Biada narodowi grzesznemu, 
synom złośliwym, opuścili Pana, odwrócili się wstecz... 
Gdy wyciągniecie ręce wasze, odwrócę oczy moję od was, 
a gdy rozmnożycie modlitwę, nie wysłucham» *). Dla 
złości i przewrótności ludu grzesznego i odwracającego 
się od Pana Boga swego, Zbawiciel nasz został opuszczo- 
ny na krzyżu; dlatego, iż ludzie złośliwi nie wołali ku 
Panu Bogu swemu, wołał Jezus i uskarżał się: «Boże 
mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 

Był Jezus opuszczony i wołał w opuszczeniu, by 
wykazać rzeczywistość i okrucieństwo mąk ponoszonych 
nietylko na ciele, ale i w duszy swej; by nie mówiono, 


1) jJerem. 23. 

2) Mat. 27. 

3) Luc. 23. 

4) Deuter. 32. 
5) zai. I, 4, 15. 


— 186 — 


iż cierpiał pozornie, albo że w czemkolwiek pofolgował 
Bóg Synowi swemu. Był opuszczony i uskarzał się na 
swe opuszczenie, bo z serca zbolałego i szarpanego tor- 
turami męki krzyżowej wyrywał się jęk i Świadectwo 
zarazem o srogości katuszy ponoszonych przed obliczem 
sprawiedliwości, dla której Bóg własnemu Synowi swemu 
nie przepuścił, ale Go za nas wszystkich wydał i opuś- 
cił Go aż do śmierci, a śmierci krzyżowej '). I dlatego to 
woła i skarży się: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?» 

A w tej skardze zawiera się pytanie o przyczynę 
i cel tak okrutnych cierpień wyrażone w słowie: «Cze- 
muś?» Wiedział Jezus, dlaczego cierpi, znał cel śmierci 
swej okrutnej, wszakże sam «kładł duszę swą za owce 
swoje». Ale też znał i wiedział, jak wielu stanie się 
niegodnymi tych cierpień; jak wielu podepcze krew Jego, 
a i śmierć Jego na krzyżu puści na poniewierkę, albo 
i na szyderstwo obróci. Tę poniewierkę swych zasług 
i męki przez wyrodnych uczni przewidział Jezus w 
Ogrójcu Oliwnym, kiedy wołał do Boga: «Ojcze, oddal 
odemnie ten kielich»; to samo przejrzał i jakby miał przed 
oczyma, kiedy konał na krzyżu i wołał: «Boże mój, Bo- 
że mój, czemuś mię opuścił?» 

Przewidział, ilu to Jego wyznawców katolików, lekce- 
ważących nauką i prawem Kościoła świętego, pogardzi 
wiarą i nadzieją w Bogu, a nie pamiętając na Chrzest 
swój, ani na swe śluby na Chrzcie uczynione, pogoni 
się za ulotnymi frazesami mądrości ludzkiej i położy swe 
nadzieje w wynalazkach doczesnych. Ilu nadętych pychą 
i próżnością będzie powtarzać modne hasła światowe, a 
naukę Zbawiciela, Krwią Jego stwierdzoną i przez Koś- 
ciół opowiadaną, albo przeinaczą i przekręcą, albo za 
przesąd uważać będą. Przejrzał i przewidział, ilu to chrześ- 
cijan pogardziwszy Jego miłością, uzbroi się nienawiścią 
i pomstą przeciwko sobie; będą rzucać na się klątwy 
1 złorzeczenia, ile to między chrześcijanami powstanie mor- 


!) Rom. 8, 32 


— 187 — 


dów i zbrodni, ile się poleje łez i krwi ludzkiej... i dla 
tego wołał: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 

Przejrzał i przewidział, ilu to z młodzieży katolickiej 
poszedłszy na drogi wszetecznictwa i rozpusty, będzie 
żyć gorzej od pogan i żydów i w kółkach swoich bluź- 
nić Najświętsze Imię Jego. Przejrzał i przewidział, ile to 
mężów i żon podepczą Święte węzły małżeńskie, a dla 
dogodzenia zmysłom wyprą się Sakramentów świętych, 
Kościoła i wiary! Przejrzał i przewidział, ilu to nało- 
gowców i pijaków kładących na się znamię krzyża świę- 
tego, będzie omijało kościoły i spowiedzie, a w domach 
swoich wylewać łzy dziatek swoich, żon i rodziców. Sło- 
wem przejrzał całą Sodomę zbrodni dziejących się mię- 
dzy chrześcijanami, i uskarżał się, i żalił się, i wołał: 
«Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?»: czyż warto 
dla tych ludzi cierpieć, aby zakon mój sponiewierali 
i krew moją podeptali... «Boże mój, Boże mój, czemuś 
mię opuścił?» 

Ale bracia moi, żałośni i prawdziwi czciciele Jezusa 
na krzyżu konającego, którzy pomimo krewkości waszej 
wytrwale stoicie przy krzyżu Chrystusowym i nie opusz- 
czacie Boga Zbawiciela swego, nie upadajcie na duchu, 
tylko bliżej do krzyża tego przystąpcie, a wsłuchajcie 
się w głos skargi Jezusowej. W tej skardze, w tem ża- 
łosnem odezwaniu się do Ojca swego, Jezus podniósł 
wszystkie skargi i żałości wasze, wasze cierpienia i łzy, 
smutki i gorycze. tortury i męki, które na tym świecie 
ponosicie. Wszakże wy nieraz w życiu uskarżacie się 
w ubóstwie lub zawodach, w cierpieniach lub sieroctwie, 
skarżycie się i wołacie: «Boże mój, Boże mój. czemuś 
mię opuścił?» Głos jęku i skargi waszej łączy się ze 
skargą Jezusową i ze- Krwią Syna Bożego; idzie do 
tronu Ojca niebieskiego, kołacząc i prosząc o zlitowanie 
i miłosierdzie, o litość i ulgę. O bracia moi, czyż wasz 
głos żebrzący litości Bożej, czy wasz jęk nie dojdzie do 
serca ojcowskiego, czy Bóg odwróci oblicze swe, kiedy 
wy z Jezusem wołacie: «Boże mój, Boże mój, czemuś 
mię opuścił?» 


— 188 — 


O nie, w tym głosie, w tym jęku serca zbolałego, 
a tulącego się do stóp krzyża, kryje się moc niezwycię- 
żona i lekarstwo dla wszelkiego cierpiącego.  Pytajcie 
każdego, który niedolą przyciśnięty, niepowodzeniami 
w tem życiu zaskoczony, lub na łożu boleści i Śmierci 
rzucony, zawołał. do Boga, skarżąc się i płacząc i mó- 
wiąc: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» a prze- 
konacie się, że w tem wołaniu znajdowali ulgę i pocie- 
szenie. Pytajcie sieroty, uściskającej na mogile rodziców 
i blizkich swoich krzyż Jezusowy i wołającej: «Boże mój, 
Boże mój, czemuś mię opuścił?» a przekonacie się, że w 
tych słowach kryje się balsam ukojenia. Pytajcie tuła- 
czy i bezdomnych, co zdala od swoich, od rodziny i od 
świątyni, od braci swoich i od kapłanów w te dni uro- 
czyste losami rzuceni, lub w pogoni za kawałkiem chle- 
ba, nie mając gdzie głowy skłonić, zajęczą z Chrystusem 
i zapłaczą: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 
a przekonacie się, że to wołanie zbliża do nich Boga, 
a przez Boga i blizkich sercu, i domek rodzinny, i świą- 
tynię. | 

Pytajcie grzesznika, gnanego zgryzotami sumienia 
i szukającego ratunku u Ojca niebieskiego, a w poczu- 
«ciu nieudolności swojej wołającego do Niego: «Boże mój, 
Boże mój, czemuś mię opuścił?» a przekonacie się, że to 
wołanie wskazuje promyk nadziei, oświecający drogę do 
prawdziwej pokuty, do zmycia win i do spokoju sumie- 
nia. Gdziekolwiek się obrócimy, gdziekolwiek usłyszy- 
my tę skargę z serca zranionego ze krwią i ze łzami 
katuszy złączonego, wszędzie tam spotkamy się z nieza- 
wodną pociechą Bożą; bo tak się modlił i uskarżał Zba- 
'wiciel nasz, bo w Jego jęku i wołaniu zostały uświęcone 
nasze wołania, nasze łzy, nasze skargi i wszelka boleść 
nasza połączona z wezwaniem: «Boże mój, Boże mój, cze- 
muś mię opuścił?» 

Opuszczonym był Jezus i uskarżał się na swe opu- 
szczenie, dodamy wreszcie ze św. Cypryanem, żebyśmy 
nie byli opuszczeni: opuszczonym był, abyśmy od grze- 
chów i śmierci wiecznej byli wybawieni; opuszczonym 


— 189 — 


był, by wykazać ku nam swą miłość i okazać nam miło- 
sierdzie ze sprawiedliwością połączone, by w nas ku so- 
bie miłość obudzić, by nam dać przykład do znoszenia 
cierpień '). Otwarta jest droga do nieba, ale ciernista 
i wązka: stał się na tej drodze przewodnikiem dla nas 
Boski nasz Zbawiciel, byśmy się nie cofnęli z tej drogi 
przerażeni jej ostrością, ale poszli po niej zachęceni Je- 
go przykładem. Oto dlaczego wołał i skarżył się nasz 
drogi Jezus: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 

I cóż nam dziś pozostaje, bracia moi, więcej nad to 
jak przygarnąć się do stóp krzyża Jezusowego i z ko- 
nającym Jezusem wołać i uskarżać się na opuszczenie 
i zawodzić: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 
Wiara nasza wyszydzana, Kościół nasz przez wyrodnych 
synów napastowany, Świątynie nasze żałosne, ołtarze na- 
sze krwią i łzami zroszone: «Boże mój, Boże mój, czemuś 
nas opuścił?» To, w co wierzyli i co miłowali ojcowie 
nasi, podeptali synowie wyrodni, to co pobożnością swą 
uświęciły matki. na śmiech i na szyderstwo wystawione 
przez zaprzańców i odmieńców: «Boże mój, Boże mój, 
czemuś nas opuścił?» Oto te wyrodne dzieci, patrząc na 
boleść duszy naszej, na oblicze nasze krwią i łzami za-. 
lane; szydzą z nas i naigrawają się mówiąc: Ufali w Bo-. 
gu, Niech ich zbawi Bóg; jeślić są synami Bożymi, niech- 
że zstąpią z krzyża cierpień swoich! «Boże mój, Boże mój, 
czemuś nas opuścił?» 

Ale dzieci wyrodne, wy, co pognawszy się za mod- 
nemi hasłami tego Świata, naigrawacie się z Chrystusa 
konającego i ze swej braci z Chrystusem cierpiącej; nie 
cieszcie się tem, ani się wynoście dumnie, jakby za dzieć- 
mi swemi nigdy już Bóg ująć się nie miał. Bóg czeka 
tylko dokonania ofiary naszej, a przebrania się miarki 
złości waszych. Zważcie, milczał Bóg i jakby nie sły- 
szał wołania Syna swego, kiedy się doń uskarżał; ale 
równo z tem, jak się zaczęła ofiara zbliżać ku końcowi, 
a przewrotni żydzi dochodzić do końców swej bezbożności, 


1) Traet. de Passione. 


— 190 — 


niebo zaczęło się okrywać kirem żałoby. A kiedy skonał 
Syn Boży zajęczała ziemia, zapłakały niebiosa, poruszyły 
się skały, otwarły się groby umarłych... najodważniejsi 
zaczęli się trwożyć i uciekać z Golgoty i bić się w pier- 
si i wołać: «Prawdziwie. ten był Sprawiedliwym — ten 
był Synem Bożym!» 

Ale kara Boża poszła za nimi niezgładzona, nie- 
tarta, aż po dziś dzień. Rozwalona świątynia, stracone 
państwo, niewola i tułactwo pozostały ludowi bezbożne- 
mu aż do końca wieków. Bóg zaświadczył Synowi swe- 
mu, usłyszał Jego wołania, zbudził Go z umarłych, 
„uwielbił Go na ziemi i w niebie; a naród bezbożny prze- 
klął. Zastanówcie się, a pomyślcie, co was czeka za wa- 
sze zbrodnie. Ach, jeśli z Piotrem Chrystusaście się 
wyparli, jeśli z jawnogrzesznicą porwaniście szałem mło- 
dości, jeżeli z łotrem broiliście przez całe życie; do stóp 
krzyża, do stóp Jezusa, który konając, woła i uskarża 
się na wasze grzechy: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił?» W pokucie i w poprawie życia szukajcie ra- 
tunku, abyście nie zostali opuszczeni i odrzuceni od Bo- 
ga na wieki. 

Imudu wierzący i bogobojny — wobec tego wołania 
Jezusowego, uderzmy się w piersi, bo przecież nie jed- 
nego z nas grzechy miał Jezus przed oczyma swemi, 
kiedy wołał: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?» 
Wszakżeż grzechami naszemi, jakby gwoźdźmi przybija- 
liśmy Go do krzyża i jakby włócznią przeszywaliśmy to 
nieraz zbolałe Serce Jego. Upadajmy w skrusze i żalu 
za winy młodości i lat dojrzałych, jękiem i łzami wyna- 
gradzajmy nasze przeszłe zapomnienia, a może co gorsza, 
bluźnierstwa i grzechy. Przecież nad wszystkie boleści 
najokrutniejszemby było dla Jezusa, gdybyśmy, towa- 
rzysze krzyża Jego, rozpierzchli się ze strwożonymi ucz- 
niami, a opuścili Go samotnym na krzyżu i zakryli uszy 
i serca swe na wołania Jego i na skargę: «Boże mój, 
Boże mój, czemuś mię opuścił?» byśmy nie pcłączyli 
swych jęków pokuty z jękiem Jezusa, okupującego grze- 
chy nasze. 


— 191 — 


Ach, Jezu nasz drogi, nie opuścimy Cię! Ach, Jezu 
zbolały pełen żałości i smutku, ach, Zbawicielu opuszczo- 
ny i od Boga i od ludzi! oto przy Tobie lud Twój wier- 
ny, oto gromadka otacza Cię w grobie spoczywającego! 
Pasterzu zabity: oto owczarnia Twoja skruszona za grze- 
chy, zraniona cierpieniem i niedolą tego życia z Tobą 
jęczy i woła: «Boże mój, Boże mój czemuś nas opuścił?» 
Zstąpiłeś do grobu, zakryłeś się przed nami! Z Tobą 
płaczemy, Ciebie opłakujemy: «Boże mój, Boże mój, cze- 
muś nas opuścił?» Wierzyny, że jakeś zmartwychwstał, 
tak też przyjdzie i zwycięstwo Twej wiary i nasze po- 
cieszenie, atymczasem rany, losami zadane, do głębi ser- 
ca nas przejmują; przeto łączymy się z Twym głosem, 
szukając w Twem wołaniu ukojenia, w Twych słowach 
lekarstwa—z Tobą wołamy do Ojca niebieskiego: «Boże 
mój, Boże mój, czemuś nas opuścił?» Wołamy głosem 
wielkim, bo od krańców ziemi, aż do krańców jej słysza- 
nym, wołamy i nawoływamy: «Boże mój, Boże mój. cze- 
muś nas opuścił?» 


Kazanie XIV. 


Na Wielki Piątek o urąganiach z Chrystusa. 


„Urągania i nędze czekało serce 


moje. 1 szukałem, ktoby się społem 
smęcił, a nie było; i ktoby pocieszył, 
a nie znalazłem! Ps. 68. 


Gdy już wielka złość ludzka wywarta została w cza- 
sie męki na ciele Chrystusowem, gdy na śmierć hanieb- 
ną skazany, między łotry policzony. zawisł Syn Boży na 
drzewie krzyża; zdawałoby się, iż nastąpi pewne współ- 
czucie w sercach Jego wrogów i katów, i użali się nad 
nim naród Izraelski — uszanuje cstatnią i groźną chwilę 
skonu. Tymczasem okrucieństwo nieprzyjaciół Chrystu- 


— 192 — 


sowych przechodzi wszelkie granice i nie wstrzymuje się 
tam, gdzie już głos samej natury współczucie nakazuje. 
Owszem w miarę powiększania się cierpień Chrystuso- 
wych, wzmaga się nienawiść i pomsta żydowska. Już Je- 
zus zbity skrwawiony zawisł na drzewie krzyża, siły Go 
widocznie opuszczają — w cichości się modli w chwili 
przedskonu. Ale jeszcze w Nim tkwi iskierka życia, jesz- 
cze Serce uderza i odczuwa wszelkie pociski wrogie. 
Z całą zaciętością uderzają w to Serce rozszalałe tłumy. 
Korci ich i boli to, że Chrystus cierpi a nieskarży się, 
znosi katusze srogie a nie jęczy, nie prosi o ich łaskę, 
ale ze spokojem nadziemskim modli się — i modli się za 
mich—za wrogów swych i za zabójców. 

Jak mogli, dotychczas znęcali się, zawiesiwszy na 
krzyżu odepchnęli odeń Matkę, ucznia i grono niewiast 


pobożnych: — u stóp krzyża zasiedli żołnierze strzegący, 
by się doń nikt nie zbliżył: a dla rozrywki dzielący się 
szatami i rzucający losy o szaty Skazańca — w oczach 


Jego własnych. Tłum lubuje się temi męczarniami du- 
szy i serca Jezusowego. Pod wpływem rosnącej niena- 
wiści zaczyna bluźnić i urągać konającemu. Odzywają 
się głosy w tłumie, głosy bluźniercze rosną coraz więcej, 
rozlegają się wreszcie w okrzykach pełnych urągania! 
EKwangieliści z zakrwawionem sercem, ale i ze spokojem 
unoszącym się ponad zaślepienie tłumów zapisują te urą- 
gania i podają nam, jak słyszeli sami albo z ust 
Apostołów. «Tedy ukrzyżowani są z Nim dwa łotrowie, 
jeden po prawicy, a drugi po lewicy. A przechodzący 
bluźnili Go, chwiejąc głowami swemi i mówili: Hej, co 
rozwalasz Kościół Boży, a za trzy dni go zasię budujesz: 
zachowaj sam siebie: jeśliś Syn Boży, zstąp z krzyża» '). 

I któż to tak woła, któż to są owi przechodzący 
to tłumy izraelskie, podniecone przez fałszywych świad- 
ków kaifaszowych. to tłumy rozjuszone przez szatana, 
który kusił Chrystusa i mówił spuść się na dół, jeśliś 
Syn Boży. To tłumy, ślepe, bezmyślne. przywiązane do 


1) Mat. 27. 


— 193 — 


ścian bezdusznej Świątyni, a szarpiące i depczące serce 
swego dobroczyńcy—wielkiego proroka i Cudotwórcy— 
Mesyasza swego, —którego królem swym obwołać chciały. 
To tłumy, w ogłupieniu namiętnem, powtarzające proro- 
cze słowa Chrystusowe, wypowiedziane o Ciele Jego, któ- 
rych nie zrozumiały Ślepe i twarde umysły i serca wro- 
gów. Znęcają się tedy nad swym dobroczyńcą skatowa- 
nym, między łotry policzonym —-znęcają się nawołując: 
«Hej, co rozwalasz Kościół Boży... zachowaj sam siebie! 
Jeśliś Syn Boży, zstąp z krzyża!» 

Chrystus cierpi urągania tłumów bezmyślnych wiecz- 
nie, cierpi po dziś dzień, cierpi w oblubienicy swej, w 
członkach swoich, w Kościele. Od owej chwili, kiedy 
usłyszał urągania na krzyżu, słyszy je po wsze czasy 
cd tłumów żydowskich i pogańskich, słyszy je i od wy- 
rodnych dzieci. W czasie pierwszych prześladowań roz- 
legały się wycia motłochu żydowskiego i pogańskiego: 
Smierć chrześcijanom! W czasie zamieszek, podnieconych 
przez herezjarchów, natrząsały się i natrząsają aż po dziś 
dzień rozszalałe tłumy bezwyznaniowców i-odstępców od 
wiary i wołających do uczni Chrystusowych: «Hej, wy, 
wierzący w Boga, i Chrystusa, i Kościół Jego, zbawcie 
samych siebie, co nam o zbawieniu wiecznem mówicie! 
Czemu sami jęczycie, upokorzeni, wyszydzani i podeptani? 
Jeśli wasz Bóg Wszechmogący, zstąpcież wy z krzyża, 
uwolnijcie się od cierpień i ucisków, które ponosicie!» 

Chrystus konający milczy, oblubienica napastowana 
cierpi; po nad wyciem tłumów rozlega się głos: «Urą- 
gania i nędze czekało Serce moje i szukałem, ktoby się 
społem smęcił, a nie było; i ktoby pocieszył a nie zna- 
lazłem!...» Wołały i wołają tłumy bezmyślne, skore 
zwykle do okrzyków pochwały bez zastanowienia i do 
urągania bez wyrozumiałości.  Wołają tłumy  nie- 
okrzesane, niewykształcone, u których wszelkie porywy 
szlachetniejsze serca przytłumione są ciemnotą umysłu 
i dzikiemi zwierzęcemi namiętnościami. Ale cóż na to 
powiedzą przedniejsi w Izraelu — kapłani biegli w Zako- 
nie, doktorowie, możni i książęta ludu? Wszakże ich 

13 


— 194 — 


ambicji stało się zadość. Już ten, co naganiał ich życie 
zdrożne i zagrażał według ich pojęcia bezpieczeństwu 
narodu, już na krzyżu, już nie zstąpi... "hańbą okryty, 
kona. Możeż znajdą jakie słówko litości owi badacze 
proroków i mędrców, możeż iskierka współczucia obudzi 
się ku skazańcowi u czcicieli tych mężów natchnionych, 
co śpiewali rzewnie Psalmy i żałosne. Treny układali. 
Możeż choć z wyrzutem i skargą wyjdzie z ust ich słów- 
ko Tlitościwe? 

Ach, nie łudźmy się, czytajmy Kwangielję: «Także 
i przedniejsi kapłani z doktorami i starszymi naigrawali 
się, mówiąc: Innych zachował, sam siebie zachować nie 
może. Jeśli jest król izraelski, niech teraz zstąpi z krzy- 
ża, a uwierzymy jemu. Ufał Bogu, niech go wybawi 
teraz, jeśli chce; bo powiedział: że jestem Synem Bo- 
żym»'). A więc im wyższe stanowisko, im większa 
oświata, tem urągania dotkliwsze, tem zjadliwsza ironja, 
połączona z obelgą, tem okrucieństwo sroższe. Innych 
zachował, sam siebie zachować nie może. Nie mogli za- 
przeczyć cudów Chrystusowi, bo zbyt jawne były. ale nie 
mogli Mu też i darować tej siły cudotwórczej, bo one 
potępiały ich upór i zaślepienie. Teraz dopiero nastała 
dla nich chwila uciechy nieludzkiej, okrutnej, niczem nie 
powstrzymanej. Mało im tego szyderstwa, wtrącają obel- 
gę. Wszakżeż dobrze wiedzieli, iż Chrystus nie chciał 
być i nie nazywał się królem, uciekał od tłumów, kiedy 
go obwoływano; uroczyście powiedział przed Piłatem, iż 
królestwo jego nie jest z tego Świata. A jednak rzucają 
Mu nikczemnie obelgą, bo to schlebia ich pomście, bo to 
dogadza nienawiści. Dalej posuwają swe urągania, szy- 
dzą z tego, co każdemu bogobojnemu jest najświętsze: 
biegli w Zakonie i kapłani urągają Chrystusowi, iż miał 
nadzieję w Boga i, pewni skutku swej pomsty, wyrzuca- 
ja wprost samemu Bogu brak wszechmocności, iż nie 
może wyratować z ich rąk Syna swego: «Ufał Bogu, niech 
go teraz wybawi. jeśli chce...» 


1) Mat. 27. 


zma |” NONI „EV! 


— 195 — 


O przewrótności serca ludzkiego, o zaciętości pom- 
sty! któż cię wyrozumie, któż ze Śmiertelników nie zadr- 
ży wobec strasznego twego szaleństwa, iż w zaciekłości 
swej nawet samemu Bogu uwłaczasz i urągasz temu, 
którego swym Panem nazywasz! O straszne bluźnierstwo 
narodu odrzuconego! zdawałoby się, iż po tym objawie, 
dosiągłszy szczytu swego szaleństwa, skona u stóp krzyża 
na zawsze w ustach bluźnierców Chrystusowych. 

O nie! Ono żyje, ono żyje w umysłach i sercach 
wrogów Chrystusa, słynących w świecie, jak żydowskim, 
tak pogańskim, tak też i chrześcijańskim; żyje, jako oręż 
straszny w ręku mędrców tego Świata bezbożnych w 
ustach i pismach prowodyrów nauki bezbożnej, ludzi ta- 
lentu i nauki bez wiary, żyje, jako narzędzie katuszy 
dla uczni Chrystusowych. Z Golgoty je pochwycili bluź- 
niercy wszech czasów i piastują troskliwie, jako szatański 
nabytek po godnych siebie bluźniercach przodujących w 
Izraelu. Mędrcy pogańscy Grecji i Rzymu szydzili, 
a szydzili krwawo z ubogich uczniów Chrystusowych, 
wyśmiewali ich pokorę, ubóstwo, cierpliwość. Zarzuca- 
jąc im niesłychane zbrodnie, obelgą krwawą rzucali w 
oczy — nazywając ich sektą bezbożną, nikczemną i za- 
bobonną. 

Szyderstwa te rozlegały się na placach i w trybuna- 
łach, kiedy się lała krew chrześcijan i w cyrkach pogań- 
skich. Zaklęte i przekazane zostały bluźniercom czasów 
następnych w rozprawach filozoficznych, w komedjach 
i w utworach poetyckich. Pochwycili je i skrzętnie roz- 
powszechniać zaczęli herezjarchowie dla zohydzenia św. 
Kościoła Chrystusowego wobec narodów, dla zabicia 
i zniweczenia prawdy katolickiej w umysłach i sercach 
swych hołdowników. Szyderstwo to i dziś rozlega się 
nietylko w stronach pogańskich, ale w domach nieraz 
katolickich. Przodownicy myśli postępowej, bez Boga, pro- 
wodyrowie oświaty bezwyznaniowej, nie wstydzą się pow- 
tarzać go w kółkach, zgromadzeniach i w rodzinach kato- 
lickich. Sami nosząc nazwę katolików, zapożyczają od pogan 
bluźnierstwa przeciwko katowanej oblubienicy Chrystuso- 

13* 


— 196 — 


wej — przeciwko Kościołowi i ciskają, jak wyrodni syno- 
wie. jej w oczy. |Iluż między nami bluźnierców i szy- 
derców, co nawet talenta i zdolności pisarskich nadu- 
żyli i z doktorami zakonnymi najnikczemniej przekręcają 
zasady Kościoła, obelgą miotają w oblicze cierpiącej ze 
swym Oblubieńcem Matce swojej? A widząc, jak ona 
cierpi bezkarnie, jak wrogowie jej tryumfują: «I cóż wam 
pomoże wiarą wasza i ufność wasza w Bogu, wołają 
z szyderstwem; niechże wam Bóg wasz pomoże powstać 
z ubóstwa. niedoli, sieroctwa, niechże was wybawi z cho- 
rób i cierpień, niech wam pomoże wasz Chrystus, a my 
wtedy uwierzymy». 

Ale Chrystus skatowany milczy, oblubienica Jego 
szkalowana, cierpi. I woła Chrystus z jękiem Psalmisty: 
urągania i nędze czekało serce moje. «I szukałem, ktoby 
się społem smęcił, a nie było; i ktoby pocieszył, a nie 
znalazłem». : 

Nie ulitowali się nad Chrystusem, ani tłumy, ani 
przedniejsi w Izraelu i w Świecie. Pójdźmy dalej szukać 
współczujących, oto garstka żołnierzy rzymskich, —zdala 
przygnani ludzie obcy. Znają cierpienia i sieroctwo, mo- 
żeż się oni ulitują. Nie. Bóg postanowił zabić Syna 
swego za grzechy nietylko na ciele, ale i na duszy za- 
dać Mu męczarnie najokrutniejsze, tego wymagała spra- 
wiedliwość Boża nieubłagana. Tego wymagała zupełność 
i całkowitość tajemnicy odkupienia. A przeto i żołdacy 
jednoczą się z tłumem bluźniącym i z przedniejszymi 
w Izraelu, a jednoczą się w bluźnierstwie i urąganiach. 
«Naigrawali go też i żołnierze, przychodząc, a ocet mu 
podając, powiada Fwangielista, i mówiąc: jeśliś, Ty jest 
król żydowski, wybaw że się sam»'). Zołdakom tym 
wtórują wszyscy nałogowcy i ludzie oddani namiętnoś- 
ciom, zbytkom. pijaństwu i rozpuście w ciągu wieków. 
Dopomagają im w bluźnierstwie i urąganiach zmysłowi 
katolicy, oddani tylko uciechom doczesnym. Prawdziwi 
ci żołdacy swoich namiętności, chętnie pochwytują bluź- 


1) Łuk. 23. 


= 197 — 


nierstwa tłumów i bluźnierców bezwyznaniowych i urą- 
gają Chrystusowi i Kościołowi, przestrzegającemu ich 
przed wszelką rozpustą i swawolą. 


Wieluż dziś katolików, zalawszy sobie oczy, albo 
puściwszy się na bezecne drogi nierządu, dopomaga tym 
bluźniercom, a nadto należąc do Kościoła i biorąc współ- 
udział od czasu do czasu w modłach i uroczystościach — 
ocet podają Chrystusowi i Kościołowi goryczą napełnia- 
ją Serce Chrystusowe i Jego oblubienicy Kościoła. 
I natrząsają się jeszcze namiętnościami gnani, i mówią: 
«Zyjemy, jak się nam podoba, a nic się nam nie dzieje, 
tymczasem wy, pobożni cierpicie i przenosicie wszelkie 
udręczenia, jeśliście dla cnót waszych mili Bogu, zstąp- 
cie z krzyża, jeśli z Chrystusem żyjecie, czemuż On was 
nie uwolni?» Tak urąga nałogowy mąż swej żonie, be- 
zecna żona bogobojnemu mężowi, wyrodne dziecko rodzi- 
com i rodzice, w bezeceństwach zestarzali, pobożnym 
dziecom; tak urągają żołdacy swych namiętności, wyzy- 
wając cuda nadzwyczajne dla nawrócenia swego. Ale 
Chrystus milczy, uczniowie Jego cierpią i uskarżają się 
z Chrystusem: «Urągania i nędze czekało serce moje. 
I szukałem, ktoby się społem smęcił, a nie było; i ktoby 
pocieszył, a nie znalazłem!» 


O, gdzież Ty, mój Jezu cierpiący, gdzież ty, oblu- 
bienico Jego, Kościele święty i wierni uczniowie Chry- 
stusowi, gdzież wy znajdziecie współczucie?.... Ale oto 
dwuch łotrów, skazanych z Chrystusem, podzielają z Nim 
katusze krzyżowej męki. Możeż u nich znajdziemy is- 
kierkę współczucia. ŻZbliżamy się do krzyża, wsłuchuje- 
my się w rozmowy i ci obaj z początku bluźnią. «Toż 
i łotrowie, którzy byli z nim ukrzyżowani, urągali mu» '); 
i «którzy byli z nim ukrzyżowani, szydzili zeń» s 
A z nimi oto widzimy całe bandy wyrzutków społecznych 
w ciągu wieków, po wsze czasy, zarówno, jak w swych 
orgiach bezecnych, tak i w skonaniu straszliwem bluź- 


1) Mat, 27. 
2) Łuk. 15. 


— 198 — 


niących Bogu, Chrystusowi, Kościołowi... Widzimy jak 
rozmaitego rodzaju wyrodki z pośród nas, obciążywszy 
swe sumienie zbrodniami, zhańbiwszy imię chrześcijań- 
skie życiem bezwstydnem, ściągnąwszy na siebie sprawie- 
dliwe kary i hańbę wobec ludzi, najbezczelniej bluzgają 
błotem szyderstw w oblicze Kościoła, kąpłanów i ludu 
wiernego. Nie jeden oburzony woła pomsty, ale Chry- 
stus milczy, jego oblubienica cierpi z ust ich nie słowa 
klątwy słyszeć się dają, ale skarga bolesna: «Urągania 
i nędze czekało serce moje... I szukałem, ktoby się spo- 
łem smęcił, a nie było: i ktoby pocieszył, a nie zna- 
lazłem!» 

Ogarnął Jezus wzrokiem całe te tłumy bluźniące 
i szydzące z cierpień Jego na Golgocie i po całej kuli 
ziemskiej w ciągu wieków, ogarnął swem boskiem Sercem 
losy swej oblubienicy, Kościoła świętego; przewidział 
wszystkie bluźnierstwa na Jego Apostołów i wyznawców 
miotane i zawołał głosem wielkim, zanosząc skargę przed 
Ojcem swoim: «Eli, Eli, Boże mój, czemuś mię opuścił!» 

Ustały słowa po tym okrzyku, a serce zranione, 
urąganiem nasycone uskarżało się pieśnią Psalmisty: 
«Urągania i nędze czekałem. I szukałem, ktoby się społem 
smęcił, a nie było; i ktoby pocieszył, a nie znalazłem. 
I dali żółć na pokarm mój, a w pragnieniu mojem na- 
pawali mię octem. Blizcy moi i przyjaciele moi zdaleka 
stanęli, a ci. którzy blizko mnie byli, mówili urągania. 
Wszyscy którzy mię widzieli, naśmiewali się ze mnie, 
mówili usty swemi i kiwali głową. Nadzieję miał w Pa- 
nu, niechaj go zbawi, ponieważ chce go”). Obstąpili 
mię nieprzyjaciele mnodzy, zbór złośników obległ mię. 
Przebodli ręce moje i nogi moje, policzyli wszystkie ko- 
ści moje, i rozdzielili szaty moje, a o suknię moją los 
miotałi. Przyjaciele moi i blizcy moi naprzeciwko mnie 
przybliżyli się i stanęli. a którzy przy mnie byli, zdale- 
ka stanęli; a którzy mi szukali złego mówili marności, 
a zdradę cały dzień wymyślali”). A ja, jako głuchy nie 


1) Ps. 68. 
2) Ps. 21. 


(j 


— 199 — 


słyszałem; a ja, jako niemy nie otwierający ust swoich '). 
Boże mój, Boże mój, Eli, Eli, wejrzyj na mię, czemuś 
mię opuścił!..» 

Ta skarga wstrząsająca niebem i ziemią, przeszywa- 
jąca serca najtwardsze, była powodem dła bluźnierców 
nowego wybuchu szału urągania. «Elijasza ten woła», 
mówili inni z przekąsem; a drudzy dodawali z szyder- 
stwem: «Patrzajmy, jeśli przyjdzie Elijasz, aby go wyba- 
wił». Ale tu już kres szyderstwom i urąganiom. Ojciec 
wysłuchuje Syna swego, zaczyna się tajemnicze działa- 


"nie miłosierdzia Bożego. Nie przebaczył Bóg Synowi 


swemu, by okupić rodzaj ludzki; cierpienia Jego posunął 
do ostateczności, by wskazać, jak niedoścignione są gra- 
nice zmiłowania Jego. Zaczynają się kruszyć serca ludz- 
kie wobec tego wołania. Początek daje jeden z łotrów. 
Bo gdy «jeden z tych, którzy wisieli łotrów, bluźnił go, 
mówiąc: jeśliś ty jest Chrystus, wybawże sam siebie i nas; 
odpowiedziawszy drugi, fukał go, mówiąc. Ani ty się 
Boga boisz, gdyżeś tejże kaźni podległ: A myć spra- 
wiedliwie, bo godną zapłatę za uczynki odnosimy; lecz 
ten nic złego nie uczynił». I mówił do Jezusa: «Panie, 
pomnij na mię, gdy przyjdziesz do królestwa swego». 
A Jezus mu rzekł: «Zaprawdę mówię tobie: dziś ze mną 
będziesz w raju»*). 

O, teraz, Chryste wyśmiany, rozumiemy urągania 
'Twoje. Mało było mąk i krwi Tojej, mało było krzyża 
Twego, chociaż jedną kropelką mogłeś świat okupić; 
zniosłeś najsroższe katusze duszy i serca, wypiłeś kielich 
goryczy do dna, by łotra zbawić, by tę owcę zatraconą 
odnaleźć, by dla niego i dla wszystkich zbrodniarzy 
i bluźnierców pokutujacych wrota raju Twego otworzyć! 


O, ludu katolicki, co z Chrystusem cierpisz i podzie- 
lasz urągania Jego, nie sarkaj, ani się uskarżaj na Opatrz- 
ność, która na cię zsyła cierpienia, i poniżenia, i szy- 
derstwa, i pośmiewiska, ale z Chrystusem modlącym się 


1) Ps. 37. 
2) Łuk. 25. 


= HG = 


za wrogów swoich i wołającym do Boga Ojca: Przebacz 
im, bo nie wiedzą, co czynią! znoś wytrwale poniżenia 
i szyderstwa i módl się za nieprzyjaciół twoich. Zajęcz 
z Chrystusem nasyconym urąganiem, zawołaj do Boga 
w nadmiarze cierpień: «Boże mój, Boże mój, czemuś mię 
opuścił!» Nie zrażaj się: może bluźniercy Śmiać się będą 
z twego wołania. ty nie upadaj na duchu. Modlitwa 
twoja dojdzie do tronu Bożego: wysłuchaną zostanie; nie 
jeden bluźnierca, nie jeden niedowiarek i nieprzyjaciel 
twój wołaniem twem nawrócony zostanie. 


Dla tego nie pomsty wzywaj, ale z Chrystusem, ło- 
tra zbawiającym, módl się. «Ojcze odpuść im, bo wiedzą, 
co czynią...» Bo wszakże, żeby żydzi wiedzieli, iż Chry- 
stus jest Synem Bożym, nie zabiliby go, jak nas upew- 
nia św. Paweł. Wielu naszych nieprzyjaciół i braci naszych 
wyrodnych nienawidzi nas i szkaluje, szydzi z nas i na- 
igrawa się, nie wiedząc, to czynią, a więc wołajmy: «Bo- 
że, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!» 

Kończy się dzieło odkupienia na krzyżu. Chrystus 
konający zwraca wzrok na opodal stojącą Matkę, troskli- 
wy o Jej los sierocy, porucza Ją najukochańszemu ucznio- 
wi; a tego oddaje za syna swej Matce. Następnie wi- 
dząc, iż się wszystko wykonało, co było potrzebnem dla 
okupu ludzkości, zawoławszy głosem wielkim: «Ojcze, w 
ręce Twoje polecam ducha mojego!» — skonał. 


Ze skonem umilkły usta szyderców. Natomiast na- 
padła na nich trwoga; przerażenie ogarnęło blużnierców. 
Ujrzeli kogo przebodli, jak powiada prorok. Poznali 
zbrodnię swoją. Niebo okryło się żałobą, słońce się za- 
ćmiło, zadrżała ziemia, otwarły się groby. W, groźnej 
pomroce zaczęły ukazywać postacie umarłych. Wielu 
zaczęło się kruszyć i bić się w piersi, wołając, iż praw- 
dziwie ten był Synem Bożym. Reszta zrozpaczona, prze- 
rażona uciekała z Golgoty, a za niemi już nie głos 
1 modlitwa Chrystusowa: ale ich że własny okrzyk przed 
Piłatem wyrzeczony: «Krew jego, na nas i na syny 
nasze!» 


ME 


I poszedł ten głos za zbrodniczem plemieniem; wy- 
wrócił ich świątynię i państwo; rozproszył ich potomstwo 
po Świecie; napiętnował ich synów piętnem hańby, szy- 
derstwa i pomiatania u wszech narodów. Tak skończyli 
wrogowie Chrystusa z Golgoty, tak kończą i skończą 
wszyscy wrogowie i bluźniercy jego oblubienicy — Koś- 
cioła i uczniów Jego. Poruszy Bóg niebo i ziemię, 
upomni się o krzywdy i łzy dzieci swoich, zbrodnia- 
rzom szukającym zbawienia okaże miłosierdzie swe, a na 
głowy bluźnierców zapamiętałych wyleje czaszę gniewu 
swego. 


Nie przeciągajcie tedy czasu zmiłowania Bożego 
o wy wszyscy, którzyście się dotychczas zawinili bluź- 
nierstwy i szyderstwy względem Chrystusa i oblubienicy 
Kościoła świętego. Żanim bluźnierstwa wasze spadną na 
głowy wasze i synów waszych szukajcie z łotrem nawró- 
conyim miłosierdzia. Zawołajcie do Chrystusa: «Pomnij 
na mnie Panie!» a otworzy przed wami skarbnicę swego 
miłosierdzia. Nie lękajcie się, przybliżajcie się do krzy- 
ża. Wołajcie z łotrem skruszonym: «Panie, pomnij na 
nas!» Wołajcie w skrusze i żalu prawdziwym JE wyzna- 
niem win waszych; a wysłucha was i otworzy wam raj 
miłosierdzia swego i jako synów marnotrawnych z sercem 
ojcowskiem was przyjmie. 


Oto i my z wami i za wami się modlimy z Chry- 
stusem: «Boże, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!» O, 
Chryste w grobie złożony, wejrzyj na lud swój wierny, 
co Cię dziś przyszedł uczcić łzami swemi i chwałą swoją 
wynagrodzić bluźnierstwa! Nie pamiętaj bluźnierstw i szy- 
derstw braci naszych i nieprzyjaciół naszych, ani wspo- 
minaj urągania, które od nich ponosimy. Boże, Zbawi- 
cielu odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią! 


Wejrzyj i na nas, wierną ci gromadkę wobec bluź- 
niącego Świata, wejrzyj na cierpienia nasze! Tyś Bogiem 
był, a uskarżał się na opuszczenie, my ludzie ułomni 
i grzeszni nieraz wpośród katuszy zajęczymy i wyrzecze- 
my słowo skargi na bluźnierców i szyderćów naszych. 


— 202 — 


dziś składając u grobu twego wszelkie urazy i żale, woła- 

Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią! Zewsząd 
ściśnieni i obrzucani obelgami, nie możemy 0, Boże, 
ukryć bólu swego; dlatego wołamy: Boże nasz, Boże nasz, 
wejrzyj na nas, czemuś nas opuścił, przyśpiesz godzinę 
zmiłowania Twego, daj upamiętanie i łaskę nawrócenia 
bluźniercom i szydercom, abyśmy razem, w wierze jedna- 
cy, w miłości złączeni, wynagradzali błogosławieństwy 
urągania Twoje. 

Panie, pomnij na nas w królestwie Twojem.  Urą- 
gania i nędze napełnione serca nasze i szukamy, ktoby 
z nami wspólnie się smucił, a nie masz go; i szukamy, 
ktoby nas pocieszył, a nie znajdujemy. Boże nasz, Boże 
nasz, czemuś nas opuścił! Wejrzyj na nas; pomnij o nas 
w królestwie Twojem!.. 


Kazanie XV. 
O trojakim sposobie nabycia wiary. 


„Włóż sam palec twój, a oglądaj 
ręce moje, i ściągnij rękę twoją, a włóż 
w bok mój; anie bądź niewiernym, ale 
wiernym * Jan 20: 


Po chwalebnem zmartwychwstaniu swem Chrystus 
Pan, jak świadczą Ewangieliści i Dzieje apostolskie, «sa- 
mego siebie po swej męce stawił żywym w rozmaitych do- 
wodach (uczniom swoim) przez czterdzieści dni się im uka- 
zując i mówiąc o królestwie Bożem»!). Te dowody 
i objawienia zmartwychwstałego Chrystusa Pana były 
pocieszeniem osieroconych i zbolałych po Jego Śmierci 
Apostołów, a zarazem upewnieniem i utwierdzeniem ich 
w prawdziwości zmartwychwstania. «Z wielką mocą» mieli 


1) Act. I, 3. 


— 203 — 


oni w przyszłości opowiadać zmartwychwstanie Chrystusa 
Pana, to też rozmaitymi dowodami upewnia ich Chrystus 
Pan o tem, iż prawdziwie powstał z umarłych. 

To przekonanie rozlicznymi dowodami rozproszyło 
w nich zwątpienia o posłannictwie Chrystusowem, które 
zrodziły się w sercu ich w czasie Jego męki i śmierci 
i zatarły w ich pamięci to wszystko, co mówił Chrystus 
Pan o swem zmartwychwstaniu. Słowa uczni idących do 
Fmmaus i wyrzeczone do Chrystusa: «Myśmy się spodzie- 
wali, iż on miał odkupić Izraela, a oto dzień trzeci jest, 
jak się to wszystko stało»—były wyrazem ogólnego przy- 
gnębienia i upadku ducha w uczniach Chrystusowych po 
Jego tak haniebnej śmierci. W rozmaitych przeto do- 
wodach ukazuje im się Chrystus, pozwala im nietylko 
widzieć siebie, ale i rozmawiać, ale i doświadczać ran 
swoich, by potem mogli ze św. Janem mówić: «Cośmy 
widzieli oczyma naszemi, cośmy oglądali i ręce nasze 
dotykały, to wam opowiadamy i świadczymy» '). 

Patrząc na te rozmaite dowody, w których Zbawi- 
ciel nasz objawił się swym uczniom możemy je sprowa- 
dzić do trzech rodzajów odrębnych i noszących na sobie 
właściwe i odmienne cechy — do trzech rodzajów wiary. 
Objawia się Chrystus Pan Maryi Magdalenie u grobu, 
uczniom w rozmaitych miejscach przez widzenia i rozmo- 
wy, Tomaszowi zaś ukazuje się nietylko w swej osobie 
żywym, ale pokazuje mu rany swoje i nakazuje dotknąć 
ich i doświadczyć, aby się upewnił w prawdziwości zmar- 
twychwstania swego. Magdalena zapłakana u grobu uj- 
rzała Boga Zbawiciela swego zmartwychwstałego, poznała 
głos Jego i uwierzyła; uczniowie widzą i słyszą Chry- 
stusa wielokrotnie; Tomasz na tem nie poprzestaje, on 
się chce namacalnie przekonać. 

'To nam prócz rzeczywistości zmartwychwstania Chry- 
stusowego wskazuje na rozmaitość sposobów, którymi Bóg 
prowadzi swych uczni do poznania siebie i do wiary, 
a mianowicie drogą widzeń i objawień chwilowych, drogą 


1y KEp.it 


= AG4. <— 


łaski w sposób zwyczainy i drogą nauki i doświadzenia. 
O tem dzisiaj szczegółowiej pomówimy. 

Wejdź do umysłów i serc naszych, Chryste zmart- 
wychpowstały, usuń zwątpienie i niewiarę naszą, za przy-. 
czyną Twej Matki! Zdrowaś Marya. 


I. 


Miłością ku swemu Zbawcy Miłosiernemu wiedziona 
Marya Magdalena, nie znalazłszy Go w grobie, pełna 
boleści i żałości stała u grobu i płakała. Przypuszczała 
bowiem, iż zbrodnicza ręka targnęła się na Ciało Chry- 
stusowe i nieprzyjaciele Chrystusa porwali je dla wy- 
warcia zemsty nad umarłym i nad wierzącymi Weń ucz- 
niami. Gdy w tem okrutnem podejrzeniu trwała Mag- 
dalena nie wiedząc, co począć, ujrzała stojącego po za 
sobą Pana Jezusa, którego przyjęła za ogrodnika: «Pa- 
nie, mówi doń, jeśliś ty go wziął, powiedz mi, gdzieś go 
położył: a ja go wezmę» '). Litując się nad jej boleś- 
cią i wynagradzając miłość jej ku sobie, rzekł jej Jezus: 
«Marya!» Po tym głosie jej znanym, za szczególniejszą 
łaską Bożą, poznaje Marya Chrystusa; dusza jej oświeco- 
na łaską Bożą w jednej chwili przekonywa się o cudzie 
zmartwychwstania Chrystusowego, widzi jasno i wyraźnie 
zmartwychwstałego Jezusa, a z głębi serca wyrywa się 
jej okrzyk: «Rabboni, Mistrzu!» 

Ta chwila widzenia Chrystusa w Jego Boskim ma- 
jestacie, ta chwila przekonywająca umysł i serce o rze- 
czywistości cudu niedostępnego najwyższym gienjuszom 
i potęgom tego Świata, zakrywa przed nią wszelką zmien- 
ność tego Świata i to wszystko, co się stało z Chrystu- 
sem w dni ostatnie; stawi jej przed oczy żywe wspomnie- 
nia tych błogich chwil, które spędziła u stóp Jezusa, na- 
uczającego, a zarazem wraża w serce jej uczucie wiary 
w Bóstwo zmartwychwstałego. To uczucie zaciera w niej 
wszelką niepewność i zwątpienie i samą nadzwyczajność 


1) Joan. 20. 


— 205 — 


objawienia i przedstawia jej Chrystusa żyjącego rzeczy wiś- 
cie i obcującego z uczniami swymi. Widzenie to tak wy- 
raźnie przedstawia jej Jezusa, tak jasno wykazuje Jego 
postawę, głos i rozmowę, jakby Go widziała przed śmier- 
cią w świątyni, albo w Betanji. To też swoim zwyczajem 
rzuca się do nóg Jezusowi, chcąc je uścisnąć i oblać: 
łzami swemi, jak to uczyniła w domu Szymona trędo- 
watego. 

Ale ta chwila przelotna, nie długotrwała, wyryje w 
sercu przekonanie niezgładzone; nie da się jednak po- 
chwycić i zatrzymać widzenie to pełne prawdy i wiaro- 
godności, ale nie objęte zmysłami ludzkimi, zmysłami 
śmiertelnymi. Widzenie to jest wiarą nadzwyczajną, nie- 
zachwianą, niezaprzeczoną, porywającą, ale na tym świe- 
cie—jest tylko chwilą. Ta chwila stanie się wieczną roz- 
koszą i wiecznem widzeniem w świetle chwały: tam w 
przybytkach Bożych, gdzie będziemy oglądać Boga «oko 
w oko», jak powiada Ś. Paweł. Tu tylko możemy okiem wia- 
ry ujrzeć promyk tej chwały, ujrzeć i zamknąć go w duszy 
swej do końca życia; ujrzeć go ani dotknąć zmysłami nie 
możemy. Dlatego to i Jezus powstrzymując Magdalenę 
mówi: «Nie dotykaj się mię, bom jeszcze nie wstąpił do 
Ojca mego». Nie chcę, abyś się do mnie zbliżała w 
ciele $miertelnem i za pomocą zmysłowych uścisków oka- 
zywała mi uznanie swoje. Do wyższych widzeń w nie- 
bie to odkładam. większe ci tam dowody okażę: gdy wstą- 
pię do Ojca, tam mnie wyraźniej oglądasz, tam uściśniesz 
mię, którego ci tu dotknąć nie wolno, tam uwierzysz 
temu, czego tu oglądać nie jesteś w stanie '). 

Widzenie i wiara Maryi Magdaleny, na tem widze- 
niu oparta, jest wiarą dusz. przez Boga szczególniejszemi 
łaskami objawienia Bożego i natchnienia obdarzonych. 
Taka wiara dostępna jest tylko tym duszom wybranym 
od Boga, które, albo przez życie niepokalane, albo przez 
surową pokutę za grzechy dostąpiły widzenia tajemnic 
Bożych. Tajemnice, których na tym świecie, ani oko nie. 


1) S. Leo sermo 2 de ascens. 


— 206 — 


widziało. ani ucho nie słyszało, ani serce ludzkie odczuć 
jest w stanie. Ta wiara jest dostępną tym duszom wybra- 
nym, ale nie jest im należną, to też nie każdemu daną. 
Ta wiara wlewa się do duszy Ś. Janowi w objawieniu, ś. 
Pawłowi w zachwyceniu, św. Augustynowi we łzach po- 
kuty. Ta wiara opromienia umysły i serca mięczen- 
ników, którzy ze św. Szczepanem w chwilach najgroź- 
niejszych wołają: «Widzę niebo otworzone i Syna Boże- 
go siedzącego po prawicy Bożej»'). To wiara dusz Bogu 
poświęconych ze świętą Teresą okrzykujących: «Ciebie, 
o Boże, kochać, albo umrzeć». I ze św. Augustynem: 
«Ujrzałem Cię, o Boże, a już nic mię od Ciebie nie 
oderwie!» 

Taka wiara jest szczególniejszą łaską Bożą, nie tyl- 
ko wlaną przy chrzcie świętym, ale z niebios, jak iskier- 
ka rzucona w serca wybrane, aby szczególniejszą jasnoś- 
cią zwracała umysły i serca ludzkie do źródła światłości, 
do Boga, aby pobudziła uśpione i leniwe ku służbie 
Bożej umysły, ku wierzeniu temu wszystkiemu, co Bóg 
objawił i wypełnieniu przykazań Bożych. Taka wiara 
jest niedostępną zagadką dla zwyczajnych śmiertelników, 
jest jakby snem i marzeniem dla ludzi oziębłych w służ- 
bie Bożej i do czasu wierzących; ale żyje i objawia się 
w pobożności szczególniejszej, w gorliwości i zapale świę- 
tych Ignacych Lojolich, Stanisławów Kostków; w duchu 
św. Franciszka z Assyżu, w mowie św. Bernarda, w mi- 
łosierdżiu i poświęceniu bezgranicznem wszystkich sług 
Bożych. 

Taka wiara nie posiada jeszcze Boga w niebie, ale 
daje chwilowe niezatarte widzenie. Jak Magdalenie, mówi 
Jezus sługom swym tą wiarą oświeconym: «Nie dotykaj 
się mię, nie wstąpiłeś jeszcze do Ojca mego; ale idź do 
braci mojej; a gorliwością twą, zapałem i poświęceniem 
się w służbie mojej opowiadaj ludziom i Światu całemu, 
żem zmartwychwstał, żem wstąpił do Ojca, aby inni wi- 


dząc twoją szczególniejszą wiarę poznali Mnie i Tego, 


1) Acta 7. 


.. 


Koosnia_l14_.-4 


— 207 — 


który Mię posłał, Ojca. Aby nie ustała na ziemi wiara | 
moja i nie zagasło Światło nauki mojej i widzeń sług 
moich. «Nie dotykaj się mnie; ale idź do braci mojej». 


II. 


Drugim rodzajem wiary jest objawienie się Boga 
drogą łask nadprzyrodzonych, zwykłym porządkiem udzie- 
lanych w Sakramentach Świętych i rozwijanych w sercach 
wiernych za pomocą nauk i dowodów z tajemnic wiary 
powziętych. To jest wiara wyznawców, to wiara całych 
zastępów wiernych sług Bożych. Ten rodzaj wiary nie 
odrywa człowieka od zajęć zwykłych ziemskich, ani tak 
wysoko podnosi naturę ludzką, by mniej była wrażliwą 
na krewkości i słabości ludzkie, niż na przystęp łaski, 
jak się to dzieje z duszami szczególniejszą wiarą uposa- 
żonemi, z Magdaleną stojącemi na straży u grobu Chry- 
stusowego i będącemi na bezpodzielnej Jego posłudze, 
jak Apostołowie po zstąpieniu Ducha świętego. Do ze- 
słania Ducha św. Apostołowie, pomimo widzeń i świa- 
dectw o zmartwychwstaniu, pełni są chwiejności, zajmują 
się sprawami doczesnemi, rybołówstwem zarabiają na ka- 
wałek chleba. Chrystus ich nie opuszcza i ukazuje im 
się już w wieczerniku zgromadzonym, już podróżującym, 
już przy łowieniu ryb na brzegu jeziora Tyberjadzkiego. 
Oświeca ich nie jednem słowem, ale całym szeregiem 
nauk i dowodów o prawdziwości swego zmartwychwstania. 
Po dniach czterdziestu obcowania z nimi, jeszcze w dzień 
Wniebowstąpienia wyrzuca im niedowiarstwo, iż tym, 
którzy mówili o Jego zmartwychwstaniu, nie wierzyli. 
Zstąpienie Ducha świętego dopiero utwierdza w nich 
wiarę, iż świadczą © zmartwychwstaniu Chrystusowem 
z wielką mocą, znosząc za to świadectwo uciski, prześla- 
dowania, bicia i więzienia, dając za tę wiarę krew i ży- 
cie swoje: otwiera im chwile widzeń nadzwyczajnych, 
oświeca ich darami szczególniejszymi. 

Przyjrzawszy się tej wierze Apostołów, czyż nie wi- 
dzimy tu objawów wiary wyznawców Chrystusowych w po- 


— 208 — 


cie czoła pracujących na kawałek chleba, lub spełniających 
przyjęte na się obowiązki ku chwałe Bożej. W życiu ich 
widzi się troska i zabiegi o zyski doczesne, o to, by moż- 
na było z czego przeżyć. Nie wypierają się oni Chry- 
stusa, ani odstępują od Niego: tylko zajęci doczesnością 
i obowiązkami są nieraz jakby od Niego oddaleni; a spot- 
kawszy przeciwności i zawody w swem życiu bywają 
i chwiejni i wątpiący. . Czyż to raz daje się słyszeć z ust 
tych wyznawców, zmiennością i zawodami tego Świata 
przygnębionych i powątpiewających niejako w troskliwość 
Bożą o ich losie, słowa uczniów z Kmmaus: Myśmy spo- 
dziewali się, iż on miał był odkupić Izraela; a oto nas 
ciągłe spotykają zawody, a oto przeciwko nam są usta- 
wiczne złowrogie losy. Jak Apostołowie na morzu tego 
życia biją się o kawałek chleba na poły zwątpieni 
i żałośni. 

Ale Chrystus nie opuszcza sług swoich. Przez dłu- 
gi szereg prób i doświadczeń, nauk i objawień prowadzi 
ich do wiary statecznej i wytrwałej. Przez usta Kościo- 
ła poucza ich na każdem stanowisku; przemawia do nich 
i w Kościele zgromadzonych i przy zajęciach domowych. 
Poucza mędrca przy księgach, rolnika przy pługu, króla 
na tronie, podwładnego przy spełnianiu obowiązku, dzie- 
cię na progu życia i starca u grobu, poucza kapłana 
i lud wierny. W tych swoich naukach raz pociesza: « Nie 
bójcie się, Jam jestl» drugi raz pokojem obdarza, innym 
razem strofuje i karci za chwiejność i powątpiewanie; ale 
nigdy nie zapomina, ale zawsze jest w potrzebie ku po- 
mocy swym wyznawcom, jak niegdyś Apostołom po zmar- 
twychwstaniu, ale zawsze daje skuteczną pomoc do wyz- 
nania wiary z wielką mocą i poświęceniem, kiedy to 
świadectwo ku Jego chwale bywa niezbędnem. 

Są ludzie, którzy lekceważą tą wiarą maluczkich, 
zwykłych śmiertelników. Jedni, uniesieni zbytnią wyobraź- 
nią, chcieliby tylko posiadać wiarę Maryi Magdaleny, 
a drudzy, przygnieceni zmysłowością, uważają tę wiarę 
za przesąd Bóstwa niegodny. Jedni by chcieli, aby były 
kwiaty bez gałęzi, konarów i korzeni, a drudzyby” wo- 


— 209 — 


leli, aby na tym świecie zupełna pustynia była bez wiary 
w Boga. Jednym i drugim zauważyć należy, iż jak bez 
rośliny nie może być kwiatów, zkądby życie swe brały; 
tak też nie może być i życia ludzkiego bez dobroczyn- 
nego cienia tej wiary ludu Bożego, zasłaniającego świat 
przed gromami gniewu Bożego, przed spiekotą i ogniem 
zepsucia i skażenia natury ludzkiej. Nikomu tej wiary 
lekceważyć nie wolno, którą utwierdza Chrystus zmar- 
twychwstały w sercach swych uczni, sprawami doczesnemi 
się zajmujących; bo z tej wiary powstają bohaterowie, 
rodzą się gienjusze i olbrzymy wiedzy religijnej, mężo- 
wie poświęcenia się apostolskiego: bo ta wiara prowadzi 
do szczególniejszych widzeń i zachwytów i do oglądania 
Boga na tej ziemi. 

Chcecie poznać potęgę niezwalczoną, płodność nie- 
powstrzymaną i powszechność tej wiary: idźcie za Chry- 
stusem nawiedzającym swych uczni i pouczającym ich 
o swem zmartwychwstaniu. Bywają oni chwiejni i wąt- 
piący, upadają nieraz pod ciężarem pracy; ale oto zgro- 
madzą się do wieczernika, do świątyni. w dzień święty 
przyjdą na Mszę św. do kościoła, wchodzi do nich i sta- 
je przed nimi Chrystus i przez usta kapłana mówi im: 
pokój wam! A oni, owo jak Apostołowie radują się ra- 
dością wielką, ujrzawszy Pana: i w modłach, i w nabo- 
żeństwie wołają: Zmartwychwstał Pan prawdziwie! Odej- 
dą do pracy, dniami i nocami pracują na chleb powszed- 
ni, zdawałoby się o Bogu zapomnieli; ale dosyć, by kto 
powiedział: Pan jest; oni jak Apostołowie, porzucą sieci 
i przyjdą powitać Pana swego, czy to spiesząc na nabo- 
żeństwo do kościoła, czy witając Go po drodze, idącego 
z kapłanem do chorego, czy też wzywającego głosem 
dzwonu kościelnego do modlitwy. 

Chwiejna i jakby rozproszona bywa wiara tego lu- 
du; ale przyjrzyjcie się bliżej temu ludowi Chrystusowe- 
mu, jak na wzór Apostołów umie z wielką mocą bronić 
wiary Świętej, jak często przenosi uciski, prześladowania 
i wygnania dla tej wiary, jak nieraz życie swoje i dzia- 
tek swoich daje za wiarę. Przyjrzyjcie się jak dlatego, 

14 


— 210 — 


by się tej wiary nie wyprzeć, chodzą nieraz i bosi i na- 
dzy, a ręki nie sięgną po cudze, ani dla zysku nie zmie- 
nią wiary; jak dla tej wiary wiele znoszą od domowni- 
ków swoich i od obcych. A jednak nierozpaczają, ani 
upadają na duchu. Wiarą zwyciężają przeciwności i bo- 
leści, wiarą żyją na pokolenia i pokolenia, wiarą ożywia- 
ją Świątynie, zagrody i pola. Wiarą pocieszają serca 
wierzące, a zawstydzają wrogów; wiarą podtrzymują sie- 
bie i rodziny. A Chrystus ich nawiedza, i pociesza, 
i mówi: «Pokój wam, jam jest, nie bójcie się». To wia- 
ra Apostołów, to wiara ludu wiernego, to wiara ludu ka- 
tolickiego: to wiara, która woła z Apostołem: «I łaknie- 
my, i pragniemy, i nadzy jesteśmy, i bywamy policzko- 
wani, i tułamy się, i pracujemy rękami swemi, prześla- 
dowanie cierpimy a znosimy '); oczekiwając błogosławio- 
nej nadziei i przyjścia chwały wielkiego Boga i Zbawi- 
ciela naszego Jezusa Chrystusa» *). 


III. 


Mocen jest Bóg zmiłować się nad tym, komu jest 
miłościw i nie wyczerpany jest w Mądrości swej, wynaj- 
dującej sposoby ku oświeceniu i pociągnieniu człowieka 
do siebie. Jednym się objawia w widzeniach i natchnie- 
niach, drugim w nauczaniu, przestrogach i strofowaniu, 
innym znowuż drogą badania i dotykalnych dowodów, 
każdemu według jego powołania i stanowiska, według 
pojęcia i ducha. W tem powołaniu narodów do siebie 
rozmaitością sposobów «dosięga od końca do końca moc- 
nie i rozrządza wszystko wdzięcznie» *), jak powiada mę- 
drzec Pański. To też po zmartwychwstaniu, z Apostoła- 
mi zasiada do skromnego posiłku, by ich przekonać o tem. 
iż nie jest cieniem i widmem, ale prawdziwie żyjącym. 

Jednakże z pośród Apostołów powstaje Tomasz pe- 
łen zwątpienia i niedowierzania temu wszystkiemu, co 


1) 1 Cor. 4, 11. 
OMTIR 2, 13. 
3) Sap. 8. ; h 


— 211 — 


słyszy z ust towarzyszy swoich, iż zmartwychwstał Pan 
prawdziwie. W czasie ogólnego popłochu w Ogrójcu 
Oliwnym, przy pojmaniu Jezusa, odłączył się od zgroma- 
dzonych uczni Jezusowych; nie był przeto, ani z nie- 
wiastami u grobu, ani z uczniami w zgromadzeniu, kie- 
dy im się ukazał Jezus. Słysząc zaś z ust ich świadec- 
two o zmartwychwstaniu, jako też i wszystkie szczegóły 
objawienia się Pana, uważa je za niewystarczające dla 
swego przekonania o prawdziwości cudu; zastrzega sobie 
przeto: «Jeśli nie ujrzę w ręku Jego przebicia gwoździ 
i nie włożę ręki mojej w bok Jego, nie uwierzę». Smia- 
łe te i na pozór zarozumiałe wymagania Apostoła, dyk- 
tujące Bogu sposób przekonania, w zwykłym toku rzeczy 
zakrawałyby na bluźnierstwo i upór; jednakże w oczach 
mądrości Bożej zawierały one wskazówki do poszukiwa- 
nia Światła wiary drogą badania umysłowego. 

W tem oświadczeniu się niewiernego Tomasza kry- 
ła się pobudka dla wielu twardych umysłów, z natury 
swej badawczych a stanowczych ku przyjęciu wiary. Nie 
usuwa się Chrystus Pan od badań ucznia niewiernego, 
ani odmawia jego Śmiałym wymaganiom; ale owszem Ssto- 
suje się do nich, uczniowi szukającemu przekonania do- 
tykalnego, otiarowuje swe ręce i nogi zranione, i bok 
przebity, mówiąc: «Włóż sam palec twój, a oglądaj ręce 
moje i ściągnij rękę twoją, a włóż w bok mój, a nie 
bądź niewiernym». Po tem dopiero jawnem a dotykal- 
nem doświadczeniu prawdziwości cudu woła Tomasz w 
zachwycie: «Pan mój i Bóg mój». Po tym okrzyku za- 
chwyconego Apostoła Chrystus Pan wykazuje, iż moc 
i zasługa wiary nie polega na badaniu ludzkiem, nie 
opiera się na zmysłach, ale na łasce Bożej: i wyższość 
wiary pochodzącej z objawienia Bożego, nad wiarą zdo- 
bytą drogą doświadczenia zmysłowego: «Iżeś mię ujrzał, 
'Tomąszu, uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, 
a uwierzyli». 

Uwierzyłeś, Tomaszu, polegając na Świadectwie oczu 
i dotykania; błogosławieni, którzy przez łaskę Bożą przez 
objawienie, przez nauki i przykłady moje uwierzą. Uwie- 

14* 


— 212 — 


rzyłeś, Tomaszu, iżeś mię ujrzał i błogosławiony jesteś: tą 
drogą pójdzie wielu a przez doświadczenia i badania do- 
tykając zranionych nóg, rąk i boku mojego uwierzą; ale 
wiara ich ulegać będzie odwłoce zwątpienia i chwiejnoś- 
ci, zanim uwierzą; błogosławieni, którzy za głosem łaski 
uwierzą odrazu i całe życie spędzą w wierze i bogoboj- 
ności, błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. 
Uwierzyłeś, Tomaszu, dopiero po naocznem przekonaniu, 
a tymczasem zwątpieniem twem trapiłeś siebie i drugich; 
błogosławieni, którzy uwierzą odrazu, i wiarą swoją bę- 
dą osładzać życie swoje i budować i pocieszać bracią swo- 
ją. Błogosławione oczy twoje, Tomaszu, które oglądają 
mię; ale więcej błogosławione umysły i serca, które w 
świetle łaski mojej poznają mię, jako Pana i Boga 
swojego 

Wiara Tomasza poprzedzona doświadczeniem doty- 
kalnem, jest wiarą wielkich mędrców i gienjuszów na- 
wróconych do wiary Chrystusowej za pomocą badania 
Fwangieljj i nauki Kościoła Chrystusowego pod wpły- 
wem łaski Bożej. To jest droga umysłów badaw- 
czych, w oczach których, jak powiada święty Grzegorz, 
większą daje rękojmię do wiary w zmartwychwstanie 
Chrystusowe, niedowiarstwo Tomasza, usunięte drogą do- 
świadczenia i badania, aniżeli wiara Magdaleny, rychło 
na pierwsze wejrzenie powstająca. Głębiej zapewnie dla 
ludzi badawczych przenika serce i umysł badawczy głos 
Tomasza: «Pan mój i Bóg mój», po ścisłem zbadaniu 
prawdy, niż głos Magdaleny: «Rabboni!» wyrywający się 
na pierwsze wejrzenie. Przez Tomasza woła wiedza i uz- 
nanie, przez Magdalenę miłość i uległość. 

Tą drogą badania i dociekania wyroków Bożych, za 
św. Justynem, filozofem i męczennikiem, który z czyta- 
nia Pisma świętego przyszedł do poznania Chrystusa, idą 
w ciągu wieków mędrcy i gienjusze Świata nawróceni 
przez czytanie ksiąg świętych i badanie nauki Kościoła 
katolickiego. Tą drogą przyszli do owczarni Chrystuso- 
wej nietylko mężowie i niewiasty z pogan i z Judaizmu, 
ale i z innych wyznań chrześcijańskich, słynni z wie- 


— 213 — 


dzy i zdolności swej protestanci, jak Wisseman i Man- 
ning, którzy Światłem gwiazd zaświecili na firmamencie 
Kościoła katolickiego, po swem nawróceniu. Do tych za- 
liczyć wypada i katolików, w młodości pod względem re- 
ligijnym zaniedbanych i dochodzących drogą badania 
i zastanowienia, nieraz w końcu życia, do poznania i uz- 
nania prawdy katolickiej, jak Littrć, Coppć i wielu 
innych. 

Wszyscy ci na wzór Tomasza wołali, jeśli nie ujrzę 
w ręku Chrystusa przebicia gwoździ i nie włożę w bok 
Jego ręki mojej, — jeśli się nie przekonam o boskości 
Kościoła katolickiego, nie uwierzę. Niezbadany i nie- 
docieczony w wyrokach swych i miłosierdziu Zbawiciel 
objawił im się i wskazał ręce swoje zranione: uczynki 
i enoty Kościoła nieposzlakowane, niezaprzeczone, a szka- 
lowane przez Świat przewrotny. Ukazał im nogi swe 
przebite i drogi kolczaste, po których postępują słudzy 
Jego, wyznawcy Kościoła katolickiego, znosząc i cierpiąc 
dla Boga: Ukazał im bok swój i serce swoje przebite 
za miłość i miłosierdzie swoje, za swą litość nad grzesz- 
nikami i nad nieprzyjaciółmi swemi. Tą drogą przy- 
szedłszy do uznania prawdy katolickiej z Tomaszem nie- 
wiernym nawróceni zawołali, tuląc się do Chrystusa: «Pan 
mój i Bóg mój!» 

IV. 


Oto, bracia mili, są drogi, któremi Bóg powołuje 
ludzi do wiary swojej, oto są drogi, prowadzące nas do 
Boga. Łaska Boża, Duch święty, umacniający w nas 
wiarę, spotyka na tej drodze każdego pielgrzyma i roz- 
rządza wiarę ku zbawieniu naszemu, ku statecznemu 
wyznawaniu, iż zmartwychwstał Pan prawdziwie. Pamię- 
. tając, o tem niech każdy strzeże swej wiary, jaka mu zo- 
stała udzielona według daru Chrystusowego. Jeśli z was 
kto uwierzył z Magdaleną, niechże ceni w sobie szcze- 
gólniejszą łaskę Bożą i strzeże jej, bo to jest dar Bo- 
ży wyjątkowy. Jeśli kto widzeniem Boga uposażony, niech 
pamięta, że póki na tym Świecie pozostaje, narażonym 


— 214 — 


być może na utratę łaski Bożej. Ze szczególniejszem 
przeto drżeniem i bojaźnią, jak poucza Apostoł, niech 
sprawuje dzieło zbawienia swego, pamiętając, że komu 
więcej dano, od tego więcej wymagać będą na sądzie 
Bożym. 

Jeśli zaś wam Bóg się objawił wpośród trudów i pra- 
cy waszej, wpośród ubóstwa i trosk waszych codziennych 
i rozrządził w sercach waszych wiarę, nie zapominajcie, 
iż z Apostołami przyjęliście łaski Boże i Ducha święte- 
go w Sakramentach świętych, a przeto z wielką mocą 
świadczcie o Chrystusie i wyznawajcie wiarę, której nau- 
cza Kościół święty katołicki i apostolski. 2 Apostołami 
pracujcie na kawałek chleba, ale i z Apostołami dawaj- 
cie świadectwo o Chrystusie i o prawdzie Kościoła kato- 
lickiego, chociażby wam się przyszło z tymiż Apostołami 
przenieść ubóstwo i niedostatek, ucisk i cierpienia, mę- 
czarnie, a nawet i Śmierć samą. Zawsze i wszędzie, przy 
pracy i przy modliwie, wołajcie: «Zmartwychwstał Pan 
prawdziwie». Nie upadajcie na duchu, kiedy się Pan 
skryje od was, ani nie wpadajcie w zwątpienie i niedo- 
wiarstwo, jeśli Go zmysłowym sposobem ujrzeć nie mo- 
żecie, w chwili dla zbawienia waszego potrzebnej przyj- 
dzie do was, i zawoła, i pocieszy was, i powie: «Pokój 
wam, nie bójcie się, Jam jest!» 

Wy zaś, bracia mili, którym Bóg dał możność i zdol- 
ność do nauk i umiejętnego badania tego Świata i ta- 
jemnic przyrody, nie lekceważcie doświadczeniem grun- 
townem ran Chrystusowych i prawdy katolickiej. Tylko 
w tem doświadczaniu Chrystusa, anie Jego wrogów, do- 
tykajcie: badajcie Ewangielję, zgłębiajcie naukę Kościoła 
nie z uprzedzeniem, ale z chęcią poznania prawdy; nie 
ze źródeł nieprzyjaznych nauce Chrystusa i Kościoła, ale 
z tych źródeł, które Chrystus pozostawił w Kościele. 
A wtedy przekonacie się z Tomaszem o prawdzie zmar- 
twychwstania Chrystusowego: o tym cudzie nad cudy, 
na którym opiera się wiara nasza, o tem, że Chrystus 
zmartwychwstał i z Tomaszem zawołacie: «Pan mój 
i Bóg mój!» I z mężami do Kościoła katolickiegę drogą 


— 215 — 


badania nawróconymi, poznacie, iż tylko w tym Kościele 
ukazuje się Chrystus zmartwychpowstały. Wtedy to uj- 
rzycie Chrystusa i przekonacie się o prawdzie, a Światło 
wiary będzie nagrodą waszą i błogosławieństwem i powie 
wam Chrystus: « Uwierzyliście, iżeście ujrzeli, błogosła- 
wieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». — błogosławieni, 
którym światło wiary uzupełnia pracę badania i do- 
świadczenia! 

GQ, Chryste zmartwychpowstały, za niewiernych To- 
maszów, za braci naszych wątpiących i niedowierzającym 
wznosimy te modły! Okaż im ręce i nogi swe zranione 
w pracy i męce swej, w posłannictwie i cierpieniach Ko- 
Ścioła: okaż im i Serce miłości Twej, włócznią niewdzię- 
czności ludzkiej przeszyte. Niech dotkną ran Twoich, 
niech poznają Bóstwo Twoje, niech z Tomaszem zawoła- 
ją do Ciebie: «Pan mój i Bóg mój!» Amen. 


Kazanie XVI. 


Na uroczystość św. Stanisława B. M. 
O potrzebie jedności i występkach jej przeciwnych. 


„I będzie jedna owczarnia i jeden 
Pasterz*. Joan. 10. 


Złością grzechu i namiętnościami, pod panującym 
gniewem Bożym. podzielił się rodzaj ludzki na rozmaite 
szczepy i pokolenia wręcz sobie nienawistne i wrogie, 
tak pod względem przekonań, jak i obyczajów. Zadaniem 
przeto Zbawiciela rodzaju ludzkiego, jako dobrego Paste- 
rza było nietylko okupić grzechy i powrócić raj utraco- 
ny; ale i połączyć i zespolić zwaśnione pokolenia i na- 
rody ziemskie w jedność wiary, nadziei i miłości brat- 
niej, by przez to powszechne zjednoczenie ułatwić ludz- 


— 216 — 


kości powrót wszystkim do jednej owczarni, pod jednym 
Pasterzem, do jednego Ojca wszystkich. Do zjednoczenia 
przeto nawoływał Chrystus zwaśniony naród Izraelski, a 
kiedy się ten opierał, w skardze nad zaślepieniem jego A 
wytykał mu poszczególnie wad i grzechów; a tylko wska- 
zał na główny grzech — brak zjednoczenia i upór, iż . 
nie chciał ten naród szukać ratunku w jedności: «//e- 
kroć chciałem cię zgromadzić... a nie chciałoś» — woła 
Chrystus w płaczu swym nad Jernzalem'). Tę myśl zje- 
dnoczenia przeprowadzając aż do poświęcenia się na krzy- 
żu, w przededniu męki swej, w Wieczerniku modlił się 
do Ojca swego za tych, co weń uwierzą; aby byli jedno 
w tak doskonałej jedności, jak On z Ojcem swoim, zaw- 
sze i wiecznie zjednoczeni. A prosi Chrystus o zjedno- 
czenie nie jednych Zydów, Greków i Rzymian, ale 
wszystkich, co weń uwierzą — a więc wszystkich pokoleń 
ziemskich, narodów, wszystkich weń wierzących. 

Tę myśl przepowiadali Apostołowie, gdy wiernych, 
z rozmaitych narodów powołanych, do bratniej zagrzewali 
jedności. Tę myśl przepowiada i rozpowszechnia Kościół 
święty katolicki i uroczyście ją wyznaje w modlitwach 
swoich, a szczególniej w modlitwie na dzień Wielkiej 
Soboty, w której prosi Wszechmocnego Boga, który roz- 
maite narody połączył jednością wiary. aby u odrodzo- 
nych przez Chrzest święty jednakowa była wiara i oby- 
czaje. Do zawiązania tego zjednoczenia narodów posyła 
Kościół święty swych biskupów 1 kapłanów i zaleca im, 
aby słowem i poświęceniem zaszczepiali i podtrzymywali 
zgodę, jedność, miłość i pokój po całym Świecie. Każdy 
naród składa w daninie swych Apostołów jedności; i myś- 
my nie pozostali--mamy swoich śś. Witów i Wojciechów, 
biskupów i męczenników, mamy ŚŚ. Jacków, Czesławów 
i wielu innych, co hasło Chrystusowej jedności roznieśli po 
narodach obcych, iż na krańcach Świata sławnem uczy- 
nili imię swoje. Mamy św. Stanisława biskupa i mę- 
czennika, który w owczarni swej, czuwając nad jedno- 


1) Mat. 23. . „ 


— 217 — 


ścią wiary i obyczajów, dał życie swoje, jak dobry 
Pasterz. 

Ale szatan, nieprzyjaciel jedności wypowiedział wal- 
kę temu zjednoczeniu i pod rozmaitemi postaciami zwal- 
cza tę jedność, raz w imię swoich przekonań, innym ra- 
zem w imię osobistych interesów, albo w imię haseł na- 
rodowych—dumy narodowej. Tak poduszczał Zydów, by 
zabili Chrystusa, jako narażającego na niebezpieczeństwo 
kraj i naród; tak poduszczał w ciągu wieku wszystkich 
oprawców i tyranów, aby męczyli Jego Apostołów w imię 
zagrożonego bałwochwalstwa i ustroju państwowego. Tak 
podjudzał i Bolesława Śmiałego i jego popleczników, by 
zamęczyli św. Stanisława, który stojąc w obronie zapo- 
zńanej wiary i obyczajów, wyrzucał śmiało królowi jego 
zbrodnie i nierząd, o jakim nawet w pogaństwie nie sły- 
szano. [I powstał zaślepony król na Pomazańca Pańskie- 
go. Dummy ze swych zwycięstw, sądził, iż marna to 
rzecz zabić jakiegoś tam biskupa; sądził, iż zabijając go, 
wyzwoli kraj i naród od nawoływań nie zawsze pożąda- 
nych apostołów obyczajowości. Rzucił się przeto na bez- 
bronnego — zabił biskupa, gdy ten przy ołtarzu spełniał 
niekrwawą Ofiarę. Ośmieleni poplecznicy—wyciągają za 
kościół, znęcają się nad nim, rąbiąc go na cząstki. 

Wszystkich zdjął strach nie mały, każdy się oba- 
wiał narazić się królowi, opuścili męczennika wszyscy. 
Ale nie opuścili go kapłani; nie zważając na gniew kró- 
lewski, ze czcią zaczęli zbierać i składać jego cząstki; 
a moc Boża cudu przytem dokazała, bo porąbane cząstki 
zaczęły się zrastać. Męczeństwo to i całe jego przejście 
było opatrznościowe i pouczające: w Bolesławie występu- 
je świat bezbożny, nienawidzący jedności katolickiej: w 
św. Stanisławie, ofiary pokoju — Pasterze, dający duszę 
za owce—w kapłanach, zbierających cząstki rozproszone, 
praca kapłanów wszystkich wieków w sprawie zjednocze- 
nia: a tej pracy błogosławi Bóg, jak niegdyś błogosła- 
wił kapłanom świętego Stanisława. Sam zabójca, Bolesław 
Smiały, przekonawszy się o zbrodni przez się popełnionej, 
opuszcza tron i kraj, i kończy żywot w surowej pokucie, 


— 218 — 


zdala od swoich, wskazując przez to drogę do Boga 
wszystkim zbrodniarzom i gwałcicielom jedności. Dzie- 
ło Chrystusowe trwa dalej; a ktokolwiek jest synem po- 
koju i zgody, ten znajdzie jedność Chrystusową w Koś- 
«ciele Jego świętym. Ufając jednak Opatrzności i pomo- 
cy Bożej, nie należy lekceważyć i środków, których uży- 
wa szatan do zakłócenia jedności: a temi są: pycha, na- 
miętność i swawola. Należy im się bliżej przyjrzeć, 
byśmy je mogli skutecznie zwalczać. 

O, Pasterzn, jednoczący narody w swej owczarni! 
nam, zwaśnionym i poróżnionym, udziel swego światła za 
przyczyną Twej Matki, którą Królową swą od wieków 
zowiemy i dziś Ją witamy: Zdrowaś Marya! 


I. 


Nie na świecie nie jest widoczniejszego nad potrze- 
hę zgody i jedności. Czy to będziemy czytali wyroki 
Boże w księgach świętych zawarte; tam się przekonamy, 
iż: «dobrze jest i słodko mieszkać braci społem»; czy 
zważać te wyroki będziemy w ustroju tego Świata, gdzie 
w łącznej zgodności, wedle praw Bożych, istnieją i rozwi- 
jają się światy i żyjące na nich istoty, w zależności jedne 
od drugich i we wzajemnej zgodzie; czy też wreszcie, bę- 
dziemy rozważać nasze sprawy osobiste i ducha naszego: 
wszędzie znajdziemy potrzebę łączności i zgody, by nie 
zaginąć w odosobnieniu i pod nawałem trawiącej serca 
i dusze namiętności gniewów, rozterek i niezgody. To 
jasne i widoczne; i trzeba iście szatańskiego sprytu, żeby 
tak widoczną żywotną potrzebę ukryć przed ludźmi i pod- 
burzać do wzajemnej niezgody i pomstowania. To też 
szatan dla stłumienia tej zasady jedności w niczem nie 
przebiera: a szczególniej używa wyprobowanych narzędzi 
ku zwiedzeniu człowieka: pychy, która nadyma człowie- 
ka; namiętności, która go zaślepia i swawoli, otwierającej 
szerokie pole dla złej woli ludzkiej. 

Naprzód zaślepia pychą tych, co między nami odzna- 
czają się nauką i wywyższeniem. Każe im zapoznać Bo- 


lei. lll ÓEó 1 0 Ć da acc 
; 


— 219 — 


ga i prawa Boże, siebie uważać za bogów, a swoje za- 
chcianki i wynalazki za prawo i drogę do zbawienia 
ludzkości narodu. I oto mamy dziś rozmaite stowarzy- 
szenia i kółka bezbożne, które odrzuciły krzyż i Boga, 
i tylko w mądrości ludzkiej widzą ratunek ludzkości. W nie- 
rozumie swym, posuniętym aż do zaparcia się Boga i Jego 
Opatrzności, sądzą ci pyszałkowie, że na zasadach postę- 
powych ochronią naród i zabezpieczą jego przyszłość. 
"Tymczasem nie widzą, że zasady ich w pierwszych obja- 
wach swoich już zdradzają, i to bardzo jawnie, smutne 
przykłady społecznego rozkładu i rozdrobienia narodu na 
partje i kółka, nie dające się niczem zespolić i zjedno- 
czyć. Niema u nich władzy, która zespala narody w jed- 
ność posłuszeństwa i uległość prawom, ochraniającym 
spokój i szczęście publiczne i rodzinne, a więc osobiste 
każdego bezpieczeństwo. Władza u nich nie jest władzą, 
ojciec nie jest ojcem, przełożonym; dąży się do jakiejś 
chorobliwej równości, wytwarza się groźna anarchja, nie 
poszanowanie i podeptanie wszelkiej władzy, zamieszanie 
pojęć i czynów przejawia się w państwach, w narodach 
i w rodzinie. Owszem za zniesieniem władzy powszech- 
nej idzie potarganie i węzłów rodzinnych: małżeństwo 
u nich nie istnieje: a więc o stosunku zależności moral- 
nej dzieci od rodziców i mowy być nie może, a tem sa- 
mem zabija się poczucie jedności, jak rodzinnej, tak ple- 
miennej, tak i narodowej: i to zabija się w samym za- 
rodku. Pycha nie pozwala widzieć zaślepionym tej prze- 
paści; tego grobu zasadom rzetelnie narodowym, jaki 
kopią sobie i swoim, i że tym sposobem w powszechnem 
rozproszeniu gotują braciom swoim ostateczną nędzę 
i zagładę wobec potężniejszych siłą fizyczną, wobec sil- 
niejszych. 

Bo też, czy wy rozumiecie, jaką wy przyszłość go- 
tujecie braci swej, wy, co dziś w imię szalejącego od nad- 
miaru pychy Świata wypieracie się odwiecznych wierzeń 
i zasad katolickich, które jedyną spuścizną i łącznikiem 
ostatecznym pozostały jeszcze w rodzinie i w narodzie? 
które jak drogocenna spuścizna po ojcach pozostała jesz- 


— 220 — 


«ze nietknięta u osieroconych dzieci: czy wy rozumiecie, 
co wy czynicież I cóż wy w zamian dajecie za to Śświę- 
te spadkobierstwo, które jak skarb złoty przetrwało wszel- 
kie zawieruchy i ruiny? Nie zniszczył go ogień pożogi 
powszechnej, nie zardzawiła go i krew bratnia sowicie 
wylana w dnie próby Bożej i miecza pomsty... nie zgnę- 
biły go uciski i prześladowania Rzymian, pogan, ani 
jakichkolwiek wrogów Chrystusa, w ciągu walki wiekowej. 
I cóż wy nam dacie w zamian za te zasady, za które 
umierali Apostołowie i bohaterowie narodów, i które ojcowie 
nasi rycerską pierś osłaniali? Cóż dacie? Garstkę fra- 
zesów zagranicznej blagerji, która już tam dawno zapom- 
niana? Szereg wynalazków? co z wymaganiami duszy 
i jedności nic wspólnego nie mają? Ale cóż wy nam da- 
cie? jakich bohaterów postawicie z pośród siebie w za- 
mian za tych, za którymi szli bracia nasi w ciągu wie- 
ków? Kilku zaślepionych chwiejną mądrością Światową 
prowodyrów, co na sztandarze postępu napisali nicość 
i zwątpienie? Gromadkę histerycznych damulek i namięt- 
nych marzycielek, co zerwawszy węzły rodzinne, chciały- 
by szersze pole otworzyć wybrykom rozbujałej fantazji, 
albo i zdziczałych namiętności? (Co za zasady wasze, dla 
których mamy się wyprzeć starych zasad i przyjąć od 
was przekonanie” że bydlęta jesteśmy? (Co za hasła do 
jedności bratnie? walka o byt? Co za nagrodę obiecuje- 
cie? Trochę szumu i huczku w szale bydlęcego upojenia: 
a potem rozpacz i zguba dla słabszych, a potem urągo- 
wisko narodów i przekleństwo. wyzutej ze wszech zasad 
potomności. 

W imię rozumu i faktów dziejowych zaklinam was 
zaślepieni pychą postępowcy, zastanówcie, przyjrzyjcie 
i poznajcie, żeście drogę kainową obrali, która prowadzi 
naród do zguby, a imię wasze na pohańbienie w ustach 
potomności. Na waszych prochach, hańbą okrytych, bę- 
dzie kiedyś kreślił historyk smutne dzieje Kaina-brato- 
bójcy i wykazywał, jakoście, widząc swych braci w nie- 
doli szukających ratunku, zjednoczenia i wytrwałości w 
świątyniach. oderwali ich od ołtarzy, odciągnęli od Koś- 


— 221 — 


cioła, Sakramentów świętych i od społeczeństwa kapłanów, 
rzeczników pokoju, zgody i jedności, rzuciliście bezbron- 
nych na pastwę własnych ich namiętności, na pociechę 
ich wrogów. Wykaże to kiedyś potomność bezstronna, 
iżeście w zaślepieniu swem grzesznem, kiedy wasi bracia: 
wyciągali ramiona do niebios i tam czerpali pomoc ku wy- 
trwania w przeciwnościach życia: wyście im to niebo zasło- 
nili i kazali im patrzeć na to piekło rozhukanych namię- 
tności bydlęcych; a kiedyście go w kraju nie mieli — od 
obcych nachwytaliście pomysłów szatańskich, aby stworzyć 
domowe piekło. Przeklnie was potomność, jak i dziś już. 
was przeklina nie jedna matka, nie jedna rodzina, iż 
niewiarą swą zakłóciliście spokój domowy, zerwaliście je- 
dność bratnią, uzbroiliście dzieci jednej matki przeciw 
sobie w bratobójczej walce. I wy sądzicie, iż wasze prze- 
wrotne zasady potrwają długo? Patrzcie i uczcie się, je- 
żeli możecie czego się nauczyć! Oto ten Kościół kato- 
licki, od którego wy dziś odstąpiliście, Świadkiem jest 
upadku i zapomnienia rozmaitych haseł tego świata. Ileż 
w ciągu wieków odpadło od niego umysłów hardych, za- 
ślepionych herezjarchów? Sądzili, że stworzą nowe zgro- 
madzenia, nowe kościoły, oparte na zasadach racjonal- 
nych i trwałych, ale za życia swego widzieli już hołdow- 
ników swoich podzielonych na liczne sekty i wręcz sobie 
przeciwne stowarzyszenia, i zamiast pożądanej jedności 
po za Kościołem, znaleźli zamęt pojęć, niezgody, klątwy, 
a nieraz i wojny domowe. Że zguby i zatracenia dru- 
gich uczcie się, jaka was czeka przyszłość... 


IL. 


Drugim środkiem, którym szatan zrywa jedność bra- 
tnią, jest wszelka namiętność zwierzęca.  Zaślepiwszy 
umysł pychą szatan zwyradnia serce za pomocą pożądli- 
wości, podsycając ją nieustannie niecnemi obrazami zwy- 
rodniałej wyobraźni i popędami skażonej woli. Człowiek 
oszołomiony temi namiętnościami, oddając się zbytkowi, 
pijaństwu, grom hazardowym, lub rozpuście, nie może 


— 222 — 


pozostawać w chrześcijańskiem zjednoczeniu z bracią, 
z bliźnim, ani z rodziną. On zna tylko jedność zwie- 
rzęcego napasania się zmysłowością i zbrodnią. W. spo- 
łeczeństwie on jest wyrzutkiem, w sąsiedztwie zgorsze- 
niem, w domu i w rodzinie szatanem niezgody, przyczy- 
ną zagłady jedności chrześcijańskiej, zawsze wiernym 
sługą szatana, wroga jedności bratniej. Bo pytam: czy 
może być ogniwem łączącym dla swych braci ten bogacz, 
hulaka i marnotrawca, który puszcza tysiące na zbytki 
i marnotrawstwo, wyciskając te tysiące z resztek ojcowiz- 
ny, albo z łez ludzkich, a nie wspomagając braci? 

Na pozór zbytkownicy ci, co wydają huczne bale, 
łączą się z sobą i rozległe mają znajomości; ale to po- 
zór, to złudne ogniki; bo takie zbytki chwilowo łącząc, 
gotują rozluźnienie i potarganie stosunków wzajemnych. 
Zbytki wytwarzają zawiść, dają zły przykład marnotra- 
wstwa biedniejszym, popychają do ruiny, jak częstujących, 
tak i uczestników, do wzajemnego, w końcu wyklinania się, 
z jednej strony, iż objedli, a z drugiej strony, iż złym 
przykładem pociągnięci, zmarnowali reszki majątku i ho- 
noru na zbytki. 

Słyszeć się nieraz daje. jak tłumaczą takich marno- 
trawców biesiadników tem, że jeśli wydają uczty, to ma- 
ją za co i podtrzymują jedność bratnią. Nic więcej zwod- 
niczego, a nic nieroztropniejszego nie może być nad ta- 
kie gawędy. Bo naprzód wszystkie te nasze huczne 
i wystawne biesiady bardzo smutne dają pojęcie o na- 
szych zdolnościach umysłowych i skłonnościach towarzy- 
skich. Bo jeżeli naszym łącznikiem będzie tylko stół 
biesiadników i puhar iskrzącego się wina, toż to smutne 
o nas ludzie będą mieć, a może już i mają, pojęcie. 
Zmaczy, że całe nasze zasoby umysłowe i uczucia serca 
w brzuchu się zespoliły, a my po za kieliszkiem i sutą 
biesiadą, nie mamy już żadnych łączników, żadnych po- 
budek, żadnych potrzeb. Następnie, że te wszystkie pik- 
niki, niedostępne dla uboższych, rozrywają węzły sąsiedz- 
kie, a i rodzinne nieraz, to widoczne. Bo czyż twój 
ubogi brat, czy sąsiad może być na tym świecącym balu 


— 223 — 


i świecić nędzą i ubóstwem swoim? nie wypada. Ale choć- 
byś i przyjął, nie każdy z tych ubogich zgodzi się być 
pieczeniarzem i nabinosem, jeżeli ma choć odrobinę po- 
czucia godności osobistej. Logika tu prosta, nie mogą 
tak hucznie przyjąć u siebie, a więc nie mogą przyjąć 
i zaprosin.  Wejdzie więc na taki bal wszelki dorobkie- 
wicz Świecący, żyd i cygan zbogaciały, ale brat kość 
z kości, kre% z krwi zostanie za drzwiami i zdala, u cie- 
bie bądą się lały szampany, a u niego łzy; bo może byś 
jedną tą huczną biesiadą uratował rodzinę jego od nędzy. 

Ale są tacy, co świecą oczkami bogaczom, z dumą, 
godną lepszej sprawy przyjmują zaproszenia i sami nie 
patrząc na nędzę własną, chcą dorównać w zbytkach, 
a więc brnąc w długi po uszy, urządzają u siebie, mniej 
więcej, błyszczące przyjęcia. Z początku jedność i uwiel- 
bienie wzajemne, ale jak zaczną sprzedawać resztki mie- 
nia za długi, klątwy, pomsty i wyrzekania i tak się koń- 
czy jedność balowa. 

Hulamy więc i szumnie i hucznie wiwatujemy, aż 
póki nas nędza za łeb nie weźmie, a potem, my się wza- 
jemnie włóczyć nie będziemy. Tymczasem, kiedy się 
spójrzy ma jarzące salony zbytkowników, co to balami 
mają łączyć bracią i ratować naród, słyszy się jakiś ta- 
jemniczy jęk zdala, jakby echo skargi sierocej, jakby 
skarga i upomnienie ojców z za światów. To jęk, to skar- 
ga naszych braci tułaczy, co między zbytkowmyni stoła- 
mi na rodzinnej ziemi nie znaleźli kawałka chleba: z gło- 
du przymierali, poszli w Świat między obcych, wyciąga- 
jąc dłonie do pracy, do zarobku. szukając kawałka chle- 
ba, jak niegdyś lud izraelski u Egipcjan i Assyryjczy- 
ków '). Poszli oni, jak skarga żyjąca, między obcych, iż 
między swoimi braćmi, krocie sypiącymi na zbytki, na 
szulerki i wszelkiego rodzaju marnotrawstwa, nie zna- 
leźli kątka i łyżki strawy. Nie jeden może by chciał 
wrócić z tułactwa, złożyć kości na tej ziemi; nie ma 
grosza przy duszy, a u nas szampan secinami się spija, 


1) Lementacje Jerem. 5. 


— 224 — 


a u nas aż mury drżą od tanów i wiwatów: oto jedność, 
oto poczucie bratniej jedności. Ale cóż mówić o dal- 
szych, czy nie widzimy nędzy i potrzeb gwałtownych w 
w pośród siebie? My tymczasem bawimy się, depcąc 
bracią ubogą, wiarą i krwią z nami zjednoczoną, wzno- 
simy toasty zjednoczenia, urządzamy bale składkowe. Oto 
jedność modna, jedność postępowa, choć Bogiem a praw- 
dą, hasła te rozbrzmiewały u starych Rzymian, ai u nas 
w przededniu kary Bożej. 

Namiętność targa węzły społeczne i bratnie, zrywa 
jedność i w rodzinie. Obaczmy, jaka jest jedność w ro- 
dzinie pijaka i karciarza namiętnego. Nie lubią tacy 
przebywać w kółku rodzinnem. Nie towarzyszka mu żona, 
niemiłe mu dzieci, rodzina i bracia. Jego towarzysz, 
przyjaciel, połowica duszy jego, to pierwszy obwieś, co 
mu może dotrzymać placu przy kieliszku i przy kartach. 
Z tym się on brata i jednoczy, nieraz, co prawda i wy- 
policzkują się i wyłają się od ostatnich słów; no, ale przy- 
jaciela namiętności nikt nie zastąpi; i znowu przyjaźń, 
i znowu łotrowstwo, Całe noce spędzają w jaskiniach 
i karciarskich, do domu przychodzą, by zgryzoty sumie- 
nia, przegraną i zły humor po pijatyce, wywrzeć na 
domownikach swoich i potargać resztki węzłów  jed- 
ności rodzinnej, puścić o kiju żebraczym całą rodzinę, 
albo być wyrzuconym od tej rodziny, ratującej mienie 
1 honor. 

A owóż nowy przykład nieprzyjaciół rodziny i je- 
dności ogniska rodzinnego: to mężulkowie, uganiają- 
cy się za nierządnicami i żonusie wdzięczące się nagoś- 
cią i wywracające oczy do lwów salonowych i podwórko- 
wych: rozumie się według stanowiska i wykształcenia, 
a no, i smaku. Iluż to nietylko ciemnych, ale i jasnych 
panów włóczy swe mitry rodowe i przysięgę ślubną po 
błocie nierządu? Ileż to naliczyć można rodzin osieroco- 
nych i rozproszonych przez nierządników, szukająch sto- 
sunków, przez Boga i przez poczucie honoru zakazanych! 
Ileż matek odbiega dzieci, by się rzucić w objęcia uwo- 
dzicieli. Nierząd, to bagno, w którem tonie i łączy się 


isa Jil 
z v 


— 225 — 


wszelka zgnilizna społeczna. Nierząd, to morowe powie- 


trze, które zakradłszy się do rodziny, wytępi w niej 


wszelkie poczucie jedności. Nierząd, to najstraszniejszy 
wróg jedności chrześcijańskiej; to najpotężniejszy oręż 
w ręku szatana. ) 

A przecie im więcej zanika poczucie bojaźni Bożej, 
im się więcej zapoznają przepisy religijne, tem więcej 
rozwielmożnia się dzisiaj rozpusta; tem bliższe jest roze- 
rwanie węzłów jedności bratniej i czas groźniejszych utar- 
czek zwierzęcych o zdobycze namiętności i zmysłowej 
pożądliwości. Już wykolejone istoty coraz śmielej pod- 
noszą głos w obronie praw zwierzęcej zmysłowości i na- 
woływania do potargania węzłów rodzinnych.  Nieszczę- 
śliwe te istoty, czy za własne, czy za ojców swych grze- 
chy karą Bożą zaślepione, wyzuwają się ze wstydu na 
każdem stanowisku i bezczelnie bluźnią podstawowym 
prawom jedności ludzkiej — rodziny. I nie darmo. 
Bo przecież Bóg mylić się nie może; a wszakże przy- 
siągł na duszę swą, iż kości nierządnika z domu będą 
wymiecione, a każda nierządnica, jak gnój podeptana bę- 
zie, i nie rozrości się potomstwo jej, ani będzie błogosła- 
wione» '). A więc pomyślcie o tem, wy, co tarzając się 
w brudach nierządu, rozprawiacie o środkach zjednocze- 
nia narodu. Nad waszemi głowami zawisła burza 10z- 
proszenia, rozpoczynająca się w ognisku rodzinnem. 
Przejrzyjcie i poznajcie, że dopóki będziecie niewolnika- 
mi namiętności waszych, dopóty i mowy o jedności być 
nie może, ale strach i zgroza, iż zguba i ostateczne roz- 
przężenie rychło nastąpi, a z tem i zagłada ostateczna. 

Powróćcie, póki możecie, póki jeszcze słyszycie głos 
Boży, bo może ustaną słowa, a nastaną kary Boże! 


1LE 


Trzecim wreszcie grzechem, zrywającym węzły jed- 
ności jest przyrodzona wada nasza samowola i swawołla; 


I) "Eecl. 9. 
15 


— 226 — 


zwyrodniałe uczucie wybujałej swobody, jak wobec Boga 
tak i wobec ludzi. 
Bolesław Smiały był rzeczywistym szermierzem tego 
zechu narodowego, a co gorsza, iż nie pamiętając na 
koronę, którą, jako wyraz władzy od Boga pochodzącej, 
dźwigał na swych skroniach, sam się oparł władzy Pa-' 
sterskiej i zbrodniczą ręką zabił Apostoła władzy i ule- 
głości, porządku społecznego i jedności. Nie nauczeni 
smutnym końcem zbrodniczego króla, grzeszyli ojcowie 
nasi, oburzającym zbytkiem swawoli, a my podwójnie 
przestrzeżeni i ciężko pokutujący, jeszcze nie możemy 
wyzbyć się tej gangreny, zabijającej poczucie jedności 
bratniej. Wszelka jedność może się ostać pod pewnym 
kierunkiem, z zachowaniem odpowiednich przepisów i za 
współdziałaniem członków zjednoczonych. Niedochowa- 
nie tych warunków uniemożliwia jakiekolwiek zjednocze- 
nie, choćby nawet chwilowe i wytwarza zamieszanie w 
najporządniejszem towarzystwie i w najlepiej urządzonym 
narodzie. A jednak pomimo tych widocznych warunków 
jedności, lekceważymy je, owszem najbrutalniej je depce- 
my. Kto to z nas chętnie ulega władzy — chyba z ko- 
nieczności i widoków, i to utyskując pokryjomu; niech 
że nasz przełożony nam nie dogodzi, mamy cały zasób 
plotek, oszczerstw, słowem tyle błota pod ręką, żeby 
oczernić winnego i niewinnego; a to dlatego że wyżej nas 
stoi. wtenczas kiedyśmy sami chcieli kierować i rządzić! 
Ta próżność z samowolą połączona, była przyczyną zgu- 
by doczesnej. dziś prowadzi do zatracenia wiecznego. W 
braku swoich stojących u steru rządu, by na nich ciskać 
błotem, mamy jeszcze Kościół i kapłanów, mających jak- 
kolwiekbądź władzę niezaprzeczoną od Boga. Ostatnia 
ta twierdza łączności ludzi z Bogiem stała się dziś przed- 
miotem pocisków kainowych. Nie mówię, żeby kapłani, 
wykraczający przeciwko obowiązkom swym, byli wolni od 
nagany i kary, zresztą tacy najmniej nas obchodzą; 
pociski zmierzają do stojących na świeczniku, a najmniej- 
sza usterka z ich strony, wydmuchaną bywa do potwor- 
nej wielkości zbrodni; fałszywa plotka i złośliwe oszczer- 


— 227 — 


stwo stara się przyćmić zasługi ich, poświęcenie i ofia- 
ry, które z siebie niosą na ołtarzu Bożym i na ołta- 
rzu jedności bratniej. «Uderzę Pasterza, a rozproszą się 
owce», mówił Bóg przez Proroka: i cóż wy mówicie o zje- 
dnoczeniu, uderzając na Pasterzy! 

Większa jest przecie moc Boża dana kapłanom, niż 
swawola wasza. Prawda, nieraz Bóg dopuszczał zaślepie- 
nie do tego stopnia, iż pasterze padali ofiarą pod zbrod- 
niczą ręką wyrodnych dzieci, jak padł św. Stanisław pod 
mieczem mściwego Bolesława. Prawda, że na chwilę roz- 
praszały owce przerażone zbrodnią; ale jest siła Boża w 
kapłanach, która obudza się w nich w chwilach najgroź- 
niejszych. Uciekli od zwłok św. Stanisława wszyscy 
przerażeni gniewem królewskim, ale nie uciekli kapłani; 
owszem pełni poświęcenia, zaczęli zbierać poćwiartowane 
cząstki i składać jedne do drugich, a potem mocą Bożą 
zjednoczone, ze czcią i hymnami wnieśli na ołtarz. Tak 
się dzieje po wsze czasy, kiedy złość ludzka rozłączy 
i jakby poćwiartuje ciało narodu: stają kapłani, jako 
Apostołowie jedności i nanowo łączą zwaśnione narody, 
plemiona i rodziny. Tak i dziś, kiedy swawola i wyuz- 
danie rozrywa łączność bratnią i zbliża miecz Boży, roz- 
dzielający; kapłani osłaniają naród modłami swemi i po- 
Święcem, Pasterze bronią owczarni swojej ofiarą. 

I tak będzie po wsze czasy, kiedy wy w swawoli nie- 
poskromieni doprowadzicie gniew Boży do krwawych po- 
rachunków, staną kapłani, znajdą się ręce kapłańskie, co 
was rozproszonych bezbożnością, zwaśnionych i poróżnio- 
nych namiętnościami, opuszczonych przez wszystkich, łą- 
czyć będą w jedną rodzinę, w jeden naród, w jedną ow- 
czarnię i powrócą wam cześć w obec Boga i ludzi. 

Tymczasem przyjrzyjcie się, jak wy swawolą podko- 
pujecie byt narodowy. Nietylko że wie chcecie uszanować 
władzy, ale jesteście nieprzyjaciółmi wszelkiego obowiąz- 
ku. Obowiązek to ciężar, to niewola, to poniżenie; je- 
żeli go spełnia, to z konieczności, byle było za co jeść. 
Ale amatorstwa i sporty, ale uganianie się za poklaskiem. 
zą hazardem, to mi życie, to dopiero stanowi człowieka 


15% 


— 228 — 


dobrze postawionego. Być naprzykład doktorem, ślęczyć 
po książkach, czuwać przy chorym, to jest sprawa bardzo 
nudna; ale ot, tak sobie, być komedjantem, amatorem 
polowania, wyścigów i innych rozrywek. to dopiero wy- 
kazuje u nas zalety człowieka. 


Być gospodarzem, siedzieć z żoną na wsi, i siać 
hreczkę, i dzieci hodować, jakież to ordynarne i wstręt- 
ne; ale wyciskać z ojcowizny krawy grosz, pościągać 
z arendarzy ostatnią koszulę i przyjechać do miasta wiel- 
kiego, dać bal szumny, żeby grzmiał po całem mieście; 
oto mi obywatel znający potrzeby społeczne. Być prze- 
mysłowcem, patrzeć fachu i samemu pracować, to poni- 
żające; ale zdać sprawę na rządców i najmitów, a same- 
mu rozbijać się po norach szulerskich i pijackich, upra- 
wiać sport z kobietami, a w poważniejszych chwilach 
krytykować zasady religji i samemu Bogu lekcje dawać, 
jak powinien był tworzyć Świat i rządzić jego losami, 
oto dopiero człowiek i do tańca i do różańca, oto czło- 
wiek towarzyski i, oczytany. 


Mężom i ojcom wtórują w tym koncercie zatraconym 
i nasze panie. Siedzieć w domu, patrzeć porządku i dzie- 
ci, to nieznośne, denerwujące, wstrętne, to stanowisko 
kwoczki; ale rozbijać się po salonach, popisywać się fi- 
gurką swoją, ubiegając się narówni z pannami zalecają- 
cymi się, przewracać oczki, zawrócić głowę komuś, to mi 
kobieta jakich potrzeba, to ozdoba salonu, to kobieta 
wyższego pokroju. Przyjmować u siebie rodzeństwo, pod- 
trzymywać węzły rodzinne, to uciążliwe, nad siły, ale 
przesiadywać na rautach bezmyślnych, fajfoklokach nud- 
nych, to moda, to znaczy stać na wysokości wymagań 
wielkiego Świata. Tak robią zagranicą. Oj, ta zagra- 
nica dała nam się we znaki, bo nie przyjmujemy ztam- 
tąd, co jest rozumne i pożyteczne; ale co głupie i szko- 
dliwe, bez zastanowienia; owo jak zwierzątka naśladujące 
człowieka. To też wobec modnych wizyt, marny u nas 
ma wygląd ta matka, gospodyni, co zbierając grosze za 
drób i nabiał, chowa go dla dzieci na czarną godzinę; 


D 


— 229 — 


ale za to górą nasze panie od gier hazardowych!  Prze- 
trząsają się własne i mężowskie kieszenie. pani gra gru- 
bo, dziesiątki i setki lecą; a mężowie? toż to ich chluba, 
a no i usprawiedliwienie własnych sportów, zresztą jak 
przehulają fortunę, nie będą mieli sobie do wyrzucenia. 
Dosyć im na tem, że mają żony «z towarzystwa», pobłaż- 
liwe i wyrozumiałe. 


«Za panią matką pacierz», mawiali starzy, a dziś mat- 
ka nie ma czasu zabawiać się z dziećmi modlitwą. to rzecz 
nianiek póki małe; a jak podrosną, patrzą jak ojczulek 
i mamusia uprawiają sporty. To też i im do książki brać 
się jakoś nie chce; ale za to znają już kieliszkowe, kar- 
towe, a no, i nieraz gorsze «sporciki». Zapomnieliśmy już 
o tych starodawnych cenotach ojców naszych, którzy chociaż 
sami pozwalali sobie na zabawy, nie dopuszczali jednak 
do niej młodzieży, nie mającej stanowiska w kraju; ucz- 
niaków młodszych i starszych napędzali do gramatyki, 
dodając, «iż się w cielęta nie orze». Rodzice serca nie 
mają, żeby w tem przeszkadzać synom, ułatwiają wieczo- 
rami i balami. Sportuje się więc młodzież, którejby się 
uczyć należało. Książka w kąt, karty i kieliszek na 
stół, to uchodzi; niech się wyszumi. I rzeczywiście szum- 
ne jest prowadzenie się takich synalków, tylko postęp w 
naukach cichy; szumią póki nie zaszumią weksle i młot- 
ki licytacyjne nad fortuną, albo ziemia nad deską gro- 
bową. Mają oni swoje kółka, ale wyrzutków społecznych; 
młodzież ucząca się strzeże się ich jak zarazy. Nie będą 
oni obywatelami jedności narodu, bo nie zaznali obowiąz- 
kowej pracy; będą prowodyrami rozproszenia, bo wszelki 
nierząd do tego prowadzi i tem się kończy. 


Obok swawoli starodawnej, rozwija się dziś manja- 
ctwo. Dawniej wielbili bohaterów miecza i pióra, póź- 
niej herby i godności; dziś czołem się bije przed talen- 
tem, a to bez wyboru, choćby ten genjusz był wyzuty 
z obyczajów, choćby bluźnił Bogu i religji; byle błysk, 
byle ognik, już plackiem. Choćby ten genjusz spił się, 
jak nieboskie stworzenie, choćby rakiem chodził na czwo- 


— 230 — 


rakach, jak to nie dawno było u nas z jednym ulula- 
nym genjuszem: cześć mu, to genjusz, panie po rękach 
go całują. I tacy genjusze mają być łącznikiem naro- 
du, przewodnikami do podniesienia ducha, szermierzami 
postępu i oświaty! 


Jest jeszcze „zgubniejsze manjactwo: na tle narodo- 
wem, na wyróżnianiu się plemiennem. Żyliśmy całe 
wieki jednością wiary złączeni i ziemią spokrewnieni; 
jeżeli były jakie nieporozumienia, miały one charakter 
niezgody rodzinnej, która się zawsze kończyła zobopól- 
nem braterskiem pojednaniem; bo wytykano sobie błędy 
nawzajem, a nie pochodzenia i narodowość; napastowano 
na nadużycia, a nie plemienną łączność. Dziś powstała 
manja narodowościowa, posunięta do apoteozy brutalstwa 
i natrząsania się z braci innej narodowości. Powstał 
kult narodowy, który się stawi przez prowodyrów po nad 
kult religijny. Hasłem dzisiaj jest: rodzę się pierwiej 
Litwinem, Polakiem, a później zostaję katolikiem, a więc 
w imię tego pierwszeństwa, kwestja wiary ustąpić musi 
kwestji narodowej. Jak są groźne następstwa, tak fałszy- 
wie postawionej zasady, rzecz widcczna. Jeszcze się to 
manjactwo nie rozwinęło, a już widzimy zamieszki i nie- 
porozumienia, owszem nienawiść gniew i pogróżki ple- 
mienne w rodzinach, sąsiedztwach i kościołach. 


Widzimy potomków Kaina, rozrywających jedność 
bratnią, wymagających dla siebie oddzielnych kościołów, 
nie pozwalających pomodlić się ludowi w tym języku 
ojczystym, jakim go matka nauczyła. Takim manjakom, 
filozofom należałoby zwrócić uwagę, iż, rozprawiając 
o pierwszeństwie narodowości przed religją, mogą ostać 
się tylko na gruncie zupełnie ateuszowskim, nie uznają- 
cym Boga i religji; bo skoro uznamy człowieka za isto- 
tę religijną, toć przecie pierwiej człowiek był istotą reli- 
gijną, aniżeli wytworzy ły się narodowości; rodzice dając 
dziecku życie, nie dają mu życia całkowitego, Bóg wle- 
wa duszę żywiącą, religijną, czyli jak mówi Turtuljan, 
«chrześcijańską», t.j. trona do przyjęcia łask i zba- 


— 231 — 


wienia Chrystusowego. Można mówić o rasach zwierzę- 
cych krajowych, bo zwierzęta wszystko biorą z ziemi: ale 
nigdy nie można pochodzenia plemiennego człowieka 
przenosić po nad jego powołanie i cel wiekuisty, dla 
którego zostaje stworzony i na ten Świat przychodzi. 
Przenoszenie więc sprawy narodowej po nad religją—po- 
wiedzmy otwarcie: jest zaprzeczeniem samej religji, duszy 
ludzkiej i wiekuistego celu człowieka. 

A wyszydzanie znowuż, a tembardziej pomstowanie 
nad innem plemieniem, jest zbrodnią wobec nauki Ewan- 
gielicznej, gdzie nie masz: żyda i greczyna, rzymianina 
i tatarzyna, ale wszystko i we wszystkich Chrystus. Po- 
pisywanie się gwałtami świętokradzkimi po kościołach 
i zamykanie ust ludowi, modlącemu się po swojemu, upie- 
ranie się dzikie przytem, żeby tylko tak, a nie inaczej 
modlono się i śpiewano w kościele, jest ostateczne zapo- 
znanie miłości bliźniego i dziejów własnych. Wszak od 
wieków się modlili nasi ojcowie w kościele razem ten po 
polsku, ten po litewsku; a nikomu na myśl nie przy- 
chodziło zatykać usta bliźniemu, wyszydzać jego mowę. 
Czy ci prowodyrowie manjaków znają swą robotę Kaino- 
wą, czy się zastanowią nad tem, iż przeklęty, kto gwałci 
dom Boży, zrywa łączność bratnią? chyba nie!.. Inaczej 
trzeba byłoby zeznać, że już szatan niezgody zupełnie 
ich opanował, a oni przyśpieszają na głowy swoje miecz 
Boży, rozdzielający— rodziny, pokolenia i narody ku ich 
zatraceniu. 

Oto są grzechy nasze, co nas rozdzielają i zrywają 
między wami jedność Chrystusową; pycha. namiętność, 
swawola i manjactwo podburzają podwładnych na władzę, 
dzieci na rodziców, rozrywają ogniwa rodzinne i plemien- 
ne; a jeżeli ich nie porzucicie, w pokucie i żalu nie. bę- 
dziecie szukać przebaczenia, nie udacie się do pomocy 
kapłanów, jednoczących szczątki rozproszone miecz Bo- 
ży już wisi nad głowami waszemi, siekiera do korzenia 
już przyłożona. 

Nikt wam nie odbierze tytułów i bogactw; ale rzuć- 
cie pychę, a w bliźnim swym ubogim uszanujcie brata, 


— 232 — 


zbywającymi wam dostatkami, wspomóżcie biednego. Nikt 
wam nie zabrania zabaw w kółkach sąsiedzkich i rodzin- 
nych; ale porzućcie to rozbijanie się kosztowne, a nieraz 
i gorszące, po salach wynajętych, gdzie pierwszy lepszy, 
za swe kilka groszy, staje się człowiekiem towarzystwa. 
Nikt wam nie wyrzuca rozrywek i gier niewinnych, ale 
rzućcie hazard i szulerkę, unikajcie jaskiń szulerskich 
i polujących na wasze kiesienie muzykantów stolikowych. 
Nie nakłada też religja hamulca na rzeczywisty rozwój 
gienjuszów i artystów; owszem podnosi i uszlachetnia 
wyobraźnię ich i serce — otwierając przed nimi całe 
krainy widzeń i natchnień nadziemskich; ale strzeżcie 
się tych podwianych artystów, co talent swój brukają w 
zmysłowości, bluźnierstwach i zohydzeniu religji i prak- 
tyk religijnych. Nie staje też religja na przeszkodzie 
rozwoju narodowego, owszem pielęgnuje i kształci każdy 
naród chrześcijański, broni praw jego na niewzruszonej 
zasadzie miłości Chrystusowej; lecz porzućcie gniewy 
i pomsty i chęci odwetu; porzućcie choć raz wreszcie, to 
wstrętne pomiatanie człowiekiem, dla tego tylko, że on 
nie nasz, nie tak mówi i nie takie ma obyczaje. 

Wobec zaś doznanych cierpień i bluźnierstw, nie pomsty 
Bożej wzywajcie; ale zgodnie z zasadą Chrystusową miłuj- 
cie i nieprzyjacioły wasze, módlcie się i za prześladują- 
cych was i bluźniących, a tak wypełnicie zakon Chry- 
stusowy i przygotujecie pole do jedności bratniej wszyst- 
kich narodów, gdzie jeden Pasterz i jedna owczarnia. 

Być może, iż pomimo naszej miłości, cnót i modłów, 
z Chrystusem, z Apostołami i ze św. Stanisławem ucier- 
pimy wiele, może i ofiary z siebie złożymy; ale pamię- 
tajcie: — Chrystus zabity zmartwychwstaje, dzieło apostolskie 
nie umiera, św. "Stanisław poćwiartowany, jest naszym 
łącznikiem. Tak będzie i na przyszłość, na kościach na- 
szych powstaną nowi pasterze i głosiciele jedności Chry- 
stusowej i zgromadzą synów Bożych, wyznawców Chry- 
stusowych, głosić będą jedność, zgodę i miłość bratnią, 
a wzniosłszy dłonie ku niebu, oto jak i my dzisiaj jed- 
nem sercem. zgodną modlitwą wołać będą do Boga: 


— 233 — 

O, Boże męczenników naszych i ojców naszych, do 
Ciebie się garnie owczarnia Twoja, zawstydzona i upo- 
korzona niezgodą swoją, a przez krew męczenników swych 
żebrze odpuszczenia i przebaczenia! 

Panie, Ty w ciągu wieków byłeś świadkiem niezgo- 
dy i swawoli naszej; ałeś Ty świadkiem i ofiar, które za 
nie ponosimy i łez, które wylewamy. Nie daj nam osta- 
tecznie zginąć w niezgodzie i poróżnieniu! Zdejmij za- 
słonę pychy z umysłów zaślepionych, niech przejrzą i po- 
znają, iż bez Ciebie nie ma trwałej jedności. Powstrzy- 
maj namiętności szalejących, iżby się zastanowili i prze- 
konali, jak bez Twej jedności przyspieszają dła siebie 
koniec haniebny, wstyd i nędzę dla potomności... 

. Oświeć ich, Boże, aby poznawszy błąd swój i grze- 
chy, pokochali prawdę Twoją i przykazania Twoje, aby 
byli z nami jedno. 

O, Wszechmocny, coś błogosławił pracę kapłanów, 
zbierających szczątki św. Stanisława; błogosław pracę ka- 
płanów Twych i dziś w nawoływaniu do wiary i obycza- 
jów zbłąkane owce! 

O, Miłosierny, coś dał upamiętanie królowi zabójcy, 
aby w pokucie dokonał życia swego, daj upamiętanie 
tym co dziś kamienują i zabijają proroki Twoje... 

O, święty Stanisławie, biskupie i męczenniku, Ty 
u tronu Bożego domów reszty modlitwy mojej, bo słowa 
moje nieudolne ustają... 

Swięty Stanisławie... Módl się za nami! 


— 234 — 
Kazanie XVII. 


Na uroczystość św. Apostołów Filipa i Jakóba. 
O kielichu Chrystusowym. 


„Kielich ci mój pić będziecie". Mat. 20. 


W rozumieniu Pisma Świętego, kielich oznacza los 
człowieka. Jest to obrazowe przedstawienie pomyślności 
i przeciwności. które spotykają człowieka na tym padole 
płaczu. Ztąd Pismo Święte, mówiąc o losie pomyślnym, 
o błogosławieństwach, które spotykają człowieka, powiada: 
«Mielichem radości i wesela napełni go Pan», a zapo- 
wiadając przeciwności i cierpienia przedstawia skargę cier- 
piącego, iż «kielichem goryczy napoił go Pan». 

Ztąd Psalmista przewidując obfitość błogosławieństw 
Bożych, cieszy się i okrzykuje: «Kietich mój upajający, 
jakże pięknym jest»'). Chrystus w modlitwie w Ogrójcu, 
przewidujący mękę swą najsroższą, woła do Boga: «Ojcze 
mój oddal odemnie ten kielich!» i Apostołom wskazując 
powołanie apostolskie w pracy, poświęceniu, cierpieniach 
i śmierci męczeńskiej, mówi: «Kielich ci mój pić bę- 
dziecie». 

Zbłądzili co prawda Apostołowie, iż posłani do tak 
ciężkiego zawodu dobijali się o pierwsze miejsca w kró- 
lestwie niebieskiem. Nie ma się czemu dziwić! Jeszcze 
bowiem nie otrzymali Ducha świętego, który ich oświe- 
cił i utwierdził w nauce Chrystusowej po swem zstąpie- 
niu. Byli krewnymi Chrystusa według ciała, Ewangielja 
nazywa ich braćmi Chrystusa: byli też i wyszczególnieni 
przez Chrystusa. powołującego ich z sobą w ważniejszych 
chwilach, jak przy wskrzeszeniu córki Jaira i na górze 
Tabor. Wiedzieli i o szczególniejszem wyniesieniu Pio- 
tra w Kościele Chrystusowym na ziemi, iż miał być 
opoką, fundamentem i sternikiem Kościoła. I,udźmi by- 
li, po ludzku sądzili, nie chcieli się dać uprzedzić Pio- 


1) Ps. 22. 


— 235 — 


trowi w niebie; proszą przez matkę swoją, aby ich posa- 
dzono w niebie na najwyższych miejscach. Kiedy jed- 
nak wyjaśnił im Chrystus, iż w niebie nie wpływają 
związki krwi i osobiste względy, ale zasługi; iż jak On 
przyszedł na ziemię, aby służyć: w pracy, cierpieniu 
i śmierci męczeńskiej odkupić rodzaj ludzki: tak i jego 
wierni uczniowie drogą poświęcenia, poniżenia i pokory 
by zasługiwali sobie nagrodę u Ojca. Kiedy to im wytłu- 
maczył, poświęcili się na służbę Chrystusowi. Opuścili 
wszystko, nawet pragnienia swe i poszli za Nim i wypili 
do dna kielich goryczy Jego. 


Nadtem dziś pokrótce zastanowimy się, wykazując 
jak to św. Jakób pił z tego kielicha cierpień Jezusowych, 
jak i wszyscy uczniowie Jego, z poddaniem się woli Bo- 
żej, mają przystępować do uczestnictwa tego kielicha. 


O, Ty, co nam na ziemi zostawiłeś kielich goryczy 
i boleści, oświeć nas, byśmy godnie pijąc zeń, zasłużyli 
na nagrodę u Ojca. O, Matko Jezusowa, módl się za 
nami! Zdrowaś Marya. 


B 


Zyjąc tu na ziemi, więcej odczuwamy nasze potrze- 
by doczesne. niż wieczne, więcej nas obchodzi pomyśl- 
ność obecna, niż przyszłe dobra. Nawet o sprawach nie- 
bieskich po ludzku sobie rozprawiamy i nadzieje nasze 
wieczne mają pewną domieszkę doczesności. Błąd ten 
popełniają zwykle ludzie: tegoż błędu nie ustrzegli się 
i Apostołowie, dopóki o rzeczach Boskich po ludzku są- 
dzili. Na górze Tabor, kiedy przed oczami ich śmier- 
telnemi. podniesiony został rąbek tajemnic Bożych i choć 
na chwilkę się ukazała im chwała Boża, chcieli oni po- 
zostać na wieki: «Panie, dobrze nam tu być!—wołali do 
Chrystusa — uczyńmy tu przybytki». Ale Chrystus roz- 
wiał ich pożądania, kiedy schodząc z góry, zabronił im 
nawet mówić o tem, aż nim zabity, zmartwychwstanie. 
'[o też i na prośby o posady wyższe w niebie, wskazał 


—A2836 — 


im potrzebę picia kielicha goryczy na ziemi: «Kielich 
ci mój pić będziecie». 

Wskazał i zapowiedział, że nie zachwyty i pano- 
wanie czekają na ziemi, ale cierpienia i prześladowania: 
- «Jak mnie prześladowali, tuk i was prześladować będą... 
do sadów was poprowadzą i w bożnicach biczować będą, 
i z miasta was wyrzucą, będziecie płakać i narzekać wy, 
a świat będzie się weselił»';. Te przepowiednie Chrystu- 
sowe spełniły się na Apostołach. Kielich goryczy i prze- 
ciwności dostały im się od Chrystusa na urzędzie Apo- 
stolskim. 

Weźmy za przykład patrona naszego św. Jakóba 
Apostoła. Napojony został goryczą nieraz za życia Chry- 
stusa na ziemi, kiedy widział swego Mistrza od nieprzy- 
jaciół nienawiścią i zdradą otoczonego, kiedy Go ujrzał 
pojmanego i związanego. Gorzki był ten kielich, kiedy 
w Ogrójcu Oliwnym modlił się Jezus, kiedy był wiedzio- 
ny na sąd kapłanów i pogan! Gorzki to był kielich, kie- 
dy ujrzał zdrajcę, pocałunkiem sprzedającego Mistrza, 
kiedy sam kryć się musiał przed nienawiścią żydowską. 
Gorzki to był kielich, kiedy zdala słyszał sądy na Jezu- 
sa, kiedy się dowiedział o skazaniu i śmierci na krzyżu. 
Kiedy dowiedziawszy się o Śmierci Jezusa, z uczniami 
z Kmmaus wołać musiał: «Myśmy mieli nadzieję, że On 
zbawi Izraela!» I godzić się z tą myślą, że Jezus zabity; 
a z Nim upada ich praca i trudy, nadzieje i pożądania. 

Gorycz ta jednak osłodzoną została zmartwychwsta- 
niem Chrystusa. Dopiero od Jego Wniebowstąpienia 
i zesłania Ducha św. w pracy apostolskiej musiał pić usta- 
wicznie z kielicha goryczy, aż nim nie wysączył go. do 
kropli. Na początku przepowiadania, widział naród swój, 
braci swoich wrogo przeciw sobie usposobionych. Z Jeruza- 
lem udał się do Samarji. Tam przepowiadał słowo Bo- 
że, obok pociechy z nawróconych do Chrystusa, z bó- 
lem serca musiał widzieć wielu ze swej braci żydów, nie- 
nawidzących Fwangielji Chrystusowej, musiał patrzeć na 


1) Mat. 10. 


sa_alłocieańi 


— 237 -— 


prześladowania wyznawców Chrystusa, tak ze strony ży- 
dów, jako też i ze strony pogan. 2 bólem serca widział 
zbliżające się spełnienie proroctw o odrzuceniu narodu 
wybranego, a Jego braci, i zbliżający się dzień zagłady 
Izraela. I tak codzień wspominał słowa Chrystusa: «Kie- 
lich ei mój pić będziecie». 

Kiedy na zgromadzeniu Apostolskiem w Jeruzalem, 
postanowiono udać się do pogan, ku przepowiadaniu Ewan- 
gielji. Swięty Jakób obrał sobie Hiszpanję i po odby- 
ciu dalekiej podróży, zaniósł światło Kwangielji na krań- 
ce Świata. Tu nowy kielich goryczy go czekał, bo po- 
mimo gorliwości i poświęcenia, nie wielką liczbę miał 
nawróconych. Inny to rodzaj goryczy, której doświad- 
czył Apostoł, a która napełnia serca i jego następców 
w pracy apostolskiej częstokroć: to nieliczne nawrócenia 
i stosunkowo nie wielki wpływ na ludzi pracy apostol- 
skiej. Z boleścią i smutkiem patrzał Apostoł na tłumy 
pogan, pogrążonych w ciemnościach bałwochwalstwa i nie 
chętnych do przyjęcia nauki Chrystusowej! O, jakże 
często i inni Apostołowie gorliwi i pełni poświęcenia 
doświadczają tej boleści. I spełnia się w ich zawodzie 
proroctwo Chrystusowe: « Kielich ci mój pić będziecie». 

Chrystus płakał nad Jeruzalem zaślepionem i za- 
twardziałem w grzechach, cóż dziwnego, że Apostołowie 
Jego muszą dzielić ze swym Mistrzem boleści i łzy Jego! 
Wszakżeż pyta ich: «Możecież pić kielich, który ja piję?» 
i przyrzeka im: «Kielich ci mój pić będziecie». Z, Hisz- 
panji powraca św. Jakób do Jeruzalem. Tu podjęto ze 
wszech stron prześladowanie na chrześcijan. Prześlado- 
wali ich Żydzi, prześladowali i poganie. Sam wielkorządca 
Rzymski, Herod, chcąc się kosztem chrześcijan przypodo- 
bać Zydom, osadził św. Jakóba w więzieniu i w czasie 
uroczystych Świąt wielkanocnych, skazał go na ścięcie. 
Oto ostatnia kropla wlana do kielicha goryczy. Po la- 
tach tułactwa, wraca Apostoł do swoich, a tu zamiast 
uścisku bratniego, czeka go więzienie. Nadchodzą świę- 
ta Wielkanocne, raduje się naród, raduje się każdy, ob- 
chodząc w tym dniu odwieczne wspomnienia i tajemnice. 


— 238 — 


Jeruzalem roi się przepełnione gromadami Izraelitów, ze 
ze wszech stron przybywających na święta Paschy. Apo- 
stołowi śmierć gotują. W radosnym dniu pożywania ba- 
ranka wielkanocnego, czytają mu dekret śmierci! A ten 
dekret żywo mu przypomina i zabójstwo Baranka nie- 
winnego, Jezusa Chrystusa, w czasie tychże świąt doko- 
nane i co do słowa spełniające się na sobie słowa Chry- 
stusa: «Kielich ci mój pić będziecie». 

W dniu świętym i uroczystym idzie Apostoł na 
śmierć. Orszak prowadzi poganin, przełożony oprawców. 
Postawa pełna poświęcenia Apostoła uderza poganina, 
męztwo Św. Jakóba podbija oprawcę. Oto zwraca się do 
Apostoła i prosi go o przebaczenie i sam się chrześcija- 
ninem ogłasza i razem z Apostołem ponosi śmierć dla 
Chrystusa! To pociecha Apostoła, to tryumf jego. 

Ależ, bracia, nie zapominajmy, że tryumt ten oku- 
piony szyderstwem i bluźnierstwem Zydów, współbraci 
Apostoła. Nie zapominajmy, iż i na Golgocie, kiedy się 
kruszył u stóp Chrystusa i bił się w piersi setnik rzym- 
ski, wołając, iż «Ten był prawdziwie Synem Bożym»; 
naród żydowski bluźnił i naigrawał się z konającego. 
A więc, jak w życiu, tak i przy Śmierci żywo stanęły 
Apostołowi słowa Chrystusa: «Kielich ci mój pić bę- 
dziecie». 

II. 


I cóż powiemy na to wszystko, br. mili! Czyż nasze 
powołanie na tym Świecie ma być inne od urzędu Apo- 
stolskiego, czyż mamy się uchylać od rozkazu Chrystuso- 
wego: «Kielich ci mój pić będziecie?» Czyż, kiedy Chry- 
stus i Jego Apostołowie pili w ciągu życia z tego kieli- 
cha goryczy, to my mamy upajać się kielichem wesela 
i radości; a jeżeli ten nas mija, mamy wyrzekać na Opa- 
trzność, napawającą nas goryczą i łzami, piołunem i żół- 
cią zaprawionemi? A wszakże wiełu tak sądzi i postępu- 
je. Idzie nam po myśli; o, wtedy wołamy, Bóg z nami, 
któż przeciwko nas? żpotka nas cierpienie, przeciwność, 
ubóstwo, choroba, sieroctwo; wtedy to już Bóg nas opu- 


ABE J 


— 239 — 


Ścił, zaczynamy z przyjaciółmi Hjeba powątpiewać o pra- 
wości człowieka cierpiącego; jakbyśmy nie słyszeli słów 
Chrystusa: «Kielich ci mój pić będziecie». 


Ależ, bracia mili, jeżeli was Bóg błogosławi pomy- 
Ślnością: cieszcie się w Panu, chociaż sami wiecie, iż 
nawet i dnie pomyślne zaprawione są goryczą. Lecz jeśli 
w waszem życiu spotykają was ciągłe klęski i „niepowo- 
dzenia, nie zapominajcież na powołanie wasze, iż chrześ- 
cijanie jesteście, iż i do was, jak do Apostołów wyrzeczo- 
no: «Kielich ci mój pic będziecie». 


Cieszymy się i wdzięczni Bogu jesteśmy, jeżeli w 
nas przebywa uczucie wiary niezłomnej i nadziei w Bo- 
gu niezachwianej. I słusznie, bo to szczególniejsza jest 
łaska Boża. Ale jeśli w sobie czujemy zamiast wiary, 
zwątpienie i zamiast nadziei chwiejność: mamyż rozpa- 
czać, iż w tej niepewności rzucani bywamy, jak łódź na 
falach i przypuszczać opuszczenie przez Boga wtedy, kie- 
dy w zranionych naszych uczuciach najświętszych, spełnia 
się proroctwo Chrystusowe: « Kielich ci mój pić będziecie!» 
Prawda zachwiewanie się wiary i nadziei w Boga, równa 
się opuszczeniu przez Boga, prowadzi nas pod krzyż 
Chrystusowy i przypomina jęk i skargę konającego Chry- 
stusa: «Boże mój; Boże mój, czemuś mię opuścił» Ale 
jeśliśmy nie doprowadzili siebie do tego rozpustą i nie- 
pokutowaniem; to dła czegoż tych pokus chwiejności 
i zwątpienia nie mamy zaliczyć do kielicha Chrystuso- 
wego, kielicha goryczy?... 

Daje wam Pan Bóg błogosławieństwo w rodzinie 
i w gospodarstwie i w sprawach doczesnych błogosławi 
was: cieszycie się z tego, uważacie to za błogosławieństwo 
Boże; dobrze czynicie, bo wszakże wszystko dobre mamy 
z ręki Bożej. Ale czemuż rozpaczacie i wyrzekacie nie- 
pocieszeni, jeśli was próby Boże i dopuszczenia spotyka- 
ją? Czemuż krzyże Pańskie i kielich goryczy Chrystuso- 
wej uważacie jako karę niebios? Czemuż i w doczes- 
nych waszych sprawach nie pamiętacie na słowa Chry- 
stusowe: «Kielich ci mój pić będziecie». 


— 240 — 


Wspomnijcie, o chrześcijanie wyrzekający, wspom- 
nijcie na Boga i Zbawiciela: wspomnijcie na ten kielich 
Jego! Ubogim przyszedł na Świat, w stajence się uro- 
dził, w żłobku kolebkę miał i jeszcze maluczkim będąc, 
już musiał uciekać przed Herodem, tułać się po puszczy, 
a po powrocie do Nazaretu żyć w ubóstwie i pracować 
ze swym opiekunem na kawałek chleba, kiedy już był 
młodzieńcem. Jeżeli przeto dolega wam ubóstwo wasze 
i praca wasza ciężka i niewdzięczna, praca na kawałek 
chleba, nie jest że to przecie klątwa Boża; jest to kie- 
lich Jezusowy. Bo kiedy wy się zalewacie potem, kiedy 
ciężko pracujecie, by uczciwie przeżyć i wyżywić rodzi- 
nę swoją; oto pracujący przy warsztacie ciesielskim Je- 
zus młodociany, ocierając pot kroplisty z czoła swego, 
jako domniemany syn cieśli, staje przy was i mówi wam: 
«Kielich ci mój pić będziecie». 

Nieprzyjaźni ludzie pomstą i nienawiścią was ściga- 
ją, grożą wam źli wasi domownicy i sąsiedzi złośliwi, 
a przewrotni, zasadzki na was czynią blizcy wasi i bra- 
cia. Maż to być pomsta Boża? Nie, to tylko kielich 
Chrystusowy. Chrystus prześladowany przez swoich współ- 
braci, zdradą, nienawiścią i pogardą traktowany przez 
faryzeuszów i doktorów zakonnych, wyśmiany i odepchnię- 
ty od Nazarejskich swych sąsiadów, powiedział, iż «Nie- 
przyjaciele człowieka, domownicy jego>'). Doznał tego na 
sobie Chrystus, doznali i męczennicy Jego, kiedy za 
swą wiarę i bogobojność prześladowanie cierpieli w do- 
mu, lub przez ojców swych i braci zaskarżeni do sądu, 
iż wyznają Chrystusa, cierpieli mękę i śmierć ponosili 
z rąk blizkich swoich, jak św. Barbara, przez ojca rodzo- 
nego za wiarę w Chrystusa ścięta. «Kielich ci mój pić 
będziecie». 

O, jakże licznych mamy męczenników i męczennic 
za Chrystusa cierpiących od domowników swoich! Ustały 
co prawda, prawa o zwyczaje pogańskie, które podawały 
topor w ręce ojców na głowy dzieci; lecz jakże wiele 


1) Mat. 10. 


— 241 — 


córek i żon, braci i synów znosi prześladowanie ciche, 
ukryte, ale nie mniej dotkliwe i okrutne, od swoich do- 
mowników. Pan domu w Boga nie wierzy; oto źródło 
męczeństwa dla jego żony i dzieci bogobojnych! Mąż 
i ojciec oddaje się pijaństwu, karciarstwu, lub rozpuście, 
jakież to tortury przez długie lata, a nieraz i przez ca- 
łe życie, przechodzą dzieci i żona. Wejdzie do rodziny 
kłótliwej zacna niewiasta, jako żona; ileż udręczeń prze- 
cierpi od swych domowników, prześladujących ją niena- 
wiścią, szyderstwem, a nieraz, i biciem, i poniewierką! 
Jaki lament męczenników i męczennic rozlega się po do- 
mach naszych i zagrodach! oprawcami są domownicy. 
Serce krwią zabiegłe wznosi skargę żałośną do Boga: 
Dokądże Panie, grzesznicy będą poniewierać dziedzictwo 
Twoje?... A Chrystus odpowiada: «Kielich ci mój pić 
będziecie.» «Jak mnie prześladowali: i was prześladować 


będą; wy będziecie płakać i narzekać... Nieprzyjaciele 
człowieka, domownicy jego... Kielich ci mój pić bę- 
dziecie...» 

III. 


Gdy się rozrzewniamy nad męczarniami codziennemi 
wyznawców Chrystusowych, cierpiących od swoich i dla 
swoich, oto wzrok nasz spotyka sierotę, rozpaczliwie chwy- 
tającą się trumny rodzicielskiej: —matkę, układającą 1 że- 
gnającą dziecię na spoczynek wieczny. Tu boleść okrut- 
niejsza i dotkliwsza, przenikliwy lament i narzekanie, tu 
się tracą nadzieje doczesne, tu się targają węzły i uczu- 
cia najbliższe, najtkliwsze. Od tego widoku, przenosząc 
się wzrok człowieka osieroconego, crzelatuje obojętny 
wszystkie stany ludzkie, wszelkie zawody i klęski tego 
życia.  Spocznie tylko na krzyżu Chrystusowym. Tu 
się wiecznie spełnia ofiara ludzkości, pijącej kielich go- 
ryczy. Tu w kwiecie wieku cierpi i kona dziecię. Tu 
stoi matka zbolała, boleścią przybita do krzyża dziecię- 
cia. Tu się zapisuje testament okupu ludzkości, tu się 
schodzą i drogi sieroce. Z ust konającego Chrystusa 
słyszymy głos do Matki, poruczonej w opiekę Janowi: 

16 


— 242 — 


«Matko, to syn Twój!»; do ucznia: «Oto matka twoja». 
Matko, sieroto, bierz za syna sierotę, ucznia mego; ucz- 
miu osierociały, oto matka twoja, matka sierota.  Wspie- 
rajcie się i podtrzymujcie się na wzajem». 

Tak mówił konający Chrystus do sierot, których zo- 
stawiał na ziemi. A dziś, kiedy wzniesie do niego sie- 
rota wzrok swój zbolały, a krzyż jego przyciśnie do zra- 
nionego serca, mówi doń: «Smutek napełnił serce twoje, 
iż cię spotkało sieroctwo na ziemi! Nie dziw się losowi 
swemu, a nie wyrzekaj na wolę Ojca mego: Wszakże ja 
powiedziałem, iż kielich mój pić będziecie. Znam sie- 
roctwo, znam boleść żegnających i żegnanych w chwili 
rozstania doczesnego: Jam żegnał matkę i ucznia, siero- 
ty: iskonałem na krzyżu przez nich żegnany. Uskarżasz 
się na opuszczenie twoje... Jam też między niebem 
a ziemią na krzyżu zawieszony wołał Ojca swego nie- 
bieskiego: — Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił? — 
I ciebie spotkał los sierocy i ty upadasz i jęczysz pod 
krzyżem twych cierpień: Kielich ci mój pić będziecie». 

Kielich to gorzki bardzo, rozrywający serce: nawet 
z ust samego Chrystusa wyciskający krwawy poti wyry- 
wający przenikliwą a PizeSZy waj serca modlitwę: «()j- 
cze, oddal ode mnie ten kielich!» Tak jest gorzki, tak 
zabójczy, iż przyjmując go Zbawiciel w przededniu swej 
męki, upadł na ziemię i błagał Ojca o oddalenie. A głos 
to był przejmujący, aż się niebiosa poruszyły i zstąpił 
Anioł z nieba, umacniający Zbawiciela cierpiącej ludz- 
kości... Cóż dziwnego, że nasze Śmiertelne serca jęczą 
i łkają, skosztowawszy z tego kielicha? Cóż dziwnego, 
iż śmiertelnik czując jak w nim się zachwiewa nadzieja 
i wiara, widząc przeciwxo sobie uzbrojoną złość ludzką, 
woła: «Ojcze, oddal ode mnie ten kielich!» Cóż dziwne- 
go, jeżeli matka i dziecię, zagrożone sieroctwem, przypa- 
da z bólu do ziemi, woła i błaga: «Ojcze, oddał ode 
mamie ten kielich!» Cóż dziwnego, jeśli serce zranione 
ziemskiego tułacza, zalewającego się krwawym potem 
wpośród losów złowrogich, w czasie katuszy niedoli, tęż 
mowę mówi: «()jcze, oddał ode mnie ten kielich!» Nad 


— 243 — 


bołejącymi i skarżącymi się, wznosi się postać Chrystusa 
z Ogrójca Oliwnego, krwawym potem okryta i mówiąca: 
«Kielich ci mój pić będziecie». 

Ale ten Zbawiciel, co wypił kielich swój i nam go 
zalecił w spuściźnie męczeńskiej, zostawił nam i lekar- 
stwo, by nas ten kielich o śmierć nie przyprawił: «Nie 
tak, jak ja chcę, ale jako Ty: bądź wola Twoja!» wołał, 
sięgając po kielich goryczy. Oto lekarstwo na cierpie- 
nia wasze, na ból, rozdzierający serca wasze, dzieci Chry- 
stusowe, bolejący i wyrzekający tułacze ziemscy: «Bądź 
wola Twoja!» Oto modlitwa najskuteczniejsza, oto oręż 
najpewniejszy i tarcza najbezpieczniejsza przeciwko zwąt- 
pieniu i rozpaczy! Nie ominiecie losu swego, nie ucie- 
czecie od krzyżów, nie oddalicie kielicha, który wam 
Opatrzność w ręce podaje! Póki na tej ziemi jesteśmy, 
każdemu z nas przeznaczony, przed każdym postawiony 
jest, kielich goryczy, wina gorzkiego, zmieszanego z żół- 
cią i piołunem napełniony. |I podaje go Bóg dzieciom 
swym na jedną i na drugą stronę, a żółć tego kielicha 
nie wyczerpana! Przyjmijmy go przeto z ręki Bożej. 
jak go nam podaje; skarżmy się i płaczmy, ale i wołaj- 
my: «Bądź wola Twoja!» W zwątpieniu i chwiejności, 
w przeciwnościach i wpośród nieprzyjaciół i domowników 
zdradliwych: «Bądź wola Twoja!» W ubóstwie i niedo- 
statku, w sieroctwie i opuszczeniu i we wszelkiej prze- 
ciwności: «Bądź wola Twoja!» Gdy na nas gromy spad- 
ną i klęski, oczy łzami się zaleją a serce się zakrwawi, 
gdy z bólu potem krwawym okryci do ziemi przypad- 
niemy, szukając ukojenia: «Bądź wola Twoja!» Gdy dnie 
nasze uroczyste kirem żałoby się okryją: «Bądź wola 
Twoja!..» | 

O, święty nasz patronie i Apostole Chrystusów, św. 
Jakóbie, wypiłeś kielich goryczy, do ostatniej kropli wy- 
piłeś napój z żółci i piołunu, kiedyś w święta uroczyste 
głowę swą podał pod miecz katowski. 

O módl się za nami, na których Pan wylał pełną 
czaszę gniewu swego i poi nas kielichem goryczy, kieli- 

16* 


NSA + 


chem cierpień i łez, kielichem klęsk i zawodów, kieli- 
chem poniewierki i szyderstwa, kielichem sieroctwa i opu- 
szczenia: o, módl się za nami, a uproś nam męztwo i wy- 
trwałość! 

O, Matko nasza i Pani: Ty stałaś na Golgocie, sie- 
rota sierocie w opiekę zostawiona. O spojrzyj na dzie- 
ci Twe sieroty, garnące się do krzyża Syna Twego, wy- 
rzekające na opuszczenie przez Boga. Uproś nam poko- 
rę i poddanie się woli Bożej! Bo jeśli: nad kim, to nad 
nami widzisz spełnienie się słów Syna Twego: «Kielich 
ci mój pić będziecie». Amen. 


Kazanie XVIII.*) 
Na uroczystość Przemienienia Pańskiego. 


„Panie, dobrze nam tu być*. 
Mat. 17. 


Wielka to i uroczysta chwila w dziejach Apostolstwa 
Chrystusowego. Wiekopomny to i chwalebny objaw potę- 
gi Bóstwa mieszkającego w Chrystusie cieleśnie. Doniosłe 
i pouczające nauki zawiera w sobie Przemienienie Chry- 
stusowe. Po dniach pracy i trudu Apostolskiego, w prze- 
dedniu męki, następuje chwalebny wypoczynek. Po dniach 
ukrycia w powłoce ciała Śmiertelnego, na progu Śmierci 
haniebnej, w całym majestacie ukazuje się pełność bó- 
stwa. Chrystus jaśniejący światłem nadziemskiem i chwa- 
łą, na chwilkę otwiera majestat niebios w oczach wybra- 
nych Apostołów, by ci ujrzawszy chwałę Jego, usłyszawszy 
świadectwo Ojca niebieskiego, utwierdzeni byli we dni 
poniżenia i próby, by łacniej uwierzyli chwale zmar 
twychwstałego, ujrzawszy Go w chwale Ojca za życia. 


i) Miane w czasie ingresu J.E. biskupa wileńskiego Zwierowicza w koś- 
ciele po-Bernardyńskim w Grodnie. 


— 245 — 


O jakąż rozkoszą napawały się serca Apostołów, 
o jakże pełen był zachwytu ich umysł: o z jak niekła- 
manem pożądaniem, opromienieni światłem niebieskiem, 
wołali: «Panie, dobrze nam tu być!» Dotychczas widzieli 
tylko pracę Chrystusową, Jego zabiegi, poświęcenie, łzy 
i modły; dotychczas widzieli tylko Wielkiego Proroka, 
jako litościwego Samarytanina, stąpającego po tym pado- 
le płaczu, błogosławionego przez jednych, nienawidzone- 
go i prześladowanego przez drugich. Tu Go ujrzeli, 
jako Syna Bożego, wyniesionego ponad nędzę tego świa- 
ta, otoczonego majestatem niebios. Ujrzeli świadków Je- 
go Bóstwa Mojżesza i Eljasza. Usłyszeli głos Ojca nie- 
bieskiego: «Tenci jest Syn mój najmilszy...» A głos 
Boży pomimo potęgi swej i mocy, słodkiem echem ode- 
zwał się w duszy ich, kiedy rozrzewnieni i zachwyceni 
wołają: «Panie, dobrze nam tu być!» 


Chwała Chrystusowa jest chwałą naszą, radość Apo- 
stołów jest pocieszeniem naszem. W Chrystusie i z Chry- 
stusem Święcą dziś Święto uroczyste wiara i nadzieja 
nasza wspólna, w Bogu położona. W tryumfie swym 
dzisiaj szczególnie przypomina nam się Chrystus spra- 
wiedliwy i niezwyciężony w obietnicach swych. Bo na 
dowód prawdziwości swych obietnic, przysłał do was pa- 
sterza widzialnego, któryby wam wyłożył Świadectwa Oj- 
ca niebieskiego, prawo Boże, pisane w księgach i w 
sercach i wytłumaczył wam proroctwa, o Kościele świę- 
tym i o waszych obowiązkach względem Boga i ludzi. 
Przysłał wam Pasterza, by błogosławiącą ręką oddalił od 
was niedolę, otworzył oczy zaślepionych, skruszył sumie- 
nia zatwardziałych, pocieszył strapionych, by wszystkich 
"umocnił w wierze i nadziei w Boga... Przysłał Paste- 
rza, by ręką swą nakazał milczenie bluźniercom, a bło- 
gosławieństwy swemi zaświaądczył, iż Chrystus i dziś kró- 
luje i rządzi, opieka Jego nie ustaje. 

O Chryste, jaśniejący mocą i majestatem Twego 
Bóstwa na górze Tabor, oświeć nas i naucz, jak się 
Ci mamy odwdzięczyć, za Twe dary, naśladując Ciebie. 


ZAŚ — 


O Chryste, oświecający Apostołów, daj nam wyrozumie- 
nie tego cudu! Spraw to ze wstawieniem się Twej Mat- 
ki. — Zdrowaś Marya! 


Ł 


Błogo było w duszy Apostołów, kiedy upojeni wido- 
kiem chwały niebieskiej, wołali: «Pamie, dobrze nam tu 
być!» Ale promienie chwały tej nie długo trwają na 
ziemi wygnania naszego. Po cudownem objawieniu Bosko- 
ści Chrystusa, znika widzenie Apostołów, milknie głos 
Ojca. ustępują Mojżesz i Eljasz; a Chrystus w zwyczaj- 
nej Śmiertelnej postaci sprowadza swych uczni z góry 
widzenia. Nawet mówić im zabrania o tem, co widzieli 
i słyszeli, aż nim nie nastąpi Jego chwała wieczna: «Pó- 
ki Syn człowieczy zmartwychwstanie». Nie zachwycać 
się bowiem ustawicznie, ani też w rozkosze ducha opły- 
wać posłaniśmy na ten Świat; lecz by, wdzięczni Bogu za 
chwilowe łaski i pocieszenia, w. pocie czoła pracowali na 
chleb, a ze drżeniem i bojaźnią sprawowali dzieło zba- 
wienia duszy naszej. 

To też i nam, bracia mili, wypada zapomnieć na 
chwilkę o naszych pociechach i tryumfach, a pomyśleć 
o obowiązkach naszych i w Chrystusie, jaśniejącym na 
górze Tabor szukać dla siebie dróg światłości, byśmy nie 
zeszli na manowce błędu i ciemności. Zwróćmy przeto 
uwagę naszą na osobę Chrystusa Pana, a przyjrzyjmy 
się poszczególnie wszystkim przymiotom Jego Przemie- 
nienia. «I stało się oblicze Jego, jako słońce», powia- 
da Ewangielista. Ode dnia przyjścia na świat, w postaci 
ludzkiej, przyćmiona była cielesną powłoką jasność chwa- 
ły Ojca i bóstwa, «mieszkającego w Chrystusie cieleśnie». 
Majestat Boski ukryty był pod postacią maluczkiego 
Dziecięcia w jasełkach. domniemanego syna cieśli w Na- 
zarecie i nauczyciela z Galilei. Zakryta była wielkość 
i piękno Syna Bożego w osobie syna człowieczego przed 
oczyma śŚmiertelnemi. Ale przyszła chwila, kiedy ziem- 
skie przyrodzenie: Apostołowie, góry i doliny Galilei: 


— 247 — 


miało ujrzeć w jasności ojcowskiej Syna Bożego. Oto 
powłokę śmiertelności pokrywa jasność nadziemska.  Jaś- 
nieje radością i majestatem oblicze Syna Bożego, światła 
światłości, Światła ośŚwiecającego każdego człowieka na 
ten Świat przychodzącego, Światła synów Światłości.  Jaś- 
nieje radością i szczęściem własnem i wiernych dzieci 
swoich. W to oblicze wpatrzeni Apostołowie, chcą na 
wieki zatrzymać widzenie, w to oblicze wpatrzone będą 
wieki i pokolenia, a w jasności Jego będą czerpać dla 
siebie promyki Świetlane w zwątpieniu, w boleści i we 
"wszelkiem strapieniu. W tem obliczu mędrcy poczerpną 
światło. gienjusze natchnienie, a prostaczkowie, ubodzy 
i sieroty naukę, pocieszenie i ukojenie. Jako słońce bę- 
dzie ono Świecić wpośród modłów dziękczynnych i ubła- 
galnych w dniach tryumfów i zawodów, błogosławieństw 
niebios i dopuszczenia Bożego będzie Świecić i oświecać 
drogi wiodące do zbawienia, tam, gdzie słońce szczęścia 
nigdy nie zachodzi: «I stało się oblicze Jego, jako 
słońce». 

«A szaty białe, jako śnieg». Nowe cudo, nowe wi- 
dzenie. Pieluszki niemowlęctwa swego, szaty ubogie, rę- 
ką Matki sporządzone. jasność bóstwa zamienia Chrystu- 
sowi w szatę Pana i Króla stworzenia. I tak przystało. 
Bo przecież on okrywa i przyodziewa Świat cały, on przy- 
ozdabia w szaty królów i kapłanów, on daje przyodzie- 
wek i nędzarzowi na ziemi. Bo przecież w Jego krwi 
omyją szaty swe wybrani Boscy i przyodziani Jego za- 
sługami w szatach godowych staną przed tronem Wszech- 
mocnego. Tak przystało, aby w szacie godowej ukazał 
się choć na chwilkę ludzkości ten Zbawca, który za grze- 
chy ludzkie miał wkrótce zawisnąć na drzewie krzyża, 
obnażony i pogardzony. Promienieją szaty Chrystusowe, 
układając się majestatycznie i wdzięcznie, jasność bóstwa 
nadaje mu jasności i wdzięku, rzecz znikoma ziemska— 
szata, staje się ozdobą Syna Bożego na górze Tabor. 

«A oto ukazał im się Mojżesz i Eljasz z Nim roz- 
mawiający». Ukazałi się obok Jezusa mężowie najwięksi 
w Izraelu, zakonodawca i prorok, którzy w Starym Zako- 


— 248 — 


nie oglądali Majestat Boży na górze Horeb, ciż sami 
powołani zostali na Świadectwo wielkości Syna Bożego 
w Nowym Zakonie, w zakonie miłości, na którym zawisł 
wszelki zakon i proroctwa. Ukazali się w chwale obok 
Chrystusa, bo byli najgorliwszymi rzecznikami i obroń- 
cami chwały Bożej i zapowiadali przyjście Zbawiciela, 
który miał uzupełnić zakon i proroctwa. A zapowiadali 
nietylko słowy, ale i postem czterdziestodniowym i cier- 
pieniami swemi. Nie są oni Świadkami niemymi, ale 
owszem rozmawiają z Chrystusem o cierpieniach czekają- 
cych Go w czasie męki i chwale w zmartwychwstaniu . 
i na prawicy Ojca, i we wszech pokoleniach ziemskich. 

Zstępują z niebios ci świadkowie, by przyświadczyć 
Apostołom, iż Syn Boży nie przyszedł rozwiązywać Sta- 
rego Zakonu, ale uzupełnić; że prawo Boże, acz zapozna- 
ne. nigdy nie ustaje i proroctwa, acz nie zrozumiane, ni- 
gdy nie zamilkną. Tryumf Chrystusa jest tryumfem 
prawa Bożego i proroctw Pańskich. Z Chrystusem wzno- 
szą się one po nad zmienność ludzką i złość przewrot- 
nych Synów tego Świata, a bramy piekielne nie zwycię- 
żą ich. Czołem biją Apostołowie Chrystusowi tryumfu- 
jącemu i świadkom Jego wielkości, czołem Mu biją kró- 
lowie, kapłani i prawodawcy narodów i my dziś roz- 
rzewnieni wielkością i potęgą naszego Boga Zbawiciela: 
oto tłumnie zgromadzeni, jak owce dokoła swego Paste- 
rza, wołamy z Apostołami: «Panie, dobrze nam tu być!» 
Dobrze nam być w wierze Twej i w zakonie Twym. 
Dobrze nam być w otoczeniu proroków Twych: kapłanów 
pod przewodnictwem Pasterza. Panie, dobrze nam tu 
być. Uczyńmy tu przybytki... 


II. 


Wpatrzeni w jaśniejącą postać Zbawiciela naszego 
zapytajmy Go, jakie nam podaje nauki swem Przemie- 
nieniem. Oto mówi nam przez Apostoła, abyśmy, zrzu- 
ciwszy z siebie skazitelność, namiętności i nałogi złej 
woli. przyodzieli się w nieskazitelność, ozdobili się świa- 


— 249 — 


tłem wiary i jasnością enót'). Jasność oblicza Chrystu- 
sowego poucza nas, abyśmy chodzili w Światłości wiary 
i mówi do nas: «Chodźcie, póki światłość macie, żeby 
was ciemności nie ogarnęły; póki światłość macie, wierz- 
cie w śŚwiatłość, abyście byli Synami światłości. Jam 
światłość, przyszedłem na Świat, aby każdy, który wierzy 
w mię, w ciemności nie nieszkał» *). 

Na głos Boży powstają posłuszni synowie, narody 
i pokolenia ziemskie, obudzone promieniami Kwangielji, 
garną się do światłości Bożej. Jasność oblicza Chrystu- 
sowego w łaskach i cudach nie ustaje w Kościele Jego; 
nie gaśnie też pochodnia wiary w sercach wiernych. Po- 
mimo niewiary i bezbożności tego Świata, Świeci po wszej 
kuli ziemskiej pochodnia wiary Chrystusowej. A te tłu- 
my, oblegające dziś Pasterza z zachwytem i rozrzewnie- 
niem znamionującem głęboką wiarę, te tłumy powiadam, 
których ta świątynia ogarnąć nie może, czyż nie są wymoó- 
wnem tego Świadectwem? One mówią jeśli nie słowy, to 
szczęściem swem, zachwytami i łzami, że Chrystus żyje, 
że Świeci Święta wiara Jego i w Świątyniach naszych 
i w pałacach możnych, i w zagrodach, i w lepiankach 
ubogich. One mówią, że wiara nasza Święta zwycięża 
Świat bezbożny *). A mówią wytrwałością swoją w wie- 
rze, wiernością Kościołowi, miłością synowską do Paste- 
rza swego. One mówią w pomyślności i przeciwnościach 
i w radości i w żałości, w dniu błogosławieństw Bożych 
i we dni próby i nawiedzenia różczki Bożej. W waszych 
zresztą źrenicach, we łzach waszych, bracia moi, czytam 
tę wiarę, to Świadectwo, iż nie zgasło Światło Boże w du- 
szach waszych. 

Ze światłem wiary idzie Światło cnoty. Bo kiedy 
jaśnieje oblicze Chrystusowe, jako słońce, to i szaty Je- 
go świecą nieskalanym blaskiem. Chrystus jaśniejący 
w białej szacie, na górze Tabor, poucza nas o czystości 
obyczajów, o przyozdabianiu się niewinnością życia i świa- 


1) Cor. 15, 53. 
2) Joan 12, 35, 46. 
*) I Joan 5, 4. 


— 250 — 


tłem cnót chrześcijańskich. Otoczony światłem nadziem- 
skiem, mówi do nas: «Tak niechaj świeci światłość wasza 
przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze dobre i chwa- 
Kli Ojca waszego, który jest w niebiesiech... wy jesteście 
światłością Świata» '). 

I nie płonne są słowa Chrystusowe. Usłyszeli lu- 
dzie dobrej woli, synowie Światłości usłuchali nawoływa- 
mia Chrystusowego. I oto, jak szaty Chrystusowe na gó- 
rze Tabor, tak w Kościele świętym świecą i jaśnieją 
cnoty mężów i niewiast chrześcijańskich. Cnoty Apo- 
stołów i bohaterów wiary zajaśniały po całym świecie; 
na nich się wzorują, wyznawcy wieków i pokoleń. Ojeo- 
wie i matki, synowie i córki: wierne dzieci Kościoła 
Chrystusowego w wypełnianiu swych obowiązków, wzoro- 
wi w miłości bliźniego, chwalebni w enotach, stateczni 
i niezłomni: oto szata Jezusowa z góry Tabor, jaśniejąca 
zasłagami wyznawców! A na tej szacie i z tą szatą 
jaśnieją cnoty bohaterów i nasze drobne zasługi. jaśnie- 
ją przed Bogiem i przed łudźmi. W szacie Chrystuso- 
wej odbijają się nasze prace i trudy, nasze poświęcenia 
i zawody, nasze łzy i jęki, nasza wytrwałość i męstwo. 
Jasnością Bóstwa Jego oświecone i uświęcone maluczkie 
choćby nasze zasługi, pozbywają się plamek i kurzu zni- 
komości ziemskiej, a nabierają blasku nadziemskiego — 
niebiańskiego, stają się czyste i nieskalane, niewinne 
i zdobne... 

Mamże tu przytaczać przykłady, mamże powoływać 
się na Świadectwo, wy Sami, bracia moi, świadkami je- 
steście, iż kto żyje z wiarą w .Boga, tego uczynki są 
chlubą Kościoła Chrystusowego. Przykładów niekoniecz- 
nie mamy szukać wpośród osób służbie Bożej poświęco- 
nych i od tego Świata oderwanych. Owszem znajdujemy 
i w pośród was, na tym padole płaczu, w pocie czoła 
pracujących na kawałek chleba. Zajrzyjmy do domów 
chrześcijańskich, a spotkamy tam nie jeden przykład 
wiary w Boga niezłomnej, spotkamy męża i żonę wier- 


3) Mat. 5, 14, 16. 


— 251 — 


nych ślubom swoim w bojaźni Bożej ponoszących cięża- 
ry życia, siebie poświęcających za dziatki, spotkamy dzia- 
tki bogobojne, które otaczają troskliwością i opieką na 
stare lata rodziców swych, nieraz z poświęceniem i za- 
parciem siebie. Spotkamy młodzieńców i dziewice czy- 
stych i niewinnych, nie spodlonych brudami tego świata. 
I wielu, wielu znajdziemy wpośród siebie wyznawców 
Chrystusowych, świecących wiarą swoją i cnotami swemi, 
godnych naśladowców Chrystusa, jaśniejącego na górze 
Tabor, a szaty ich zasług i enót, przez łzy i cierpienia, 
przez pokutę i modły, stają się, jako szaty Chrystusowe, 
białe jako Śnieg. 

Oto, bracia moi, o czem nas poucza Zbawiciel nasz 
Przemienieniem swojem. Stojący obok Niego Mojżesz 
i Eljasz, głosiciele i obrońcy prawa Bożego, mówią do 
nas: jeden jest Bóg, jeden Pan, jeden Ojciec nas wszyst- 
kich. Wypełniajcie prawo Boże, wsłuchajcie się w pro- 
roctwa, a nie opuści was Pan Bóg wasz i błogosławić 
wam będzie «w mieście i na polu: błogosławione będą 
gumna wasze i dostatki: spuści Pan błogosławieństwo na 
wszystkie dzieła rąk waszych: i będzie błogosławił robo- 
tom rąk waszych ”). 


I kogoż, pytam was, kogoż bojącego się Pana i wier- 
nie dochowującego wiary swej, zawiodły obietnice Boże 
i proroctwa? 


Nawiedziły was utrapienie, ucisk, niedola i ubóstwo: 
być to może. Na tym świecie wszystko jest zmienne. 
Ale czyż opuścił nas Bóg? Czy nie pobłogosławił pracy 
rąk waszych, kiedyście w ubóstwie i niedoli wzięliście się 
za uczciwą pracę? Czyż nie wynagrodził wiary waszej? 
Wielcy i możni tego świata zniknęli, którzy nie ufali 
Bogu, a wy, jak ptaszęta Boże, jak lilijki polne żyjecie 
i pracujecie, błogosławieni ręką Bożą. Czyż nie pobło- 
gosławił cię Bóg, ojcze i matko w dziatkach twych i cie- 
bie sieroto w opiekunach twych? Czyż nie pobłogosła- 


1) Deuter. 28, 2 — 12. 


— 252 — 


wił Bóg, przedewszystkiem dzisiaj, ludu wierny, ludu bo- 
jący się Boga. wiary twej niezłomnej, posyłając do cie-. 
bie Pasterza i Ojca” Oto, przychodząc ten Pasterz, w 
imię Boże wznosi nad tobą błogosławiącą rękę, On bło- 
gosławi wiarę twoją, cierpienia twoje i trudy, On będzie 
błogosławił wszystkim robotom rąk twoich, będzie błogo- 
sławił rodzicom twoim i dziatkom, panom twoim i cze- 
ladce, sierotom twoim i łzom twoim. 


III. 


Oto nasza góra Tabor, świątynia nasza, oto nasze 
światło i tryumf nasz, wiara nasza i cnoty, Światłość 
oblicza naszego i jasność szaty niewinności. Tu w świe- 
tle wiary, w jasności cnót, przy świadectwie dobrego su- 
mienia, możemy z Apostołami wykrzyknąć: «Panie. do- 
brze nam łu być» Obyśmy to mogli o wszystkich na- 
szych braciach powiedzieć. Ale niestety u wielu już 
ledwo tli iskierka, a u innych już zagasła pochodnia 
wiary.  Tłumiły to światełko zbawcze bezbożność i nie- 
wiara, pycha i zaślepienie, złe wychowanie i fałszywa 
nauka. Zgasło światło wiary u wielu braci naszych, 
których świat uważa za mądrych i światłych. Zgasło 
Światło wiary mu wielu ojców i matek; synowie i córki, 
wierzących rodziców unikają Światła wiary, «aby nie by- 
ły objawione złe ich uczynki», jak mówi Chrystus Pan. 
Lud pracy, gospodarze i rzemieślnicy już mają zaślepio- 
nych w pośród siebie, już się spostrzegać dają i tam do- 
rośli i młodzieńcy, którzy unikają góry Tabor, świątyni 
swej, a błądzą po ciemnych drogach niewiary i zwąt- 
nienia! 

I nie przemawia już do nich Chrystus, jak do wier- 
nych dzieci, ale jak do wyrodków, jak do faryzeuszów 
i miast bezbożnych woła: «Biada tobie Korozain, biada 
tobie Betsaido... znośniej będzie Sodomitom w dzień sąd- 
ny, niźli tobie» *) «Biada wam, synowie wyrodni, iż 


1) Mat. 11, 21. 


— 253 — 


opuściliście, co ważniejszego w zakonie: sąd i miłosier- 
dzie, i wiarę. Biada wam, wodzowie ślepi!» ') Gdzie 
światło oblicza twego. gdzie wiara twoja, pytam cię, sy- 
nu wyrodny: gdzie pochodnia życia twego niedowiarku? 
Cóż to się stało z tobą, iż opuściłeś wiarę ojców twoich 
i dziedzictwo twoje, jak ów Fzaw sprzedałeś za miskę so- 
czewicy, za fałszywe hasło nauki bezbożnej, za twoją 
pychę i namiętności. Gdzie wiara twoja, pytam ciebie 
i gdzieś ją podział, odpowiedz mi? Może już nie ma ro- 
dziców twych ma tym świecie, nie ma komu cię upom- 
nieć o ten pacierz, którego cię matka nauczyła? W imie- 
niu Boga i rodzicielki twej pytam, gdzie wiara twoja? 
Czemuż smutny chodzisz w tym dniu radosnym, nie dzie- 
lisz z nami zachwytów, szczęścia rozrzewnienia, czemuż 
się zmieniło oblicze twoje?... 


Kiedy cię maluczkiego wniesiono poraz pierwszy do 
świątyni, kiedy cię omyły wody chrztu świętego, dano ci 
białą, godową szatę, abyś ją nieskalaną nosił aż do sądu 
Bożego, a tyś ją splamił, zniweczył rozpustnem życiem 
swojem.  Straciwszy wiarę w Boga, straciłeś i szatę, w 
którą cię rodzice przyodzieli, w którą cię kapłan przy- 
ozdobił. W imieniu rodziców i kapłana, który cię chrzeił, 
wzywam cię przez sąd Boży: — oddaj szatę twą, oddaj ją 
białą, oddaj ją nieskalaną! Pijaku i rozpustniku, oddaj 
szatę Chrystusową białą, jako Śnieg! Zdzierco i kręta-. 
czu, oddaj szatę całą i nie splamioną krwią i łzami ludz- 
kimi. Ale ty jej nie masz, aleś ty ją zbrudził. Może 
teraz obudził się żal za przeszłością, może ci szkoda 
utraconej szaty niewinności, może ci wstyd, iż ją zbru- 
kałeś? Ach, we łzach pokuty szukaj utraconej, omywaj 
splamioną, aby znowu była biała, jako Śnieg! 


Gdzie zakon Boży, gdzie proroctwa Pańskie, o któ- 
rych słyszeliście z ust rodziców waszych, a którycheście się 
uczyli od kapłanów waszych. (Gdzie ten pacierz, coście 
z matką codziennie odmawiali, gdzie piosnki Święte, które 


1) Mat. 23, 25. 
2) Ibid. 16. 


— 254 — 


wasi ojcowie w świątyniach i po domach śpiewali! Wyś- 
«cie nowy zakon przyjęli, zakon zmysłów i pożądliwości, 
wy mowych nauczycieli bezbożności i niewiary usłuchal. 
Imni wam dziś prorocy Śpiewają i prorokują. Zapomnia- 
ma wiara, podeptane prawa Boże, pośród was nie Świeci 
oblicze Jezusowe, ani szaty Jego, nie widzicie ani Moj- 
żeszów ani Eljaszów! Pogardziliście kapłanami waszymi! 
Bezbożny duch czasu, oto zakon wasz, nasycenie zmy- 
słów, oto wiara wasza, brzuch, oto bóg wasz, a pierw- 
szy lepszy mierządnik byle umiał piórem na papier wy- 
lać bluźnierstwa swe, oto kapłan wasz, oto prorok wasz! 


Nie z góry Tabor, ale z krzyża patrzy na was Je- 
zus w cierniowej koronie i skarży się, łkając: «Oto ja 
posyłam do was proroki, a z nich zabijacie i krzyżuje- 
cie... i będziecie prześladować od miasta do miasta; aby 
przyszła wszystka krew sprawiedliwa... Jeruzalem, Jeru- 
"zalem, które zabijasz proroki i kamienujesz tych, którzy 
do ciebie są posłani. Ilekroć cię chciałem zgromadzić 
pod skrzydła swe, a nie chciałoś! Oto zostanie wam dom 
wasz pusty...» '). Obyście usłuchali tej skargi. Obyście 
się upamiętali, inne byłyby słowa Chrystusa, inne by 
proroctwa Śpiewali wam prorocy wasi, kapłani Chrystu- 
SOWi... 


Ale wierne dziatki Chrystusa, ludu trzymający się 
wiary swej, nie bójcie się, niech się nie trwoży serce 
wasze. Nie do was się stosują te proroctwa groźne. Do 
was dziś Chrystus z góry mówi: «Błogosławione oczy, 
które widzą, co wy widzicie, albowiem wiele proroków 
i sprawiedliwych żądali widzieć, co widzicie, a nie wi- 
dzieli: i słyszeć, co słyszycie, a nie słyszeli» *). Wielu 
z was pożądało oglądać dzień dzisiejszy i Pasterza swego 
wpośród siebie, a nie wszystkim dano doczekać tego 
szczęścia! Wam dziś dano cieszyć się uroczystością Prze- 
mienienia Pańskiego, wam dziś dano przygarnąć się do 


1) Mat. 25, 34. 
"2) Łuk, 10, 23; Mat. 13, 17. 


— 255 — 


Pasterza swego. owczarnio Chrystusowa, czeladko Boża, 
we łzach tułająca się po tym świecie. 

Nie groźne przepowiednie, ale pełne radości proro- 
ctwa rozlegają się dziś po nad głowami waszemi. Oto 
powstaje prastary prorok Izraelski i dostrajając proro- 
ctwa swoje do waszej wiary i nadziei w Boga, woła: 
«Cieszcie się, cieszcie się, ludu mój, mówi Bóg wasz! ') 
Bo przyszła Światłość twoja; a sława Pańska weszła nad 
tobą. Bo oto ciemności okryją ziemię i mrok narody; 
ale nad tobą wznijdzie Pan, a sława Jego nad tobą wi- 
dziana będzie. Podnieś wokoło oczy twoje, a oglądaj: 
ci wszyscy zgromadzili się, przyszli do ciebie synowie 
twoi, z daleka przyjdą» *). | 

O Panie, z Apostołami wołamy: dobrze nam tu być, 
uczyńmy tu przybytki, tu przy ołtarzu Twoim, przy Pa- 
sterzu naszym, dobrze nam tu być... Ale musimy zejść 
z tej góry Świętej widzenia chwały Twej i radości naszej! 
Panie, uczyń, aby wiara nasza Świeciła, jak Twe oblicze 
i jak Twe szaty jaśniały cnoty nasze. Panie, nawróć 
wyrodnych, upamiętaj błędnych braci, aby i oni omywszy 
we łzach pokuty swe szaty, z nami się połączyli, abyś- 
my razem ujrzeli Cię w chwale wiekuistej i tam przez 
wieki wołali: «Panie, dobrze nam tu być!» - Amen. 


y) fzai. 40, 1. 
2) Izai. 60, 1. 


sasGÓ: — 


Kazanie XIX. 


O czci Imienia Maryi. 
„A imię Panny: Marya* Łuk. 2. 


«Widzę dzisiaj radosne i pobożnością ożywione tłu- 
my świętych, wołał św. Cyryl Aleksandryjski w dzień 
uroczysty Matki Boskiej do ludu zgromadzonego, widzę 
sług Maryi za Jej przewodnictwem napełniających świą- 
tynie». Słowa te przed wieki wypowiedziane i dziś każ- 
dy kapłan i kaznodzieja katolicki powtórzyć może; bo 
jakkolwiek my katolicy jesteśmy słabi i ułomri, jakkol- 
wiek nieraz uwiedzeni światem i jego pożądliwościami, 
dopuszczamy się większych lub mniejszych wykroczeń; 
nikt temu nie zaprzeczy, iż cześć Maryi głęboko jest za- 
pisana w sercach naszych; a my z niewypowiedzianem 
jakiemś uczuciem radości i ożywieniem spotykamy każde 
święto, każdą uroczystość Matki Boskiej i wysławiamy 
Jej święte Imię. 


Nie jedno nam można zarzucić, ale nikt nam nie 
odmówi tej szczególniejszej serc naszych powolności ku 
chwale Maryi, ku wysławianiu Jej Imienia świętego. Od 
starców, do dzieci, od możnych panów i mędrców, do 
ubogich i prostaczków, każdy z nas ma serce czujne na 
głos Maryi. Głos dzwonu w dzień uroczysty obudza w 
sercach naszych polot do Boga, do tronu Maryi, usta 
nasze wymawiają Jej pozdrowienie. Nie jest to uczucie 
ziemskie, nie jest to polot chwilowy, nie jest to wytwór 
przesądu; jest to znamię czci od wieków, zaszczepionej 
w sercach ludzkich. jest ogień wieczny, wznoszący się 
z ziemi do tronu Matki, jest to prawo, ręką Boga Zba- 
wiciela zapisane w sercach swych uczni. I dlatego to, 
gdy świat przemija i jego pożądliwość—cześć Maryi nie 
przemija i nie ustaje; ale coraz większą liczbę powołuje 
hołdowników, coraz więcej serc ku sobie zniewala. 


— 257 — 


O szczególniejszych objawach czci Maryi dzisiaj 
pomówimy. 

Ty zaś o Marya, Dziewico chwalebna, daj mi moc, 
zdolność i wymowę, abym pobożnym wiernym Twoim 
sługom mógł głosić sławę Imienia Twego, o ile słaby 
i nieudolny potrafić mogę: abym mógł wyrazić wielkość 
Twoją i przynieść pociechę słuchaczom '). Spraw to za 
przyczyną Twą u Boga, a my Cię pozdrawiamy słowy 
Archanioła: Zdrowaś Marya! 


E 


«Imię Twoje na wieki i pamiątki Twoje od narodu 
do narodu» *), Śpiewał psalmista Pański proroczo o Ma- 
ryi. Proroctwo się spełnia. Od chwili. kiedy Janowi 
Chrystus dał matkę na Golgocie pod krzyżem stojącą, 
stała się dla nas Marya towarzyszką nieodłączną: sławą, 
chwałą, ucieczką i pocieszycielką naszą nieodstępną. 

Po Wniebowstąpieniu Chrystusowem, w pierwszych 
chwilach Kościoła Chrystusowego, Marya obecnością swo- 
ją podtrzymywała ducha Apostołów chwiejnych i strwo- 
żonych do przyjścia Ducha św. W Dziejach A postol- 
skich czytamy, iż «wszyscy jednomyślnie trwali na mo- 
dlitwie z Maryą Matką Jezusową». Wieczernik, i to 
maluczki, jednomyślne gronko, były obrazem i pierwo- 
wzorem Kościoła katolickiego, a Marya Matką i Pocie- 
szycielką. Iiqgnęli do Niej, jak do matki osieroceni A po- 
stołowie i to tembardziej, iż Ona im żywo przypominała 
Chrystusa i wszystkie okoliczności Jego życia ziemskiego. 
Więc chwile radości i tryumfów, kiedy Go błogosławiły 
rzesze, kiedy Mu «Hosanna» śpiewały, kiedy Jego słowa 
porywały tłumy, a cuda zdumiewały wrogów: owe chwi- 
le, kiedy się dokoła rozlegał głos: «Wielki Prorok zja- 
wił się — Bóg nawiedził lud swój!» Więc chwile groź- 
nych przeczuć i scen okrutnych: pojmanie w Ogrójcu, 
okrutne męki i śmierć Jego haniebną na krzyżu, przy 


1) Ze św. Bernarda. 
2) Ps. 134, 13. 


17 


— 258 — 


którym stała Marya. Dalej znowu olśniewające wspom- 
nienia Zmartwychwstania, ukazania się i Wniebowstąpie- 
nia. Razem, jednomyślnie przypominali sobie szczegóły, 
słowa i czyny, smutki i radości, razem i jednomyślnie 
trwali na modlitwie. 

Wieczernik i gromadka w nim uczniów Chrystuso- 
wych z Maryą Matką Jego, to kolebka wielkiej rodziny 
Chrystusowej, to Kościół katolicki w zaraniu dni swoich. 
Jak niegdyś przed swem W _niebowzięciem przyświecała 
mu, obudzając rzewne i budujące wspomnienia, Marya; 
tak po Wniebowzięciu pośrednictwem swem, godnością 
Matki Boga i ludzi, Imieniem swem przyświeca nam 
z nieba, z nami żyje społecznie, dzieląc smutki i radoś- 
ci, trwając jednomyślnie na modlitwie. Jak niegdy wie- 
czernik otaczała złość i pomsta żydowska; tak i dziś od- 
graża się Kościołowi zaciekła bezbożność. Przeto jak nie- 
gdyś strwożeni Apostołowie tulili się do Maryi, tak 
i Kościół katolicki, gnany i prześladowany w ciągu wie- 
ków, do Niej się ucieka i u stóp Jej szuka porady, 
wspomożenia i pociechy. 

Zna szatan potęgę tej Matki, moc Imienia Maryi; 
to też od wieków, wypowiedziawszy walkę Chrystusowi, 
rzuca swe zajadłe pociski na Maryę. Od pierwszych wie- 
ków, aż po dziś dzień, obok bluźnierców Chrystusa i Ko- 
ścioła stają w równym rzędzie i bluźniercy Maryi. Na 
początku dziejów Kościoła bezbożny Nestorjusz, odma- 
wiając Chrystusowi jedności osoby Boskiej, zaprzeczał 
Maryi godności Boga Rodzicy i nauczając przytem, iż 
jest matką człowieka. Oburzył się cały świat katolicki: 
ojcowie Kościoła na soborach stwierdzili dawną wiarę 
i określili prastarą naukę o Matce Boskiej, a lud wierny 
uroczystemi modłami i tryumfami w świątyniach i proce- 
sjach, opiewał Ją, jako Matkę Bożą 

Św. Cyryl Aleksandryjski w mowie natchnionej wo- 
łał przed zgromadzeniem w dzień uroczysty Matki Bo- 
skiej: «Cześć i chwała Ci, Trójco Przenajświętsza, żeś 
nas powołała na tę uroczystość, niech i Tobie chwała 
będzie, o Matko Boska: Ty jesteś drogocenna perła ca- 


— 259 — 


łego Świata, Ty jesteś pochodnia gorejąca wiecznie, Ko- 
rona dziewictwa, berło katolickiej wiary, świątynio nie- 
wzruszona, ogarniająca Nieogarnionego, Matko i Dziewi- 
co! Przez Ciebie Trójca Najświętsza uwielbiona, przez 
Ciebie krzyż po całym Świecie sławiony i czczony. Przez 
Ciebie radują się niebiosa, weselą się Aniołowie i Archa- 
niołowie, pierzchają szatany, a człowiek wraca do nieba, 
przez Ciebie ludzkość w bałwochwalstwie pogrążona, 
przyszła do poznania prawdy, a lud wierny omyty w 
zdroju Chrztu Św., i po całym świecie wzniesione zostały 
świątynie, przez Ciebie narody do pokuty się nawracają. 
Nadto — przez Ciebie Jednorodzony Syn Boży, Swiatło 
prawdziwe. zaświecił w ciemnościach i w cieniach Śmier- 
ci. Przez Ciebie Prorocy przepowiadali, Apostołowie zba- 
wienie narodom opowiadali. I któż może Twoją chwałę 
wypowiedzieć, Marya, Matko i Dziewico!» *) 

Głos św. Cyryla jest streszczeniem nauki Ojców Ko- 
cioła, jest pieśnią poczerpniętą z głębi serc wierzących 
ludu katolickiego, jest świadectwem odwiecznem o czci, 
która Maryę otaczała przez wszystkie czasy. Gdy w w. 
XI i XII zepsucie obyczajów, podawszy rękę niewierze, 
podkopywać zaczęło podstawy wiary katolickiej. a cześć 
Maryi szła w zapomnienie, między innymi chwalcami 
Maryi tego czasu, wzbudza Bóg szczególniejszego kazno- 
dzieję Maryi, św. Bernarda. Mówca ten natchniony i mio- 
dopłynny użył całego zasobu talentów od Boga mu da- 
nych i barw najświetniejszych krasomówstwa ku wyświe- 
tleniu czci i chwały Maryi, jako Bogarodzicy, Pani, 
Królowej niebios i ziemi, Matki, Orędowniczki i Pośred- 
niczki wszystkich ludzi. Mową swoją porywał serca słu- 
chaczy i zniewolone, jako hołd składał u stóp Maryi. 
Skruszonym, upokorzonym i czującym niemoc swoją 
wskazywał na Maryę, jako gwiazdę zbawienia: «Ona to 
doskonałą gwiazdą — powiada z zachwytem kaznodzieja 
Maryi —- gwiazda zrodzona z Jakóba, której promień 
jasny oświeca nietylko całe morze wszechświata, nietylko 


1) Homilia contra Nestorium. 


L-SĘG' — 


niebiosa, lecz i podziemne przenika przepaście. Ona, 
gwiazda przewodnia, skierowując nas ku niebieskiej oj- 
czyźnie, wiedzie wprost przez ocean życia, do łaski swe- 
go Syna, do rajskiego portu. Ona to świeci nam zasłu- 
gą, jaśnieje wzorami, rozgrzewa ducha bardziej, niż cia- 
ło, wypala występki, rozżarza enoty! A przeto ktokol- 
wiek jesteś, a czujesz i rozumiesz, iż w pielgrzymkach 
życia tego bardziej wśród nawałnie morskich i burzy że- 
glujesz, niż stąpasz po ziemi, o nieodwracaj oczu od bla- 
sku tej gwiazdy, jeśli we wzburzonych bałwanach nie 
chcesz być pochłoniętym. Gdy powstają wiatry pokus, gdy 
trafisz na szkopuł utrapień, wejrzyj na gwiazdę, wzywaj 
Maryę. Gdy miotają tobą fale pychy zgubnej, próżności, 
złej woli, zawiści; patrzaj na gwiazdę, wzywaj Maryę. 
Gdy łódkę duszy twej zalewa gniew srogi, łakomstwo, 
żądza ciała; patrz na Maryę. Gdy strwożony mnogością 
swych grzechów, skalaniem sumienia znękany, blizkim 
sądem przerażony, poczynasz wpadać już w przepaść 
smutku i rozpaczy; rozmyślaj o Maryi. 

W każdem niebezpieczeństwie, boleści, zwątpieniu, 
myśl o Maryi, Maryę wzywaj. Niech nie ustępuje Ona 
z ust twoich, nie oddala się z serca; a iżbyś skuteczniej 
otrzymał Jej pomoc, Jej modlitwy i orędownictwo, naśladuj 
Jej przykłady, w ślady Jej wstępuj. Idąc za Nią, nie 
zbłądzisz, prosząc Ją, nie zwątpisz, myśląc o Niej, na ma- 
nowce nie zejdziesz, nie upadniesz, gdy Ona cię pod- 
trzymywać będzie, nie ulękniesz się, gdy cię osłoni opie- 
ką, nie zmęczysz się, gdy ci przewodniczyć będzie; za Jej 
przewodnictwem dojdziesz do celu i na samym sobie do- 
Świadczysz, jak słusznie powiedziano: «Imię Panny — 


Marya» '). 
II. 
Tak z postępem czasu rozwijała się cześć Maryi 
i potęga Jej Imienia w sercach i ustach mężów świętych 
i ludu wiernego: i jeżeli chwilowo była przyćmiewana 


l) Homil. 2 super Missus est. 


— 261 — 


bezbożnością, nowym płomieniem wybuchała w nabożeń- 
stwach, w uroczystośctach, w pieniach i hymnach, i w wie- 
rze jawnej i podniosłej ludów katolickich. To też, kiedy 
w XVI stuleciu, tak zwana reformacja, podkopując zasady 
wiary katolickiej, chciała pozbawić Maryę tej czci, uro- 
ku i chwały, jaką Ją od wieków otaczała. oparły się te- 
mu serca katolickie, wrodzona bogobojność ludu katolic- 
kiego, wytworzyła związek Towarzyszów Maryi, tak zw. 
Sodalisów. W dziwny sposób zawiązywało się to pobożne 
i sławne po całym świecie katolickim, a szczególniej u nas, 
stowarzyszenie. Zaczęło się od maluczkich, pacholąt szkol- 
nych. Kierownicy i przełożeni zaczęli zawiązywać te 
stowarzyszenia między pacholętami szkolnemi, zachęcali 
je do dwuch rzeczy: pracy i cnoty. i dając im za wzór 
i opiekunkę Maryę. Od maluczkich przeszło do starszych 
oparło się o stolice biskupie, krzesła senatorskie i trony 
królewskie. Biskupi, książęta i królowie zapisywali swe 
imiona do ksiąg towarzyszów Maryi. Ojcowie nasi, gor- 
liwi wielbiciele Maryi, nie omieszkali stanąć w szeregach 
Jej towarzyszy. Towarzystwa te zawiązały się nietylko 
między możnymi i wykształconymi, ale nawet i między 
klasą rzemieślniczą i przemysłową, kupcy i cechy zapisy- 
wali się też w szeregi Maryi; było to szczególniejszą 
zaletą nazywać się towarzyszem Maryi — Sodalis Maria- 
nus. Hasłem ich była praca i enota, jałmużna i miło- 
sierdzie i nigdy przeciwko tym obowiązkom nie uchybili. 
Byli to ludzie oddani swym obowiązkom i wysoko cenili 
sobie honor towarzyszy Maryi. Jeżeli który z nich czy- 
nił obietnicę, lub składał zeznanie i zaręczał słowem: Ja- 
kem towarzysz Maryi: można mu było wierzyć najzupeł- 
niej—w kawałki dałby się porąbać za honor Maryi, dlatego 
też wszelkie podejrzenia o sobie odpierał krótkiem oświad- 
czeniem: Sodalis Marianus jestem! a przezto dawał poznać, 
iż mu są obce i wstrętne wszelkie czyny z honorem słu- 
gi-towarzysza Maryi nie licujące. Byli ci Sodalisi dobry- 
mi mężami, ojcami, braćmi i dziećmi: stanąwszy na urzę- 
dzie, wiernie i nieposzlakowanie służyli Maryi i krajowi. 

Nie omieszkała też Marya wynagrodzić zaufania sług 


— 262 — 


swoich, bo kiedy za burzą reformacji powstała nowa groź- 
na chmura ze wschodu od Turcji, zagrażającej zagładą 
całej Furopie chrześcijańskiej, przerażenie ogarnęło wszyst- 
kich. Potężni władcy tureccy, pchnęli olbrzymie hordy 
pohańców na kraje katolickie, które stanowiły mur obron- 
ny i zasłaniający całą Europę przed dziczą azjatycką. 
Strwożeni Ojcowie narodów katolickich, Papieże, o losy 
swych dzieci, w odezwach swoich do całego Świata katolic- 
kiego, zalecali modły do Maryi, na ubłaganie Jej pomocy 
przeciwko grożącej zagładzie i rozpowszechniali nabożeństwo 
do Jej Imienia. Na ten głos pobożni ojcowie nasi, wielbicie- 
le Imienia Maryi od wieków, zaprowadzają uroczyste świę - 
to Imienia Maryi w r. 1671, obchodzone odtąd nietylko 
przez nabożeństwo w świątyniach, ale i przez procesje po 
ulicach i placach miast główniejszych. W Wilnie z ka- 
tedry wychodziła uroczysta procesja z udziałem zakonów 
i cechów do kościołów św. Kazimierza, Ostrej Bramy, 
Świętego Ducha i Świętojańskiego i wracała do katedry. 
Zewsząd podnosiły się głosy ku niebu, wzywając Maryę 
ku wspomożeniu. 

Nie koniec na tem, Ojciec św. Innocenty XI, szukając 
badawczem okiem po narodach katolickich godnego obroń- 
cy, znalazł nie gdzieindziej, jedno u nas, w królu Janie So- 
bieskim. Nieustraszony i niestrudzony ten rycerz, znany 
był nietylko z bohaterstwa swego, ale i z enoty swojej. 
Nie hołdował nierządowi, był wiernym mężem i wzorowym 
ojcem, był Sodalisem Maryi i najprzywiązańszym Jej czci- 
cielem; zawsze Jej obraz nosił na piersiach; przed każdą 
sprawą rycerską bez wysłuchania Mszy św., nie rozpo- 
czynał walki. Na niego to padło oko Innocentego Pa- 
pieża, do niego wysłał posły swe, nawołując i zaklinając 
na Imię Maryi, by ratował zagrożony Wiedeń, a z nim 
i cały Świat katolicki, bo jeśliby to miasto i królestwo 
uległo przemocy, pohańcy zaleliby całą Europę. 

Stanął na wezwanie nieustraszony pogromca Turków 
i na czele wojsk zbliżył się do bram oblężonego Wiednia. 
Radość i zapał ogarnął oblężonych, ale i przerażenie za- 
panowało w obozie pahańców. Imię Sobieskiego było dla 


— 263 — 


nich przerażającem, nieraz był im srodze dał się we zna- 
ki i zaŚciełał pole ich trupami. To też z rozpaczą por- 
wali się do broni, rozwijając wielką chorągiew proroka 
na życie i Śmierć, stanęli do walki. Czas był wielki roz- 
począć walkę, by pohańce nie uprzedzili hufców chrześ- 
cijańskich; ale pobożny król nie mógł jej rozpocząć, nie 
wysłuchawszy według zwyczaju Mszy św. Sarkali ryce- 
rze obcy na tę pobożność króla, rwali się do boju; król 
zaś modlił się u stóp ołtarza, jakby nieczuły na to 
wszystko, co się dokoła niego dzieje; co im zagraża, jak- 
by nierozumiejący, iż w takim razie jedna chwila opóź- 
niona, powoduje przegraną. Król się modli, kapłan od- 
prawia Mszę św.; modli się i rycerstwo nasze, polecając 
siebie i swoich daleko zostawionych Bogu i Jego Rodzi- 
cy. Niebo się schyla ku ich modłom, staje się cud wy- 
raźny; kapłan, odprawiający Mszę świętą, kończąc J% Za- 
miast wymówić zwyczajne: «lte missa est», mówi ku 
zdziwieniu wszystkich: Vinces, Joannes! — zwyciężysz, 
Janie! 

Proroctwo się spełniło. Król po Mszy św., stanąwszy 
na czele rycerstwa, puścił się na pohańców. Rycerstwo 
jedną piersią zagrzmiało i zanuciło prastarą pieśń: «Bo- 
garodzico Dziewico, Bogiem sławiona Marya...» i wyszło 
do boju — za wiarę, za Królowę Bogarodzicę! Potężny 
był wróg, liczniejszy kilkakrotnie od zastępów chrześci- 
jańskich, wzmógł się potężnie przeciw rycerzom Boga 
Rodzicy: aż nareszcie złamany prawicą Bożą, runął pod 
stopy rycerstwa chrześcijańskiego, zaściełając swemi tru- 
pami pole, pozostawiając chorągiew proroka i obóz zdobyw- 
com, ratując resztki pozostałych hord w sromotnej ucieczce. 

Tak się zapisało chwalebnie Imię Maryi, w zwycięz- 
twach Jej towarzyszy. Ojciec św., chcąc potomnym wie- 
kom przekazać o tem pamięć, nakazał po całym Świecie 
uroczyście obchodzić to zwycięztwo, ustanawiając uroczystość 
Imienia Maryi w niedzielę po Jej Narodzeniu. Biskupi 
nasi i kapłani zapisałi to święto, fundując kaplicę Imie- 
nia Maryi przy Świątyni katedralnej; zaopatrzyli ją fun- 
duszami, by codzienne modły uroczyste przypominały 


— 264 — 


potomności dobrodziejstwa Boże i przemożną prawicę 
Pańską, okazaną w obronie ludu wiernego przez przy- 
czynę i pośrednictwo Maryi i przez zapasy bohaterskie 
Jej towarzyszy—Sodalisów. 

Z biegiem czasu bezbożność pod hasłem oświaty, 
odrodzenia i braterstwa narodów, na podstawach czystego 
rozumu objęła społeczeństwo katolickie, wytworzyła poło- 
wiczną religijność, uznającą niby główne prawdy wiary 
katolickiej, a lekceważącą nauką Kościoła, Sakramentami 
i obyczajami chrześcijańskiemi. Duch ten, nazwany mia- 
nem postępu, jak ciężka niemoc, jeszcze i po dziś dzień 
trzyma w swej władzy wiele umysłów i serc ludu kato- 
lickiego. Na dnie tych serc jeszcze tleją iskierki wiary, 
a z nimi i cześć ku Maryi, które przy zdarzonej okolicz- 
ności wybuchają płomieniem, świadcząc, że w żyłach tych 
oziębłych ludzi płynie krew dawnych Sodalisów Maryi. 
Liczne przykłady dają świadectwo, iż mężowie katoliccy, 
niby obojętni na rzeczy wiary i zaciekli nieraz w niena- 
wiści, umieją stanąć w obronie za cześć Maryi i dla 
Maryi wiele przebaczyć. Znany jest wypadek z dziejów 
tułaczy naszych na polach hiszpańskich, staczających bo- 
je. iż gdy się żołnierze zebrali w domu Hiszpana, pomię- 
dzy innemi bluźnierstwy, zaczęli ubliżać czci Bogarodzi- 
cy, zabłąkany tam żołnierz z naszej ziemi, powstał obu- 
rzony na to bluźnierstwo przeciw Matce Boskiej wyrze- 
czone, a odznaczając się męztwem i zręcznością, dał po- 
rządną nauczkę bluźniercom. W nocy, gdy poszli spać, 
napadły na nich wojska hiszpańskie i w pień wycięły 
wszystkich, ocalony został obrońca Maryi. Obudziwszy 
się, ujrzał kartkę na piersiach swych, napisaną ręką 
Hiszpana, świadka jego pobożnego bohaterstwa: «Za to 
żeś bronił honoru Maryi—ocalono ci życie». 

To poczucie głębokie czci Maryi nie zamarło i do 
dni naszych, bo chociaż wielu spotykamy wolnomyślnych. 
postępowych, a nawet bezwyznaniowców; w potrzebie je- 
dnakże, czują się w obowiązku ująć się za cześć Maryi. 
Tak się stało niedawnemi czasy. Gdy po wzniosłych legen- 
dach, o Królowej Niebios. pewien zżydziały chrześcijanin 


— 265 — 


poważył się drukiem ogłosić bluźniercze baśnie żydow- 
skie o Bogarodzicy, oburzyli się wszyscy katolicy i cała 
prasa, z wyjątkiem sług żydowskich i pewnych półgłów- 
ków, co go obiadem utraktowali. Jeden ze światłych mę- 
żów oświadczył, że chociaż nie należy do gorliwych ka- 
tolików, jednakże, ujmując się za cześć Maryi, przyłączył 
się do towarzystwa, 'które postanowiło nie podawać ręki 
bluźniercy. 

O jakże to piękne świadectwo, że jeżeliśmy w wielu 
odstąpili od dróg ojców naszych Sodalisów, w piersi na- 
szej jeszcze tli, jeszcze wybucha, poczucie obowiązku obro- 
ny czci Maryi. Obyż to uczucie zamieniło się w cnoty, 
a zbłąkani postępowcy, obudzeni Światłem Jutrzenki za- 
rannej, ujrzeli słońce prawdy, przez Imię Maryi, Imię 
Jezusa. 

III. 


Święcąc dzisiaj tłumnie i w pobożnym nastroju te 
pouczające a poruszające do głębi serca dobrodziejstwa 
Boże, potęgę Imienia Maryi i zasługi ojców naszych, za- 
pytajmy siebie, czy w sercach naszych goreje ta sama 
wiara i ufność ku Maryi, czy jesteśmy godnymi naśla- 
dowcami pobożności ojców naszych? Do was naprzód 
zwrócę pytanie, jak wam z godności przynależy, do was 
potomków tych towarzyszów Maryi, obrońców kraju i wia- 
ry, Śpiewających w ziemi własnej i obcej: Bogarodzico! 
i zapytam was, czy ta sama wiara i ufność goreje w Ser- 
cach waszych? Czy wszystkich was Marya uznałaby 
za swych towarzyszów? Sami odpowiedźcie; sumienie wa- 
sze niech wam powie! Ja was tylko dalej pytać będę:— 
czemu Mszę św. lekceważycie? czemu Sakramenta omija- 
cie? czemu marnujecie spuściznę po ojcacach waszych: — 
wiarę, honor, a w końcu i ojcowiznę? Czemuż. żyjąc w 
nierządzie, w hulatykach, próżniactwie i w obojętności 
religijnej, mało podobni jesteście do waszych ojców So- 
dalisów, którzy Imieniem Maryi osłonieni, zdobyli dla 
was i honor i dostatki, wzywając Jej Imienia, błogosła- 
wili kolebki wasze! 


— 266 — 


Niewiasty możne i wywyższone wpośród narodu, 
i wy zapytajcie sumień waszych, czy czasami po za wa- 
szą modną pobożnością, a może i wątpliwą, nie jesteście 
wyrodnemi córkami ojców waszych, Sodalisów i bogoboj- 
nych matek, co pilnując ogniska rodzinnego i niemowlę- 
ctwa waszego, witały każdy dzionek śpiewem prastarym: 
«Zawitaj ranna Jutrzenko i grzechów naszych lekarko!» 
Zapewnie moda dzisiejsza, tchnąca zmysłowością i próż- 
nością, staje wam na przeszkodzie — w sposób prastary 
uczcić Boga Rodzicę: wyśpiewujecie androny własne 
i francuskie. czasami przetrącicie jakąś modną serenadą 
religijną, co to według mody konwencjonalnie opięta, 
obcięta, ani do Boga, ani do uczuć religijnych zastoso- 
wać się nie da! Lepiej pono było prababuniom waszym 
chwalić «Zaranną Jutrzenkę», kiedy ich mężowie, ugania- 
jąc się za pohańcami, «Bogarodzicę» śpiewali; wam dziś 
po modnych śpiewach przyjdzie się «Tadeuszka» Śpiewać, 
gdy wasi mężowie i synowie na szulernie, nierząd i ba- 
le spuszczą krwawicę ojcowską; a już wiele z was i śŚpie- 
wa. Pomyślcie o tem, o niewiasty chrześcijańskie, córki 
sławnych Sodalisów Maryi. 

Młodzieży kształcąca się, a tyż, czy podobna do twej 
braci z wieków przeszłych, gdzież wiara gorliwa? gdzież 
cnota i niewinność życia? „gdzież praca i pilność przy 
naukach? Niech wam sumienie odpowie; a ja wam mó- 
wię, iż wiele się zakrada między wami próżności, pyszał- 
kowstwa, lenistwa, a z niemi nierząd, hulatyki i karciar- 
stwo, a z niemi i zbrodnie, przed któremi wzdryga się 
ręka ludzka! Czemuż o młodzieży, unikasz kościołów, 
opuszczasz spowiedzie, i podajesz rękę bezbożności, zapo- 
znając cześć Maryi i jawnie bluźniąc nieraz tej Matce, 
którą czcili praojcowie twoi. Podnosisz głowę i zadzie- 
rasz, iż ty postępowa i natrząsasz się z ciemnoty wie- 
ków przeszłych. Prawda, tamci Sodalisi, ucząc się, nie 
znali balów i tańców na biednych kolegów, dzielili się 
tem, co im Bóg dał przez rodziców, albo, co prośbą 
i usługą uprosili u możnych; ale z tych Sodalisów, jeśli 
który przywdział zbroję, był rycerz, jeśli togę, był to 


— 267 — 


senator, jeśli suknię duchowną, był to dostojnik Kościoła 
wzorowy, uczynny, miłosierny i wierny czciciel Maryi 
na każdem stanowisku. Czy takie bywają skutki twego 
próźniaczego wąłęsania się dzisiejszego, lekceważenia wia- 
ry, zapoznania prawd chrześcijańskich? Sama o tem nie- 
raz słyszysz, a no i przekonasz się na sobie. Nie słu- 
chasz dziś rodziców, nie szanujesz władzy, nie znasz 
Maryi, towarzyszysz swawoli i bluźnierstwu. o młodzieży 
nieoględna, dalekie twoje drogi od dróg, któremi cha- 
dzali koledzy twoi lat minionysh, nie ujrzeć ci zasług 
i sławy ich, zdobytych na służbie Bożej i kraju! 


A'i wy, bracia pracujący. ludu rzemieślniczy i ubo- 
gi, zastanów się dzisiaj, czyś wart być towarzyszem Ma- 
ryi. Wszak już wielu z was posłuchało przewodników 
bezbożności i niewiary, wielu z was nie chodzi do spo- 
wiedzi, nie wzywa Maryi! Milsze im są zebrania bluź- 
nierców, niż chwalących Boga towarzyszów Maryi, milsze 
im są jaskinie ukryte, aniżeli świątynie Pańskie, tam na 
tej drodze znajdą oni nagrodę, godną obłędu swego. Py- 
tam przeto was, coście jeszcze nie opuścili Maryi, po- 
myślcie, czy nie jest wasza pobożność powierzchowną? 
Bywacie wy w kościele, wielbicie Maryę, prawda; ale 
czemuż między wami dają się słyszeć kłótnie, zwady, pi- 
jaństwo, kradzieże, podejścia i wszelkiego rodzaju nie- 
cnoty? Czyż te występki dadzą się pogodzić ze czcią 
Maryi i z Jej towarzystwem? 


Chcecie być prawdziwymi towarzyszami Maryi? do- 
dajcie do waszego nabożeństwa cnoty, a dostąpicie tej 
godności. Bądźcie miłośnikami pokoju i zgody tak w 
domach waszych, jak i w sąsiedztwie, bądźcie pracowity- 
mi, trzeźwymi, czyńcie sprawiedliwość, po sprawiedliwości 
żyjcie, nie czyńcie krzywdy nikomu, miłosiernymi bądź- 
cie. Uczcie dziatki wasze wiary Świętej i nabożeństwa 
do Maryi, prowadźcie do spowiedzi i Komunji, słuchajcie 
kapłanów, nauczających was pobożnie wychowywać dziat- 
ki; a wtedy staniecie się godnymi towarzyszami Maryi. 
Imię Maryi będzie was ochraniać od nieszczęść, pociechą 


— 268 — 


wam będzie w smutku, pomocą w potrzebie, matką i to- 
warzyszką w niedoli i sieroctwie. 

Grzesznicy, dotychczas niepokutujący, czyż wy w 
ten dzień uroczysty odejdziecie ztąd niepojednani z Bo- 
giem, w niezgodzie z sumieniem waszem? Na Imię Ma- 
ryi zaklinam was, wspomnijcie na Matkę waszą Maryę, 
wspomnijcie na te dnie, kiedyście Ją niewinnemi ustami 
chwalili, niech w was obudzi wstyd zbawienny za waszą 
grzeszną przeszłość i skruchę za grzechy wasze. Spójrz- 
cie na gwiazdę, wspomnijcie na Maryę, nawróćcie się do 
Boga, podajcie rękę Maryi, a Ona was poprowadzi do, 
portu zbawienia! 

A wy. zasmuceni losami przeciwnymi, ubóstwem i sie- 
roctwem, spójrzcie na gwiazdę, wspomnijcie na Maryę, 
podajcie Jej rękę. To Matka, znająca boleść, ona was 
poprowadzi na Golgotę, stanie z wami pod krzyżem 
i wpatrzona w krzyż konającego Syna, będzie razem 
z wami płakać i pocieszać was nadzieją przyszłego zmar- 
tbychwstania, Ona wleje otuchę w serca wasze zbołałe, 
odpędzi od was rozpacz beznadziejną. Niech towarzyszką 
waszą będzie Marya, pod krzyżem stojąca. Odrzućcie po- 
nurą zasłonę smutku, a niech Imię Maryi przyświeca 
dniom boleści waszej, niech wam zjedna pomoc Bożą. 

«Pomnij, o Najświętsza Panno, iż od wieków nie 
słyszano, aby ktokolwiek, uciekający się pod opiekę Two- 
ją, Twego Imienia wzywający, został opuszczony. My 
tedy, o Matko, ufni w potęgę Twego Imienia, do Ciebie 
się garniemy, u stóp Twoich jęcząc, żebrzemy tej łaski!» 
Uczyń nas towarzyszami Twymi, a nie odpychaj nas! 
Jakeś przygarnęła ojców naszych i wynagradzała ich eno- 
ty; tak i nas przygarnij do serca swego, otrzyj łzy na- 
sze, byśmy poznali, iż prawdziwie powiedziano: «A Imię 
Panny— Marya». Amen. 


— 269 — 


Kazanie XX. 


O zaślepieniu niedowiarków i nałogowców. 


„I zawołał, mówiąc: Jezusie, sy-. 
nu Dawidów, zmiłuj się nademną*. 
Łuk. 18. 


Kalectwo ślepoty jest jednem z najdotkliwszych. Po- 
zbawiony władzy oglądania tego Świata, człowiek Ślepy 
doświadcza przykrości nawet w rzeczach najistotniejszych, 
najwięcej obchodzących go w tem życiu. Nie widzi naj- 
droższych osób, które go otaczają, nie ujrzy drogi do 
domku rodzinnego, nie może wskutek kalectwa swego 
zapracować sobie na kawałek chleba. Pozbawiony wła- 
dzy widzenia. poniewieranym bywa częstokroć w rodzinie, 
a jako ciężar domowy, w razie niedostatku, wypychanym 
bywa za drzwi, aby się żywił między ludźmi. I oto dro- 
ga dla niewidomego tułacza gotowa: ocierać po omacku 
cudze kąty; albo usiadłszy przy drodze, żebrać. 


Tak to bywa dziś w życiu ludzkiem, tak było i przed 
wieki. Tąż niedolą przygnębiony siedział i ów śle- 
piec ewangieliczny przy drodze, wiodącej do Jerycho, 
żebrząc. Jednakże nie jest los człowieka ślepego jeszcze 
tak rozpaczliwym, jeśli duszę jego oświeca światło łaski 
Bożej, ale przeciwnie, szczęśliwszym bywa ten kaleka na 
ciele, wzbogacony darami Bożymi na duszy, od ludzi 
dzi skądinąd zdrowych na ciele i na oczach, ale chorych 
i zaślepionych na duszy. Slepy z pod Jerycho, skoro 
usłyszał o Chrystusie, łaską Bożą oświecony, poznał moe 
i miłosierdzie Tego, którego nie poznali zaślepieni na 
umyśle i sercu, choć widzący na oczy, biegli w Zakonie 
i kapłani żydowscy. Dusza jego tą łaską oświecona, prze- 
nika powłokę śmiertelną, widzi w Chrystusie Wszechmoc- 
nego Zbawcę, wzywa Go o pomoc: «Jezusie, synu Da- 
widów, zmiłuj się nade mna!»  Wtenczas, gdy  za- 


— 270 — 


ślepienie żydów zakrywa im oczy do tego stopnia, iż fu- 
kają na nieszczęśliwego i uakazują mu, aby milczał. 

I w rzeczy samej, zaślepienie na duszy, jest naj- 
straszniejszem, bo niepowetowanem, kalectwem człowieka. 
Zadne dostatki, żadne zabiegi ziemskie nietylko, że nie 
wrócą zdrowia, ale nawet uigi nie przyniosą tym Ślepcom 
na duszy. Tem bardziej los ich opłakania godnym się 
staje, gdyż tacy kalecy na duszy zwykle nie zwracają 
się do Jezusa Nazareńskiego, prosząc i wzywając pomo- 
cy. Ślepota duszy pozbawia ich możności oglądania mo-_ 
cy i majestatu Chrystusowego, a zaślepia ich natomiast 
i więzi w nałogach i nie pozwala im dojrzeć własnej mo- 
ralnej brzydoty. Ztąd chyba szczególniejsza łaska Boża 
cudem przeniknie łuskę ich zaślepienia i zapali w sercu 
promyk jasności Bożej. Szczęśliwi, jeśli wtedy zawołają: 
«Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nade mną!» 

Chciejmy to należycie rozważyć i zastanowić się nad 
przymiotami ślepoty duchowej, jako też i nad szczegól- 
szemi objawami miłosierdzia Bożego. 


Lekarzu dusz naszych, oświeć nas i naucz, za przy- 
czyną Twej Matki. — Zdrowaś Marya. 


I. 


Jeżeli spojrzymy po Świecie, nie wiele stosunkowo 
mamy ślepych na oczach; ale za to więcej spotkamy nie 
równie ślepych na duszy. Ten obłęd ustawiczny, w któ- 
rym żyją ludzie, zbaczając z dróg znajomości Bożej i naj- 
większych praw Bożych, dowodzi nam jasno o wielkiej 
liczbie zaślepionych na duszy. A jeżeli wnikniemy w 
przyczyny tego zaślepienia, zhajdziemy, że jak rozmaite 
bywają powody ślepoty oczu, tak też i rozmaite są źró- 
dła ślepoty duszy; i jak ślepota zmysłowa rzadko przy- 
chodzi nagle, ale się rozwija stopniowo, tak też i ślepota 
duchowa; jak jedna, doszedłszy do zupełnego zaniku wła- 
dzy widzenia, bez cudu wyleczyć się nie da, tak i dru- 
ga, doprowadzona do granie ostatecznej niewiary i roz- 


— 271 — 


pasania namiętności, bez wyraźnej pomocy Bożej usunię- 
tą być nie może. 

«Ślepym jest, powiada św. Grzegorz, rodzaj ludzki, 
ponieważ za grzech pierwszych rodziców utracił raj, a wy- 
pędzony ze światłości, tuła się w ciemnościach błędu 
i grzechu...') Slepym jest każdy człowiek, pozbawiony 
światła rozważania prawd Bożych i wskutek tego otoczo- 
ny zewsząd ciemnościami, nie widząc Światła przyszłej 
chwały, nie wie dokąd ma zwrócić swe stopy» *). 

Oto mamy przed sobą ślepych na duszy. którym nie- 
wiara, lub zwątpienie zakryło majestat Boży i widzenie 
rzeczy niebieskich. Jak ów ślepy ewangieliczny, siedzą 
oni przy drodze zbawienia, ale jej nie widzą, ani też 
oglądają cudów Bożych, któremi Pan Bóg tak hojnie 
uposażył ten Świat, ani posiadają skarbów dziedzictwa 
synów Bożych, które Ojciec niebieski swym dzieciom 
rozdaje. Są to kalecy i żebracy ducha, chociaż opływa- 
ją częstokroć w dostatki ziemskie; są to istoty moralnie 
upośledzone, chociaż ich Światowa mądrość wysoko nie- 
raz podnosi, chociaż ich zdobią tytuły i zaszczyty ziem- 
skie. Jest to złoto zaśniedziałe, są to wielcy, wyzuci ze 
szkarłatów, a obłapiający zgniliznę, jak mówi prorok”). 


Bogactwa i zaszczyty ziemskie nie dają cnoty, ow- 
szem częstokroć od niej odciągają; a mądrość światowa 
nie zrodzi wiary, owszem najczęściej zaślepiając pychą 
umysł i serce, wyniszcza nawet zarodki wiary. W taki ' 
to sposób, pomimo dostatków ziemskich, pomimo bogactw 
przyrodzonych, bez wiary w Boga i w cel nieśmiertelny, 
człowiek jest nędzarzem: a pomimo biegłości w naukach, 
mądrości tego Świata, jest ślepym: gdyż nie zna drogi, 
prowadzącej do celu wiekuistego, do Boga, gdyż niewia- 
rą i zwątpieniem przygnębiony, jęczy i żebrze o pomoc 
ludzką, jak żebrak, siedzący przy drodze tego życia i pro- 
szących ludzi przechodzących o wsparcie. 


1) Homil. 2. 
2) Pastor. I, 11. 
*) Treny 4. 


— 272 — 


W rzeczy samej los człowieka bez wiary, albo za- 
chwianego w wierze, jest losem żebraka przydrożnego. 
Ludzie się nad nim niektórzy litują, drudzy mimo prze- 
chodzą, jedni rzucą jakieś słówko zdawkcwej pociechy, 
a drudzy jeszcze mu urągają i dalej idą, a żebrak zo- 
staje żebrakiem, a niedowiarek zostaje: niedowiarkiem. 
Bo któż z ludzi uleczy kalectwo jego, któż mu wróci 
utraconą, albo mu zjedna wiarę, której rozdawnictwo jest 
w ręku Bożem, we wszechmocnem słowie Chrystusowe, 
wyrzeczonem do ślepego: «Przejrzyj!» Jakaż siła i po- 
tęga ludzka uleczy wzrok duszy niedowiarka, łuską za- 
słoniony? jaka nauka w świecie zdejmie z umysłu zwąt- 
pionego kataraktę niewiary? kiedy jedyne źródło na tę 
ślepotę skuteczne, to wiara, na którą sam Chrystus wska. 
zuje, mówiąc do ślepego: « Wiara twoja, ciebie uzdrowiła» 

I w tem jeszcze wiele jest podobieństwa niedowiar- 
ka do ślepego z urodzenia, że jak jeden, tak i drugi 
nie widzą istoty rzeczy. Mówić niedowiarkowi o wie- 
rze i o cudach łaski, to samo znaczy, co mówić śŚlepe- 
mu o blasku słonecznym i o kolorach. Ślepiec nie widzi 
promieni słońca; ale rad się wygrzewa na słońcu: i nie- 
dowiarek nie ma wiary, ale rad korzysta z jej dobro- 
dziejstw, kiedy mu ta wiara daje wierną żonę, posłusz- 
ne dziecię, uczciwego sługę, bogobojnego sąsiada. Sle- 
piec poomacku w biały dzień szuka drogi i dalekie koła 
zatacza, nim ręką dobroczynną nie zostanie na nią wpro- 
wadzony, inaczej ginie na bezdrożach; a niedowiarek, zbłą- 
kany z dróg odwiecznych znajomości Bożej, błąka się 
po manowcach błędnych, i jeśli ręka Boża nie wpro- 
wadzi go na drogę, ginie w rozpaczy i zwątpieniu, ginie, 
jak żebrak w zniechęceniu do wszystkiego w żalu do 
Boga, którego nie uznawał i do ludzi, wpośród których 
błądził. 

Najsmutniejszą zaś rzeczą jest, jeśli ślepy Ślepego 
zacznie prowadzić: zguba niechybna, bo obaj drogi nie 
widzą. Najsmutniejszą też rzeczą jest, jeśli niedowiarek 
narzuca się komuś na przewodnika, to już zguba nie 
unikniona, prędzej czy później dojdą do przepaści. .Nie- 


— 273 — 


dowiarstwo nietylko przez to gubi człowieka, iż odprowa- 
dzą go od celów ostatecznych, pozagrobowych; ale i przez 
ustawiczne podrywanie i stłumianie uczuć przyrodzonych 
duszy, która z natury swej dąży do Boga i chce wie- 
rzyć: a tylko zaślepienie zakrywa jej cele ostateczne, 
stłumia popędy przyrodzone i tem samem przyczynia 
szkodę niepowetowaną, jak na duszy, tak i na ciele. 
Dzisiejsze przeto przewodnictwo, którego się chwyta nie- 
dowiarstwo na drogach życiowych ludzkości, niczem in- 
nem nie jest, jak stwierdzeniem słów Chrystusa: «A śle- 
py. jeśliby ślepego prowadził, obadwaj w dół wpadają» '). 


II. 


Obok zaślepienia przez niedowiarstwo idzie zaślepie- 
nie, z nałogów złych i z życia występnego pochodzące. 
Tu już spotykamy liczniejszych ślepców i żebraków, ani- 
żeli w poprzedniej rzeszy. Bo jakże wielu dziś zaśłepiają 
nałogi, odprowadzają od Boga i spychają na błędne dro- 
gi życia. 

Weźmy najprzód panujący u nas tak powszechnie 
nałóg pijaństwa. Cóż to jest w rzeczy samej, jeśli nie 
kalectwo nasze, jeśli nie ślepota? Za własny grosz, kosz- 
tem majątku, albo krwawo zapracowanego grosza, pozba- 
wiać się rozumu, zdrowia, a rodzinę i dzieci wyzuwać 
z ojcowizny, żeby póki małe zaznały głodu i chłodu, 
a jak podrosną, — poszły w Świat, cudze kąty wycierać. 
Powiedział ktoś z uczonych, iż stół i trunki niezrówna- 
nie więcej zabijają ludzi, aniżeli najokrutniejsze wojny. 
Patrząc na zaślepienie pijaków, z parą puszczających za- 
robki i zyski swoje, Śmiało powiedzieć można, iż żadna 
klęska, żaden wróg tyle nieszczęścia nam nie przyczyni, 
ile nałóg pijaństwa. 

A jednak człowiek tym nałogiem zaślepiony, nie 
chce rozumieć tego: bo kiedy sobie głowę zaleje, przy- 
śpiewuje wobec nędzy grożącej, a jak się wytrzeźwi, zły 


1) Mat. 15, 14. 
ł 18 


— 274 — 


i niekontent z siebie, nie pozwala żonie i dzieciom wspo- 
mnieć nawet o tem, że zgubę sobie swym nałogiem go- 
tuje. Czyż to nie jest ślepota? pytam was, — rzuciwszy 
drogę pracy, oszczędności,—-hulać całymi dniami i noca- 
mi, rzucać ostatki na wypitki, by sobie później zalać su- 
«mienie, zdrowie i zbawienie duszy; by z gospodarza, albo 
majstra zostać pijakiem i żebrakiem, a przez to i pośmie- 
wiskiem i popychadłem ludzkiem? Czyż to nie jest śle- 
pota, być prowadzonym na sznurku nałogu pijaństwa po 
bagnach bluźnierstw i rozpusty, a nie widzieć łez rodzi- 
cielskich, łez żony i dziatek? Czyż to nie jest ślepotą? 
powiedzcie mi, co te łzy wylewacie, albo na te łzy pa- 
trzycie. 

Alboż ta rozpusta? dziś tak rozpowszechniona między 
ludźmi, jakże się inaczej nazwać może, jeśli nie zaślepie- 
niem i Ślepotą duszy? Slepy nie widzi przepaści, do któ- 
rej się zbliża i w której ginie ostatecznie. A czyż ją: 
widzi młodzież, co lata swe niewinne plami i hańbi nie- 
rządem i zatruwa na cały wiek swój wiosnę życia swe- 
go? A czyż ją widzą mężowie i żony, targające węzły 
małżeńskie, albo ukrycie, prowadzący pokątne miłostki? 

O, mój Boże, lata mikade; lata niewinne, pozostają 
napiętnowane bezwstydem i wspólnictwem w knajpie nie- 
rządu! Ognisko rodzinne, zarażone i zhańbione tarza- 
niem się w jaskiniach sromoty i wszeteczeństwa! Jeśli 
gdzie ta ślepota jest najwięcej krzycząca i wstrętna, to 
„w nierządzie. 

Zwróćcie tylko uwagę na młodzież niewinną — wy- 
gląd oblicza mówi o ich enocie i szczęściu, którem Bóg 
"darzy dusze niewinne, nawet ucisk cierpiące i niedosta- 
tek na ziemi; a spójrzcie na tę wyuzdaną młodzież, któ- 
ra się wyzbyła szaty niewinności jakby piętno kainowe 
wyryte było na czole i w wejrzeniu tych nieszczęśliwych. 
Spójrzcie na małżeństwa, żyjące w wierze dozgonnej—szcze- 
rość i rzetelność, pogoda w wejrzeniu, świadkowie czystego 
sumienia zdobią ich, łącząc ich serca i pociągając wzajem- 
nie ku sobie; a wejrzyjcie na te niespokojne i zgryzione 
oblicza małżonków nierządnych: jeden drugiemu w oczy 


— 275 — 
spójrzeć nie śmie, choć ukrywają swe zbrodnie. jak mogą, 
i chcą uchodzić za uczciwych. Wyrzuty sumienia dobi- 
jają ich i nie dają im spokoju. 

Następstwa nierządu straszne są i widoczne dla każ- 
dego, kto nań patrzy czystym umysłem i sercem, ale te- 
go nie widzą, albo nie mogą widzieć nierządnicy. Jawne 
są oznaki nierządu, jak na duszy, tak i na ciele, tak 
i w spustoszeniu rodzin; ale zakryte one są dla zaślepio- 
nych nierządem. Żaden promyk jaśniejszy nie zaświeci 
w oczach duszy ich, by przejrzeli i poznali zgubę swoją, 
by zrozumieli hańbę rozbestwienia swego. Jak ślepi tło- 
czą się do przepaści, tak nierządnicy rzucają się w ot- 
chłanie wyuzdanej rozpusty. Ginie i marnuje się mło- 
dzież nasza, marnieją i wyradzają się rodziny nasze, 
a tymczasem rozpusta jest przynętą niezwyciężoną, jak . 
dla młodzieńców, i tak dojrzałych, tak i dla starców, nad 
grobem stojących; i co jeszcze jest widoczniejszem zaśle- 
pieniem, zarówno ten nierząd, ten szał zmysłowości, opa- 
nowuje tak zwaną niewierzącą inteligiencję, jak prostacz- 
ków, tak dobrze, jak podle i w stanie kmiecym, urodzo- 
nych i wychowanych. 

Slepota duchowa nierządników zakrywa im oczy na 
klątwę i odrzucenie, którem grozi religja; a chociaż nie- 
raz wielce są draźliwi na punkcie honoru i stosunków, 
nie rozumieją tych prostych i jasnych słów Apostoła: 
«Albo nie wiecie, iż. ten, co się złącza z nierządnicą, 
staje się jednem ciałem?»'). A więc jedną duszą, jedną 
naturą, jednem sercem i uczuciem, sprowadzając na się 
jednakowe piętno i hańbę, jednakowy los i kary Boże. 
Nie widzi tego wszystkiego nierządnik w ślepocie swej, 
owszem unika głosu wiary, jak ptak nocny promieni sło- 
necznych, opuszcza spowiedzie i sakramenta, wypiera się 
Kościoła swego, by swobodniej ' mógł dogodzić ohydnej 
swej żądzy. 'Nie widzi, bo ślepy jest nietylko na Świa- 
tło łaski, ale nawet i na światło zdrowego rozsądku, któ- 
rym kierując się nawet szlachetniejsi poganie i żydzi, 


1) 1 Cor. 6, 15. 
18% 


— 276 — 

unikają nierządu, jako zakały życia rodzinnego i jako 
zguby niechybnej dla każdego, żyjącego nierządem. 

Zbierzcie w końcu wszelkie nałogi i namiętności, 
wszelkie oszustwa i wykręty, karciarstwo, rujnujące zdro- 
wie i majątki, mody, amatorstwa i tańce nadmierne, skra- 
cające życie, gubiące na wieki dusze: hołdownicy ich wszyst- 
ko to są ślepi, wszystko to są kalecy i żebracy duchowi i to 
tem straszniejsi i tem nieszczęśliwsi, iż nie rozumieją kale- 
ctwa swego, nie widzą nędzy swej i nagości, i nie woła- 
ją do Jezusa, prosząc o zlitowanie: «Jezusie. synu Da- 
widów, zmiłuj się nade mną!» Siedzi ta cała czereda 
nędzarzy przy drodze, którą idzie Jezus Chrystus, szaleje 
i dokazuje wobec kościołów, nabożeństw i modłów rzeszy 
wierzącej—słyszy od tej rzeszy o Wszechmocnym i lito- 
„Śściwym Jezusie, a jednak nie prosi Go o zmiłowanie, nie 
woła doń: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nade 
mną!» 


III. 


A wszakże, gdyby zawołali szczerze j od serca z 
mocnem pragnieniem uzdrowienia, Jezus by się zatrzy- 
mał na głos ich i uleczyłby z kalectwa, jak owego śle- 
pego z pod Jerycho. A wszakże, ile to mamy widocznych 
cudownych uzdrowień ze ślepoty niedowiarstwa, rozpusty, 
pijaństwa i rozmaitych nałogów. Cudowne to uleczenie 
nie skądinąd przyszło jedno od Chrystusa. Ludzie tu 
mało co mogli pomódz, jak nie wiele pomagają wogóle 
człowiekowi ślepemu do odzyskania wzroku. Tymczasem 
jeśli niedowiarek, czy też nałogowy człowiek zasłyszaw- 
szy o przejściu Chrystusa, zawołał do Niego, tknięty ła- 
ską Bożą: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nade 
mną!», nie zawiodłaby go ta modlitwa. 

Przypomnijcie sobie tylko, ilu to waszych znajomych 
przejrzało na duszy, skoro zawołali do Jezusa i zwrócili 
doń wołania swe i serca. grzechem stargane! A może 
i z was tu obecnych niejeden sobie przypomni, iż będąc 
niegdyś niedówiarkiem, pijakiem, rozpustnikiem, nało- 
gowcem, był marnym i nędznym i ślepym na duszy, jak 


— 274 — 


ów żebrak z pod Jerycho. I cóż was od tej niemocy 
uleczyło? Oto ojciec, lub matka, mąż lub żona, dziecię 
albo i kapłan, czy przyjaciel przemówili do ciebie, abyś 
zawołał do Jezusa. Tyś usłuchał, tyś podniósł wołanie 
swoje do Boga, a w duszy twej zajęczała modlitwa ubła- 
galna: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nade mną!» 
Poczułeś, iż Jezus do cię zbliża się; a w sercu twem po- 
czułeś ciepło i słodycz, przedsmak przebaczenia; kiedy 
zaś zawołał do ciebie głosem wyrzutu sumienia: «Co 
chcesz, abym ci uczynił?» tyś zbolały odpowiedział: «Pa- 
nie, bym przejrzał, by mię opuściły nałogi moje»; a kie- 
dy na prośbę twoją odrzekł Jezus: «Niech ci się stanie, 
jako chcesz», —spadły łuski z uczu duszy twej i potwier- 
dziłeś słowa Chrystusa, «iż wiara twoja ciebie uzdrowiła» 
i ty poszedłeś za Jezusem, a krewni twoi i blizcy wiel- 
bić zaczęli Boga i dziękować Mu, iż takie uczynił dla 
ciebie dobrodziejstwo. 

-  Umocnieni w wierze i nawróceni cudem łaski Chry- 
stusowej, idą za Chrystusem, wielbiąc Boga. Całe tłumy 
napełniają świątynie, jak rzesze ewangieliczne, cisną się 
do Chrystusa we wdzięcznem uznaniu Jego dobrodziejstw. 
W ciągu wieków poświęcają się nawoływania żebrzących 
i zachwyty świadków Bóstwa Chrystusowego. Ale nie brak 
i podejrzliwych doktorów zakonnych i biegłych w zna- 
jomości praw natury, nie brak i jawnych albo skrytych 
wrogów Chrystusa, którzy z niechęcią i zawiścią patrzą 
na te cudy wszechmocy Bożej i na tę wdzięczność naro- 
dów chrześcijańskich i na wołanie żebrzących o litość 
i miłosierdzie, i na wołających: «Jezusie, synu Dawidów, 
zmiłuj się nad nami!» 

Są to ludzie postępowi, ludzie nie uznający ani Bo- 
ga, ani Chrystusa, ani wpływu Jego na rodzaj ludzki. 
Są to ludzie, którzy pod hasłem: precz z zabobonem i z 
cudami! drogą zwierzęcej walki o byt, przekładają drogi 
nowe do nowych celów, do nowej przyszłości; gdzie nie 
ma Boga, ani ołtarza, ani Stwórcy i stworzenia, ani 
Odkupiciela i odkupionego, ani cudu, ani nadziei; gdzie 
czarna, beznadziejna otchłań, na progu które z piszcze- 


— 278 — 


lów i czaszek ludzkich ułożone są groźne a przerażające 
wyrazy: «Nie wiemy»—«Nicość»; gdzie nie świeci żadne 
światło unieśmiertelniające człowieka zmartwychwstałego, 
ale panuje ciemność, pochłaniająca, jak potwór nienasy- 
cony, miljony pragnień, dążności i tchnień ludzkich, gdzie, 
jak powiada Hiob: «Cień śmierci i nie masz porządku, 
ale wieczny strach przebywa, — w ziemi ciemnej i okry- 
tej mgłą śmierci» '). 

Do tej przerażającej otchłani ciemności, wyciągając 
ręce bezbożność dzisiejsza, bluźni Chrystusa i fuka na 
tych wszystkich, którzy niedolą zaskoczeni, wzywając po- 
mocy Jego, wołają: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się 
nade mną!» Wyrodny syn, niedowiarek, czy hajdamaka. 
wyśmiewa modły matki swojej i wiarę ojca, brata, mąż 
bez wiary lub bez obyczajów urąga modłom i pobożności 
żony, natrząsa się z modlitwy dziatek. Wypadek fu- 
kania na wołającego pod Jerycho, spotykamy dziś często 
po domach i rodzinach, słyszymy i po ulicach docinki 
względem tych, co podążają do kościoła. Wrogowie Chry- 
stusa i wołających do Niego wyznawców, bez względu 
czy są niedowiarkami tylko w zasadach, czy są zbrodnia- 
rzami w czynach, podają sobie dłonie i podtrzymują się 
nawzajem w strofowaniu zwolenników wiary, nadziei i uf- 
ności, uciekających się w potrzebie do Bega. 

Tłuszczą wreszcie fukającą na pobożność naszą są, 
jak nas poucza św. Grzegorz, namiętności nasze, które: 
zanim się zbliży do nas Chrystus, pokusami i namiętno- 
ściami wszelkiego rodzaju chcą nas od Niego oderwać, 
aby usłyszawszy wołania nasze, nie uzdrowił nas i nie 
wyrwał nas z pośród występków 1 grzechów, i nie wy- 
rzucił ich z serca naszego”). 


Ale któż sprosta Wszechmocy Bożej? kto zdoła stłu- 
mić wiarę w- Boga, która ożywia serca miljonów, wzy- 
wających zmiłowania Bożego? Nawet „jednego, ślepca 
z pod Jerychę nie zdołali zmusić do milczenia. całe: 


5 10, 22. 
2) Homil. 2. 


— 279 — 


tłumy; bo om tem więcej wołał, im więcej nań fuka- 
no, bo on tem wyżej podnosił głos swój, im więcej się 
nań srożono. Czyż nie to się dzieje i dziś? Czyż nie jest 
to widocznem, iż im więcej niedowiarstwo stara się oka- 
zać postępy swe, tem więcej podnosi się wiara ludu wie- 
rzącego: im więcej bezbożność i zmysłowość sadzi się na 
orgje i hece publiczne pod godłem rozrywek i zebrań, 
tem tłumniej lud wierny, uczeni i prostaczkowie, panowie 
i słudzy garną się do świątyń; im częściej dają się sły- 
szeć bluźnierstwa na Kościół i Chrystusa, tem wznioślej 
brzmi pieśń wiary i wdzięczności z ust ludu wierzącego; 
im więcej mu każą milczeć, tem głośniej woła: «.Jezusie, 
synu Dawidów, zmiłuj się nade mną!»s. «Bo wiara im 
więcej tłumioną bywa, tem więcej się roznieca», powiada 
św. Hilary '). 

O tak, ludu wierzący, wołaj a nie przestawaj, wstąp 
na Syon, do świątyni twojej i jak trąba podnoś głos 
twój, a wołaj: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nade 
mną!» Tyś w biedzie twej i niedoli, ty w pośród prze- 
ciwności, ucisku i cierpień usłyszał o przechodzącym Je- 
zusie i zawołał do Niego, aby cię oświecił! I stało się, 
jakoś chciał. Oto wierzysz, kiedy inni nie mają wiary! 
oto garniesz się do Chrystusa, kiedy inni Go opuszczają: 
oto wielbisz Go, kiedy inni Mu bluźnią. O, wołaj, a nie 
przestawaj, i podnoś głos twój; a podnoś go, nie tylko 
wzywając pomocy dla siebie w przeciwnościach, ubóstwie 
i sieroctwie, podnoś go i za błędnych braci, którzy na 
cię fukają, którzy wyśmiewają twą wiarę, twe nadzieje 
i twe modły. «Zwyciężajmyż przeto wołania tłuszczy, 
podniosłą a uroczystą modłitwą» *). 

«Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nad nami!». 
Ty widzisz wiarę naszą, Ty widzisz i prośby nasze, Ty 
słyszysz dziękczynienia nasze, Ty słyszysz i jęki nasze, 
jakie z pośród ucisku i niedoli tego wygnania do Ciebie 
wznosimy. Nędzni i upośledzeni przez synów tego świata, 


1) Cit. Corn. a Lap. in Math. 
2) S$. Greg. Homil. 2. 


— 280 — 


srożących się i fukających na nas, wołamy z całą ufno- 
ścią do Ciebie: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj się nad 
nami!» I nie tylko za siebie prosimy, ale i ża tych 
nieszczęśliwych, których niedowiarstwo i nałogi zaślepi- 
ły, za nich prosimy: «Jezusie, synu Dawidów, zmiłuj 
się nad nimi!» 

A polecając Ci, Jezu miłosierny, naszą wspólną nie- 
dolę i cierpienia, sieroctwo nasze i nędzę naszą, jeszcze 
wołamy, jeszcze wzywamy: «Jezusie, synu Dawidów, zmi- 
łuj się nad nami!» Amen. 


KONIEC TOMU III. 


nasta_aq 


SPIS KAZAŃ. 


Kazanie o drodze Chrystusowej . . « « -« - « « » « » » » - ż 
s 6 prawdzie CHrySOSOWEJ + «++ « » sa OGG A © 

„  OŻycujwCEWYSUSIE 4 «0 - - « . . SENTOCEE 

. 0 pytaniach faryzeuszowskich i odpowiedziach Chrystuso- 
WYG ecco" to Żłds «1 KPRIEDSZDAE 

- 0 powadze nauczycielskiej w Kościele katolickim . . . . 

„.  ©.burzy, miotającej Kościołem - -. - - « - « «+ + » . 

- na uroczystość św. Szczepana. O chrześcijańskiem od- 
płacaniu się nieprzyjaciołom . . - »« « « -« « 1 « 1 « 2 

. ma tęż uroczystość. O męczeństwie . . . . . . - « . - 


na uroczystość Trzech Króli. O pokłonie Chrystusowi 
NOWODATOJZODEMIE + s zFORE OG ra „jem AA 

na tęż uroczystość. O Światłości Chrystusowej 

o świętości związku małżeńskiego . - . - - « - « » - - 

ó niestatecznych Ww wierze . : „ « « * « « « « « « Sie 

na urocz. św. Kazimierza, o jego życiu, zasługach i chwale 

na Wielki Piątek — na słowa: «Boże mój, Boże mój, cze- 


Muś mię OpUŚCIłP* « « - « « « « » > S2CEC EE 
na tenże dzień. O urąganiach z Chrystusa . . . . 
o trojakim sposobie nabywania wiary .  - . . . . . . 
na uroczystość św. Stanisława B. M. O potrzebie jedno- 

ści i występkach jej przeciwnych . . . « «. « « « « . 


na uroczystość św. Apostołów Filipa i Jakóba. O kieli- 
CHO LEKTYSIUSOWY - +: «  » + 2] WERONSOG ; „ . 
na uroczystość Przemienienia Pańskiego . - . . 
v.eżcilnieniaMaryt. « .,« > „ JRSRNS= »*d-LABE 
o zaślepieniu niedowiarków i nałogowców . . . . . . .